Proceedings of the Fifth International Congress of Phonetic Sciences, Münster 1964 — Fonem, jego projekcja psycho-sensoryczna, jego odpowiedź psycho-matrycowa — Autor: A. Tomatis, Paryż

Proceedings of the Fifth International Congress of Phonetic Sciences, Münster 1964. Edited by E. ZWIRNER and W. BETHGE. S. KARGER — BAZYLEA / NOWY JORK (Wydrukowane w Szwajcarii). SEPARATUM. Fonem, jego projekcja psycho-sensoryczna, jego odpowiedź psycho-matrycowa. Autor: A. Tomatis, Paryż. Fonem jest produktem aktu mowy. Otóż akt mowy jest aktem motorycznym. Odpowiada wykonaniu determinizmu, który w złożonych mechanizmach wykuwania gestu artykulacyjnego rozkwitł całym zestawem impulsów wolicjonalnych dochodzących do realizacji w doskonałości tego, co reprezentacja motoryczna przywołała. Troska analityczna usiłuje wyizolować ten fonem w byt, któremu odtąd przyznaje się fizyko-akustyczne kryteria zdefiniowane jakościowo i ilościowo. A jednak ten produkt — równie ruchomy jak życie, które go tworzy — bardzo źle godzi się z formalnymi i czasowymi ramami, w jakie chce się go wpisać i które, swoją sztywnością, odbierają mu wszelką rację bytu. Sądzimy więc, że dobrze byłoby przyjąć wobec mowy postawę kliniczną, która chciałaby — w precyzyjnej semiologii — uwidocznić tę wewnętrzną organizację cielesną, z której wypływa akt mowy. Z takim odsunięciem dystans obserwacji staje się wystarczający, by ciało w jego całości jawiło się jako instrument mowy. I to jaki wyjątkowy instrument: umie tłumaczyć — zgodnie z naszym pragnieniem, w funkcji naszej woli — ten lub ów wystający rys myśli, która nas zamieszkuje, w terminach informacyjnych, nadawalnych drugiemu. Co więcej, ten wyjątkowy instrument nie tylko pozwoli nam komunikować się z bliźnim, ale także zapewni możliwość kontroli tego strumienia mowy, dzięki neurologicznym afektorom, które budzą naszą świadomość na temat jakości tak wykutego aktu. W tych okolicznościach mówiące ciało staje się ja-przedmiotem mowy, posłusznym i niejako poddanym ja-myślącemu, które nadzoruje nasze ego. Mowa jawi się stąd jako emanująca z aktu motorycznego najbardziej wykutego i najlepiej kontrolowanego, jaki potrafimy zrealizować. Lecz już ten ostatni odwołuje się do aktu skrystalizowanego zgodnie z wcześniejszą reprezentacją — innymi słowy, odwołuje się do aktu zapamiętanego lub przynajmniej odzyskanego dzięki zapamiętaniu „obrazu motorycznego" — by mógł w każdej chwili przylegać do pożądanego schematu werbalnego, którego kontrolę zapewniają nasze receptory zmysłowe. Pierwszym z nich jest ucho; potem ciało uczestniczy w całości — przez wrażliwość skórną. Te afektory mają dwie role: — po pierwsze, pozwalają chwytać werbalną informację dochodzącą do nich z zewnątrz; do nich należy ją oszacować i odkodować;

— po drugie, umożliwiają regulację w trakcie informacji emitowanej na zewnątrz, w stronę drugiego, w stronę bliźniego — pełniąc rolę receptora auto-informującego. Ostatecznie, w grze naszego zapamiętywania, sam nasz układ zmysłowy został pobudzony na wezwanie obrazu motorycznego dochodzącego z zewnątrz; grano na nim jak na instrumencie, a przy odtworzeniu pożądanej struktury wokalnej afektory przygotowały się do kontroli tej samej tożsamości informacyjnej, jaką wywołała u nich ta sama ekscytacja zmysłowa. Tym samym wszelki element — jakikolwiek by nie był — wycięty z łańcucha mówionego, a w szczególności fonem, który chce się wyizolować, zachowuje się jak złożony bodziec wyznaczający obraz zmysłowy — i właśnie w poszukiwaniu tego obrazu uruchamianego przez nasze afektory dochodzimy do realizacji naszego aktu motorycznego, którego cel informacyjny w pierwszej kolejności nie jest niczym innym niż poinformowaniem zmysłów tego, kto mówi. Adres autora: Dr A. Tomatis, 78, av. Raymond-Poincaré, Paris 16º (Francja).

Dyskusja. Francescato (Amsterdam) podkreśla konieczność bliższych kontaktów między językoznawcami a psychologami, fizjologami itd. Tę konieczność dowodzi użycie słowa „fonem" — zresztą od początku zdefiniowanego — przez P. Tomatisa, które nie odpowiada jego terminologii lingwistów. Pohl (Bruksela): podobnie jak większości z państwa, wystąpienie P. Tomatisa było objawieniem, ale nie mogę ukryć, że zaszokowało mnie słowo „fonem". Słowa „dźwięki" i „alofony" być może też nie nadają się idealnie na określenie odcinka mowy, jaki ma na myśli P. Tomatis. „Dźwięk" — by oznaczać coś innego niż element języka. Zastanawiam się, czy nie moglibyśmy się porozumieć, posługując się słowem już istniejącym, lecz może jeszcze niezbyt rozpowszechnionym — „fonetem". Digitalizacja dokumentu: Christophe Besson, czerwiec 2010.