Dar języków: mit czy słuchowa rzeczywistość?
Esej z monografii o nauce języków obcych ujętej z perspektywy słuchania. Otwiera się dwoma analogiami między dyslektykiem a uczniem zmagającym się z językiem obcym (oboje przegrywają w wyścigu z czasem dekodowania dźwięków). Następnie wykłada centralne pojęcie myśli Tomatisa — ucho etniczne — ilustrowane słynną anegdotą wenecką: dlaczego śpiewacy z Wenecji wymawiają „l" zamiast „r", podczas gdy neapolitańczyk Caruso doskonale wymawia rolowane „r". Tekst kończy się refleksją nad prenatalnym wsłuchaniem w głos matki jako narodzinami pierwszego ucha lingwistycznego.
Dlaczego niektóre osoby łatwo uczą się języków, a inne nie? Odpowiedź tkwi w uchu.
Mit czy słuchowa rzeczywistość?
Dar języków
Zrozumienie zjawiska dysleksji pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego wiele osób doświadcza trudności w nauce języka obcego. Dar języków wydaje im się rzadkością zarezerwowaną dla nielicznych. Sądzą, że nie są dość uzdolnieni, by nauczyć się mówić po hiszpańsku lub po japońsku, i wolą zrezygnować. Czują się — jeśli można tak powiedzieć — nieco dyslektyczni, gdy tylko podchodzą do innego języka niż ojczysty. O ile w przeszłości nauka języka obcego nie była tak istotna, gwałtowne przemiany naszego społeczeństwa uczyniły ją kluczową.
Bardzo często trzeba opanować przynajmniej jeden. Weźmy przykład Johna i Betty, oboje pięćdziesięcioletnich, których syn poślubia Meksykankę i którzy zapisują się na uniwersytet, by uczęszczać na zajęcia z hiszpańskiego, by móc komunikować się z rodziną synowej; albo przykład Mary, której mąż zostaje wysłany do Pekinu, by kierować chińskim oddziałem swojej firmy; albo wreszcie Raya, którego firma zajmuje się utrzymaniem ogrodów w środkowej dolinie Kalifornii, a który zatrudnia niemal wyłącznie Latynosów ledwie mówiących po angielsku.
Mary może wybrać zamknięcie się w społeczności emigrantów i opanowanie zaledwie kilku niezbędnych chińskich słów. John, Betty i Ray mają jednak praktyczne i pilne powody, by nauczyć się obcego języka. Takie sytuacje będą się tylko mnożyć w miarę postępującej globalizacji i wzrostu liczby imigrantów. Przewidując coraz silniejsze skutki tej tendencji, jeden z moich emerytowanych kalifornijskich znajomych zdecydował się pewnego pięknego dnia nauczyć hiszpańskiego.
Wobec mojego zaskoczenia wyjaśnił, że przewiduje, iż osoby, które prawdopodobnie zaopiekują się nim na starość, będą najpewniej hiszpańskojęzycznymi opiekunami. „Chcę móc je rozumieć i móc z nimi rozmawiać", wyjaśnił mi z całą powagą. Jak zobaczymy, opieramy się przed nauką obcego języka, ponieważ nasze uszy nie są przystosowane do dźwięków języka, którego próbujemy się nauczyć. Potrzebujemy — jeśli można tak powiedzieć — nowej pary uszu: pary, która umie precyzyjnie identyfikować dźwięki nieprzynależne do naszego języka ojczystego. Trening słuchowy może dać nam tę nową parę uszu wraz z towarzyszącą jej postawą — pozwalając nam odtąd opanować obcy język wedle wyboru. Kolejne rozdziały opisują, w jaki sposób ucho może zostać do tego przygotowane.
Tradycyjny sposób nauczania języka obcego kładzie często nacisk na słownictwo, gramatykę i strukturę zdań. Lecz jak zapamiętać słowa, których się nie słyszy dobrze? Wygląda to tak, jakbyśmy wprzęgali wozy przed konie. Uczeń znajduje się bowiem w sytuacji bardzo podobnej do tej, w której są dyslektycy nieumiejący przetwarzać dźwięku tak szybko i precyzyjnie, jak to konieczne. Porównanie dysleksji z problemem nauki nowego języka jest bardzo pouczające — w obu przypadkach trudności wynikają z problemów słuchania. Czy w tych warunkach mogłoby się okazać, że dyslektyk ma ucho odpowiadające innemu językowi niż jego własny i że nie byłby dyslektykiem, gdyby mógł mówić tym językiem?
Według artykułu opublikowanego w czasopiśmie Science, „kraj, w którym dyslektyk dorastał, oraz natura języka, jakim się posługuje, mogą odgrywać rolę w stopniu nasilenia trudności w nauce". Sam Alfred Tomatis często twierdzi, że można być dyslektykiem w jednym języku, a w innym nie.
W poszukiwaniu ucha etnicznego
Już przed narodzeniem byliśmy zanurzeni w świecie dźwięków. W łonie matki postrzegaliśmy jej głos. Uczyliśmy się rozpoznawać jej głos, jego barwę, intonacje, rytm jej słów — i przez nie język, który stanie się naszym językiem ojczystym. Nasz układ nerwowy i nasz mózg były tak programowane, by postrzegać dźwięki, z których ten język się składa. Po narodzinach ta znajomość języka rośnie szybko, ponieważ jesteśmy stale pogrążeni w dźwiękowej kąpieli, w której krzyżują się głosy naszych rodziców, członków rodziny i grupy społecznej, która staje się naszą. Tak właśnie rozwijamy to, co Alfred Tomatis nazywa „uchem etnicznym": ucho wyspecjalizowane w wykrywaniu dźwięków naszego języka ojczystego.
W L’Oreille et la Vie (Ucho i życie) Tomatis opowiada, jak odkrył, że istnieje rozmaitość uszu etnicznych. Leczył wówczas grupę śpiewaków z okolic Wenecji, którzy mieli wszyscy ten sam problem: żaden z nich nie potrafił wymówić rolowanego „r" z czubka języka — co było szczególnie kłopotliwe, ponieważ libretta włoskich oper są naszpikowane tym fonemem! Zamiast „r" wszyscy mówili „l". Było to tym dziwniejsze, że wielki włoski śpiewak Caruso wymawiał swoje „r" doskonale. Tomatis obracał problem w głowie, gdy nagle pojawiło się rozwiązanie. Caruso urodził się w Neapolu, a wszyscy neapolitańczycy wymawiali rolowane „r" z czubka języka. Wszyscy wenecjanie — przeciwnie — mieli ten sam problem z wymówieniem tego „r".
Skoro głos odzwierciedla to, co postrzega ucho, należało wnioskować, że wenecjanie mają formę selektywnej głuchoty na „r", co prowadzi do swoistego selektywnego „mutyzmu". Neapolitańczycy zaś tej selektywnej głuchoty na wymowę „r" nie mieli. Tomatis przeprowadził całą serię testów, by zweryfikować swoją hipotezę istnienia ucha etnicznego, i doszedł do wniosku, że ono naprawdę istnieje.
Skoro w obrębie jednego kraju, takiego jak Włochy, istniały różne ucha etniczne, logiczne było założyć, że istnieje pewien typ ucha dla każdej narodowości: ucho francuskie, ucho hiszpańskie, ucho japońskie itd. Tomatis zaczął analizować różne języki i odkrył między nimi istotne różnice. Zanim przyjrzymy się tym różnicom, spróbujmy zrozumieć, dlaczego istnieją ucha etniczne. Najlepiej jeszcze posłużyć się przykładem.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego skrzypce i fortepian brzmią inaczej? Gdy uderzasz klawisz fortepianu, wytwarzasz dźwięk. W tej samej chwili wytwarzasz jednak inne dźwięki — zwane harmonicznymi. Harmoniczne są znacznie mniej intensywne niż dźwięk podstawowy — słyszysz więc głównie ten ostatni. Gdy grasz ten sam dźwięk podstawowy na skrzypcach, tworzą się inne harmoniczne. Stąd jasne, że skrzypce i fortepian brzmią inaczej. Powodem, dla którego fortepian i skrzypce wytwarzają różne harmoniczne, jest fakt, że ich pudła rezonansowe są różne. Pudło fortepianu jest duże, ciężkie i płaskie, podczas gdy pudło skrzypiec jest małe i delikatne. Podobnie jak instrumenty muzyczne, wszystkie języki używają dźwięku…
Uwaga — fragment pochodzi z osobistych archiwów. HTML źródłowy nosi ślady niedoskonałego skanu OCR (sklejone akapity, brakujące cudzysłowy), zachowane tu w formie wyczyszczonej. Tekst urywa się w połowie analogii fortepian-skrzypce; ciąg dalszy znajduje się w kolejnych rozdziałach monografii.