Czwarty komunikat Aktów II Międzynarodowego Kongresu Audio-Psycho-Fonologii (Paryż, 11–14 maja 1972), wygłoszony w piątek 11 maja pod przewodnictwem profesora Tomatisa. Akta nie odtwarzają samego wykładu dr A. E. Sidlauskas (Uniwersytet Ottawa), lecz debatę, która po nim nastąpiła. Kolejno zabierają głos: słuchaczka, dr Sidlauskas, prof. Tomatis, pan Dubard (Centrum w Nicei), pani Joanny (Centrum w Nancy) oraz dr Spirig (Centrum w Nieuwpoort, Belgia). Poruszone tematy to próba tzw. liczb dichotycznych i jej korelacja z audio-laterometrią Tomatisa, prawopółkulowa dominacja, psychotypy hiper-praworęczne i hiper-leworęczne, niebezpieczeństwo zdetronizowania ucha kierującego (prawego), metodologia porównawcza (grupa kontrolna „nie-Tomatis"), granice kontroli statystycznej w klinice, konieczność dołączenia do Oreille Électronique innych metod (logopedia, psychomotoryka, psychoanaliza, grafologia), wreszcie zastosowanie do dwujęzycznej nauki — angielski kanadyjski, flamandzki belgijski — oraz kwestia języka ojcowskiego jako języka zwracania się do dziecka.

Dyskusja po wykładzie dr A. E. Sidlauskas (Ottawa) o „Badaniach nad Efektem Tomatisa"

Debata prowadzona przez profesora Tomatisa

II Międzynarodowy Kongres Audio-Psycho-Fonologii — Paryż, 11–14 maja 1972 — Akta s. 62–72.

O pomiarze: liczby dichotyczne i audio-laterometria

Słuchaczka. — Jak uzyskuje się liczby dichotyczne?

Dr Sidlauskas. — By uzyskać liczby dichotyczne, trzeba dysponować odpowiednim sprzętem i nagranymi taśmami.

Czy istnieje korelacja między próbą dichotyczną a audio-laterometrią Tomatisa? Sądzę, że tak. Chciałabym jednak uściślić, że znacznie łatwiej jest przeprowadzać eksperymentację z liczbami dichotycznymi niż z laterometrią Tomatisa. Ta jest bardzo złożona — jak zresztą wszystkie kliniczne dane z nią związane. Próbowaliśmy zweryfikować przypuszczenie, że ucho preferowane wyznaczane przez liczby dichotyczne jest wskaźnikiem dominacji półkuli prawej, lecz to wnioskowanie było zbyt zgrubne, byśmy mogli je zachować.

Prof. Tomatis. — Próby dichotyczne polegają na jednoczesnym wysyłaniu do jednego i drugiego ucha różnych informacji. Test wykonuje się ze stopniowo coraz bardziej złożonymi liczbami — najpierw jednocyfrowymi, potem dwu-, potem trzycyfrowymi — coraz trudniejszymi do uchwycenia i zapamiętania. Badany słyszy zatem te różne informacje na poziomie każdego z uszu i musi powtórzyć usłyszane cyfry. Następnie mierzy się procent błędów po prawej i po lewej oraz bada się równowagę między obiema kategoriami wyników. Nie sądzę — wbrew temu, co powiedziała dr Sidlauskas — by ta próba była łatwiejsza do interpretacji niż audio-laterometria. Nie jest łatwa do przeprowadzenia, a kliniczne dane z nią związane są złożone; co ważniejsze, gdy umie się prawidłowo używać audio-laterometrii, ustalenie wskaźnika dominacji słuchowej jest łatwe.

Hiper-praworęczni i hiper-leworęczni

Prof. Tomatis. — Chciałbym wrócić do tego, co dr Sidlauskas wskazała w sprawie „hiper-praworęcznych" i „hiper-leworęcznych". To bardzo ważna uwaga, dotykająca istotnego problemu lateralizacji — czyli harmonii, jaka musi istnieć między prawą a lewą stroną istoty ludzkiej. Dokładnie tak: hiper-praworęczny ryzykuje, że jest psychotykiem; jego twarz jest często bardzo zimna, niezwykle podzielona, hiper-ostra; niekiedy wydaje przeszywające okrzyki. Można powiedzieć, że całkowicie odrzucił swoją lewą stronę z tym, co reprezentuje: czułością, niskimi częstotliwościami, krągłością. To wrażenie kogoś, kto nie wchodzi w swoje ciało, z którym odmawia dialogu. Ci hiper-praworęczni psychotycy mają zawężone pasmo zwykłego języka — język bez ciała, bez struktury, „odcielesniony", bez cielesnego rezonansu u nich samych ani u tych, do których muszą się zwracać. Nie ma możliwości fizycznego, akustycznego przekazu przez ciało.

Inna tendencja — „hiper-leworęcznych" — występuje u bardzo dużych depresantów i u nerwików, którzy postanowili nie wchodzić w relację z drugim. W tym przypadku głos jest pogłębiony, brakuje mu wysokich harmonicznych, brakuje tonusu; odwołuje się do dźwięków rozładowania zmuszających słuchacza do wydatku energetycznego, lecz głos działa poza zwykłą strefą dialogu — i to przesunięcie charakteryzuje stan kontrrotacji.

Bardzo ważne jest umieć patrzeć na twarz, by poznać kontrolne obwody danej osoby. Jeśli mówi po prawej, można wnioskować, że używa prawego ucha do samokontroli; jeśli mówi po lewej, jest odwrotnie. W trakcie dialogu można przesuwać mówcę między reprezentacjami symbolicznymi prawej i lewej. Można na przykład patrzyć na dziecko mówiące o matce — zobaczy się, że odwraca się ku łagodnemu głosowi po lewej; lecz wtedy z głosem pogłębionym. Jeśli następnie mówi się mu o ojcu, zobaczy się, że przechodzi na prawą (i wtedy głos się utwardza, dynamizuje, wyraz staje się precyzyjniejszy). Każdy z nas może zresztą do woli grać dystansami odpowiadającymi prawemu i lewemu głosowi.

Niebezpieczeństwo zdetronizowania ucha kierującego

Prof. Tomatis. — Bardzo interesujące jest widzieć, jak istota lateralizuje się pod Oreille Électronique i staje się — jak lubię mawiać — praworęczna aż do lewej strony. To wyrażenie jest wymowne, gdyż dobrze wyraża moją myśl. Stać się praworęcznym nie znaczy bowiem porzucić lewą stronę — to znaczy stać się praworęcznym aż do lewej. Dlatego zawsze radzę ustawiać na Oreille Électronique pokrętło „równowaga" na 1 — czyli 90% energii dźwiękowej idzie do prawego ucha, a 10% do lewego — i nigdy na zero (z wyjątkiem szczególnych przypadków). Musi istnieć — jak przypominała dr Sidlauskas — harmonizacja między obiema stronami, a nie dominacja jednej nad drugą. Prawa i lewa mają różne funkcje, różne role. Prawa jest czynnikiem dynamicznym, lewa instrumentalnym. Obie są niezbędne. Trzeba dobrze nastrojonego instrumentu, by wirtuoz mógł na nim grać. Tak prawa — czyli strona dynamiczna — gra na lewej — czyli stronie instrumentalnej — i to harmonizacji tej gry trzeba dążyć. Lateralizując na prawą, można powiedzieć, by streścić nieco lapidarnie: hiper-praworęczny — z pewnością psychotyk; hiper-leworęczny — z pewnością nerwik.

Widziałem ludzi, którzy w pewnym momencie zboczyli, eksplodowali, opuścili swoje ciało i stali się hiper-praworęczni. Niedawno stwierdziłem to u znanego mi młodego mężczyzny, który doznał bardzo silnych i traumatyzujących agresji w trakcie sesji psychodramy. Został dosłownie wytrącony ze swojego ciała i eksplodował.

Dr Sidlauskas. — Zauważyliśmy, że hiper-praworęczni są znacznie trudniejsi do reedukacji niż inni. To ludzie czerpiący przyjemność ze swojej roli — czyli swojej hiper-praworęczności — w świecie spraw i przedmiotów. Mają z tego radość i wcale nie zdają sobie sprawy, że są niezrównoważeni. Nie odczuwają żadnej niedogodności.

Centrum w Ottawie: inne techniki i miejsce Oreille Électronique

P. Dubard (Nicea). — Jakie inne techniki stosujecie w swoim Centrum?

Dr Sidlauskas. — W naszym Centrum mamy instalacje pozwalające stosować terapie wszelkiego rodzaju — czyli terapie indywidualne typu analitycznego oraz grupowe. Ponadto prowadzimy reedukację szkolną własnymi metodami pedagogicznymi. Dziecko jest zatem wprowadzane w środowisko szkolne i powierzane wyspecjalizowanemu personelowi. W konsekwencji jest poddane nie tylko Oreille Électronique, lecz także terapiom środowiskowym.

Prof. Tomatis. — Chciałbym dodać: we Francji nie ma odpowiednika tego, co można zobaczyć w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie, jeśli chodzi o ośrodki eksperymentalne. To w Ottawie, kierowane przez dr Sidlauskas, było taką placówką — i miało wszystko, co konieczne, by uzyskiwać wyniki ujmowalne liczbowo. To w istocie ośrodek badawczy i dydaktyczny, gdzie wszystko jest na etapie eksperymentalnym i gdzie próbuje się wszystkich technik dla weryfikacji wyników. Pewne jest, że dane eksperymentów nie zawsze są dostatecznie sprecyzowane — gdy w przeprowadzonej w Ottawie eksperymentacji z grupą kontrolną „nie-Tomatis" i grupą dzieci poddanych Oreille Électronique wkradł się błąd polegający na tym, że założono słuchawki grupie kontrolnej. Nawet jeśli nie wprowadzono działania balansu (ustawiając wszystko na zero), wzbudzono jednak kontrreakcję. Chcąc usunąć jeden parametr z eksperymentu (słuchawki dla obu grup), wprowadzono inny parametr, który prawdopodobnie zafałszował wyniki.

Moim zdaniem eksperymentacja byłaby bardziej wartościowa, gdyby porównano pierwszą grupę (bez żadnej interwencji aparatu) z drugą grupą poddaną Oreille Électronique. Pewne parametry mogłyby się ujawnić znacznie wyraźniej.

Dr Sidlauskas. — Tak, lecz wiecie, że Amerykanie, prowadząc eksperymenty, wymagają homogeniczności badanych?

Prof. Tomatis. — Tak, oczywiście, doskonale rozumiem. Można ustanawiać statystyki z dobrze określonymi danymi. Lecz fakt, że zwracali się państwo do dzieci intelektualnie słabo uzdolnionych, sytuowanych na 130 i poniżej, wprowadza istotne zjawiska kompensacji. Wszyscy wiedzą, że mamy 13 miliardów komórek korowych do dyspozycji — i ten, kto „jest na zerze" w jednej dziedzinie, użyje innych obszarów do skorygowania zniekształceń, co może zafałszować wyniki eksperymentu. Mimo wszystko nie sądzę, by trzeba było tak bardzo polaryzować się na statystyce — tym bardziej że wyniki nie zawsze są zwierciadłem rzeczywistości. Wydaje mi się, że ważniejsze jest pomóc dziecku wyjść z impasu, w którym się znajduje, niż pozostawić je w korytarzu, gdzie pracuje „komputer" i wypluwa na końcu zielone lub czerwone.

Badania, ośrodek kliniczny i metody komplementarne

Prof. Tomatis. — Jestem oczywiście przede wszystkim terapeutą, lecz ta postawa nie wyklucza badań — wręcz przeciwnie. Pozostaję zresztą przekonany, że robi się znacznie więcej badań, lecząc przypadki, niż w abstrakcyjnych eksperymentach. Dlatego mam wiele trudności z dostosowaniem się do tej naukowej psychologii laboratoryjnej, próbującej traktować człowieka tak, jak traktuje się przedmiot. Próbowano wyciągać wnioski porządku matematycznego i statystycznego. Dr Sidlauskas ma formację łacińską, lecz żyje w środowisku amerykańskim. Musi oczywiście odpowiadać wymogom statystycznych pomiarów. Musi tłumić swoje terapeutyczne porywy (które dobrze u niej znam), by pozostawić miejsce obiektywnym studiom.

Skoro mamy szczęście mieć w sali naszą sympatyczną przyjaciółkę Janette, młodą i błyskotliwą psycholożkę, korzystam z okazji, by powiedzieć, że trzeba opierać się temu prawu statystyki. Jeśli ktoś jest wybierany przez statystykę, przez wymogi eksperymentacji, nie wie, gdzie się znajdzie. Jeśli nie ma do dyspozycji „komputera" Uniwersytetu Ottawa, jest całkowicie zrozpaczony. Zatrzymuje swoje badania i obiera inny kierunek. Mówiąc to, nie jestem a priori przeciw statystyce. Mówię, że zalecam dobrze opracowaną kontrolę, lecz by była częścią badań — wśród bardzo obiektywnych danych, których często potrzebujemy.

Muszę też przypomnieć, że kilka lat temu próbowałem łączyć wiele technik, by zwiększyć skuteczność pomocy dziecku w trudnościach. Próbowaliśmy dołączać do naszych metod edukacji audio-głosowej psychomotorykę, psychoanalizę, reedukację, logopedię, grafologię itd. Sądziliśmy, że są komplementarne, lecz to dublowanie pogarszało moim zdaniem ewolucję dzieci. Znaczy to, że niektóre techniki działają w przeciwnym kierunku do innych i się neutralizują. Gdy łączy się wiele technik między sobą, w końcu nie wie się, co zrobiło co. Lepiej moim zdaniem wiedzieć z precyzją, co się robi, w nadziei dodawania efektów dla lepszego wyniku.

Nie znaczy to, że inne techniki nie są wartościowe. Mają swoją użyteczność, lecz trzeba je stosować w dobrze określonych warunkach i w funkcji przypadków. Pewne jest, że pierwszą rzeczą do zrealizowania jest relacja dziecka z matką, ojcem, otoczeniem — to znaczy przywrócić pragnienie komunikacji, pragnienie życia. Następnie można stosować wszystkie metody integracji, wszystkie techniki cielesne, koordynacji ruchowej itd. Wszystko przejdzie — w tym, a nawet zwłaszcza, nauka szkolna.

Pytanie pani Joanny — krzywe i procenty

Pani Joanny (Nancy). — Jakie krzywe obserwuje się?

Prof. Tomatis. — W próbach dichotycznych nie ma krzywych — uzyskuje się liczby. Powie się na przykład: badany ma 20% błędów po prawej, 30% po lewej.

W audio-laterometrii również uzyskuje się liczby. Lecz te liczby mierzą dynamikę jednego ucha w stosunku do drugiego. Bardziej przyjęte jest poszukiwanie tej dynamiki, którą trudno jest uchwycić zwykłym słuchawkowym torem. Audio-laterometria pozwala ją zwizualizować i uczynić bardziej naturalną — czego skądinąd zazwyczaj domyślamy się prostą obserwacją twarzy, słuchania głosu, śmiechu. Dzięki tej próbie wiemy, na jakim poziomie, w jakim procencie ustalona jest lateralizacja w funkcji dynamicznej obu uszu.

Audiometria tonalna i reakcje psychoanalityczne pod OE

Dr Sidlauskas. — Jeśli krzywa audiometryczna jest zbyt podniesiona w niskich częstotliwościach, badany jest bardziej niespokojny. Mówi się także, że selektywność jest zablokowana — gdy audiometria jest zaburzona, raportowanie liczb dichotycznych również jest zablokowane. Selektywność preferencyjna ujawnia się tymi liczbami dichotycznymi. Gdy mamy bardzo zablokowaną selektywność na jednym uchu — drugie też się tak prezentuje w dichotyce. Badany jest złapany w pułapce. Słuchanie niskich częstotliwości jest dominujące — i w relacji z małymi liczbami uzyskanymi w próbach dichotycznych. Nie jest dla nas zresztą ważne, ile cyfr dziecko nam podało. To, co istotne, to znajomość relacji między lewą a prawą — czyli procentu.

Prof. Tomatis. — Trzeba pamiętać, że badany ma zawsze utajone reakcje psychoanalityczne — i gdy zostaje złapany w pułapkę Oreille Électronique, niekiedy reaguje, zamykając swoją selektywność. Gdy natomiast otworzymy tę silną selektywność, może reagować inaczej — obniżając próg słuchu. Widać wówczas obniżenie 10, 20, 30 dB, czasem więcej, w sposób nierówny między uchem a uchem. Można też stwierdzić — w geście odmowy — przejście na lewą w lateralizacji słuchowej. Te wyniki odnajdują się w dichotyce. Uzyskuje się te same rzeczy.

Dwujęzyczność: Kanada i Belgia

Dr Spirig (Nieuwpoort). — Mieszkają państwo w Kanadzie — kraju dwujęzycznym, jak my w Belgii. Chciałbym wiedzieć, czy mogli państwo zaobserwować różnice w szybkości reakcji dzieci na reedukację. Co do mnie, stwierdzam, że Flamand reaguje mniej szybko niż francuskojęzyczny: selektywność otwiera się dość szybko, lecz reaguje wolniej na głos matki. Trzeba znacznie więcej sesji głosu macierzyńskiego niż dziecku francuskojęzycznemu. Co państwo o tym myślą?

Dr Sidlauskas. — Moje osobiste wrażenie, gdy odwiedzałam Centrum dr. Spiriga, było: „Mój Boże, jak ci Flamandowie mówią po hiszpańsku!" Sądzę, że problem jest bardzo różny w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Nie sądzę, by była wielka różnica częstotliwości w obu kanadyjskich językach; francuski kanadyjski i angielski kanadyjski są porównywalne — nie bardziej niż angielski kanadyjski jest porównywalny z angielskim Wielkiej Brytanii.

Co do naszej populacji, muszę przyznać, że nasza próba nie reprezentuje populacji ogólnej. Niemniej z naszego doświadczenia wydaje się, że różnice językowe są przede wszystkim spowodowane afektywnymi cechami i społecznymi rolami tych grup. Dziecko francuskokanadyjskie jest zlokalizowane społecznie — jest poniżej w hierarchii. Jest motywowane do nauki angielskiego, gdyż zna konieczność jego nabycia. Natomiast angielski Kanadyjczyk ma pewność siebie, jest panem sytuacji — nauka francuskiego go nie interesuje.

Prof. Tomatis. — Chciałbym dodać słowo do tego, co powiedziała dr Sidlauskas, gdyż miałem szansę badać te dwujęzyczne grupy — francusko-angielską w Ottawie i flamandzko-francuską w Nieuwpoort.

Co do dwujęzyczności kanadyjskiej, łatwo stwierdzić, że wkład wysokich częstotliwości języka angielskiego czyni angielski kanadyjski znacznie bardziej tonicznym, znacznie pewniejszym, znacznie bardziej władającym językiem. Interesujące jest zauważyć, że oba języki zbiegają się ku częstotliwości 1500 Hz, na której powietrze kanadyjskie wibruje bardzo skutecznie. Każdy z dwóch języków jest zauważalnie modyfikowany przez ten wkład rezonansu powietrza. Powietrze jest ośrodkiem przekazu — z całą swoją fizyczną charakterystyką, rezonansami akustycznymi itd. Sądzę, że błędem Kanadyjczyków jest chcieć mówić po angielsku jak w Oksfordzie i po francusku jak w Paryżu. To niemożliwe — kanadyjska gleba każe im mówić w pewien sposób. Wcześniej czy później dojdzie się do języka kanadyjskiego, narodowego.

Co do Centrum dr. Spiriga, zauważyłem, że reakcje dzieci flamandzkich nie pokrywały się wcale z tymi dzieci mówiących po francusku w Paryżu. Reakcje te wydawały mi się silnie ograniczone u Flamandów — głos pogłębiony, brak wysokich harmonicznych. Z dr. Spirigiem postanowiliśmy umieścić dzieci w słuchaniu angielskim — by spróbować je przebudzić. Narzucenie nachylenia −5 +5 na górnym kanale (charakterystyczne dla języka angielskiego) pod Oreille Électronique bardzo im pomogło i je tonifikowało, co pozwoliło im szybciej regulować problemy z nauką i integracją własnego języka.

Metodologia: nagranie głosu matki, flamandzkie sybilanty

Dr Spirig. — W Belgii rodzice są często dwujęzyczni — niekiedy nawet w trakcie ciąży matka mówi po francusku i flamandzku. Co należy w tych warunkach robić?

Prof. Tomatis. — Najlepiej najpierw nagrać jej głos, prosząc, by przeczytała tekst w języku, którym mówi najłatwiej — to znaczy w jej języku ojczystym, gdzie ma się pewność znalezienia najlepszej intonacji i ładunku afektywnego. Następnie filtruje się taśmę przy 8000 Hz, by zrealizować słuchanie wewnątrzmaciczne, i przepuszcza GM przez pewien czas. Następnie można dać słuchać Filtrowanej Muzyki i wprowadzić dziecko w język, przepuszczając flamandzkie sybilanty (najlepiej filtrowane) i flamandzkie teksty — lecz zawsze z ustawieniem maksymalnego nachylenia analizy, czyli z górnym kanałem ustawionym na −5 +5.

Dr Spirig. — Jakie rozwiązanie przyjąć dla dziecka mówiącego po francusku w domu i chodzącego do szkoły flamandzkiej?

Prof. Tomatis. — Trzeba być w tej sprawie bardzo rygorystycznym. To istotny problem językowy wymagający szczególnej uwagi.

Jeśli jedno z rodziców lub oboje mają język ojcowski francuski, muszą mówić do dziecka po francusku — a nie wyrażać się po flamandzku z koniecznie złym akcentem i fałszywą postawą językową. W szkole dziecko będzie mówić po flamandzku z flamandzkim nauczycielem i flamandzkimi kolegami. Nie będzie wówczas żadnego zniekształcenia intonacji, składni, słownictwa — i tym samym dziecko będzie mogło z łatwością ewoluować w każdym z języków: francuskim w domu, flamandzkim w szkole. Tak nie pomyli dwóch kanałów i będzie mogło je rozdzielać. Nie będzie tego katastrofalnego zamętu istniejącego w niektórych zagranicznych rodzinach, które za wszelką cenę chcą wyrażać się w języku kraju, w którym żyją, i które chcą zwracać się do dzieci w tym języku pod pretekstem ułatwienia jego integracji. To gigantyczny błąd. Integrują w istocie tylko zniekształcenia, które znacznie utrudnią dziecku nabywanie tego języka.

Obecnie zajmuję się wieloma dziećmi z międzynarodowego liceum w regionie paryskim. Liczne trudności wynikają stąd, że rodzice chcą mówić po francusku w domu, by pomóc dziecku nauczyć się tego języka. Wynika z tego seria dyslektyków, których musimy poważnie reedukować, zachęcając rodziców, by mówili w swoim własnym języku ojcowskim. U niektórych z tych dzieci jest nawet problem trójjęzyczny: ojciec na przykład Holender, matka Niemka, środowisko szkolne francuskie.

Spotykamy te same trudności w Paryżu z populacją hiszpańską, słabo integrującą się z powodu faktu francuskiego. Musimy zachęcać tych hiszpańskich rodziców do mówienia w domu po hiszpańsku — co wywołuje automatyczną odpowiedź: „Ale w takim razie, jak nauczy się francuskiego?" Rodzice oczywiście muszą zachęcać do francuskiego, lecz gdy chodzi o impregnację młodych sieci neuronowych i kodowanie integracji, nie należy dopuszczać żadnego językowego zniekształcenia.

Nauka języków i organizacja osobowości

Słuchaczka. — Co do nauki języków, stwierdziliśmy, że dzieci, które nie robią postępów, były zawsze tymi, które miały poważne problemy psychologiczne.

Dr Sidlauskas. — Sądzę, że to ścisłe. Trzeba pomyśleć o badaniu u tych dzieci tego, co nazywa się organizacją osobowości. Osobowość mogłaby z pewnością być bardziej kultywowana i tym samym pozwolić na lepszą integrację językową.

Prof. Tomatis. — Wracając do tego, co mówiła dr Sidlauskas o dyspozycyjności do nauki języka — pewne jest, że czynnik afektywności gra istotną rolę, zwłaszcza u młodego dziecka. Dziecko w wieku 3–5 lat, które nie potrafi nauczyć się drugiego języka obok języka ojcowskiego, ma bardzo często blokady afektywne wobec niego. Później ta trudność może być warunkowaniem językowym wykluczającym słuchacza w wąskim paśmie i uniemożliwiającym słuchanie wkroczenia w strefę częstotliwościową języka, jaki ma być nabyty. Francuski na przykład jest osadzony w paśmie częstotliwościowym tak wąskim, że pozostaje zamknięty na naukę innych języków, a zwłaszcza na integrację języka angielskiego, który zaczyna się tam, gdzie francuski się kończy. Wiadomo, że Francuz jest dość ubogi z tej strony — mało uzdolniony do języków.

Chodzi tu zatem dla dorosłego nie o problem psychologiczny, afektywny, lecz raczej o problem kultury, psycholingwistyczny. Etniczne ucho, osadzone w określonym paśmie, nie potrafi dotrzeć do percepcji dźwięków zawartych w obcym języku. Dlatego edukacja audio-głosowa pod Oreille Électronique może być bardzo użyteczna — pozwalając słuchaniu krążyć po innych etnicznych strefach.

Konkluzja

Prof. Tomatis. — Zanim zakończymy, chciałbym uściślić, że dr Sidlauskas — która właśnie wyznała w rozmowie, że ma bardzo niedoskonałe ucho — wydaje mi się dość zdolną z tej strony. Pochodzi z kraju Europy, gdzie się dobrze słyszy, a przede wszystkim posiada inteligencję wykraczającą poza granice. Sądzę, że inteligencja, wola, dynamika, chęć stawania się, wiara — to jedna i ta sama rzecz.

Oto co miałem dodać. Pozostaje mi tylko pogratulować dr Sidlauskas i podziękować za to, co wniosła w plan badań.

+−+−+−+−+−+


Źródło: Akta II Międzynarodowego Kongresu Audio-Psycho-Fonologii, Paryż, 11–14 maja 1972, s. 62–72 — „Dyskusja po wykładzie dr A. E. Sidlauskas (Ottawa) o Badaniach nad Efektem Tomatisa", debata prowadzona przez profesora A. Tomatisa. Dokument cyfrowy pochodzący z osobistych archiwów Alfreda Tomatisa.

Pełne akta II Kongresu APP w Paryżu 1972facsimile tomu aktów (228 stron).