Integracja języków żywych
Jak precyzuje sam tytuł, niniejsza praca nie pretenduje do przedstawienia wszystkich następstw Effet Tomatis. Przywołane zostaną tu jedynie konsekwencje dotyczące integracji języków żywych.
W kwestii zastosowań, których znaczenie ujawnia się jako coraz znaczniejsze w dziedzinie psychopedagogiki, zaleca się skonsultowanie bibliografii zamieszczonej na końcu.
Léna TOMATIS, Paryż 1965
Wprowadzenie
Coraz mocniej odczuwana na skalę międzynarodową konieczność nauki języków obcych wzbudziła rozkwit ogromnej liczby systemów — niemal wszystkie nieco emfatycznie określone jako audiowizualne.
Przy badaniu tych „cudownych metod" od razu uderza niedostatek systemów, z których wiele nie opiera się na żadnej podstawie naukowej, ignorując elementarne prawa psychofizjologii mowy, a w szczególności relacje istniejące między słyszeniem a fonacją — to znaczy między możliwością słyszenia języka a możliwością jego odtworzenia.
Zbyt długo podchodzono do języków żywych jak do języków martwych — każąc seplenić słowa czasem dawno znikłe z języka mówionego i rozdając lekką ręką przedawnione reguły gramatyki.
Od ostatniej wojny, w wyniku nadzwyczajnego rozwoju ułatwień komunikacyjnych, rozkwit turystyki i handlu międzynarodowego upowszechnił potrzebę zwracania się do innych narodów w sposób łatwy i bezpośredni. Narodziły się wówczas tak zwane metody „audiowizualne". Lecz zbyt często były one jedynie mówioną lub uwidocznioną transpozycją dawnego systemu nauczania.
Najwyższy czas przejść do wyższego biegu — wykorzystując najnowsze odkrycia w relacji słuch–fonacja i przekraczając pojęcie uczenia się języka, by dojść do etapu integracji tego języka — aktu znacznie pełniejszego i, paradoksalnie, znacznie łatwiejszego.
Pierwszorzędna rola, jaką odgrywa ucho w nauce językowej — chodzi tu zarówno o język macierzysty, jak i obcy — nie może umknąć tym, których interesuje problem werbalnej integracji. Nie można dziś ignorować, że wielką bramą otwartą na mowę jest ucho. Uczy się żywego języka, słysząc go — i słysząc go poprawnie.
Klucz tej nauki polega więc na zapewnieniu uczniowi słyszenia o jakości. Przez to samo słyszalność studiowanego języka staje się skuteczniejsza, gdyż wszystkie akustyczne niuanse tego idiomu są wówczas trwale odbierane. Konieczne więc jest poznanie z jednej strony słuchowych możliwości badanego, a z drugiej — umożliwienie mu wejścia w dźwiękowy wszechświat grupy etnicznej, której język chce opanować.
Nie sposób dość podkreślić tego punktu. Nic nie służy uczeniu języka osoby, która go nie słyszy lub słyszy go zagmatwanie. Najpiękniejsze laboratoria językowe pozostają nieskuteczne, gdy nie uwzględniają tego istotnego czynnika. Dlatego w tej pracy będziemy mówić znacznie więcej o integrowaniu niż o uczeniu się. Ta różnica jest dla nas zasadnicza.
Aparaty zwane Oreilles Électroniques à Effet Tomatis pozwalają uczniowi słyszeć na sposób na przykład Anglika — czy Niemca, czy Słowianina — a w konsekwencji, zgodnie z prawami Tomatisa, które zbadamy w toku tej pracy, mówić i poprawnie odtwarzać studiowany język.
Celem tej broszury nie jest zalecanie jednej metody bardziej niż innej, lecz po prostu próba ustalenia istotnych zasad, jakie obowiązkowo muszą rządzić każdym poważnym studium żywego języka.
Prawa leżące u podstaw tej prezentacji zostaną przywołane w ich ogólnym kontekście i w ich szczególnym zastosowaniu do nauczania języków żywych. Uwypuklą pierwszorzędną rolę ucha w werbalnym nabywaniu — co skłoniło Tomatisa do sformułowania krótkiej formuły: „Mówi się swoim uchem".
W pierwszej części zbadamy więc zasady relacji „słuch–fonacja". Drugi rozdział zbada, jak te prawa można zastosować do integracji żywego języka. Rozdział III określi „krzywe obwiedni" kilku języków europejskich — wizualizując tym samym główne różnice istniejące między tymi idiomami. Rozdział czwarty będzie poświęcony opisowi i działaniu Oreille Électronique.
Trzy ostatnie rozdziały zajmą się przede wszystkim użyciem tych nowych aparatów w obecnych metodach oraz uprzednimi warunkami tego użycia (test audio-głosowy).
Nasze zakończenie spróbuje bardzo krótko określić, co integracja języka może wnieść na płaszczyźnie psychologicznej.
I — Prawa Tomatisa
To w pracy z zakresu medycyny pracy doktor Tomatis został doprowadzony do wysunięcia hipotez, które noszą odtąd miano „Praw Tomatisa" i dotyczą relacji istniejących między słuchem a fonacją. Te odkrycia o znacznej wadze pozwoliły rozważać modyfikację jednej i drugiej z tych dwóch istotnych funkcji — w szerokiej perspektywie terapeutycznej i pedagogicznej.
Pierwsze prawo
Badając robotników dotkniętych głuchotą zawodową wskutek długich pobytów przy hałaśliwych maszynach, doktor Tomatis mógł zaobserwować, że urazom ucha towarzyszył zawsze niedostatek głosowy. Zadał sobie wtedy pytanie, czy wadliwy słuch nie był przyczyną alteracji głosu.
Subtelniejsza analiza mechanizmów, które pociągnęły wyczuwalne zmniejszenie percepcji słuchowej wobec pewnych częstotliwości, pozwoliła mu stwierdzić, że częstotliwości niezintegrowane przez ucho były właśnie tymi nieobecnymi w głosowym spektrum badanego. To było pierwsze fundamentalne odkrycie, pierwsze prawo Tomatisa sformułowane następująco:
„Głos zawiera tylko to, co ucho słyszy" — lub, w bardziej swoistym języku: „krtań emituje wyłącznie te harmoniczne, które ucho potrafi usłyszeć".
Temu osobliwemu i interesującemu zjawisku Raoul Husson — wybitny specjalista psychofizjologii głosu — nadał miano Effet Tomatis w komunikacie do Akademii Nauk z dnia 25 marca 1957 (1).
Pod kierunkiem prof. Monniera, R. Husson mógł zweryfikować w Laboratorium Fizjologii Sorbony fakt zasygnalizowany przez Tomatisa w 1952 (2), potem w 1954 (3) — i wyrazić go tak:
„Jeśli badany wydaje przedłużoną samogłoskę do mikrofonu, którego napięcie przechodzi przez system filtrów usuwających pasmo częstotliwości przed powrotem do słuchawek na uszach, usunięte pasmo znika ze spektrum samogłoski wydawanej przez badanego. Podobnie u każdego badanego prezentującego skotom słuchowy harmoniczne wchodzące w obrąb tego skotomu są nieobecne w jego głosie".
Raoul Husson w komunikacie do Krajowej Akademii Medycyny na posiedzeniu 4 czerwca 1957 podjął to studium pod tytułem „Modyfikacje fonacyjne pochodzenia słuchowego oraz zastosowania fizjologiczne i kliniczne" (4).
To pierwsze prawo Tomatisa uwypukla zatem uderzającą równoległość istniejącą między krzywymi słuchu a krzywymi emisji głosowej badanych dotkniętych naturalnie lub eksperymentalnie.
Drugie prawo
Drugie prawo Tomatisa jest w istocie korolarium pierwszego. Brzmi tak:
„Jeśli przywróci się uchu uszkodzonemu możliwość prawidłowego słyszenia utraconych lub zagrożonych częstotliwości, te zostają natychmiast i nieświadomie przywrócone w emisji głosowej".
Porównanie krzywych emisji przed i po zastosowaniu aparatu o Effet Tomatis — którego rolą jest przywrócenie słuchu w strefach uszkodzonych częstotliwości — pozwala z łatwością wykazać towarzyszące odzyskanie głosowego schematu ciała.
Raoul Husson w swoim komunikacie z 4 czerwca 1957 do Krajowej Akademii Medycyny wskazuje to drugie prawo jako „konsekwencję fizjologii i fizjopatologii fonacyjnej Effet Tomatis".
Doprecyzowuje w szczególności, że dostarczenie pobudzające wynikające ze stymulacji słuchowych pasma 2500–3000 herców pozwala badanemu odzyskać jego zwykły głosowy schemat ciała.
Trzecie prawo
Trzecie prawo Tomatisa — zwane „prawem remanencji" — uwypukla możliwość warunkowania autosłuchania pociągającego za sobą, przez edukacyjną odruchoterapię, modyfikację fonacji.
Można je sformułować tak:
„Stymulacja słuchowa utrzymywana przez określony czas modyfikuje, przez zjawisko remanencji, postawę autosłuchania badanego, a w konsekwencji jego fonację".
Z jednej strony funkcjonowanie ucha wprawia w ruch mięśnie modyfikujące kostno-mięśniową pozycję ucha środkowego. Z drugiej strony układ fonacyjny działa pod wpływem całej serii mięśni rządzących krtanią, jamą ustną, językiem i wargami. Te mięśnie słuchu i fonacji są zaś sterowane układem unerwienia należącym do tego samego królestwa neuronowego. U dorosłego ten neuromuskularny zespół jest doskonale wytrenowany do etnicznego słuchu odpowiadającego jego językowi macierzystemu. Jeśli natomiast zmodyfikuje się ten słuch, wprowadzając w obwód autokontroli „Oreille Électronique" dostrojoną do innego sposobu mówienia, np. do języka obcego, to cały neuromuskularny obwód badanego zaczyna pracować w tym obcym rytmie — i tak krok po kroku tworzy się remanencja przez mózgową memoryzację tej nowej aktywności i przez trening mięśniowy.
To trzecie prawo znajduje szerokie zastosowanie w obszarze przyspieszonej integracji języków żywych. Odwołuje się do warunkowania autosłuchania niezbędnego do nauki żywego języka — we wszystkich jego parametrach fonetycznych i semantycznych.
Lateralizacja słuchowa
Jednym z fundamentalnych odkryć Tomatisa było uwypuklenie dominacji jednego ucha nad drugim w procesach integracji mowy. Mógł tak określić pierwszorzędną rolę, jaką odgrywa ucho kierujące w celowaniu dźwięku, w kontroli łańcucha mowy (5).
Teoria lateralizacji słuchowej wysunięta przez niego już w 1951 roku i zweryfikowana długim eksperymentowaniem stanowi jeden z istotnych fundamentów językowej nauki — czy chodzi o język macierzysty, czy obcy.
Kontynuując badania w tej drodze, Tomatis mógł następnie wykazać, że regulacja mowy odbywa się wyłącznie przez prawe ucho (6) — które zawsze pełni rolę ucha kierującego dla kontroli rozmaitych parametrów mowy: natężenia, barwy, intonacji, inflexji, semantyki.
Chodzi tu o znaczący wkład w obszarze integracji języka.
Selektywność słuchowa
Wymieńmy wreszcie selektywność słuchową — która wprowadza pojęcie jakości, analizy, słuchowej subtelności wewnątrz swoistych pasm przenoszenia każdego języka.
Tomatis — po stwierdzeniu, że „jeśli prawdą jest, że jednostka nie odtwarza dźwięków, których już nie słyszy, to nie odtwarza również wszystkich tych, które słyszy" — wysunął już w 1954 roku (7) hipotezę istnienia pewnej zdolności ucha do postrzegania zmiany częstotliwości wewnątrz spektrum dźwiękowego i do ustalania kierunku tej zmiany.
Mógł też wykazać — w procesie badawczym, który stał się klasyczny — przez analizę krzywych obwiedni akustycznych spektrów każdego języka, że rozmaite uszy etniczne (8) mają bardzo różne pasma selektywności, w których aglomerują się powinowactwa częstotliwościowe właściwe każdemu z nich.
I tak na przykład ucho włoskie wpisuje swoją selektywność między 2000 a 4000 herców, podczas gdy ucho francuskie dysponuje selektywnością mieszczącą się między 1000 a 2000 herców.
Rosjanie natomiast korzystają z bardzo rozległego pasma przenoszenia — od dźwięków najniższych do najwyższych. Wrócimy do tej kwestii w rozdziale III, przy studium krzywych obwiedni każdego języka.
Rozmaite prawa i teorie Tomatisa, jakie właśnie krótko przywołaliśmy — zakładające prawdziwe warunkowanie emisji głosowej przez słuch — są od wielu lat używane w innych dziedzinach, w szczególności do leczenia rozmaitych dolegliwości takich jak:
Zaburzenia fonacji i głosu mówionego i śpiewanego:
- Zaburzenia barwy: afonia, dysfonia;
- Zaburzenia artykulacji: seplenienie, szeplenienie, chuchanie;
- Zaburzenia rytmu: dyslalia, potykanie, blokada, jąkanie.
Zaburzenia mowy mówionej i pisanej:
- Opóźnienie mowy, brak mowy;
- Dysleksja;
- Dysortografia.
Zaburzenia ekspresji i zachowania.
Zaburzenia integracji szkolnej.
Zaburzenia słuchu:
- Głuchota zawodowa;
- Głuchota psychiczna.
Niniejsza broszura — przypominamy — nie pretenduje do zbadania wszystkich zastosowań Effet Tomatis, lecz jedynie do przedstawienia użycia tych praw w obszarze integracji języków żywych. Ograniczymy więc naszą wypowiedź, pokazując, jak — w połączeniu, a nie w konkurencji z klasycznymi metodami nauczania języków — Effet Tomatis, przez kanał aparatu zwanego Oreille Électronique, pozwala na lepszą integrację języków obcych, wzbudzając szybkie nabycie tego, co nazwano uchem etnicznym.
Ćwiczenia fonetyczne prowadzone za pomocą aparatu o Effet Tomatis zapewniają takie warunkowanie ucha, że prowadzą badanego do prawidłowego słyszenia i wymawiania z dokładną intonacją obcych fonemów.
Dzięki temu treningowi student spontanicznie przyjmuje fonetyczną — a w konsekwencji psychologiczną — postawę niezbędną do nauki języka, który pragnie przyswoić, niezależnie od zastosowanej metody.
II — Integracja języków a Effet Tomatis
I przede wszystkim: czym jest integrowanie języka? Integrować język to być zdolnym do jego restytucji ad integrum. Nie chodzi — to się rozumie — o odtworzenie tylko jego litery, lecz także ducha. Innymi słowy: posiadać język, który postanawia się wchłonąć, to używać go aż do istnienia poprzez niego. Bo żywy język nie jest — jak długo sądzono — zestawem słów według reguł, lecz właśnie kombinacją sygnałów, grup dźwięków przeznaczonych do przekazywania drugiemu myśli, uczuć i woli każdego.
Język — by był znaczący, czyli rozumiany przez tych, z którymi chcemy się komunikować — może używać jedynie znaków odsyłających do rzeczywistości, którą oznaczają. I do najuprzejmiejszego, najmilszego gramatyka świata zwracającego się do nas językiem równie wytwornym jak niezrozumiałym powiemy — jak Pantagruel do Panurga: „Mój przyjacielu, nie wątpię, że umiesz mówić w rozmaitych językach, ale powiedz nam, co chcesz, w jakimkolwiek języku, który zdołamy zrozumieć".
Te sygnały — by zostać zrozumiane i zintegrowane natychmiast, bez wysiłku, bez analizy, bez dekompozycji — muszą być przede wszystkim prawidłowo usłyszane. Trzeba jednak także, by uczeń był w stanie je odtworzyć, wymówić z największą dokładnością na płaszczyźnie dźwięków, rytmów, barwy i artykulacji.
Tak jak pianista musi ćwiczyć się w globalnym, automatycznym odtwarzaniu pasażu muzycznego — jako całości, której się już nie rozkłada — tak student żywego języka musi nauczyć się słyszeć i odtwarzać całościowo i nieświadomie, bez analizy ani dekompozycji, z ich rytmem i intonacjami, dźwiękowe grupy z początku mu obce — a często będące w opozycji do jego własnych reflexów językowych.
Chodzi tu — należy się domyślać — o idealny proces integracji, rzadko osiągany od razu, chyba że u osób obdarzonych uchem szczególnie dostosowanym, otwartym na różne częstotliwości studiowanego języka. Lecz w większości przypadków doświadczenie językowe oferuje od początku takie trudności, że najprostsza pozornie rzecz — jaką jest nauka języka — staje się prawdziwą przygodą. Wyrastają przeszkody wszelkiego rodzaju, nie do pokonania — i z początkowego marzenia podtrzymywanego w głębi istoty pozostaje tylko sekretne, gasnące pragnienie komunikacji, które krok po kroku zaciera się wobec mnogości zawsze daremnych wysiłków.
Dla wielu uczniów wyłania się tak babelizm — zamykając ich nieubłaganie w nieprzekraczalnym obrębie ich języka macierzystego — podczas gdy z tego wielkiego pływu wyłaniają się nieliczni wybrani, obdarzeni wyjątkowymi możliwościami, pozwalającymi im swobodnie ewoluować w języku innych. Jakby tajemnicza zdolność rozwiązywała im język.
A jednak, biorąc rzecz pod rozwagę, uczenie się obcego języka powinno być rzeczą łatwą — a entuzjazm dziecka przy wstępowaniu do szóstej klasy, gdy ma się wreszcie zanurzyć w studium innego niż własny język, pokazuje, ile dobrej woli zostaje zmobilizowanej od początku. Niestety! Ileż rozczarowań — które najczęściej pozostaną przywilejem studium języków!
Skąd więc bierze się to zerwanie, które w kilka tygodni rozprasza słodką nadzieję językowego odkrycia? Inteligencja nie wchodzi w grę: byłoby absurdem być jej pozbawionym akurat w takim przedmiocie jak języki żywe. Pomoże ona z pewnością nieszczęsnemu uczniowi, który rozpaczliwie spróbuje gromadzić — przez gęstą, niepojętą mgłę — rudymenty niezbędne do uzyskania pod koniec szkoły granicznej, nieeliminującej oceny, często wyrównanej sukcesami w innych przedmiotach. Przez nasycenie, przez osmozę, kilka okruchów przejdzie w atmosferze przymusu i porażki.
Lecz co pozostanie po wyjściu z tej inicjacji? Koszmar, niewysłowiony wstręt podszyty wyrzutami sumienia, że nie udało się skorzystać z jakiegoś cennego nauczania — oraz tajemna obawa, że trzeba będzie do niego wrócić później.
Wydaje się więc na czasie ponowne rozważenie problemu nauki języków żywych — próbując wyjaśnić, czym może być integracja, słowna informacja, w najogólniejszym sensie. Niezależnie od tego, czy odnosi się do języka macierzystego, czy obcego, głęboki proces mechanizmu pozostaje ten sam.
Nie ulega już wątpliwości, że żywy język integruje się przez ucho. Ten słuchowy nabytek — choć wspomagany tekstem i obrazem — jest istotny i pierwszorzędny. To słysząc go uczy się języka — i słysząc go poprawnie.
Lecz co znaczy słyszeć poprawnie? Nie jest się głuchym — wydaje się — dlatego, że jest się niezdolnym do nauki angielskiego. A jednak trzeba pogodzić się z myślą, że w tym wypadku jest się głuchym selektywnie na angielski.
Aby zrozumieć to nowe pojęcie — które na pierwszy rzut oka może wydawać się zniechęcające — warto pamiętać, że ucho zostało warunkowane do mowy dopiero wtórnie. „Mowa pojawiła się jako ostatnie stadium transcendentnego dostosowania, które potrafiło warunkować do celów akustycznych zespół neuromuskularny przeznaczony do połykania i oddychania" (9).
Akustyczne możliwości otaczającego środowiska pozwoliły człowiekowi z finezją i zwinnością obsługiwać gamę dźwiękową właściwą jego językowi. Lecz jak różny świat akustyczny innego języka!
Nie tak dawno autor artykułu zatytułowanego „Chińczycy w Paryżu" sygnalizował konieczność słuchowej korekty „na miarę" dla Chińczyków szczególnie opornych na francuski. Wskazał jako przyczynę tej konieczności fakt, że „przez to, że słyszą wyłącznie dźwięki właściwe ich językowi macierzystemu, nie tylko ich ucho, ale i ośrodki słuchowe ich mózgu są warunkowane".
To twierdzenie — niewątpliwie prawdziwe — wymaga kilku wyjaśnień: nasz układ słuchowy, warunkowany przez środowisko etniczne, pozostaje niewrażliwy na intonacje i dźwiękowe wahania, których nie ma zwyczaju słyszeć.
Nasza mowa zostaje pozbawiona obcych brzmień, których nasze ucho nie zdoła uchwycić — niedostatek słuchowy z konieczności przekłada się na niedostatek głosowy. To podsumowuje Effet Tomatis formułą: „Głos zawiera tylko te harmoniczne, które ucho potrafi usłyszeć".
„Wrażenia, jakie otrzymujemy, słysząc obcy język, nawet bez jego rozumienia" — zauważał już Charles Bailly kilka lat temu (10) — „w znacznej mierze pochodzą z porównania dokonywanego nieświadomie z systemem fonologicznym naszego własnego języka — a przyjemne lub przykre uczucia, jakie z niego wyciągamy, mają w tym swoją przyczynę; ten, kto mówi w tym innym języku, na ogół niczego podobnego nie odczuwa, a jego wrażenia akustyczne mają zupełnie inną naturę".
„Francuz studiujący rosyjski uderzony zostanie częstością dźwięków podniebiennych i syczących, ich kontrastem z dźwiękami welarnymi, swoistą muzyką intonacji — wszystko to dlatego, że postrzega nieświadomie znaczną różnicę między tą wymową a swoją. Lecz Rosjanin, który mówiąc wywołuje takie wrażenia u Francuza, sam niczego podobnego nie odczuwa — gdyż te rzeczy są mu zwyczajne".
Inny wybitny fonetyk, Pierre Fouché (11), również szczęśliwie zauważał, że „wyobrażenie, jakie zwykle tworzymy sobie o żywym języku, jest wyobrażeniem akustycznym. Zapamiętujemy to, co zwykło się nazywać jego »akcentem«; przypisujemy mu pewien »kolor«. Mówimy jeszcze, że jest dźwięczny, miękki, monotonny itd.".
Każdy z nas jest więc warunkowany do słyszenia w określony sposób — a układ fonacyjny, naginając się do tych samych wymagań otaczającego środowiska, zmusza badanego do wymawiania w określony sposób. „Tak — pisze Wilder Penfield (12) — wszyscy Szwedzi mówią po angielsku ze szwedzkim akcentem, a Francuzi, Niemcy i Chińczycy mówią z własnym akcentem. To powszechne stwierdzenie. Nawet jeśli krążą po świecie, londyńscy Cockneye, Szkoci i Irlandczycy — by nie wspomnieć już o Kanadyjczykach i Amerykanach — przez całe życie zdradzają swoje pochodzenie »wymowną« nawykiem wyniesionym z dzieciństwa".
Znajdujemy się więc w istocie wobec ogólnego prawa — które zresztą nie dotyczy tylko niektórych ludów. Mając ucho swojej grupy etnicznej, jesteśmy wszyscy z natury mniej lub bardziej oporni — zależnie od naszej rasy — wobec nauki języków obcych; i to dokładnie w mierze, jak zobaczymy szczegółowo dalej, w jakiej są one bardziej oddalone od naszej krzywej słuchu.
Pod tym względem wszyscy jesteśmy poniekąd „słabosłyszącymi" — i dlatego podpadamy pod procedury stosowane przez fonetyków do reedukacji słuchu osób dotkniętych zaburzeniami słuchowymi. Jedynym wyjściem wydaje się „zmuszenie" ucha do słyszenia tego, czego naturalnie nie słyszy — co może dokonać się jedynie za pomocą sztucznych urządzeń.
Może wydawać się dziwne — na pierwszy rzut oka — odwoływanie się do procesów elektronicznych tam, gdzie najczęściej widzi się jedynie problem pedagogiczny łączący dobrą wolę (i samą wolę) z coraz doskonalszymi technikami nauczania — nie mówiąc oczywiście o tych „cudownych" metodach przedstawianych za pośrednictwem zręcznej i kuszącej reklamy, schlebiającej lenistwu i kołyszącej ucznia podstępną iluzją, że można nauczyć się bez wysiłku.
Z pewnością żaden nabytek nie dokonuje się bez wysiłku. Lecz nie wystarczy też — jak Rimbaud — zamknąć się w szafie z gramatyką, opancerzony żelazną wolą, i przysiąc, że wyjdzie się dopiero po opanowaniu języka, którego chce się nauczyć.
By zintegrować obcy język, trzeba chcieć go poważnie studiować — to prawda. Lecz trzeba także móc — i to w najbardziej fizycznym sensie tego słowa — nauczyć się go: to znaczy „słyszeć go i odtwarzać", potem słuchać i powtarzać, wreszcie słyszeć i słuchać siebie powtarzającego lub odtwarzającego (13).
Słyszeć i odtwarzać — oto dwa istotne elementy, które wprowadza w grę Effet Tomatis w swojej zasadzie regulacji słuchu i fonacji. Stosując tę zasadę na poziomie nauki języka, dochodzi się do ustanowienia obwodu autokontroli, który pozwala uczniowi-lingwiście maksymalnie skorzystać z dźwiękowego komunikatu, jaki jest mu przekazywany — i odtworzyć go ad integrum.
Modyfikując słuch badanego, ucząc go słyszeć w inny sposób niż ten, do którego przyzwyczajony jest przez swój język macierzysty, wyzwala się inny sposób mówienia — inny tryb ekspresji charakterystyczny dla studiowanego języka.
Ten audio-głosowy efekt pociąga modyfikacje barwy, organizacji aparatu fonacyjnego, użycia jam rezonansowych krtaniowych nad- i podległych, tonusu krtaniowego, oddechu, mimiki — tyle modyfikacji, które reagują łańcuchowo przez reflexowe zapalanie się rozprzestrzeniające się stopniowo na całą morfologiczną strukturę badanego.
Te modyfikacje uwypuklają zatem — w trakcie integracji języka — kapitalny wpływ odbiornika słuchowego na zachowanie cielesne i gestyczne, na zaangażowanie psychologiczne, na zapalanie i wypracowywanie obwodów indukcyjnych pochodzenia psychosomatycznego.
Na podstawie tych danych łatwo ocenić znaczące konsekwencje takiego procesu.
III — Krzywe obwiedni a języki żywe
Jak powiedzieliśmy w rozdziale I, Tomatis wykazał eksperymentalnie — dzięki audio-głosowym kontrreakcjom, które są fundamentem jego praw — że każda modyfikacja słuchowego schematu cielesnego pociąga bez wyjątku modyfikację gestu głosowego. Tak że można stąd wnioskować, iż każdy gest głosowy odpowiada na pewno określonemu gestowi słuchowemu.
Wychodząc z tej zasady, Tomatis mógł wyodrębnić etniczne słuchy odpowiadające bardzo precyzyjnym cechom, które przywołamy w tym rozdziale.
Szczegółowa analiza rozmaitych elementów łańcucha mowy została zrealizowana dzięki obrazom zebranym za pomocą analizatorów panoramicznych i sonografów — zdolnych rozłożyć dźwięki tak, jak pryzmat rozsiewa światło w spektralną tęczę. Za pomocą tych aparatów było możliwe zwizualizowanie rozmaitych częstotliwości dźwięków — respektując ilościowo wartości względne każdej z nich — i wyodrębnienie różnych elementów zdania w częstotliwościach, natężeniu i czasie trwania. Na uzyskanych w ten sposób fonogramach i sonogramach można było odnaleźć krzywe obwiedni (Ryc. 1) średnich wartości częstotliwości często spotykanych w analizie zdań zebranych w tych samych grupach etnicznych.

Ryc. 1 — Przykład fonogramu z pojawieniem się krzywej obwiedni.
Na przykład miejsce największej aglomeracji częstotliwościowej dla francuskiego mieści się wokół 800–1800 herców, podczas gdy dla angielskiego rozciąga się od 2000 do 12 000 herców. Już to proste naukowe stwierdzenie pozwala wyczuć, że wszystko dzieje się tak, jakby Francuz stawał się praktycznie głuchy, gdy słyszy angielski.
Podobnie historyczne studium języków pokazuje nam, jak ewolucja grup ludzkich w toku wieków doprowadziła każdą z nich do całkowicie mimowolnego przyjęcia pewnego mechanizmu głosowego — złożonego z samogłosek i spółgłosek, których wymowa i barwa są wyraźnie różnicowane od jednej grupy do drugiej.
Już od dzieciństwa ucho modeluje swoją wrażliwość na dźwięki, które słyszy — i można wkrótce wykryć, przez studium audiometryczne, że krzywa wrażliwości słuchowej ściśle koreluje z krzywą emisji fonacyjnej grupy etnicznej.
Innymi słowy: aby poprawnie odbierać te agregaty częstotliwości — bez ryzyka wprowadzania zniekształceń przez odbiornik słuchowy, który odtąd działa jak filtr — musimy zaakomodować się, a lepiej: warunkować się do odbierania w taki sposób, by nasza optymalna selektywność osiągnęła selektywność częstotliwości pożądanych przy naszej emisji. Tak — przez grę autokontroli „słuch–fonacja" — etniczne ucho badanego narzuca mu jego etniczną fonację. Sposobowi mówienia odpowiada — przypominamy — sposób słyszenia.
Tomatis wykazał i następnie zweryfikował, że działając na sposób słyszenia, można zmodyfikować sposób mówienia.
Zanim przedstawimy ten proces modyfikacji, spróbujemy doprecyzować, czym jest ten „sposób słyszenia".
Charakteryzuje się on na płaszczyźnie naukowej krzywą wrażliwości ucha wobec rozmaitych częstotliwości, które ucho może słyszeć. Krzywą tę nazywamy „etnogramem". Reprodukujemy poniżej, dla przykładu, charakterystyczne etnogramy kilku grup etnicznych.
Rycina 2 przedstawia krzywą słuchu swoistą dla francuskiego; jako całość pokrywa się z fonogramem tej mowy — z linguogramem niejako. Uzyskuje się ją, integrując możliwie największą liczbę krzywych odpowiedzi słuchowych w danej grupie etnicznej.
Język francuski

Ryc. 2 — Krzywa francuska
Francuski — tu rozważany — profiluje się typowo dwoma szczytami (w istocie dwoma plażami z punktami kulminacyjnymi): jeden zasiada przy 250 herców w niskich (g), drugi przy 1500 herców w strefie wysokiej (a) mieszczącej się między 1000 a 2000 herców. Różnica natężenia dźwiękowego między tymi dwoma poziomami wynosi około 20 decybeli. To wynurzenie przy 1500 herców uzasadnia — przez relatywny opad, jaki pociąga ku wysokim — pojawienie się nosówek w języku francuskim. Przez kontrreakcję obecność tej nazalizacji w mówionym idiomie pociąga ipso facto pojawienie się w odpowiednim etnogramie charakterystycznego szczytu przy 1500 herców.
Język angielski

Ryc. 3 — Krzywa angielska
Dla języka angielskiego można stwierdzić na profilu, że istotną cechą tego typu słuchu jest wielka wrażliwość na dźwięki wysokie. Już od 2000 herców krzywa wykazuje wyraźną progresję rzędu 6 decybeli na oktawę — która ciągnie się powyżej 10 000 herców, co nadaje takiemu słuchowi krzywą odpowiedzi przypominającą tę z zestawów wzmacniania wysokiej wierności.
W konsekwencji percepcja wysokich powyżej 2000 herców osiąga tak wyjątkową wrażliwość, że modulacje na tym poziomie są szczególnie wysubtelnione. Bogactwo sybilantów w języku angielskim jest tego konsekwencją. Co więcej — w samym języku — przyciąganie ku wysokim całego schematu głosowego przez słuchową kontrreakcję tłumaczy systematyczną dyftongizację samogłosek. Te — choć obecne w wyjściowym spektrum — prześlizgują się od dźwięku fundamentalnego ku pasmu częstotliwościowemu zasiadającemu powyżej 2000 herców.
Pasmo przenoszenia wysokich, jakie odbiera ucho angielskie, narzuca bowiem aparatowi ustno-gardłowemu, przez audio-głosową kontrreakcję, taką strukturę, że dźwięk fundamentalny — który z konieczności znajduje się w niskich (z racji ograniczonych możliwości krtani, 300 herców) — nie może być utrzymany w swojej wyjściowej emisji, gdyż ucho go nie „selekcjonuje". Obserwuje się prawdziwy ślizg ku wysokim — zjawisko leżące u źródła dyftongizacji (14). Jeśli skądinąd spróbujemy zbliżyć to pasmo słuchowe do poprzedniego — to znaczy porównać ucho angielskie z uchem francuskim — staje się jasne, że ich spotkanie jest trudne. Nie jest to dla nikogo tajemnicą, że dla ucha francuskiego angielski jest trudny do odbioru.
Należy zauważyć, że język amerykański — oferujący pasmo niższe niż angielski, ze szczytem kulminacyjnym przy 1500 herców — jest lepiej odbierany przez ucho francuskie niż angielski oksfordzki. W każdym z tych dwóch języków — francuskim i amerykańskim — postrzega się nazalizację zaznaczającą zwiększoną selektywność na poziomie tego samego pasma przenoszenia.
Język niemiecki

Ryc. 4 — Krzywa niemiecka
Rycina 4 przedstawia średnią krzywą słuchu niemieckiego. Zaznacza się tu szerokie pasmo przenoszenia wychodzące z niskich i sięgające 3000 herców. Wrażliwość jest szczególnie wyraźna od 250 herców — sięgając 2000 herców, z większą amplitudą między 500 a 1000 herców. Szerokość niemieckiego pasma przenoszenia pozwala mu z łatwością integrować fonemy należące do innych języków, pod warunkiem, że te fonemy wpisują się w jego pasmo rejestracji.
Do tego szerokiego pasma dochodzi bardzo ważna cecha ucha niemieckiego: stosunkowo długi czas latencji (15). Te dwa parametry — szerokość pasma i czas latencji — wprowadzają w emisji głosowej gardłowe pchnięcie właściwe niemieckiemu.
To gardłowe pchnięcie jest dla nas zresztą skojarzone z odruchem posturalnym obserwowanym w tej grupie etnicznej.
Ten audio-posturalny odruch nie jest zresztą zauważalny tylko u Niemców. Można powiedzieć, że każda grupa etniczna ma postawę swojej mowy — będącą konsekwencją, przypominamy, jej sposobu słyszenia.
Język hiszpański

Ryc. 5 — Krzywa hiszpańska
Diagram ryciny 5 przedstawia słuch hiszpański. Odkrywa się tu wielką wrażliwość tego słuchu wewnątrz szerokiego pasma niskich (g), sięgającego 500 herców — oraz, na mniejszym poziomie natężenia, w wąskim paśmie od 1500 do 2500 herców, ze szczytem przy 1800 herców. Wrażliwość jest bardzo zmniejszona w wysokich. Szczyt przy 250 herców wprowadza w reakcji audio-głosowej „jotę" — podczas gdy brak przepustowości w wysokich powyżej 2500 herców tłumaczy ciężkość hiszpańskich sybilantów: ślizg „f" w przydechową „h". Trudności, jakie napotyka Hiszpan w integracji niektórych obcych języków, są tu uzasadnione prostym odczytem tego diagramu.
W rozdziale I przedstawiliśmy teorię selektywności słuchowej. Jeśli pchnąć dalej eksperymentalnie studium tych rozmaitych języków, spostrzega się, że istnieją także bardzo duże różnice co do selektywności właściwej każdemu uchu etnicznemu. Niektóre ludy mają selektywność bardzo ograniczoną, inne przeciwnie — bardzo rozległą. Oto na przykład — ryciny 6 i 6 bis — porównanie ucha włoskiego i francuskiego pod kątem ich odpowiedniej selektywności.
Jak można stwierdzić, ucho włoskie wpisuje swoją selektywność między 2000 a 4000 herców. Jest ona zerowa między 1000 a 2000 herców — podczas gdy ucho francuskie przeciwnie — jest bogate między 1000 a 2000 herców i może tłumaczyć już sygnalizowane pojawienie się nosówek w języku francuskim.

Ryc. 6 — Selektywność ucha włoskiego: pasmo przenoszenia wpisuje się między 2000 a 4000 herców

Ryc. 6 bis — Pasmo selektywności ucha typu francuskiego ograniczone między 1000 a 2000 herców
Słowianie natomiast mają bardzo rozległą selektywność z większym powinowactwem ku niskim. Ich głos jest szeroki i ciepły. Ich rozległe selektywne bogactwo — w przeciwieństwie do Francuzów i Włochów — pozwala im odbierać wszystkie brzmienia. By się o tym przekonać, wystarczy zbadać rycinę przedstawiającą selektywne pole ucha rosyjskiego, rozciągające się od dźwięków niskich do najwyższych (ryc. 7).

Ryc. 7 — Selektywne pole ucha słowiańskiego rozciągające się od dźwięków niskich do najwyższych
To ta zdolność pozwala Słowianom rejestrować całą gamę dźwięków lingwistycznych. Wiadomo zresztą, z jaką łatwością uczą się obcych języków. To zjawisko — które często pozostawia nas pełnymi podziwu i lekko zniechęconymi — wynika po prostu z ich wielkiej słuchowej przepustowości.
By nie obciążać niniejszej pracy, dobrowolnie ograniczamy się do podania kilku przykładów. Konieczne jest oczywiście zbadanie — na płaszczyźnie audio-psycho-fonologicznej — wszystkich idiomów używanych przez człowieka. Nasze dotychczasowe badania, dotyczące setek języków, pozwoliły nam wykryć tylko 12 różnych sposobów słyszenia — każda grupa prezentuje inną kombinację dwóch parametrów: pasma przenoszenia i czasu latencji.
I tak na przykład język arabski cechuje się pasmem przenoszenia typu hiszpańskiego i czasem latencji typu niemieckiego. Język portugalski ma cechy języka słowiańskiego (pasmo przenoszenia i czas latencji) — tak że rozbrzmiewa jak hiszpański autokontrolowany przez ucho słowiańskie.
Eksperymentalnie zabawne jest sprawdzenie tego faktu, przepuszczając zdanie portugalskie przez filtry, których krzywa odpowiedzi odpowiada uchu hiszpańskiemu. Dla tego, kto rozumie hiszpański, zdanie portugalskie staje się wówczas bardzo łatwo zrozumiałe.
Ta szybka analiza kilku etnogramów pozwala pojąć fundamentalne różnice istniejące między rozmaitymi sposobami słyszenia u osób mówiących różnymi językami.
Na podstawie tych diagramów opracowano techniki warunkowania słuchowego, uwzględniające z jednej strony swoiste krzywe każdego języka, a z drugiej — mniej lub bardziej szybki i złożony czas akomodacji, charakterystyczny dla studiowanego języka. Każdy język bowiem posiada średni czas emisji każdej sylaby zwany „czasem latencji", warunkujący odpowiedź dostosowania krtaniowo-rezonansowego — źródła intonacji.
IV — Oreille Électronique à Effet Tomatis
Już w 1950 roku — jako dowód i zastosowanie swoich teorii — doktor Tomatis skupił wysiłki badawcze na opracowaniu aparatu zdolnego zmodyfikować sposób słyszenia, a w konsekwencji sposób mówienia badanego.
Jego troską było również stworzenie prawdziwego warunkowania audio-głosowego, zmuszającego ucho do używania trybu akomodacji wyznaczającego sposób słyszenia typowy dla danego języka — i pociągającego odpowiedni gest głosowy.
Alfred Tomatis w komunikacie do Krajowej Akademii Medycyny (16) przedstawił w 1960 roku fundamentalne zasady audio-głosowego warunkowania wyzwalanego za pomocą tego aparatu. Reprodukujemy poniżej streszczenie tego komunikatu.
„Niech G1 będzie gestem głosowym odpowiadającym emisji E1 i odpowiadającym globalnemu słuchowi A1. Aby zastąpić emisję E1 — a więc gest głosowy G1 — gestem głosowym G2 i emisją E2, należy warunkować słuch do nowego trybu akomodacji wyznaczającego sposób słyszenia A2.
Aby zrealizować to warunkowanie, zrealizowano następujący montaż (rycina 8).

Rycina 8
- Mikrofon M atakuje wzmacniacz, z którego emanują dwa różne obwody — tworzące dwa kanały niedziałające jednocześnie.
- Przy danym natężeniu, modyfikowalnym do woli, otwarty pozostaje sam kanał C1. Jest tak ustawiony, że stawia ucho w stanie całkowitego rozluźnienia. Błona bębenkowa jest wówczas w swoim minimum napięcia — w stanie nie-akomodacji. Można powiedzieć — przez analogię z wzrokiem — że znajduje się w swoim punctum remotum. Osiąga tym samym pozycję całkowitego rozluźnienia, zanim napnie się do słuchania wyznaczonego przez ustawienie wyższego kanału. Już bowiem przy emisji dźwięku ze strony badanego lub innego źródła dźwiękowego — pochodzącego na przykład z magnetofonu — gdy do otaczającego szumu dodaje się dodatkowe natężenie, kanał C1 zamyka się i otwiera się sam kanał C2. Ten drugi elektroniczny kanał zmusi ucho do innego trybu kontroli — wybranego wcześniej i odpowiadającego emisji studiowanego języka.
Otwarcie kanału C2 odbywa się przez tzw. system „bascule" (przełącznika) — pozwalający automatycznie przechodzić ze sposobu słyszenia A1 (właściwego gestowi G1) do sposobu słyszenia A2 (właściwego poszukiwanemu gestowi G2).
Po zakończeniu emisji dźwiękowej, zmniejszone natężenie powoduje przełączenie systemu w odwrotną stronę: C1 się otwiera, podczas gdy C2 zanika. Cykl ten zaczyna się od nowa za każdym razem, gdy badany chce mówić — i warunkowanie pojawia się bardzo szybko. Już od pierwszych dni, po półgodzinnej sesji, utrzymuje się remanencja około pół godziny. Po dwóch tygodniach pozostaje trwała.
Ta gra przełącznika może zresztą szybko stać się zjawiskiem świadomym i do woli decydować o możliwości słyszenia tego, czego się chce.
W celu zmodyfikowania następnie rytmu i intonacji wybranego języka określono czasy uruchamiania przełącznika odpowiadające czasowi latencji charakterystycznemu dla języka. Każdy język bowiem posiada — przypominamy — średni czas emisji każdej sylaby: 0,15 sekundy dla francuskiego, 0,20 dla angielskiego itd.
Dla tych, których ten dość surowy wykład zniechęcił, można powiedzieć mniej naukowo, że Oreille Électronique à Effet Tomatis pozwala narzucić każdemu badanemu — nawet opornemu — predeterminowany słuch, zmuszając go w ten sposób do słyszenia wedle pożądanej akomodacji.
Jak realizuje się ta „edukacja"?
Oreille Électronique jest zasadniczo aparatem edukacji słuchowej. Wiadomo, że ludzki słuch jest jedynie wynikiem szerokiego użycia VIII pary nerwów czaszkowych. Ta — rodząca się na poziomie narządu sensorycznego ucha — zasiada w uchu wewnętrznym i rzutuje się na telencephalon na poziomie ośrodków nabywania mowy.
Ten sensoryczny narząd par excellence zachowuje się zresztą jak kawałek skóry zróżnicowanej — wysoko wyspecjalizowanej w detekcji wahań ciśnień akustycznych. Lecz jest wart jedynie tyle, ile się umie z niego zrobić. Podobnie znakomity wzrok niczemu by nie służył, gdyby powieki pozostawały zamknięte; co więcej — nienaganna siatkówka mało by służyła, gdyby odpowiadająca jej soczewka nie pozwalała skupiać obrazu. Innymi słowy: nerw wzrokowy — w tym wypadku siatkówka — jest wart tyle tylko, ile umiemy się nim posługiwać.
Tak samo dzieje się z odbiornikiem słuchowym, który musi się dostosować do otaczającego go środowiska dźwiękowego. To uchu środkowemu przypada ta zdolność akomodacji — i to do niego zwracamy się, używając Oreille Électronique.
Dostosowanie ucha środkowego odbywa się przez grę skurczów mięśnia młoteczka i mięśnia strzemiączka — pierwszy działa na wypukłość narzuconą błonie bębenkowej (która zachowuje się wtedy jak akustyczna soczewka, rodzaj słuchowej soczewki ocznej), drugi (strzemiączka) reguluje grę ucha wewnętrznego — które potrafi, na sposób pryzmatu o kącie wierzchołkowym 2 do 3 obrotów spirali, rozłożyć gamę dźwięków w akustyczne spektrum, w dźwiękową tęczę.
Ta akomodacja — mniej lub bardziej szybka, mniej lub bardziej złożona — wyznacza przestrzenne położenie łańcucha kosteczek i pozwala otwierać to lub inne pasmo słuchowego przenoszenia, powiększać w zależności od potrzeb przeponę otwarcia.
Oreille Électronique narzuca tę grę ludzkiemu uchu. Modyfikując do woli pasmo przenoszenia, „otwiera się" — słowo nie jest tu zbyt mocne — ucho na wybrane dźwięki danego języka. Zresztą — czy chodzi o przyswojenie języka macierzystego, czy o integrację języka obcego — proces pozostaje ten sam. Otwierać się na mowę to przede wszystkim wpinać się na długości fal tej mowy. Lecz aby zostać zintegrowanym, a następnie poprawnie odtworzonym, ustny komunikat musi być przede wszystkim dobrze usłyszany — i to umożliwia Oreille Électronique.
Przez grę filtrów aparat ten oferuje przede wszystkim możliwość przeponowego otwarcia słuchowego na to lub inne pasmo przenoszenia — prosty fakt, który już wyznacza odpowiedź krtaniowo-rezonansową dostosowaną do użycia narzuconych filtrów. Po drugie sprawia, że pojawia się czas latencji nieodłączny od wybranej akomodacji, warunkujący czas odpowiedzi dostosowania krtaniowo-rezonansowego — źródła intonacji, jak już sygnalizowaliśmy w rozdziale III na końcu.
Oreille Électronique pozwala więc narzucić każdemu badanemu — nawet opornemu — ten sposób słyszenia, zmuszając go w ten sposób do odbierania dźwięków według pożądanej akomodacji — w zależności od przeponowego otwarcia słuchu na wybrane pasmo przenoszenia i od czasu latencji nieodłącznego od tej akomodacji.
To przygotowanie jest istotne w nauce obcego języka. Gdy tylko komunikat jest poprawnie odbierany, integracja jest natychmiastowa, a odtworzenie doskonałe — gdyż fonacja jest ściśle związana z trybem słuchowej percepcji, a wszelka modyfikacja słuchu pociąga ipso facto modyfikację fonacji w jej rozmaitych parametrach: rytmie, barwie, natężeniu, melodii itd.
Akustyczne struktury tych parametrów odciskają w uchu swoje przeniknięcie w funkcji kodowania, jakie zdołają wyznaczyć. Budzą warunkowania przygotowujące komórki sensoryczne do selektywnego pobudzania na takiej czy innej częstotliwości.
Jeśli więc wprowadzi się w obwód autokontroli słuchu Oreille Électronique dostrojoną do innego sposobu mówienia — do obcego języka w tej okoliczności — cały neuromuskularny obwód badanego zaczyna pracować na tym obcym rytmie. To ta gimnastyka — gdyż jest to w istocie gimnastyka — czyni nas zdolnymi do słyszenia i mówienia „w pewien sposób".
Schemat poniżej pokazuje, jak autokontrola „słuch–fonacja" zostaje zaangażowana przez interwencję Oreille Électronique w nieświadomym mimetyzmie (ryc. 9).

Rycina 9
Ten, kto dochodzi do tego „słuchowego automatyzmu", jest definitywnie warunkowany. Cały jego neuromuskularny obwód, który pracował w obcym rytmie, ustanawia się krok po kroku w stanie remanencji — przez mózgową memoryzację tej nowej aktywności i przez trening mięśniowy. Odtąd badany będzie poniekąd zmuszony do doskonałego słyszenia i wymawiania z całkowitą poprawnością i dokładną intonacją obcych fonemów i semantemów — bądź gdy mu się je proponuje jako wzorce do naśladowania, bądź gdy ma mówić w obcym języku bez innego przewodnika niż dźwiękowy obraz, którego dostarcza mu jego słuchowa pamięć.
Krótko mówiąc, jest tak, jakby otrzymał to, co inni lubią nazywać darem języków. Lecz ten dar mówienia w językach — znany dobrze i będący przywilejem Słowian, który odczytaliśmy na etnogramie ucha rosyjskiego — jest w istocie jedynie skutkiem szczególnie rozległego słuchu, którego szeroko otwarta przepona pozwala bez trudności obejmować pasma przenoszenia innych języków. Z daru języków otoczonego nimbem tajemnicy przechodzimy do zdolności — wrodzonej lub nabytej — którą można nazwać darem słyszenia języków.
Odtąd Amerykanin z Brooklynu czy londyński „Cockney" — w słuchawkach i przed mikrofonem Oreille Électronique — w końcu zacznie mówić angielskim „króla" z najczystszym akcentem Oksfordu, gdy tylko system filtrów narzuci mu ten sposób słyszenia.
To zresztą jest to, co powinno dziać się — lecz z dużo mniejszym natężeniem — w tradycyjnym studium języków. Wiadomo, jak bardzo korzystne — choć nie zawsze skuteczne — jest uczenie się języka w kraju jego pochodzenia: bo ucho zostaje wówczas zanurzone w pożądanej atmosferze etnicznej. Lecz tylko wyjątkowo widzi się, by Francuz przeniesiony do Londynu od razu przyjął angielski akcent — podczas gdy to zjawisko jest szybko wyraźne przy zastosowaniu Oreille Électronique, i to pozostając we Francji.
Gdy tylko badany mówi — gdy uruchamia łańcuch mowy — jego słuch zostaje zmodyfikowany w taki sposób, że wszystkie dźwięki obowiązkowo przechodzą przez selektywny kanał, dostrojony wedle wcześniej ustalonych cech studiowanego języka. Maszyna ma na celu narzucenie układowi słuchowemu badanego słuchu zgodnego ze słuchem rdzennych mieszkańców kraju, którego języka się uczy — i otwarcie tym samym jego ucha na pasma częstotliwości, których wcześniej nie słyszał. Effet Tomatis tłumaczy, że inicjacja fonetyczna zostaje przez to natychmiast zrealizowana — i to bez wymagania od ucznia-lingwisty jakiegokolwiek wysiłku odtwarzania dźwięków i dźwiękowych grup, które dotąd były mu obce. Wszystko dzieje się tak, jakby narządy jego audio-głosowego układu i wszystkie zainteresowane strefy mózgowe były natychmiast dostosowane, ćwiczone i wzmacniane.
Jest to jedno z najbardziej spektakularnych doświadczeń, jakim można asystować. Zdanie angielskie na przykład — emitowane przez profesora przez te techniki — niemal od razu zostaje odtworzone przez ucznia ze zdumiewającą wiernością. Najbardziej uderzające zjawisko towarzyszące jest psychiczne uwolnienie, jakie wywołuje taki proces.
W dawnych systemach nauki języków pojawiało się bowiem u warunkowanej osoby zahamowanie z lęku przed śmiesznością — wynikającego z niezdolności do odtworzenia ad integrum proponowanych dźwięków. Użycie Oreille Électronique pozwala dziś nie tylko uniknąć tego dodatkowego zakłopotania, lecz wręcz euforyzować studenta.
To warunkowanie, jakiemu ucho zostaje poddane w trakcie integracji wybranego żywego języka, może odbywać się na dwa sposoby:
- Bądź badany — w słuchawkach podłączonych do zestawu „Oreille Électronique + urządzenie nauczające" zapewniającego prawidłowy słuch — powtarza to, co przekazuje mu profesor; integracja słuchowa odbywa się wówczas równolegle ze studium właściwym języka.
- Bądź pracuje sam nad nabyciem tego warunkowania — aparat przekazuje mu bezpośrednio elementy foniczne pochodzące z magnetofonu i otwiera ucho na prawidłowy słuch obcego języka.
Doświadczenie pokazuje, że dla normalnej osoby wystarczy od pięćdziesięciu do stu półgodzin pracy z Oreille Électronique, by — dzięki mózgowej memoryzacji i uruchomionemu treningowi mięśniowemu — powstała trwała remanencja, i by można było uznać tę zdolność — ten „dar" — za odtąd stałą wobec studiowanego języka.
Wynikają z tego kilka konsekwencji:
- Skoro ekspresja ustna jest niewątpliwie związana z pewnym fizycznym zachowaniem i pewną mimiką, można słusznie sądzić, że równolegle z mocą ekspresji warunkowany badany mniej lub bardziej nabył fizyczne zachowanie tych, których język się uczy.
- Skądinąd intelektualna, wrażliwa, moralna i społeczna formacja jednostki jest w znacznej mierze wynikiem nawyków językowych reprezentujących nabytek minionych wieków — na obraz charakteru narodowego. Tak samo to fizyczne zachowanie — konsekwencja i wyraz szczególnej postawy mentalnej — predysponuje ucznia-lingwistę do progresywnego dostosowywania się do zachowania obcych, których mowę przyswaja — w oczekiwaniu, aż głębokie i odruchowe zrozumienie semantemów wprowadzi go głębiej w poznanie ich duszy i doprowadzi do intymnego zrozumienia ich sposobu myślenia, odczuwania i działania.
- Dzięki samej łatwości, jaką każdy odczuwa w dobrym wymawianiu dzięki użyciu Oreille Électronique, wynika poprawa pamięci słuchowej — cechy istotnej i niezbędnej w studium języka. Oczywiste, że nie należy minimalizować wkładu, jaki badany musi wnieść w postaci osobistego wysiłku. Lecz jego motywacja — pozostająca bez wątpienia głównym elementem — musi być wspierana zniesieniem początkowych zahamowań. Te zahamowania wynikają z niezrozumiałości studiowanego języka mówionego, a w konsekwencji z fundamentalnej niezdolności, w jakiej znajduje się badany, by go odtworzyć.
Bez tego warunkowania sama niezrozumiałość czyni ucznia bezwładnym wobec wszelkiej próby artykułowanej emisji, której — jak wie — nie zdoła poprawnie kontrolować. Wydaje mu się daremne wyczerpywać się powtarzaniem dźwięków, nie mogąc wyznaczyć i swobodnie regulować ich odtworzenia.
Podsumowując: jeśli trzeba by streścić zasługi Oreille Électronique w jej roli niezbędnych prolegomenów do wszelkiego studium obcego języka, podejmiemy słowa, jakich użył doktor Tomatis przed świadomą publicznością Pałacu UNESCO w 1960 roku (17):
Oreille Électronique pozwala stworzyć atmosferę otaczającą, tak nieodzowną do psychologicznej imbibicji obcego języka. Co więcej, jej wpływ jest bardzo euforyzujący przez:
- Łatwość elokucji, jaką zapewnia;
- Automatyczne wyzwalanie, jakie wzbudza na poziomie mechanizmu narządów fonacji — które natychmiast dostosowują się do użycia wybranego języka;
- Szybkość integracji, jaką pociąga — często zaskakującą.
W pewien sposób — kończył Tomatis — odtwarzamy słuchowe warunki początkowej integracji: te, które pozwoliły nam przyswoić nasz język macierzysty.
V — Oreille Électronique i audiowizualne
Nie sposób dość podkreślić wartość pedagogiczną nowych technik audiowizualnych oddanych na służbę integracji języków żywych.
Jak to precyzyjnie wskazuje termin „audio-wizualne", to nauczanie odwołuje się do dwóch głównych narządów sensorycznych poznania: słuchu i wzroku. Lecz podczas gdy na płaszczyźnie wizualnej cel jest osiągnięty przez umożliwienie uczniowi kontroli przez obraz tego, co reprezentuje studiowany przedmiot, pozostaje na płaszczyźnie słuchowej znaczna niepewność co do integracji ustnego komunikatu. Wystarczy sprawdzić nadzwyczajne zniekształcenia uzyskane w ustach badanego, który powtarza, by zdać sobie sprawę, do jakiego stopnia — w mocy praw rządzących bezpośrednimi relacjami słuch–fonacja — komunikat nie został dobrze usłyszany.
To właśnie aby zaradzić temu utrudnieniu, wprowadzono użycie Oreille Électronique do tych nowych technik. Jeśli bowiem prawdą jest, że pewne inicjatywy w zakresie językowym nie powiodły się w ciągu ostatnich dziesięciu lat — i że liczne laboratoria językowe były pozostawione na ugorze — pozostaje prawdą, że dziś możemy uważać te metody nauki za aktywne środki nabywania mowy dobrze ustrukturyzowanej, dobrze artykułowanej, dobrze zintegrowanej.
Nie chcąc podnosić tych technik na poziom panaceum, sądzimy, że konieczne jest rozeznanie się i przywołanie warunków, w jakich winna być realizowana ta językowa inicjacja. Postaramy się uwypuklić rozmaite aspekty prawdziwej integracji — tak by techniki audiowizualne mogły znaleźć w oczach (a przede wszystkim w uszach) naszych czytelników korzystne echo, do jakiego mają prawo we współczesnej pedagogice.
Sukces takiego przedsięwzięcia wymaga szczegółowej analizy psychofizjologicznych procesów uruchamianych w tym kroku, jakim jest nabywanie obcego języka.
Laboratorium językowe stanowi dziś cenną pomoc dla nauczającego i uczonego — przez warunkowanie, jakie wywołuje na poziomie ośrodków słuchowych i wzrokowych. To dobrowolnie umieściliśmy słuch przed wzrokiem — chcemy bowiem przypomnieć, że aby uczyć się języka, trzeba go przede wszystkim słyszeć.
Wprowadzenie — w obrębie tej aktywnej pedagogiki — Oreille Électronique à Effet Tomatis pozostaje bardzo ważne ze względu na znaczący wkład sensoryczny, jaki realizuje w obszarze przekazu komunikatu dźwiękowego i jego integralnego odtworzenia. Zapewnia doskonały odsłuch wszystkich elementów łańcucha mowy swoistego dla studiowanego języka i — przez kontrreakcję — pozwala uczniowi-lingwiście dokładnie odtworzyć to, co doskonale usłyszał. Tak więc dzięki zestawowi magnetofon + Oreille Électronique nabywanie języka staje się łatwe.
Podejdziemy teraz do warunków, w jakich winny być stosowane techniki audiowizualne, których celem — przypominamy — jest dostarczanie uczniowi nie tylko przypomnienia fundamentalnego kursu mistrza, ale i ćwiczeń bieżącego języka w formie praktycznych zadań.
Badany — zostawiony sam sobie przed aparaturą — śledzi oczami obraz, który jest mu projektowany, podczas gdy odpowiadający tekst jest mu wstrzykiwany w uszy słuchawkami podłączonymi do magnetofonu. Warto tu zauważyć interes tego indywidualnego nauczania, które pozwala uczniowi dysponować maszyną w swoim osobistym rytmie — bez interwencji zewnętrznej, w progresji wyznaczonej jego własną szybkością integracji.
Ustanawia się tak gra dobrowolnych powtórzeń — łatwa, przyjemna, zabawna. Czyż wszelkie językowe nabywanie nie pozostaje najbardziej pasjonującą ludzką grą — pod warunkiem, że jest dobrze prowadzone? Lecz kruchość, jaką spotyka się u niemowlęcia podczas konstytuowania jego obwodu audio-głosowego, jest jeszcze większa u dorosłego. A to dlatego, że zahamowania są u niego większe, silniejsze: jego pozycja społeczna zachęca go do usztywnienia, lęk przed śmiesznością oddala go od tej gry konstrukcji językowej. Zwyczaj, jaki ma, by w każdej chwili uruchamiać swoją inteligencję dla przyswojenia czegoś nowego, nie tylko nie oddaje mu żadnej przysługi, ale nawet utrudnia jego postęp.
Otóż to, co ważne na początku, to ustanowienie tego toru, tej sieci, jaką krok po kroku musi zainstalować rozmaite linie i diagramy słownego przepływu. Krystalizacja semantyczna dokona się następnie — bez zamieszania ani pośpiechu. Nie służy do niczego chęć zrozumienia wszystkiego od pierwszego razu. To nie tak człowiek zaczął uczyć się swojego języka macierzystego. Niewątpliwie potrzeba szybkiego działania zakłóca to pierwsze stadium — ale po co się spieszyć? Oczywiste, że układ fonacyjny dorosłego — poddany od lat użyciu języka macierzystego — nie potrzebuje już tak długiego czasu, jaki niemowlę potrzebuje do wypracowania swoich struktur słuchowych i werbalnych. Dojrzałość, z jakiej korzysta dorosły, pozwoli mu przeskakiwać etapy — ale nie zwolni go z ich przebycia.
Wśród tych etapów ten dotyczący słuchowej integracji pozostaje istotny. Mało ważne, czy uczeń czyni z wizualnego obrazu prezentowanego mu na ekranie obraz mentalny nieco różny od obrazu sąsiada. Syntetyczna struktura widzenia daje każdemu mniej więcej identyczną globalną wartość.
Nie jest tak ze słuchem. W obecnym stanie zwyczajnych technik nie wiadomo bowiem, jak działa i analizuje słuchowy odbiornik — istotny aparat obwodu audio-fonacyjnego. Od jego regulacji — i tylko od niej — zależy cała gra dobrowolnego nabywania ruchów artykulacyjnych, które tylko bardzo z daleka odwołują się do normalnych ruchów automatycznych.
Mowa jest złożona — należy mieć to nieustannie w pamięci — jedynie z ruchów wtórnie zorganizowanych, wysoko wypracowanych, które są właściwe człowiekowi tylko w mierze, w jakiej w pełni cieszy się on swoimi zdolnościami.
Jeśli słuchowy odbiornik jest wadliwy — lub po prostu zastygły w jednej i jedynej pozycji, bez możliwości nieświadomego modyfikowania swojej kinetycznej pozycji — wszystkie praktyczne ćwiczenia będą bez skutku. Wszystkie nagrania, choćby najdoskonalsze, będą gromadzić się — jak tyle innych rzeczy — w głębi szafy, oczekując pod warstwą kurzu jakiegoś nowego porywu chęci.
To nie tyle metoda jest w danym przypadku do obciążenia, ile czynniki słuchowej integracji. Cała pomysłowość oddana na służbę pedagogiki nie posłuży do niczego, jeśli brama wejścia — czyli ucho — pozostaje zamknięta na językowy komunikat. Trzeba przede wszystkim upewnić się, że brama jest doskonale otwarta — że słuch jest gotów odbierać specyficzne dźwięki języka, który ma przyswoić. Bez tego wysiłki będą daremne.
Dlatego Oreille Électronique musi być skojarzona z magnetofonem laboratorium językowego. Pozwalając czynnikom słuchowej integracji modyfikować się za pomocą elektronicznego przełącznika, jaki zawiera, aparat wyzwala nałożenie innego sposobu słyszenia — pociągając inny tryb słuchania i wyznaczając przez to zmianę trybu kontroli, od którego zależy ponowne uruchomienie wyjściowego zjawiska.
Tak zdumiewające wyniki, jakie wnoszą nam te nowe techniki audio-głosowe, wynikają po prostu z faktu, że tworzą one elektronicznie środowisko akustycznej imbibicji niezbędne do ponownego ustawienia dyspozycji autokontrolnych. Reszta — fonacja — może wyniknąć tylko naturalnie.
Pewne, że efekty użycia Oreille Électronique będą tym skuteczniejsze, im bardziej będą skojarzone z użyciem logicznej metody nauczania języków, opartej na progresywnym i skoordynowanym nabywaniu grup niosących sens. Problem pedagogiczny pozostaje pełny — i nie sposób dość podkreślać konieczności dołączenia do tych technik metody nauki uwzględniającej głębokie mechanizmy integracji języka.
Laboratorium językowe ma właśnie na celu promowanie tych technik w szerokiej perspektywie sensorycznej integracji — bez której wszelka nauka języka okazuje się bezużyteczna.
Jak powiedziano powyżej, żywego języka uczy się, słuchając go: rola ucha w akcie fonacyjnym uzyskała dziś moc oczywistości. Ucho musi nie tylko chwytać dźwięk, gnieść go, przekształcać, ważyć, analizować — musi też rozprowadzać go na poziomie klawiatury sensorycznych neuronów, których pobudzenie przez indukcję licznych obwodów wyznacza ostateczny dźwiękowy obraz. Ucho jest dyrygentem mowy we wszystkich jej aspektach: głośność głosu, ton, rytm wypowiedzi zależą od niego.
Ważne więc jest upewnienie się co do doskonałego zachowania ucha wobec niezwyczajnej informacji studiowanego języka — który wymaga postawy słuchowej różnej pod wszystkimi względami od tej, w jakiej zastał je wyjściowy język macierzysty. Laboratorium musi pozwolić uchu szeroko otworzyć swoją małżowinę na językową informację i automatycznie regulować swoje otwarcie na paśmie informacyjnym emisji. Musi także dać możliwość kontrolowania emisji powtórzeń wykonywanych przez ucznia. Wszelki akt fonetyczny musi być bowiem kontrolowany przez odbiornik słuchowy, który prowadzi przebieg artykulacyjny aż do integralnej restytucji.
Tak więc uczeń z kolei musi się słyszeć. Mówić — sygnalizowaliśmy to już wielokrotnie — to słyszeć się; a mówić w pewien sposób to słyszeć się w pewien sposób. Przy emisji ucho ma moc grania „pilota": cybernetycznego regulowania natężenia, barwy, intonacji, inflexji — zapewniania semantycznej kontroli (18).
Mówić w danym języku to dostosować własne słuchanie do akustycznych częstotliwości tego języka. Ucho przyjmuje w tym celu swoistą postawę dla każdego języka — co pozwala mu do woli modyfikować artykulacyjne kontrreakcje, które urozmaicają emisję, a tym samym potok słowny — świadectwo nowego kodowania neuronowego.
Tak więc ucho profiluje swój słuch na swoistym paśmie przenoszenia integrowanego języka. Wynika z tego sposób słyszenia formujący się na krzywej obwiedni tego nowego idiomu. Dźwięki emitowane w danym języku zawierają liczne „dźwiękowe obiekty" o swoistym kształcie, rozmiarze, morfologii danego języka.
Oreille Électronique ma właśnie na celu wprowadzenie ucznia-lingwisty w dźwiękowy świat tego, którego mowę chce przyjąć.
Doświadczenie pozwoliło nam wyciągnąć kilka zasad, których znajomość jest istotna dla uzyskania pożądanej skuteczności:
- Oreille Électronique powinna być używana w okresie wstępnym poprzedzającym pierwsze lekcje nauki języka właściwej — w wyłącznym celu warunkowania aparatu słuchowego i fonacyjnego.
- Jeśli ma się do czynienia z uczniami, którzy zaczęli już od mniej lub bardziej długiego czasu studium języka i mają wadliwą wymowę i słuch, najlepszą metodą będzie wystartować od zera i wznowić właściwe studium języka dopiero po okresie używania Oreille Électronique zmierzającym wyłącznie do warunkowania aparatu audio-fonacyjnego.
- Jeśli z jakichkolwiek powodów nie chce się przerywać studium języka, należy poświęcać dziesięć minut lub kwadrans każdej lekcji na czysto fonetyczne ćwiczenia pod Oreille Électronique.
- Niezależnie od długości używania Oreille Électronique, użycie to musi mieć za istotny cel progresywną i metodyczną integrację wszystkich dźwięków, rytmów lub intonacji swoistych dla studiowanego języka — czyli tych elementów łańcucha mowy, najtrudniejszych do nabycia u ucznia innej narodowości. Użycie będzie tym skuteczniejsze, im program i progresja będą dostosowane do szczególnych niedostatków każdego ucznia — zwłaszcza dzięki wstępnemu testowi audio-głosowemu, o którym będzie mowa dalej.
- Jeśli zależy nam na tym, by ćwiczenia fonetyczne wykonywane za pomocą aparatu skuteczniej przygotowywały właściwe studium języka, grupy dźwięków wybrane do tych ćwiczeń mogą stanowić istotne mechanizmy wyjściowej nauki. Nawet jeśli uczeń ich nie rozumie i widzi w ich powtarzaniu jedynie czyste ćwiczenie fonetyczne, znajduje się jednak w sytuacji identycznej z sytuacją bardzo małego dziecka — które, jednocześnie z progresywnym nabywaniem dźwięków i zachowania języka macierzystego, krok po kroku fiksuje w swoich odruchach sens i użycie grup dźwięków, fonemów lub semantemów, które słyszy wokół siebie. Nie byłoby więc bezużyteczne stosować równolegle do fonetycznego ćwiczenia synchroniczną projekcję slajdów lub obrazów stałych — przeznaczonych do nadania pierwszego, mniej lub bardziej precyzyjnego pojęcia sensu.
- Choć na ogół pojedyncze powtórzenie grup dźwięków wystarczy, profesor lub monitor będzie jednak prosił ucznia o wysiłek powtarzania każdej grupy — w razie potrzeby wielokrotnie — aż uzyska zrozumiałą i jeśli możliwe doskonałą wymowę, odpowiadającą dobrej jakości audio-głosowemu warunkowaniu.
- Skoro uczeń — dzięki Oreille Électronique — doskonale słyszy swój własny głos, sprzężone użycie dwuścieżkowego magnetofonu pozwalającego na autokontrolę jest szczególnie zalecane.
- Wreszcie nie sposób przemilczeć imperatywnej konieczności używania w laboratoriach językowych sprzętu, którego cechy odpowiadają normom bardzo wysokiej jakości. Wszelki wadliwy element w łańcuchu montażu werbalnego systemu może zaszkodzić nie tylko dobrej transmisji komunikatu, który chce się uczynić słyszalnym, lecz także jego integracji — która może stać się tym trudniejsza, że alteracje powstałe po drodze całkowicie modyfikują wyjściową postać.
Jakie są zatem ostrożności do podjęcia i główne niedoskonałości do uniknięcia?
Te ostatnie mogą wystąpić w każdym elemencie zestawu. Tak więc nagranie musi być doskonałej jakości. Czasy pozostawione na powtórzenia — tzw. „dźwiękowe przerwy" — będą rozsądnie rozłożone. Magnetofony wiernie przełożą to, co taśma zawiera — bez żadnego zniekształcenia. Wymagana linearność jest absolutnie konieczna aż do 12 000 herców na przykład dla angielskiego. Wielokrotnie dane nam było widzieć całe laboratoria opuszczane, znudzone przez uczniów — z powodu magnetofonów, których krzywe, wszystkie różne, wprowadzały zniekształcenia czyniące wyjściowy sygnał akustyczny nierozpoznawalnym.
Jeśli wymaga się od ucznia w postawie słuchania, by w każdej chwili korygował lub chwytał — kosztem wielkich wysiłków — przekazywany mu komunikat dźwiękowy, staje się dla niego niemożliwe osiągnięcie poszukiwanej integracji. Nadużycie tanich magnetofonów wygenerowało w tej dziedzinie nawarstwienia szkodliwych zabawek. Widzieliśmy bowiem (rozdz. III) plastyczność krzywej słuchowej, która umie modelować się na narzuconą krzywą i komunikat, jaki chciano powierzyć dźwiękowej plaży — łatwo zrozumieć wówczas, że aparat, którego krzywa jest ucinana od 3000 czy 4000 herców, może wygenerować słuchowe warunkowanie odwrotne do poszukiwanego.
Wielokrotnie dane było nam dokonywać weryfikacji magnetofonów — których przeznaczeniem było jednak edukowanie ucha — dla których wszystko zaczynało zanikać już od 500 herców czy nawet 300 herców. Aktualnie dopuszczone normy, pozwalające na opad już od 5000 herców, mogą być bronione tylko dla celów handlowych — ale nie są pozbawione niebezpieczeństwa i pozostają w obszarze nieskuteczności.
Nie chcąc nadmiernie rozwodzić się nad tymi kwestiami technicznymi, możemy jednak stwierdzić, że w dziedzinie audiowizualnej „prawie" w zakresie sprzętu prowadzi nieubłaganie do całkowitej porażki.
Co więcej, musimy podkreślić, że uczeń musi czynnie uczestniczyć w tej językowej inicjacji — przez wkład woli i wysiłku.
Jeśli odtąd zweryfikowano, że wydajność metod aktywnej pedagogiki jest zwielokrotniona przez użycie Oreille Électronique, pozostaje jednak prawdą, że gdy aparat słuchowy i fonacyjny jest już warunkowany, pozostaje nauczyć się języka — z jego gramatyką i słownictwem.
Nie należy więc minimalizować wysiłku, jaki ma wnieść student. Warto jednak także doprecyzować, że jego motywacja — pozostająca bez kwestii głównym elementem — zostaje znacznie ułatwiona przez zniesienie początkowych zahamowań tkwiących w niezrozumiałości języka mówionego i — w konsekwencji — w niemożności jego odtworzenia.
Techniki audiowizualne, których zasady właśnie przywołaliśmy, winny tak — i to będzie zakończenie tego rozdziału — móc oddać wielką przysługę profesorowi, pozwalając jego uczniom doskonale otworzyć uszy na nauczanie, jakiego im udziela. Nie chodzi już wówczas o „dialog głuchych", lecz właśnie o owocną wymianę między jednostkami zdolnymi komunikować się przez tę samą poprawnie przekazaną mowę.
Profesor — ulżony znacznie ciężkiej pracy — jest wówczas w stanie sprawić, by jego uczniowie zintegrowali wszystkie subtelności, wszystkie swoiste elementy języka, którego jest „rzecznikiem". Na doskonale warunkowanym terenie będzie mógł z łatwością przekazywać kulturę i psychologię emanującą z grupy etnicznej, którą reprezentuje.
Jak sygnalizowaliśmy na początku tego rozdziału, nie jest naszą intencją prezentowanie tych technik jako panaceum. Mają one z pewnością pozostać środkami w służbie pedagogiki — ale stanowią pomoc niezbędną profesorowi języków żywych.
VI — Test audio-głosowy
Fundamentalne prawa Tomatisa, jak również korolaria zbadane powyżej, ukazują konieczność precyzyjnej znajomości słuchowych możliwości każdej osoby pragnącej studiować obcy język.
Ten pomiar słuchu może być łatwo dokonywany za pomocą baterii testów, które odwołują się zarazem bezpośrednio do słuchowych zdolności badanego — i pośrednio, przez kontrreakcję opartą na zasadzie Effet Tomatis, do jego głosowych możliwości.
Można wyróżnić dwa rodzaje badań:
- Badanie słuchowe
Wykonuje się je za pomocą aparatu zwanego „audiometrem" (19). Ten obejmuje generatory dźwięków — rodzaje „elektronicznych kamertonów" o czystych częstotliwościach, stabilnych, bez harmonicznych, o mierzalnym natężeniu.
Dźwięki emitowane przez audiometr biegną od 125 Hz (20) do 8000 Hz, oktawa po oktawie. Każda z częstotliwości prezentuje zmienne natężenie, mogące rozciągać się od −10 dB do +100 dB (21), co 5 dB.
Badanie wykonuje się za pomocą słuchawek i wibratora. Postępuje się, prezentując po kolei każdą częstotliwość — i odnotowując dla każdej z nich próg ostrości słuchu. Uzyskuje się tak 4 krzywe — 2 dla każdego ucha (przewodnictwo powietrzne i przewodnictwo kostne).
Tak wykonany test pozwala uzyskać krzywą progów — to znaczy progów minimalnych, lub lepiej: progów minimum słyszalnego.
Gdy uzyska się diagram uwidaczniający wrażliwość ucha badanego na czyste częstotliwości, przystępuje się do studium selektywności słuchowej. Test ten ma na celu poznanie stref, pasm przenoszenia, w których badany umie dokonywać doskonałej analizy odbieranych dźwięków. Można tak poznać, czy jest bardziej wrażliwy na dźwięki niskie, średnie, wysokie czy na całość częstotliwości.
Test przestrzenizacji następuje w trzeciej kolejności po szukaniu selektywności. Polega na ustaleniu, z której strony (prawej czy lewej) docierają dźwięki wysyłane przewodnictwem kostnym. Często się zdarza — u osób o złej przestrzenizacji — że niektóre częstotliwości emitowane po lewej są słyszane po prawej i odwrotnie. Błędy są wówczas odnotowywane na diagramie na poziomie każdej częstotliwości. Uzyskane wyniki wskazują „stereofoniczną" zdolność egzaminowanego.
Wreszcie studium lateralności słuchowej wykonywane za pomocą aparatu specjalnie zaprojektowanego do tej próby (audio-lateromer) pozwala określić dominujące ucho badanego — to, które zapewnia kontrolę potoku słownego.
Za pomocą wyników uzyskanych przez te różne badania słuchu można ocenić predyspozycje jednostki wobec jednego lub kilku obcych języków:
- — Badanie głosowe
Pozwala uzupełnić pomiar słuchowych zdolności badanego. Zgodnie bowiem z zasadą audio-głosowej kontrreakcji (Effet Tomatis), analiza głosu wskazuje z precyzją odpowiadający sposób słyszenia.
Dla szczególnie wyćwiczonego ucha odsłuch głosu mówionego może już dać bardzo cenne wskazania — potwierdzane następnie przez instrumentalne analizy. Egzaminator może ocenić barwę głosu, natężenie, modulację, twarzową lateralność (oceniając, czy osoba mówi prawą czy lewą stroną) — tyle elementów wskazujących mu akustyczne zdolności analizy badanego. Głos dobrze brzmiący na przykład — emitowany z wystarczającym natężeniem i mobilizujący prawą stronę twarzy — wskazuje znaczące możliwości analizy i kontroli mowy.
Jak wskazano powyżej, te wstępne dociekania dotyczące głosu mogą być pogłębione przez instrumentalne badania na analizatorach panoramicznych, sonografach lub za pomocą nowego aparatu zwanego „fonointegratorem". Nagrany głos badanego zostaje wówczas rozłożony według różnych procesów pozwalających wyodrębnić każdy z charakterystycznych elementów w częstotliwościach, natężeniu, czasie trwania — i uzyskać tym samym spektralne cechy głosu, odpowiadające — przypominamy — cechom słuchu badanego.
Te ostatnie badania w istocie wykonywane są tylko w laboratorium. Opracowano prostsze testy — takie jak te wykonywane za pomocą audiometru — pozwalające na precyzyjne pojęcie o możliwościach słuchowej integracji jednostki wobec nauki obcego języka.
Niech wolno nam będzie nalegać na pożyteczność takich badań — pozwalających uniknąć fatalnych pomyłek orientacyjnych i przez to znaczącej straty czasu — tak dla dziecka, jak i dla dorosłego.
Te testy audio-głosowe naszym zdaniem powinny być stosowane systematycznie przed wszelką nauką żywego języka. Zaoszczędziłyby wielu przygód przyszłemu kandydatowi-lingwiście, oddalając go od angażowania się w studium języka, którego nie jest zdolny słyszeć — czyli integrować.
Prawdę mówiąc — dzięki Oreille Électronique à Effet Tomatis — znaczna część tych trudności się wygładza. Nie słyszeć języka to nie posiadać pasma przenoszenia tego języka, który chce się zintegrować. Otóż Oreille Électronique — przez słuchowe przygotowanie — pociąga modyfikację krzywej, rozszerzenie pasma przenoszenia — i czyni tym samym ucznia zdolnym do przyjęcia takiej lub innej postawy słuchowej, mającej ipso facto wywołać taką lub inną postawę całego aparatu ustno-gardłowego.
Test audio-głosowy ma właśnie na celu rozeznać, jak powinno się warunkować dziecko, by mogło następnie dostąpić wybranego języka.
W przypadku niedostatku selektywności, przestrzenizacji lub lateralizacji — wstępne leczenie pod Oreille Électronique winno być rozważone, by usunąć zaporę stanowioną przez wyjściowy niedostatek. Powtarzanie ćwiczeń — pociągające ponadto głęboką i trwałą modyfikację trybu słuchania badanego — uwalnia go od jego wyjściowego słuchowego niedostosowania.
Łatwość wniesiona do studium podwaja się percepcją najdrobniejszych fonetycznych niuansów języka — i daje większą doskonałość akcentu.
Kolejne testy — w regularnych odstępach — pozwalają badanemu obiektywnie mierzyć postępy, a wychowawcy — korygować ustawienia aparatu, aż uzyska się krzywą słuchową pociągającą doskonałą wymowę.
Wkład takich dociekań w orientację studiów języków obcych stanowi jedno z najbardziej spektakularnych — i, trzeba przyznać, najmniej oczekiwanych — praktycznych zastosowań Effet Tomatis. Dopiero obecnie zdaje się sobie sprawę, jak bardzo pomiar słuchowy jest niezbędny przed studium języka — na tej samej zasadzie, co badanie wzroku przed pilotowaniem samolotu.
Niech wolno nam będzie pod tym względem życzyć, by Orientacja Szkolna — której nikt dziś już nie podaje w wątpliwość ani co do konieczności, ani co do dobrodziejstw — zechciała wziąć pod uwagę wagę przeprowadzania u uczniów naszych placówek szkolnych testów audio-głosowych przed studium wszelkiego obcego języka.
VII — Wniosek
Dotarłszy do kresu tego wykładu — czy raczej tej ekspozycji studiów dotyczących Effet Tomatis i jego zastosowań w obszarze językowej integracji — naszym najgorętszym życzeniem jest, by czytelnik, który zechciał podążać z nami aż do końca, był głęboko przekonany, że „słyszeć" i dobrze słyszeć stanowi sam środek problemów mowy, a w szczególności tu — studium obcych języków. Sądzimy, że dostatecznie podkreślaliśmy ten punkt, by do niego już nie wracać.
Jest to zarazem nutą nadziei, na jakiej chcielibyśmy zakończyć te strony. Jeszcze niedawno można było pisać o łatwości, jaką doznają młode dzieci w nauce obcych języków: „Ta cudowna zdolność maleje dość szybko około dziesiątego roku życia — a większość pedagogów lub psychiatrów zgadza się stwierdzić, że od 14 roku życia prawdziwa dwujęzyczność nie jest już możliwa". Tę niemożliwość Effet Tomatis pozwala nam przesunąć.
Nie jest więc dziś wykluczone, by dorosły mógł rozważać naukę innego języka niż swój — aż do jego zintegrowania na sposób języka macierzystego. To stwierdzenie — oparte na teoriach naukowo ustanowionych i zweryfikowanych długim eksperymentowaniem — uwypukla istotną rolę słuchu w studium językowym. Modyfikując słuch badanego — powiedzieliśmy i powtarzaliśmy w toku tej broszury — i narzucając mu typową „etniczną" krzywą słuchową języka, który postanowił studiować, zapewnia mu się tym samym jego integrację.
Jeśli przyjmie się — a któż dziś tego nie rozumie — że za słowami obcego języka stoi cały proces myślowy, cały zespół psychofilozoficznych pojęć, które tylko opanowanie tej innej niż własna mowy pozwala nabyć — przyzna się, że znacznie bardziej niż do banalnego studium języka, zapraszamy naszych czytelników do prawdziwego wejścia w nowy dźwiękowy i psychologiczny wszechświat.
Léna TOMATIS, Paryż 1965.
Słownik / Przypisy
(1) R. Husson: „Étude expérimentale des modifications éventuelles de la fourniture vocalique sous l’influence de fournitures auditives stimulatrices concomitantes". Nota przedstawiona przez M. Pierre’a P. Grasse’a.
(2) Alfred Tomatis: „Incidences observées dans les lésions auriculaires constatées chez le personnel de bancs d’essai et les professionnels de la voix". Bulletin du Centre d’Études et de Recherches médicales de SFECMAS (Nord-Aviation), wrzesień 1952.
(3) Alfred Tomatis: „Rôle directeur de l’oreille dans le déterminisme des qualités de la voix normale (parlée et chantée) et dans la genèse de ses troubles". Actualités Oto-rhino-laryngologistes, Masson, Paryż 1954, s. 264.
(4) Nota przedstawiona przez M. Moulongueta. Wyciąg z Bulletin de l’Académie Nationale de Médecine, tom 141, nr 19 i 20.
(5) Alfred Tomatis: „L’Oreille directrice". Bulletin du Centre d’Études et de Recherches médicales de la SFECMAS, lipiec 1953.
(6) Alfred Tomatis: „La dyslexie". Éditions du Centre du Langage, ss. 46–49.
(7) Alfred Tomatis: „Études sur la sélectivité auditive". Bulletin du Centre d’Études et de Recherches médicales de la SFECMAS, październik 1954.
(8) Słowo użyte jest tu w najpospolitszym sensie: nie oznacza przylgnięcia do jakiejkolwiek doktryny etnologicznej; oznacza po prostu przynależność do określonej zbiorowości językowej. Możliwe, że ucho angielskie jest u Anglików wrodzone — jak pewna karnacja czy pewne zachowanie; możliwe też, że zostało „nauczone" pod wpływem przymusu społeczno-historycznego. In André Le Gall — Inspecteur général de l’Instruction publique: „Le redressement de certaines déficiences psychologiques et psycho-pédagogiques, par l’appareil à Effet Tomatis".
(9) Alfred Tomatis: „L’oreille et le langage". Éditions du Seuil, kolekcja „Le Rayon de la Science", nr 17 — 1963.
(10) Charles Bailly: „Le langage et la vie", ss. 94–95.
(11) Pierre Fouché: „L’état actuel du phonétisme français". Revue des Cours et Conférences, 15 kwietnia 1937, s. 38.
(12) Wilder Penfield i Lamar Roberts: „Langage et mécanismes cérébraux". P.U.F. 1963, s. 270.
(13) Alfred Tomatis: „L’oreille et le langage".
(14) Ważna nota: odległość istniejąca między dźwiękiem fundamentalnym — początkowo tym samym we wszystkich językach i zawsze niskim — a selektywnym pasmem przenoszenia danego języka tłumaczy mniej lub bardziej dużą różnicę między pisemnym zapisem języka a jego wymową. Modyfikacja ta jest tym większa, im większa różnica: na przykład hiszpański, fiksowany głównie na dźwiękach niskich (jak zobaczymy dalej), pisze się praktycznie tak, jak się go wymawia — podczas gdy angielski prezentuje maksimum zniekształceń między językiem mówionym a jego zapisem pisemnym.
(15) Ważna nota: rozwiniemy dalej, co rozumiemy przez „czas latencji". Możemy tu powiedzieć po prostu, że chodzi o czas, jaki badany potrzebuje, by autosłuchać siebie.
(16) Alfred Tomatis: „Conditionnement audiovocal". Bulletin de l’Académie de Médecine, tom 144, nr 11 i 12. 1960, ss. 197–200. Prezentacja prof. A. Moulongueta.
(17) Kongres Profesorów Języków Żywych: „L’électronique au service des langues vivantes". Wykład wygłoszony w UNESCO 11 marca 1960 przed Stowarzyszeniem Profesorów Języków Żywych (APLV). Opublikowany w biuletynie Union des Associations des Anciens Élèves des Lycées et Collèges français, marzec 1960.
(18) A nawet do modulowania pozajęzykowych ładunków afektywnych. Studium tego ostatniego punktu wykraczałoby poza ramy niniejszej pracy.
(19) Aparat testowy znormalizowany wedle norm Tomatisa.
(20) Hz = Hertz = cykl/sekunda = jednostka częstotliwości.
(21) dB = decybel = jednostka natężenia.
Nota bibliograficzna
Bailly Charles
- „Le langage et la vie", ss. 94/95.
Fouché Pierre
- „L’état actuel du phonétisme français — II", Revue des Cours et Conférences, 15 kwietnia 1937, s. 38.
Husson Raoul
- „Étude expérimentale des modifications éventuelles de la fourniture vocalique sous l’influence de fournitures auditives stimulatrices concomitantes". Nota przedstawiona przez M. Pierre’a Grasse’a, Académie des Sciences, posiedzenie 25 marca 1957.
- „Modifications phonatoires d’origine auditive et applications physiologiques et cliniques". Komunikat przedstawiony przez A. Moulongueta w Académie Nationale de Médecine. Bulletin de l’Académie Nationale de Médecine, rok 121, seria 3, 141, nr 19–20. Posiedzenie 28 maja i 4 czerwca 1957.
Le Gall André
- „Le redressement de certaines déficiences psychologiques et psycho-pédagogiques par l’appareil à Effet Tomatis". Marzec 1961.
Penfield Wilder i Roberts Lamar
- „Langage et mécanismes cérébraux". P.U.F. 1963, s. 270.
Alfred Tomatis
- „Incidences observées dans les lésions articulaires constatées chez le personnel des bancs d’essai et les professionnels de la voix". Bulletin du Centre d’Études et de Recherches médicales de la SFECMAS (Nord-Aviation), wrzesień 1952.
- „L’oreille directrice". Bulletin du Centre d’Études et de Recherches médicales de la SFECMAS (Nord-Aviation), lipiec 1953.
- „Rôle directeur de l’oreille dans le déterminisme des qualités de la voix normale (parlée ou chantée) et dans la genèse de ses troubles". Actualités Oto-rhino-laryngologiques, Masson, Paryż 1954.
- „La sélectivité auditive". Bulletin du Centre d’Études et de Recherches médicales de la SFECMAS (Nord-Aviation), październik 1954.
- „Relations entre l’audition et la phonation". Annales des Télécommunications, tom I, nr 7–8, Cahiers d’Acoustique, lipiec-sierpień 1956.
- „Audiométrie objective: résultats des contre-réactions phonation-audition". Journal français d’Oto-rhino-laryngologie, nr 3, ss. 379–391. Imprimerie R. Gauthier: Lyon, maj-czerwiec 1957.
- „Rééducation automatique". École Polytechnique de l’Université de Lausanne, wrzesień 1958. Annales du GALF (Groupement des Acousticiens de Langue française).
- „L’électronique au service des langues vivantes". Wykład wygłoszony w UNESCO 11 marca 1960. Opublikowany w biuletynie Union des Associations des Anciens Élèves des Lycées et Collèges français, marzec 1960.
- „Conditionnement audiovocal". Bulletin de l’Académie Nationale de Médecine, tom 44, nr 11 i 12, 1960, ss. 197–200. Prezentacja prof. A. Moulongueta.
- „La voix". Revue musicale — edycja specjalna poświęcona „Médecine et Musique" (1962).
- „L’oreille et le langage". Kolekcja Microcosme — Le Rayon de la Science, nr 17. Éditions du Seuil (1963), 192 strony z ilustracjami.
Dokument oryginalny — faksymile historycznego PDF (pobieranie bezpośrednie).