Znaleźć swój głos
Artykuł opublikowany w magazynie Psychologie w 1982 roku, autorstwa Catherine Dreyfus.
Głos jest odbiciem naszej osobowości. W świetle tego stwierdzenia liczni psychoterapeuci pracują nad narządami głosowymi swoich pacjentów — by odzyskali idealną barwę, dźwięk, który podoba się. Logiczny wniosek: gdy jest się dobrze w swoim głosie, jest się dobrze w swojej istocie — i odwrotnie.
Od dziesięciu minut najbardziej zaskakujące dźwięki wychodzą ze szczupłej młodej brunetki kędzierzawej, która przede mną kołysze się i obraca jak zwierzę na tropie kuszącego zapachu: pomruki bestii na ścieżce, śpiewy syren, świergotanie wróbla, mrukliwe miauczenie kotów na ścieżce miłości, akordy sopranu lub barytonu… Przechodzi z niskiego do wysokiego, od dzikiej energii do ekstremalnej łagodności, z zaskakującą łatwością — przeplatając wszystko ochrypłymi, urywanymi jękami jak szlochy. To pozwala dreszcze przebiegnąć po plecach.
Margaret Pikes ośmiela się sięgnąć aż do końca siebie. Nic z jej głosu nie jest jej obce. Ponad piętnaście lat nad nim pracuje: może z niego praktycznie wyciągnąć wszystko, czego chce. Żadna nuta, żaden krzyk, żadna emocja jej nie przeraża. Margaret należy do Roy Hart Théâtre — wspólnoty teatralnej osiadłej w Sewennach, dla której dźwięk głosu (niezależnie nawet od słów) jest instrumentem ekspresji par excellence.
Należy do rosnącej liczby badaczy, terapeutów i artystów, którzy eksplorują to narzędzie. Widzą w nim — przez grę słów nieprzypadkową — królewską drogę odkrywania siebie. Pracować nad swoim głosem — uważają — nic lepszego, by zapewnić maksymalny rozwój osobisty.
Nic bardziej osobistego niż głos. Nic bardziej ujawniającego. Z zamkniętymi oczami rozpoznaje się tych, którzy są nam drodzy. Czuje się stan, w jakim są. „Masz dziś dobry głos!" Lub: „Co się z tobą dzieje, masz dziwny głos?" Reagujemy też instynktownie, najczęściej nieświadomie, na głos większości naszych rozmówców. Barwa, intonacja mogą zmienić spotkanie w katastrofę lub w piorunującą miłość, w błyskawiczne negocjacje lub w fiasko.
Otóż grania głosem można się nauczyć. Nic w tej dziedzinie nie jest fatalne: najgorsza niesprawność jest do pokonania. Jak mówi Louis-Jacques Rondeleux, profesor śpiewu i dykcji w Państwowym Konserwatorium Sztuki Dramatycznej w Paryżu: „Głos jest jak instrument muzyczny. Jakość dźwięku, jaki się z niego wydobywa, zależy zarówno od instrumentu, jak i od muzyka — i bardziej jeszcze może od sposobu, w jaki się go używa."
Technika — niezbędna — to tylko sprawa gimnastyki. Po jej wyuczeniu lub odzyskaniu staje się równie prosta jak chodzenie. Trudnością jest siebie zaakceptować, pozwolić głosowi powiedzieć, kim się jest. Ofiarować sobie przyjemność, podjąć ryzyko — przez niego — wyrażania się, a niekiedy nawet odkrywania.
Aby wyemitować dźwięk, trzeba „wibrować" struny głosowe, projektując na nie — przy wydechu — powietrze zawarte w głośni. Emitowana nuta — fundamentalna głosu — jest mniej lub bardziej wysoka lub niska zależnie od szybkości, częstotliwości ruchu. Jest związana w znacznej mierze z długością i grubością strun głosowych: dlatego głos ewoluuje z wiekiem, w szczególności w mutacji, gdzie struny głosowe rozwijają się silnie u mężczyzn. Lecz rola mięśni krtani jest równie ważna: od nich zależy zakres głosu i rejestr.
Barwa nabywa się przy przejściu fali dźwiękowej przez jamy rezonansowe stanowione przez gardło, usta, nos. I wreszcie artykulacja: ruch języka, zębów i warg — przekształcają dźwięk w język. Ciało jest instrumentem wibrującym; im jest bardziej wolne, tym dźwięki stają się bogatsze i pełniejsze.
Wskutek wewnętrznego konfliktu można sobie całkowicie zniszczyć krtań. Pewien wyższy kadr w taki stan doprowadził się, że trzeba go było pilnie zoperować.
Odwrotnie — odzyskując głos i przyjemność z jego używania — można sprawić, że znikną fizyczne zmiany, jak guzki na strunach głosowych. To częste u dzieci, u których „okropny" głos często tylko wyraża napięcia, niezrównoważenie w relacjach rodzinnych. Pomocne — mały pacjent odzyskuje nie tylko przyjemniejszą barwę, krtań w dobrym stanie, ale satysfakcjonujące miejsce w rodzinie.
B.A.-ba: rehabilitacja fizyczna
U podstaw większości metod pracy nad głosem znajdujemy: aby dobrze go używać, trzeba mieć wolne oddychanie, idące od przepony — jak u niemowląt. I prawidłową postawę, plecy proste, bez nadmiernego zakrzywienia lędźwi i karku. Oddech, plecy? To właśnie miejsce wszystkich napięć. Nic lepszego — by zablokować emocję — niż „blokować" oddech. Lub zamknąć się w sobie zaginając plecy.
Yva Barthélémy, profesor śpiewu, formuje głównie zawodowców. Ale jej metoda — zapewnia — jest dostępna dla każdego. Jej tajemnica? Przed jakimkolwiek wokalizem każe wykonać całą gimnastykę szczęki, ust, szyi. Sama ją opracowała — początkowo by się reedukować — zgubiła była głos.
Odzyskać tonus
Liczni lekarze i psychiatrzy wysyłają do niej zresztą „wyczerpanych" pacjentów: w mgnieniu oka pomogła im odzyskać tonus, fizyczny i mentalny. „To nie przypadek, że głos jest umieszczony tam, gdzie jest: między głową a ciałem, mówi. Może funkcjonować poprawnie tylko, gdy obie są w harmonii."
Opracowana przez australijskiego komedianta, który stawał się afoniczny na scenie, technika Matthiasa Alexandra jest paradoksalna. Aby mieć dobry głos — uczy go nie dotykać — uwolnić całą resztę! Jej podstawą jest „łagodna gimnastyka", w której mentalność liczy się tyle, ile ciało. Uczy się głównie „nie robić" — nie udaremniać instynktownych ruchów ciała, naturalnie sprawnych, zbędnymi napięciami.
Nowe narodziny przez ucho
Ucho odgrywa szczególnie fundamentalną rolę w rehabilitacji głosu. Alfred Tomatis utrzymuje, że zaburzenia mowy korygują się tak samo, jak się tworzą: przez ucho. Według tego badacza — pracującego nad tym pytaniem od 1954 roku — większość ma pochodzenie psychologiczne i musi zostać przezwyciężona przez „nowe narodziny", „nową edukację" akustyczną. Aby mówić poprawnie, mieć dobrze artykułowany język, przyjemną barwę — trzeba wyraźnej dominacji prawego ucha, które nazywa „kierującym".
Te ostatnie punkty — jak można się domyślać — nie są jednomyślnie przyjmowane. Tomatis twierdzi, że ich dowiódł malowniczymi eksperymentami. Poprosił śpiewaka, zawodowego komedianta, by przedstawili część swojego repertuaru, w której są szczególnie swobodni — przed aparatem pozwalającym odsyłać im do uszu dźwięk własnego głosu, filtrowany. Gdy obie słuchawki funkcjonują normalnie — bez problemu. Gdy dźwięk dociera już tylko do prawego ucha — brzmienie, fraza stają się jeszcze lepsze. Niech zostawi się im już tylko lewe ucho — i klops! Tracą wszystkie swoje środki. Głos staje się ciężki, gruboskórny, rytm znacznie się spowolnia, wirtuoz zaczyna fałszować…
Słuchanie — zapewnia Tomatis — zaczyna się przed narodzinami, w łonie matki. Dobre używanie ucha zależy od naszych pierwszych relacji z rodzicami. Konflikt z ojcem może wytwarzać „leworęczność" słuchową — ze wszystkimi wynikającymi z niej zaburzeniami: jąkanie, dysleksja, zły głos i zła integracja ze światem. Odmowa głosu macierzyńskiego jest jeszcze gorsza: cała komunikacja z zewnętrznym jest podważona.
Na szczęście — może być re-uwarunkowane, odzyskać wrażliwość, giętkość przez odpowiednie leczenie: rodzaj gimnastyki pod słuchawkami dzięki specjalnemu aparatowi — oreille electronique — zdolnemu walczyć z lenistwem słuchowym bez najmniejszej interwencji woli, grając na całym systemie filtrów i wariacji natężenia.
Skrzyżowanie między sobą a innym
„Głos jest skrzyżowaniem między ciałem a językiem, między świadomym a nieświadomym, między sobą a innym", tłumaczy ze swojej strony Marie-Claude Pfauwadel. Foniatra i lekarka, właśnie poświęciła całą książkę głosowi, jego zaburzeniom i jego rehabilitacji: Respirer, parler, chanter (Le Hameau).
Dr Pfauwadel przyjęła pewnego dnia nauczycielkę obdarzoną głosem małej dziewczynki — doskonale nieznośnym, wysokim, nosowym. Pacjentka nie przyszła z własnej woli, lecz na rozkaz dyrektorki ośrodka. Robi szybkie postępy… i znika. Wizyty były umówione z wyprzedzeniem: Pfauwadel decyduje się czekać. Pacjentka w końcu wraca, zawstydzona: „Doszłam do pani drzwi, nie mogłam wejść. Sądzę, że wolę zachować mój głos taki, jaki jest…" Mówić jak mała dziewczynka miało dla niej zaletę: pozwalało omijać seksualność.
Pieśń pierwotna
To tę cenzurę Chédorge proponuje znieść — w swoich stażach „pieśni pierwotnej", gdzie stara się postawić swoich uczniów w kontakcie z energiami pierwotnymi, czystą radością, siłami natury, które są w każdym z nas.
Można wreszcie szukać w swoim głosie czystej przyjemności. Pracować nad nim dla, i przez, jego prosty efekt wibracyjny. Staje się wówczas dźwiękowym odpowiednikiem rodzaju akupunktury — której działanie jest silne na fizycznym, mentalnym, duchowym i na poziomie energii. To przypadek między innymi psychofonii, opracowanej przez dawną śpiewaczkę, Marie-Louise Aucher, i używanej od niemal trzydziestu lat w psychoterapii, w pedagogice i w rozwoju osobistym.
W szpitalu położniczym w Pithiviers — w oddziale Dra Odenta — Marie-Louise Aucher rozszerza nawet jej dobrodziejstwa na nienarodzone dzieci. W ramach przygotowania do „narodzenia bez przemocy" — kładąc nacisk na łagodne przyjęcie niemowlęcia — organizuje chóry przyszłych rodziców. To pozwoli płodowi cieszyć się — w łonie matki — rodzajem masażu dźwiękowego, znakomitego dla rozwoju jego układu nerwowego.
Całe ciało jest instrumentem wibrującym — mówi Marie-Louise Aucher. Każda nuta ludzkiego głosu — czy się ją emituje, czy się ją odbiera — rezonuje w określonym punkcie, który układa się — od niskiego do wysokiego — między podeszwą stóp a szczytem głowy. Te punkty są tymi samymi, jakie używane są w akupunkturze.
Semiofonia: trzeba się słyszeć…
Jest pan zainstalowany w laboratorium fizjologii przed mikrofonem. Ma pan słuchawki na głowie i mówi pan. Pana głos przechodzi przez wzmacniacz i — na potrzeby eksperymentu — wraca do uszu z opóźnieniem. Po kilku chwilach zaczyna pan się jąkać; wkrótce nie będzie pan mógł w ogóle mówić, stanie się pan chwilowo afoniczny.
Ten eksperyment — wśród wielu innych — ujawnił rolę ucha w emisji mowy. W terminach technicznych nazywa się to pętlą audio-fonacyjną. Aby mówić, emitować dźwięki, używać swojego głosu — trzeba się słyszeć. Na podstawie tych stwierdzeń Dr Isi Beller opracował w 1969 metodę rehabilitacji zaburzeń języka.
Semiofonia podejmuje zło u korzeni — przed czytaniem i pisaniem, mową i językiem: u narodzin głosu. Jedna z używanych technik polega na zwiększeniu — dzięki semiofonowi (rodzaj wyspecjalizowanego magnetofonu podłączonego do słuchawek) — ilości wysokich częstotliwości w głosie. Wykazano bowiem, że wysokie częstotliwości stymulują ośrodek języka mózgu.
Semiofonia — używana głównie do rehabilitacji zaburzeń języka u dziecka — z istotnym odsetkiem powodzenia — może pomóc komediantom i śpiewakom maksymalnie wykorzystać ich instrument. Pozwala również osobom uczącym się obcego języka uzyskać dobry akcent.
— Constance Morsi
Wibracje dźwiękowe i władze umysłowe
Jeśli odnajduje się „dary preferencyjne" odpowiadające każdej kulturze europejskiej, byłoby to być może z powodu obszaru głowy, w którym wibrują fonemy języków narodowych — zapewnia Marie-Louise Aucher.
Holender wibruje głównie ku potylicy — w tylnej części głowy, u dołu obszaru wzrokowego. Czy dlatego jest tylu wielkich malarzy w Holandii? Niemiec wibruje również z tyłu czaszki, ale nieco wyżej: na szczycie obszaru wzrokowego. Sprzyjałoby to bardziej wewnętrznemu widzeniu. Stąd wielki rozwój filozofii pojęciowej w tym kraju.
Włoch idzie prosto w szczyt głowy, w strefę kory, gdzie znajduje się świadomość stóp. Stąd cechy równowagi, naturalnej łatwości, doskonałej naturalności bez umysłowych komplikacji u tego ludu?
Co do Francuza — wychodzi w pobliżu nosa w strefę przedczołową, strefę inteligencji, logicznych i racjonalnych wyborów. Dla Anglików wreszcie ani problem, ani szczególne dary: są jedynymi Europejczykami wysyłającymi dźwięk bezpośrednio do warg, bez najmniejszego rezonansu w czaszce.
Aby dowiedzieć się więcej
- Les plans d’expression : schéma des psychophonie oraz L’Homme sonore autorstwa Marie-Louise Aucher (Epi, 1982).
- Respirer, parler, chanter, autorstwa Marie-Claude Pfauwadel (Le Hameau, 1981).
- Trouver la voix, petit guide pratique du travail vocal, autorstwa Louis-Jacques Rondeleux (Le Seuil, 1982).
- Alfred Tomatis opublikował trzy książki: L’oreille et le langage (Le Seuil, 1963), L’oreille et la vie (Laffont, 1982), La nuit utérine (Stock, 1981).
- L’ombilic et la voix, autorstwa Denisa Vasse (Le Seuil, 1974). Punkt widzenia psychoanalityczny.
- La voix, l’écoute, czasopismo Traverses nr 24 (1980).
— Catherine Dreyfus, magazyn Psychologie*, 1982.*
Dokument oryginalny — facsimile historycznego PDF (bezpośrednie pobranie).