Założycielski pamiętnik Dra Alfreda Tomatisa opublikowany w Journal Français d’Oto-Rhino-Laryngologie, nr 3 — maj-czerwiec 1957 (s. 379-391). W trzynastu stronach z siedemnastoma rycinami autor ustanawia po raz pierwszy pojęcie ucha kierującego — słuchowy odpowiednik oka kierującego — i wykazuje eksperymentalnie kontrreakcje fonacja-słyszenie. Znajdujemy w nim: dysocjację między uchem muzycznym receptywnym a uchem muzycznym ekspresyjnym, identyfikację transferu przezmózgowego (1/15 sekundy) jako klucza patogenezy jąkania, wykazanie głuchoty zawodowej śpiewaków (natężenia 100-120 dB w odległości jednego metra), pojęcie mroczków słuchowych i głosowych, a następnie opis selektywności słuchowych właściwych różnym językom (włoskim, francuskim, rosyjskim). Tekst kończy się prezentacją dyspozytywu audiometrii obiektywnej z analizatorem spektralnym i białym szumem — pierwszej aparatury pozwalającej zmierzyć słyszenie podmiotu bez konieczności jego odpowiedzi.

Wyciąg z Journal Français d’Oto-Rhino-Laryngologie
Numer 3 — Maj-Czerwiec 1957
Drukarnia R. Gauthier, 35, Rue Viala — Lyon.

Audiometria obiektywna: wyniki kontrreakcji fonacja-słyszenie

Dr Alfred Tomatis (Paryż) (*)

Wstęp

Związki, które łączą słyszenie i fonację, są tak zazębione, że ta druga nie mogłaby przetrwać bez istnienia słyszenia, gdyby nie uciekano się do sztuczki zwanej reedukacją.

Z pewnością — na pierwszy rzut oka — wydaje się to oczywistością. Jednak gdy tylko oddali się od typowego przypadku głuchoniemego, elementy tego skojarzenia stają się mniej oczywiste i wymagają dokładniejszej analizy.

W toku tego wykładu zobaczymy, że te związki są tak ściśle splecione w kierunku fonacja-słyszenie, że tworzą prawdziwy obwód — a wszelkie zerwanie, wszelkie rozdarcie, wszelka anomalia (choćby najmniejsza) napotkana w tym obwodzie są szybko wykrywalne:

  • bądź dlatego, że pociągają za sobą zaburzenie rytmu, czyli przeszkodę w normalnym płynięciu obwodu;
  • bądź dlatego, że ujawniają modyfikację barwy, czyli sposobu, w jaki to płynięcie się dokonuje.

Zaburzenia rytmu — Ucho kierujące

We wcześniejszej pracy wykazaliśmy istnienie usznej dominacji w „celowaniu" dźwiękiem. Istnieje ucho kierujące, podobnie jak istnieje oko kierujące u każdej osoby.

Ta logiczna konkluzja okazała się łatwa do zweryfikowania — i to ze studium zaburzeń fonacji u zawodowców głosu wyszła ta sugestia, gdy mieliśmy szukać charakterystyk ucha muzycznego.

To ucho kierujące siedzi zawsze po stronie oka kierującego — a więc na ogół po prawej u praworęcznego, po lewej u leworęcznego.

Jego wykazanie można uzyskać łatwo za pomocą prostego do zrealizowania aparatu, złożonego z mikrofonu, wzmacniacza i pary słuchawek nausznych. Podmiot śpiewa przed mikrofonem i słucha się w słuchawkach. Można — do woli — usunąć kontrolę jednego lub drugiego ucha dzięki przełącznikowi wyłączającemu z obwodu jedną ze słuchawek (ta, która pozostaje w funkcji, pozostaje równolegle z oporem o tej samej impedancji co eliminowana słuchawka).

Stwierdzamy wówczas, że:

  • jeśli podmiot może się kontrolować obiema słuchawkami, śpiewa normalnie;
  • jeśli usunie się lewe ucho (gdy prawe zostało zidentyfikowane jako ucho kierujące), nie stwierdza się praktycznie żadnej zmiany w emisji;
  • lecz jeśli kontrola podmiotu zostanie ograniczona do jego lewego ucha, obserwuje się natychmiastową modyfikację rytmu w sensie znacznego spowolnienia — w tym samym czasie, gdy głos zmienia barwę, staje się płaski, biały i traci swoją czystość.

Uzyskuje się eksperymentalny rezultat tego samego rzędu, jeśli zaburzy się słyszenie kierujące nie już za pomocą małego elektronicznego montażu opisanego powyżej, lecz po prostu wywołując — przez kilka minut — oślepienie spowodowane białym szumem. Zmęczenie słuchowe, dotyczące wyłącznie ucha kierującego, pozwala przeciwnemu uchu na względny — nietrwały — zysk, który ujawnia te same eksperymentalne zaburzenia.

Modyfikacja rytmu może być znaczna — zdarzało nam się uzyskiwać spowolnienia przekraczające w długości podwójną długość rytmu melodycznego. To zjawisko jest absolutnie nieświadome, a uprzedzony podmiot musi dokonać bardzo znacznego wysiłku, by nadrobić to opóźnienie i śpiewać w takt.

Brak czystości jest również zjawiskiem uderzającym. Kontrola czystości jest właściwa uchu kierującemu i odwołuje się — dla tego ostatniego ucha — do charakterystyk audiometrycznych, które opisaliśmy skądinąd i których zasadnicze elementy przypominamy zwięźle.

Słuch „muzyków" — w najszerszym znaczeniu tego słowa, czyli osób mających zdolność słyszenia i czystego odtwarzania — przedstawia identyczny układ dla wszystkich w wykresie pomiarów progów słuchowych.

Ta krzywa zawsze przyjmuje układ z ryciny 1 — można stwierdzić stopniowe wznoszenie się między 500 c/s a 2000 c/s, z różnicą poziomu wahającą się — w zależności od przypadków — od 5 do 20 dB.

Jeśli ta krzywa się rozczłonkowuje, pojawiają się dwa zjawiska:

Gdy rozczłonkowanie zachodzi między 1000 c/s a 2000 c/s — jak wskazane na rycinie 2 — podmiot słyszy czysto, ale śpiewa fałszywie. Niekiedy może uświadomić sobie swój defekt i skorygować swoje uchybienie czystości; Ryc. 1 i Ryc. 2Ryc. 1 i Ryc. 2 — Audiogramy odniesienia: regularne wznoszenie się od 500 do 2000 c/s, różnica poziomu 5-20 dB; oraz rozczłonkowanie między 1000 a 2000 c/s. Gdy rozczłonkowanie zachodzi między 500 c/s a 1000 c/s, a słyszenie powyżej tych okresów jest nienaruszone (jak wskazane na rycinie 3) — podmiot stracił swoje muzyczne ucho słuchania, czyli słyszy z trudem, gdy ktoś inny detonuje. W zamian sam wciąż śpiewa czysto. Jest to zjawisko paradoksalne pozornie:

Wreszcie, jeśli rozczłonkowanie dotyka całej krzywej i ta nie ma już ascendentnego progu, lecz zarysowuje się jako piła (ryc. 4), u badanego nie odnajdujemy żadnej cechy muzykalności. Słyszy on i emituje fałszywie.

W sumie wszystko dzieje się tak, jakby istniało audiometrycznie globalne ucho muzyczne — które może rozłożyć się na ucho muzyczne receptywne i ucho muzyczne ekspresyjne. Lecz fakt dominujący: te charakterystyki mają wartość tylko zastosowane do ucha kierującego.

Gdyby przeciwne ucho korzystało z takich zalet — a ucho kierujące byłoby ich pozbawione — w żadnym razie nie znaleźlibyśmy u jego posiadacza charakterystyk dobrej muzykalności. Ryc. 3 i Ryc. 4Ryc. 3 i Ryc. 4 — Rozczłonkowanie audiometryczne między 500 a 1000 c/s; oraz całkowite rozczłonkowanie w piłę. Gdy rozważymy głos mówiony — a nie już śpiewany — w identycznych warunkach eksperymentalnych, otrzymamy odpowiedzi jeszcze bardziej precyzyjne.

Tak więc przy usunięciu ucha kierującego odnotowujemy — oprócz natychmiastowej modyfikacji barwy — zaburzenia rytmu mniej lub bardziej zaakcentowane i zmienne w zależności od badanego, lecz specyficzne i zawsze identyczne dla tego samego podmiotu. Można wtedy obserwować całą gamę anomalii rytmu — od prostego bełkotu po najcięższe jąkanie.

To znaczne źródło badań i pewna teoretyczna hipoteza dotycząca patogenezy zaburzeń fonacji — a w szczególności jąkania. Ryc. 5, 6, 7Ryc. 5, Ryc. 6 i Ryc. 7 — Porównawcze serie audiometryczne ilustrujące anomalie rytmu od prostego bełkotu po najcięższe jąkanie. Pozostaje tylko zrobić jeden krok, by potwierdzić tę hipotezę — badając słuch osób dotkniętych zaburzeniami fonacji, w szczególności jąkających się.

Tak właśnie postąpiliśmy systematycznie i obecnie posiadamy kilkaset audiometrycznych obserwacji. Reprodukujemy tu kilka wyników, które możemy podzielić na trzy grupy.

Większość — co najmniej 90 % — odpowiada osobom hipoakuzycznym ucha kierującego.

Jak można stwierdzić, chodzi tu jedynie o względny niedosłuch, niemal zawsze nieznany samemu podmiotowi i wykrywalny tylko audiometrem.

Jednak ten niedosłuch jest wystarczający, by eksperymentalnie — usuwając choćby częściowo ucho kierujące — uzyskać identyczny rezultat. Tak jakby choćby najlżejszy niedosłuch ucha kierującego wystarczył do jego eliminacji z obwodu — podmiot przyjmuje od razu rozwiązanie ułatwiające, jakie oferuje mu przeciwne ucho, korzystające wówczas z lekkiej hiperakuzji względnej, ale nie stające się przez to uchem kierującym.

Pomyśleliśmy wówczas, że stoimy wobec głębokiej modyfikacji obwodu słyszenie-fonacja — i że to w tym zaburzeniu ryzykujemy znaleźć wyjaśnienie całokształtu zaburzeń rytmu.

Możemy łatwo wykazać tę anomalię na dwóch bardzo prostych schematach. Ryc. 8Ryc. 8 — Normalne itinerarium obwodu słyszenie-fonacja: ucho kierujące → lewy ośrodek słuchowy → lewy ośrodek motoryczny → muskulatura fonacji → droga powietrzna usta-ucho kierujące. Normalnie obwód słyszenie-fonacja używa następującego itinerarium (ryc. 8):

  • ucho kierujące (które przyjmiemy za prawe — dla uproszczenia wykładu);

  • lewy ośrodek słuchowy;

  • lewy ośrodek motoryczny;

  • muskulatura fonacji;

  • i droga powietrzna usta-ucho kierujące. Ryc. 9Ryc. 9 — Itinerarium zaburzone po usunięciu ucha kierującego: droga wejścia przechodzi przez przeciwne ucho i wymaga dodatkowego transferu przezmózgowego. Jeśli — z jakiegokolwiek powodu — ucho kierujące zostaje stłumione, ucho przeciwne (lewe ucho w naszym przykładzie) staje się drogą wejścia naszego nowego obwodu, obejmującego następujące etapy (ryc. 9):

  • lewe ucho;

  • lewy mózg na poziomie prawego ośrodka słuchowego;

  • lewy mózg na poziomie lewego ośrodka słuchowego;

  • lewy ośrodek motoryczny;

  • muskulatura fonacji;

  • i wreszcie droga usta-lewe ucho.

Stwierdzamy, że w tej drugiej drodze — bardziej złożonej — pojawia się natychmiast bardzo znaczny element opóźnienia, który nazwaliśmy „transferem przezmózgowym".

Mogliśmy zmierzyć ten transfer przezmózgowy. Może wahać się między 1/5 a 1/40 sekundy w zależności od osoby, lecz pozostaje swoisty dla każdej osoby.

Gdy czas tego transferu mieści się między 1/10 a 1/20 sekundy, z maksimum przy 1/15 sekundy, podmiot jest zawsze osobą jąkającą się.

Widać więc, że nie wszystkie osoby są koniecznie osobami jąkającymi się, gdy ich słyszenie kierujące jest naruszone. Dwa warunki okazują się niezbędne:

  • utrata słyszenia kierującego;
  • transfer przezmózgowy rzędu 1/15 sekundy.

Otóż 1/15 sekundy to z grubsza średnia długość francuskiej sylaby. Lepiej rozumiemy więc — z jednej strony — podwojenie sylaby, by nadrobić to opóźnienie; z drugiej zaś strony — zjawisko powtórzeń, które wymyka się kontroli kory lewej.

Ta wartość 1/15 sekundy — niemal swoista dla jąkania — tłumaczy zniknięcie zacinania się, gdy narzuca się spowolnienie mowy: bądź sztucznie (narzucając bradylalię (*)), bądź normalnie we wszystkich postaciach języka, które zwiększają rytm w czasie trwania — jak to ma miejsce w zaśpiewanej frazie.

To także w stałości tej wartości 1/15 sekundy można dostrzec, dlaczego podmiot jąka się po francusku, a nie po angielsku — średnia wartość angielskiej sylaby jest 1/20 sekundy.

Zauważmy — mimochodem — że wypowiedzenie opowieści wyuczonej na pamięć przebiega bez przeszkody u jąkającego się — komenda fonacji odbywa się bezpośrednio, bez konieczności kontroli słuchowej.

Poza tymi szczęśliwie bardzo selektywnymi granicami opóźnienia spowodowane transferem przezmózgowym blokowane są przez „eee" mniej lub bardziej przedłużone, powtarzające się w mniej lub bardziej oddalonych odstępach, lub przez bradylalię mniej lub bardziej znaczną.

W sumie to opóźnienie realizuje prawdziwy fizjologiczny „delayed feed-back".

Klinicznie ostre zaburzenia fonacji — spotykane u podmiotów dotkniętych ostrym zapaleniem ucha dotyczącym ucha kierującego — wzmacniają tę hipotezę.

Osobiście stwierdziliśmy dwa znaczące jąkania w trakcie zapaleń ucha — zaburzenia, które miały zniknąć w miarę odzyskiwania funkcji ucha kierującego.

Pojmuje się — mimochodem — niebezpieczeństwo utraty słuchu w uchu kierującym (niezależnie od tego, czy spowodowanej niedostateczną opieką, czy następczej wobec aktów traumatyzujących, jakimi mogą być paracentezy).

Najważniejszym elementem — jeśli nie dowodem — który skłonił nas do tej hipotezy, jest niemal natychmiastowe zniknięcie wszystkich zaburzeń fonacyjnych z chwilą przywrócenia normalnego obwodu. Regularnie z tego korzystamy z powodzeniem w leczeniu jąkania.

Obok tych przypadków związanych z względnym niedosłuchem — reprezentujących 90 % przypadków — istnieje pewna liczba przypadków, których prosta audiometria nie pozwala wykryć, ale które mają duże zaburzenie selektywności słuchowej. Wrócimy do nich dalej.

Wreszcie trzecia grupa skupia podmioty, których praworęczność nie jest oczywista — jak u biderxtralnych. Ucho kierujące jest wówczas mniej zdefiniowane.

Zaburzenia barwy

a) Głuchota zawodowa śpiewaków.

To jeszcze zawodowcom głosu — a zwłaszcza śpiewakom — zawdzięczamy myśl o możliwości autotraumatyzmu dźwiękowego, po ilościowym przeanalizowaniu głosów wszystkich badanych śpiewaków.

Doniosłość energii dźwiękowej, jaką mogą rozwijać, nie omieszkała nas zaskoczyć — tym bardziej, że wyszliśmy z klasycznych, lecz fałszywych danych ograniczających maksima do natężeń rzędu 80 dB. Tymczasem w odległości jednego metra (przyjętej przez nas jako odniesienie) łatwo spotkaliśmy 100, 110, a nawet 120 dB.

Logiczne jest sądzić, że osoba poddana takiemu natężeniu — przez kilka godzin dziennie — może po dłuższym lub krótszym czasie doznać osadzenia głuchoty traumatycznej.

Relacjonujemy tu kilka typowych przypadków, które porównujemy z robotnikami pracującymi obok silników samolotowych przez równoważny czas.

Mogą one — jedne i drugie — ilustrować cztery stadia głuchoty zawodowej (ryc. 10, 11, 12 i 13). Ryc. 10-13Ryc. 10 do Ryc. 13 — Cztery stadia głuchoty zawodowej, porównujące śpiewaków z robotnikami silników samolotowych; start od 4000 c/s, potem rozprzestrzenienie ku dźwiękom wysokim i niskim. Stwierdzamy, że u tych śpiewaków osadza się głuchota typu zawodowego, startująca od częstotliwości 4000 c/s i rozprzestrzeniająca się ku dźwiękom wysokim, a następnie niskim — dokładnie jak u podmiotów wystawionych na hałas.

Innymi słowy — i nalegamy szczególnie na ten punkt — śpiewacy niszczą swój słuch własnym natężeniem dźwiękowym — zjawisko, którego konsekwencje są bardzo poważne.

b) Mroczki (*) słuchowe i mroczki głosowe.

Konsekwencje są poważne, ponieważ ta utrata słuchowa — dotykająca selektywnie dźwięków wysokich — przekłada się na mroczek w kształcie V, który ulega zaakcentowaniu, jak mamy w zwyczaju stwierdzać w głuchotach zawodowych — podczas gdy pojawiają się skądinąd zaburzenia głosu.

By zidentyfikować te ostatnie zaburzenia, dokonaliśmy analizy spektralnej przez przemiatanie lampy katodowej, opisującej na osi odciętych częstotliwości, a na osi rzędnych ich relatywne natężenie. Bardzo szybko stwierdziliśmy fundamentalne zjawisko: mroczek słuchowy przekłada się na pojawienie się mroczka w spektrum głosowym.

Możemy stąd wnioskować, że niszczenie głosu nie jest związane — jak się sądzi — z zużyciem, ze zniszczeniem krtani, lecz ze zmniejszeniem pola słuchowego. Zjawiska cierpienia krtani są wtórne.

Aby śpiewak mógł uzyskać wysokie rezonowanie, którego nieustannie poszukuje, koniecznie potrzebuje doskonałego słyszenia pasma rozciągającego się powyżej 2000 c/s. Z chwilą, gdy traci tę możliwość, jego głos „przechodzi do gardła" — a tak zwane dźwięki krtaniowe są wymuszane i pchane. Na początku śpiewak korzysta z możliwości rezonansowych — czyli fal stojących łatwych do zasilenia bez znacznej energii mięśniowej. Przeciwnie — dźwięki gardłowe z silnymi oparciami krtaniowymi wymagają znacznego wydatku fizycznego i okazują się traumatyzujące dla krtani.

Stopniowa utrata słyszenia dźwięków wysokich pociąga za sobą tym szybciej zaburzenia emisji, im bardziej rejestr narzuca użycie wysokich gam. Tak więc tenorzy są dotykani jako pierwsi — z chwilą, gdy mroczek dochodzi do 2000 c/s, kariera śpiewaka jest poważnie zagrożona. Wiadomo zaś, że głos korzysta z tym dłuższej trwałości, im jest niższy. Mimo to jest mniej bogaty w wysokie harmoniczne — jest bielszy.

Bez specjalnego przywiązywania się do śpiewaków, można łatwo zauważyć, że głos pogarsza się w miarę postępu presbyakuzji — czyli w miarę starzenia się.

Podsumowując, można powiedzieć, że podmiot emituje tylko te dźwięki, które jest w stanie usłyszeć.

Selektywność słuchowa

Ta ostatnia konkluzja jest wciąż zbyt szeroka i zasługuje, by się przy niej zatrzymać. Choć osoba nie odtwarza już dźwięków, których nie słyszy, nie odtwarza tym samym wszystkich tych, które słyszy.

Dlatego badaliśmy to, co nazwaliśmy selektywnością słuchową — czyli zdolność, jaką ma ucho do percepcji wariacji częstotliwości w obrębie spektrum dźwiękowego i do umiejscowienia kierunku tej wariacji.

Posłużyliśmy się następującymi procedurami badawczymi:

  • bądź przepuszczając dźwięki idące od wysokich ku niskim — i pytając osobę, od kiedy dźwięk się zmienia;
  • bądź wysyłając dwa hałasy o zmiennych odstępach i o różnych wysokościach;
  • jeszcze lepiej — oferując podmiotowi (dzięki serii filtrów) wybór samodzielnego ustawienia preferowanego trybu słuchania.

Uzyskaliśmy wyniki zaskakujące co do swojej teoretycznej doniosłości.

W zakresie selektywności słuchowej istnieje dobrze zdefiniowane ucho dla tenorów, dla barytonów i basów — z czego wyłania się teoria rejestrów potwierdzająca wcześniejsze wyniki.

Co więcej, istnieje słyszenie etniczne — niestety nie możemy się tu rozwodzić, ale spodziewamy się wkrótce do niego wrócić.

Kilka przykładów wystarczy, by pokazać całą doniosłość tych zjawisk.

Ucho włoskie jest uchem bardzo „ubogim". Selektywność wpisuje się między 2000 a 4000 c/s (ryc. 14). Jest zerowa między 1000 a 2000 c/s — natomiast ucho francuskie jest, przeciwnie, bardzo ograniczone między 1000 a 2000 c/s (ryc. 15). Eksperymentalnie zobaczymy konsekwencje. Na przykład: nadzwyczajne pojawienie się nosówek w odniesieniu do ucha francuskiego.

Rosjanie natomiast mają selektywność bardzo rozłożoną — z większym powinowactwem ku niskim częstotliwościom (ryc. 16). Ich głos jest szeroki i ciepły. Co więcej, to bardzo rozległe pasmo słuchowe — w przeciwieństwie do Francuzów i Włochów — pozwala im postrzegać wszystkie spółgłoski i — w konsekwencji — je rejestrować. Wiadomo, z jaką łatwością Rosjanie uczą się języków obcych. Zjawisko to wynika po prostu z ich wielkiej przepustowości słuchowej. Ryc. 14, 15, 16Ryc. 14, Ryc. 15 i Ryc. 16 — Selektywność słuchowa porównana: ucho włoskie (2000-4000 c/s), ucho francuskie (bardzo ograniczone 1000-2000 c/s), ucho rosyjskie (bardzo rozłożone, powinowactwo ku niskim).

Konkluzja — Audiometria obiektywna

Z tych teoretycznych i eksperymentalnych danych można wyciągnąć znaczne praktyczne elementy. Od ponad roku studiujemy audiometrię obiektywną — bez rzeczywistego udziału badanego podmiotu, bez konieczności martwienia się o jego odpowiedzi. Opiera się ona wyłącznie na powyższych eksperymentalnych stwierdzeniach.

Oto jak postępujemy:

Podmiot zostaje umieszczony przed mikrofonem (M), jak pokazuje rycina 17. Ten mikrofon jest podłączony do analizatora (An) z bardzo szybkim automatycznym przemiataniem, o paśmie bardzo rozciągniętym dzięki nałożeniu pięciu linii pozwalających na analizę spektralną dźwięku od 0 do 10 000 c/s lub 20 000 c/s na 50 cm.

Ten sam mikrofon pozwala następnie atakować wzmacniacz (Am) — i kilka dróg jest nam dostępnych:

Drogą I, osoba odbiera natychmiast swój normalny głos i może się tym samym kontrolować;

Drogą II, wzmocniony głos może — wedle wyboru — przejść:

  • bądź przez filtr dolnoprzepustowy zmienny od nieskończoności do zera;
  • bądź przez filtr środkowoprzepustowy zmienny w rozłożeniu i wysokości;

Drogą III wreszcie, głos zostaje zmieszany z szumem tła — typu białego szumu — który można dawkować w natężeniu (w decybelach) i — co więcej — ograniczać w jego wymiarze rozprzestrzenienia, dzięki przejściom gry filtrów dolno-, górno- i środkowoprzepustowego. Ryc. 17Ryc. 17 — Schemat aparatury audiometrii obiektywnej: mikrofon (M) → analizator (An) z bardzo szybkim przemiataniem → wzmacniacz (Am) → trzy drogi: I (powrót bezpośredni), II (filtry dolnoprzepustowe / środkowoprzepustowe), III (mieszanie z filtrowanym białym szumem) → audiometr. Otrzymujemy w ten sposób następujące wyniki:

Drogą I, osoba mówi normalnie przed mikrofonem, kontrolując się słuchawkami. Otrzymujemy wówczas spektrum obwiedniowe — widzieliśmy, że eksperymentalnie to spektrum wpisuje się w krzywą obwiedniową spektrum słuchowego osoby;

Drogą II, używając filtra dolnoprzepustowego, ścinamy wszystkie wysokie tony na zmiennej wysokości i stwierdzamy kompresję spektrum dźwiękowego w narzuconych granicach. Podobnie z filtrem górnoprzepustowym. W obu przypadkach stwierdza się, że dla pewnych stref osoba nie potrafi już saturować ofiarowanych pasm. Jesteśmy wówczas w strefie, której ona już nie postrzega. Wreszcie — dzięki pasmu przepustowemu, które można redukować lub otwierać do woli i które można przesuwać po całej trasie normalnego spektrum słuchowego — stwierdza się, że spektrum głosowe podąża za tym samym pasmem przepustowym narzuconym słyszeniu — a za każdym razem, gdy w spektrum dźwiękowym lampy katodowej ujawnia się dziura, odnajdujemy dziurę słuchową. Ten wynik zawsze potwierdza poprzedni;

Drogą III, można uzyskać inną próbę za pomocą generatora białego szumu. Wysyła się — w słuchanie podmiotu — postępujący szum tła. W pewnym momencie stwierdza się, że spektrum głosowe wzrasta w natężeniu — globalnie dla wszystkich częstotliwości. Osiągnęliśmy wówczas próg słyszenia. Od tej chwili podmiot mówi głośniej, ale wciąż prezentuje spektrum głosowe o identycznym przebiegu — czyli bez modyfikacji barwy. Rozszerza się wówczas część spektrum białego szumu wstrzykiwanego, dotyczącego np. pasma 0-1000 c/s. Widać, że spektrum głosowe dokonuje translacji ku wysokim dźwiękom. Osoba zaczyna mówić głośniej i zmieniać barwę. To zjawisko Lombarda dodatnie.

Możemy następnie stopniowo rozszerzać nasze wstrzykiwane spektrum ku wysokim częstotliwościom. Po pewnej granicy — np. 4000 c/s — osoba nie jest w stanie pójść dalej. W tym momencie znajdujemy się na górnej granicy jej słyszenia dźwięków wysokich.

Można w ten sposób — bez wiedzy podmiotu — poznać rozprzestrzenienie jego słuchu i dokonać prawdziwej audiometrii obiektywnej, przez kontrreakcję słyszenie-fonacja.

Widzi się więc — w tych kilku liniach wykładu — zasadniczą rolę, jaką gra słyszenie nad fonacją, oraz znaczne konsekwencje tych związków, które mogliśmy w tym artykule jedynie streścić.


(*) 78, avenue Raymond-Poincaré, Paryż (16e).

(*) Bradylalia: spowolnienie mowy.

(*) Mroczki: dziury.


Źródło: Tomatis A., „Audiométrie objective: résultats des contre-réactions phonation-audition", wyciąg z Journal Français d’Oto-Rhino-Laryngologie (J.F.O.R.L.), tom VI, nr 3, maj-czerwiec 1957, s. 379-391 (trzynaście stron, siedemnaście rycin). Drukarnia R. Gauthier, 35 rue Viala — Lyon. Dokument zdigitalizowany pochodzący z osobistych archiwów Alfreda Tomatisa.

Dokument oryginalnyfacsimile historycznego PDF (bezpośrednie pobranie).