Wykład wygłoszony przez panią Le Monnier (Centro Del Lenguaje, Madryt) na IV Międzynarodowym Kongresie Audio-Psycho-Fonologii, Madryt, 1974*.*

O pewnym przypadku autyzmu — historia José, sześcioletniego chłopca, pierwszego ciężkiego przypadku autyzmu przyjętego do Centro Del Lenguaje w Madrycie w styczniu 1973 roku. Kliniczna relacja z audio-psycho-fonologicznej interwencji z użyciem filtrowanego głosu matki i narodzin dźwiękowych: spektakularna poprawa po kilku tygodniach, następnie dramatyczna regresja związana z dekompensacją środowiska rodzinnego. Poza samym przypadkiem — apel o całościową opiekę nad dzieckiem, matką, ojcem i kontekstem rodzinnym, bez której sama technika nie wystarcza.

Centro Del Lenguaje w Madrycie

Obserwacja klinicznego przypadku, który pragnę państwu przedstawić, dokonała się w ramach jeszcze bardzo młodego doświadczenia Centro Del Lenguaje w Madrycie. Najpierw chciałabym powiedzieć kilka słów o tym Ośrodku, który otworzył swoje podwoje w styczniu 1973 roku — to znaczy nieco ponad rok temu.

Kilka statystyk pozwoli państwu zorientować się, czym się zajmujemy i jakiego rodzaju pacjentów przyjmujemy.

  • Dysleksja i trudności szkolne stoją wyraźnie na czele — uzyskujemy wskaźnik 38,3 % przypadków. Świadomie wyłączyliśmy stąd zaburzenia lateralizacji, które jednak w znacznej części wchodzą w zakres trudności szkolnych — i te stanowią 13,9 %.
  • Pewna liczba dzieci z zaburzeniami komunikacji typu autyzm, schizofrenia, opóźnienie rozwoju mowy — wskaźnik 13,9 %.
  • Głuchota ze wskaźnikiem 9,5 %; opóźnienia globalne — 8,5 %.
  • Pod kategorią zaburzeń psychicznych sklasyfikowaliśmy pewne deficyty typu nerwic depresyjnych, zaburzeń charakteru itp., dla których uzyskaliśmy wskaźnik 8,50 %.
  • Wreszcie jąkanie, o którym koleżanki-psycholożki już państwu opowiadały, należy do naszych zatroskań na poziomie 7,5 %.

Jak państwo mogą zauważyć, dysponujemy dość szerokim wachlarzem przypadków, by móc wyciągać pewne ogólne wnioski o rezultatach uzyskiwanych dzięki technikom edukacji audio-głosowej, jakie stosujemy w naszym Ośrodku. Pragnę uściślić, że stosujemy metodę profesora Tomatisa, której poświęcamy się całkowicie — z wielką zresztą satysfakcją, jak dowodzą uzyskiwane rezultaty.

Przypadek José

Wybrany przez nas przypadek to sześcioletnie dziecko z bardzo poważnymi zaburzeniami komunikacji, których nie udało nam się wyraźnie zidentyfikować ze względu na ogromną różnorodność zaobserwowanych objawów. Został przyprowadzony jako autystyk. Powiemy na razie, że chodzi o dziecko psychotyczne, którego historię spróbuję państwu krótko przedstawić; nazywamy go „przypadkiem José".

Wywiad anamnestyczny

José urodził się 1 października 1966 roku w Madrycie. Jest drugim synem rodziny dwojga dzieci. Matka pragnęła córki. Przyznaje, że była rozczarowana, gdy wręczono jej drobnego chłopczyka o wadze 2 kg 500. Do dziś nie ukrywa żalu, że nie miała córki zamiast José. Ojciec zaś — płeć dziecka nie miała dla niego żadnego znaczenia. Był bardzo szczęśliwy, gdy dowiedział się, że to chłopiec — który zresztą bardzo go przypominał.

Ciąża matki przebiegła zdaje się bez znaczących incydentów poza nudnościami i wymiotami w pierwszych miesiącach. José urodził się 15 dni przed terminem: przedwczesne pęknięcie pęcherza płodowego i brak skurczów przez około 24 godziny skłoniły lekarza do wywołania porodu. W dokumentacji dziecka zanotowano krwotok przy odcinaniu pępowiny. Matka nie wie, czy dziecko krzyknęło przy narodzinach. Nic nieprawidłowego nie zostało jej zasygnalizowane w klinice porodowej.

Rozwój wagowy dziecka wydaje się być zadowalający. José siadał w normalnym wieku. Zaczął chodzić około dwunastego miesiąca. Według matki nie było opóźnienia mowy. Gaworzył, mówił i strukturyzował zdania normalnie. Natomiast na poziomie charakteru notuje się poważne trudności już od wczesnego dzieciństwa — gniew, krzyki, niestabilność, agresywność zwłaszcza wobec innych dzieci, których obecności nie znosi. Wszystkie te trudności pogłębiają się od momentu rozpoczęcia chodzenia.

José izoluje się, zostaje sam w kącie, odmawia wszelkiej komunikacji. Znamienne jest, że ma ulubioną zabawę — ciągle szarpie sznurki od zasłon, prawdopodobnie wspomnienie życia wewnątrzmacicznego. Nie jest czuły, wydaje się bardzo obojętny wobec brata — starszego brata, który zdaje się go ignorować, który się go wstydzi, który odmawia mu swojej czułości i opieki, który nie chce bronić brata określanego — według niego — przez wszystkich jako idiota, opóźniony i nienormalny.

Pierwszy bilans audio-psycho-fonologiczny

Bilans audio-psycho-fonologiczny przeprowadzony w dniu pierwszej konsultacji ujawnia ogromne zaburzenia samokontroli i bardzo poważne problemy relacyjne. Matka twierdzi, że jej syn dobrze słyszy. W badaniu jednak notuje się trudności słuchania. José nieustannie dotyka uszu, lubi, gdy mówi się do niego głośno. Nie wzdryga się, gdy krzyczy mu się do uszu. Potrzebuje pewnej energii dźwiękowej, by wejść w komunikację ze światem zewnętrznym. Badanie obwodów samokontroli języka pozwala stwierdzić bardzo liczne deficyty. Dziecko siebie nie słyszy, nie słucha siebie. Nie kontroluje tego, co mówi — i jego wypowiedzi są często niespójne.

Analiza dźwięków jest również wadliwa wobec docierających doń częstotliwości werbalnych. José nie rozumie, co się do niego mówi. Słyszy, że się do niego mówi, co wymusza odpowiedź — która często nie ma żadnego związku z zadanym pytaniem. Taka postawa irytuje matkę, niepokoi ją także. Ona traktuje samo dziecko, które nie potrafi komunikować się z otoczeniem. Dziecko zdaje sobie sprawę, że nie jest rozumiane — ani w rodzinie, ani w szkole — co rodzi w nim wzmożoną agresywność wobec rozmówców.

Nie można zatem mówić u José o głuchocie, lecz o znacznych trudnościach słuchania i samosłuchania. Co do języka — poza werbalną stereotypią, psittacyzmem pojawiającym się często, zaznaczoną echolalią — notuje się zaburzenia fonacji: brak czystej barwy i rytmu. Tempo werbalne jest niekiedy szarpane, szybkie, pospieszne. Dziecko mówi głośno. Jego głos jest w niektórych przypadkach pogłębiony, ostry — zwłaszcza gdy krzyczy. Wypowiedzi są niespójne.

Po badaniu obwodów kontroli słuchu i fonacji przeszliśmy do badania lateralizacji. José nie ma żadnego punktu odniesienia. Jest oburęczny. Posługuje się równie dobrze (lub równie źle) prawą i lewą ręką. Ruchy są często niekoordynowane, gwałtowne, źle sterowane. Nie potrafi się usytuować w przestrzeni ani w czasie. Wydaje się zagubiony, gdy stawia mu się pytania o jego jutro, wczoraj, później.

Na płaszczyźnie afektywnej również notuje się znaczne opóźnienie i głębokie zaburzenia. Mamy do czynienia z fiksacją infantylną wraz z moczeniem nocnym i obgryzaniem paznokci. Matka sygnalizuje, że José obgryza paznokcie u rąk i u nóg. W sferze seksualnej — intensywna masturbacja, znacząca silne przywiązanie do matki.

Zachowanie dziecka świadczy o bardzo dużej niestabilności, agresywności wobec otoczenia, braku uczucia w jego otoczeniu. José nie dba o siebie. Jest brudny. Jego wygląd jest zaniedbany. Lubi tarzać się po ziemi. Nie ma żadnego szacunku dla siebie ani dla innych. Matka informuje, że lubi bawić się wodą — nie po to, by się umyć, lecz z powodów łatwych do wyobrażenia. W basenie — mówi — to prawdziwa ryba w wodzie. Jest szczęśliwy, czuje się swobodnie. Głębokość go nie przeraża, nurkuje bez lęku, jest wolny i w swoim żywiole. Gdy tylko widzi rzekę, basen czy fontannę, próbuje się w nią rzucić, choćby w ubraniu. Jak wszystkie dzieci o skłonności schizoidalnej, José pragnie odnaleźć wodne warunki swojego życia wewnątrzmacicznego. Chciałby wrócić do łona matki, z którego — prawdę mówiąc — nigdy nie wyszedł.

Niepowodzenie szkolne i hospitalizacja psychiatryczna

Przejdźmy teraz do problemu szkolnego. W wieku José (6 lat) szkoła jest obowiązkowa. Miał 4 lata, gdy po raz pierwszy poszedł do szkoły publicznej. Od pierwszych chwil była to dla niego tragedia. Co się stało? Jakie było traktowanie? Rodzice nie wiedzą. Pewne jest jedno: stan José pogorszył się. Nie potrafi już się wyrażać; rodzice mówią, że trafiał do szpitali. Wizyta kontrolna miesiąc później postawiła diagnozę „chorego umysłowo". Rodzice są zdesperowani, oszołomieni, krążą od jednego specjalisty do drugiego, którzy mówią o zaburzeniach charakteru i ostatecznie kierują dziecko do szpitala, gdzie José przechodzi psychoterapię. Lecz jego stan nie poprawia się. Przeciwnie — zachowanie wydaje się pogarszać. Gdy odprowadza się go do klasy, zostaje umieszczany w ostatnich rzędach, bez nikogo, kto by mu wyciągnął rękę.

W następnym roku zmienia nauczyciela. Bardziej ludzkiego, który wydaje się rozumieć problemy José. Zachęca rodziców, stara się ich uspokoić, przekonuje, że José jest jak wszystkie inne dzieci i że trzeba zdobyć jego zaufanie. José nie umie ani czytać, ani pisać. Nigdy nie przystosował się do środowiska szkolnego. Wykazuje w szkole postawę oporu wobec prac nauczycieli. Ogromne trudności afektywne, które stale podsycają jego lęk, w żadnej mierze nie czynią go dostępnym dla nauki czytania i pisania. José ma inne zatroskania niż wiedza, czym jest U czy O. Nie czuje, że istnieje. Nie potrafi się usytuować w swoim otoczeniu. Jest zagubiony w tym świecie, w którym się nie rozpoznaje, czuje się odrzucony. Cóż go obchodzi nauka czytania i pisania? Jego problem nie tkwi tam — czuje to mgliście, lecz dorośli nie dostrzegają niczego. Ich jedynym celem jest zmusić go do pisania znaków, które dla niego nie mają żadnego sensu. Kiedy rodzice zdadzą sobie z tego sprawę?

Programowanie leczenia

Ojciec wydaje się przerośnięty wydarzeniami. Matka jest bardzo niespokojna, wątpi w normalność swojego dziecka. Jest bezradna wobec jego wybuchów gniewu, niestabilności. Czuje się bezsilna. Staje się neurotyczna, sądzi, że wszyscy na nią patrzą, że wskazuje się ją palcem. Czuje się winna. Sygnalizuje, że jej dzieciństwo było bardzo trudne, lecz nie podaje szczegółów. Dowiemy się o tym dopiero później, przy okazji wizyty kontrolnej.

Oto w skrócie wyjściowy bilans, jaki udało nam się sporządzić w sprawie tego dziecka. Jakie rozwiązanie przyjąć w obliczu takiego klinicznego obrazu? Nasza interwencja będzie polegała na umożliwieniu José spokojnego życia z otoczeniem. Pierwszą relacją do odbudowania jest oczywiście jego relacja z matką. Chodzi zatem o odbudowanie pary matka-dziecko — czyli o leczenie zarazem obu elementów pary pierwotnej, której harmonia stanowi samą podstawę pragnienia komunikacji z drugim, alter ego, trampoliny rzutu ku stanowi dorosłego. Proponujemy zatem matce psycho-zmysłowe podejście pod Oreille Électronique zarówno dla dziecka, jak i dla niej samej. Zgadza się być leczona razem z synem.

Filtrowany głos matki i narodziny dźwiękowe

Zaczynamy od sesji dźwięków filtrowanych, by przeprowadzić José przez ścieżkę cofającą do okresu wewnątrzmacicznego. Głos matki jest nagrywany, a następnie filtrowany powyżej 8000 Hz, by przywrócić dziecku doznania jego płodowego głosu. Tempo 6 sesji tygodniowo (3 razy po 2 sesje) zostaje ustalone na początku leczenia. Podczas gdy syn jest na sesji, matka korzysta z filtrowanej muzyki w pozycji rozluźnienia.

Zobaczmy teraz, jak rozwinie się podjęte działanie. Przez sześć pierwszych sesji José manifestuje gwałtowną opozycję wobec edukatorki, która się nim zajmuje. Wyzywa, uderza pięścią, pluje w twarz, rzuca butami, kopie, wydaje przeszywające krzyki. Odmawia jedzenia przez większą część sesji. Od dziesiątej, widząc, że jego komedia nie wywołuje oddźwięku, wybucha łkaniem i godzi się trzymać słuchawki przez całą sesję.

Zachowanie José poprawia się od tego momentu. Jest mniej agresywny, mniej rzuca obelgami, ochota uderzania zanika. Interesuje się zabawami, słuchając filtrowanego głosu matki. Układa puzzle, układanki, komunikuje się z innymi dziećmi z Ośrodka. Po 10 sesjach VMF (filtrowanego głosu matki) José bardzo się zmienił. Stał się spokojniejszy, niemal miły. Jego język oczyścił się, mimo że pozostał niespójny.

Pierwsze postępy

Manie zaczynają znikać. Nie obgryza już paznokci; moczenie nocne niemal ustało. Sen stał się spokojny. Dziecko wykazuje większą potrzebę snu. Z trudem wstaje rano. Apetyt maleje. José je mniej niż wcześniej. Życie wegetatywne wreszcie się równoważy w perspektywie poprawy.

Notujemy ogólnie bardzo zadowalający postęp; postawa dziecka głęboko się zmieniła. Nie mamy już do czynienia z małym potworkiem, lecz ze spokojnym i rozsądnym chłopcem. Matka pozostaje natomiast niespokojna. Chciałaby, by wszystko szło szybko, jeszcze szybciej. Obawia się wakacji na wsi, gdzie zwykle przebywają. José jest atrakcją wsi. Inne dzieci nakłaniają go do głupstw. Popychają go, by się rozebrał i biegał nago po ulicach. To więc w stanie głębokiego niepokoju matka planuje wyjazd na wakacje z synem.

Po miesięcznej przerwie odpowiadającej tym wakacjom José wraca do Madrytu. Jest całkowicie zmieniony. Wakacje minęły dobrze, bez incydentów. Był bardzo spokojny. Schudł. Jego objawy autystyczne praktycznie zniknęły. Wraca radosny do Ośrodka, sam zakłada słuchawki i odbywa sesje w największym spokoju. Jego relacje z innymi dziećmi są lepsze, choć pojawia się pewna nieśmiałość. Obserwuje, co dzieje się wokół niego; ma się wrażenie, że myśli. Mówi więcej, a jego rozmowy stają się bardziej sensowne.

Powrót do klasy także odbywa się w dobrych warunkach. José jest wciąż w tej samej klasie — nauczyciel poprosił, by mógł go prowadzić również w tym roku, zauważa większą stabilność. José nie zakłóca już zajęć, jest spokojniejszy, posłuszniejszy. Z początku bał się własnych postępów, lecz teraz nabrał zaufania. Po raz pierwszy José potrafi pisać, trzymając się linii. Zaczyna również uczyć się tabliczki mnożenia. Jego postawa w klasie zmieniła się, José jest bardziej obecny, milszy wobec kolegów.

Wówczas podejmujemy się wprowadzić go w fazę językową. Po kilku sesjach narodzin dźwiękowych dajemy mu słuchać wyliczanek, śpiewów gregoriańskich i kilku krótkich słów, które zaczyna skrupulatnie powtarzać. Zawsze przychodzi do Ośrodka z przyjemnością. Czasami słychać, jak nuci. Staje się radosny, uśmiechnięty, towarzyski. Szuka towarzystwa innych dzieci, zachowując pewną postawę nieśmiałości. Wciąż boi się podejść do innych — zapewne z obawy przed odrzuceniem, jakiego niekiedy doznawał. Tak czy inaczej, José zrobił postęp. Jego wygląd zewnętrzny jest staranniejszy. Dziecko jest czyściejsze, lepiej zadbane. Przed wyjściem z Ośrodka porządkuje wszystko, co rozrzucił. Czuje się spokojniejszy i pewniejszy siebie, niemal pewny siebie. Pragnienie komunikacji jest naprawdę uruchomione. José sprawia wrażenie, że chce żyć, mówić, być jak wszyscy inni.

Korzystna ewolucja matki

Notujemy zarazem korzystną ewolucję u matki. Jest bardziej rozluźniona, szczęśliwsza. Wydaje się mniej osaczona, w Ośrodku jest bardziej swobodna, uznaje, że jej syn ma się lepiej. Mówi chętniej, czuje się bardziej obudzona, bardziej zrównoważona. Postawa macierzyńska zatem całkowicie się przekształciła. Jej dziecko jest bliżej niej, bardziej czułe.

Regresja — dramat rodzinny

Kontynuujemy zatem program, by iść dalej. Jednakże od 90. sesji u José pojawia się pewien niepokój. Czuje się go nerwowym, zatroskanym. Zaczyna na nowo krzyczeć podczas sesji. Edukatorce trudno zmusić go do powtórzenia słów, które słyszy przez Oreille Électronique. Już nie słucha, kłóci się z innymi dziećmi; znów staje się agresywny. Ponownie zaczyna bawić się światłem — zapala je i gasi bez przerwy. Jego język szybko ulega degradacji. Powracają myśli natrętne, obsesyjne. Dziecko bezustannie powtarza zdanie, którego znaczenie nam umyka: „Don José y los del comedor aquí" — czyli „Pan José i ci ze stołowego pokoju tutaj". Nie potrafimy odgadnąć tej zagadki. Matka też nie wie więcej. Kim są zatem te postacie ze stołowego pokoju, o których mówi José i które wydają się go niepokoić, prześladować? Co chce wyrazić, powtarzając niemal bez przerwy to zdanie? Co takiego wydarzyło się José, że mogło wywołać taki przewrót u tego małego chłopca, który zaczynał kwitnąć, otwierać się na świat zewnętrzny?

Stoimy bezsprzecznie wobec zjawiska regresji, którego nie potrafimy wyjaśnić. Wielokrotnie pytamy matkę, czy zauważyła coś nienormalnego w codziennym życiu syna. Niczego nie spostrzegła. Stwierdza jednak, że dziecko ma się gorzej i że ona sama znów staje się niespokojna, nerwowa i przygnębiona. Lęk powraca, José nie jest już tym samym. Jego wygląd zewnętrzny znów jest zaniedbany. Ubranie jest w nieładzie. Powracają jego problemy seksualne. Znów się masturbuje, wraca moczenie nocne. Spędza czas, gwiżdżąc na ojca — jak czynią to niektóre autystyczne dzieci. Jego zdolności uwagi zniknęły. Jest nieuważny, nie uczestniczy już w życiu otoczenia, zamyka się w swoim wszechświecie rozpaczy.

Jesteśmy w pełnym załamaniu. Podczas wizyty kontrolnej, na 125. sesji, znajdujemy się wobec matki strasznie udręczonej, nerwowej, zrozpaczonej. José wraca do swojego stanu początkowego. Ona nie wie już, co robić, jest oszołomiona. W obliczu takiej postawy próbujemy wyjaśnić problem. Tłumaczymy jej, że ten zwrot, regresja, ten upadek mogą być jedynie skutkiem ważnego wydarzenia w afektywnym życiu jej syna. Szukamy daremnie. W życiu matki wydaje się, że nic się nie zmieniło — z wyjątkiem nieobecności jej męża od około miesiąca.

Nieobecny ojciec

Ojciec, jako wojskowy, otrzymał od przełożonych rozkaz uczestnictwa w specjalnych szkoleniach, które zmuszają go do życia w trybie internatu w koszarach w Madrycie. Może wracać do domu jedynie na weekendy.

By nie zostać samej w domu, matka José zdecydowała się sprowadzić rodziców, by z nią zamieszkali. Ponieważ zaczęła pracować poza domem, sądziła, że będą mogli pilnować dzieci podczas jej nieobecności. Warto zauważyć, że matka José podjęła z własnej inicjatywy pracę poza domem, by wspomóc utrzymanie gospodarstwa. Czując się mniej udręczona, bardziej wzmocniona po sesjach filtrowanej muzyki, jakie odbyła w poprzednich tygodniach, uświadomiła sobie swoją odpowiedzialność, postanowiła dzielić z ojcem ciężary domu. Chodzi o doskonałe podejście, które jednak nie wydaje się znajdować akceptacji u rodziny — w szczególności u babki macierzystej. Ta zgodziła się zaopiekować wnukami swojej córki, lecz nie przestaje im powtarzać, że José jest dzieckiem nienormalnym, że marnuje się czas, próbując go leczyć itp. Matka José nabiera zaufania. Podczas długiej rozmowy, którą z nią przeprowadzamy, daje nam do zrozumienia, że jej własna matka jest bardzo zaborcza i autorytarna — co częściowo tłumaczy, dlaczego na początku sygnalizowała nam, że jej dzieciństwo było bardzo trudne. Zauważamy, że nie ośmiela się powiedzieć więcej, lecz że istnieją wielkie problemy relacyjne między nią a jej matką. Ta matka wydaje się trzymać córkę pod swoją kontrolą. Widzieć, jak staje się ona dorosła, jak podejmuje ważne decyzje — tego nie chce. Próbuje więc niszczyć ją na nowo, by odzyskać nad nią władzę. Matka José, jeszcze niewystarczająco silna, by się przeciwstawić takiemu działaniu, załamuje się i znów staje się małą dziewczynką pod jarzmem „Mamy". I to jest dramat dla José, który widzi, jak rozwiewa się obraz prawdziwej matki, dobrej matki, która zaczynała się przed nim formować. Wszystkie systemy zostają na nowo zburzone, a dziecko, w pełni rozpaczy, nie mając już niczego, czego mogłoby się uchwycić, odnajduje swoje schizoidalne uniwersum, które oddala go od świata zewnętrznego.

Po tej relacji, przynoszącej nam pewne wyjaśnienia, prosimy matkę — łagodnie tłumacząc jej, co wydarzyło się w przeżyciach dziecka — by oddaliła swoich rodziców z domu i odzyskała swoje miejsce matki. Wydaje się, że doskonale rozumie te argumenty, i obiecuje uczynić to, co konieczne, by przywrócić równowagę w domu. Jednocześnie wracamy do wyjaśnień co do programu leczenia José. Wznawiamy sesje filtrowanego głosu matki i słuchania płodowego, by uspokoić José, by przynieść mu ukojenie potrzebne po takiej burzy.

Zauważamy, że dziecko jest smutne, że jego ubranie jest zaniedbane, że jego język jest pełen obelg, wulgaryzmów. Zachowuje się trochę jak dziecko brutalne, zbuntowane. Krzyczy, niszczy, uderza, ślini się. Sesje pod Oreille Électronique są znów bardzo wzburzone. José jest bardzo pobudzony, słuchawki nie trzymają się, wydaje się zniewolony i — w próbie wyzwolenia się — wykrzykuje swój lęk i rozpacz.

Matka też jest bardzo nerwowa. Codziennie czuje się coraz bardziej niespokojna. Już zaczyna krzyczeć na syna podczas sesji, zostaje wstrząśnięta, patrzy na ludzi wokół, próbuje się tłumaczyć. Zamiast odbywać sesje filtrowane, woli zostać w poczekalni, zahamowana, prostrowana. Nie wytrzymuje już w sali filtrowanej — ani w pozycji siedzącej, ani leżącej. Bezustannie powtarza, że jest chora.

Załamanie

To prawda — jest chora, i to jest węzeł problemu. Matka José właśnie ustąpiła wobec zaborczego, niszczycielskiego obrazu macierzyńskiego. Właśnie zniszczyła wszystko, co reprezentowała dla José jako bezpieczeństwo, harmonia, siła, krzepka pociecha. Właśnie zabrała mu wszystkie podpory, całe rusztowanie, które się zbudowało, by dziecko mogło wreszcie wspiąć się do poziomu egzystencji pozwalającej mu stać się małym chłopcem podobnym do innych w jego wieku.

Wszystko trzeba zacząć od początku — lecz czy matka José będzie miała tę odwagę? Nie! Wobec tej klęski zgina kolano. Prosi o przerwanie leczenia z powodów zdrowotnych. Nie ma już sił, by walczyć, woli schronić się w swojej chorobie, w depresji. Jest u kresu wytrzymałości, opuszcza ręce.

Próbujemy jej pomóc, telefonujemy do niej kilka tygodni później, by zapytać o nią i zaproponować bilans kontrolny w obecności profesora Tomatisa. Zgadza się — z trudem, niezdolna do podjęcia decyzji — i przybywa na konsultację 16 lutego. Stajemy wówczas wobec kobiety w pełnej rozpaczy. Drży, gdy mówi, jest zrozpaczona. Zespół wielkiej depresji jest oczywisty. Osobowość jest unicestwiona. Matkę José ogarnia panika, nie ma się dobrze i nie potrafi wyjść z tego stanu. Czuje się źle, potyka się; ziemia usuwa się jej spod stóp. Ma wrażenie, że wszyscy ją obserwują. Nasilająca się agorafobia zmusza ją do pozostawania coraz częściej w domu, gdzie nie znajduje już bezpieczeństwa wśród tych, którzy są przy niej. Je wiele, by znieść lęk — i znacznie przytyła. Dowiadujemy się ponadto, że rodzice nadal mieszkają z nią, nie chciała ich oddalić. Zasłania się stanem zdrowia ojca, który — zdaje się — jest bardzo chory. Uważa go za biednego, zagubionego człowieka (który być może chroni się w chorobę, by uciec spod jarzma żony). Straciła smak życia, smak czynienia wysiłków. Jest zmęczona, jest zmęczona. Zatraciła zmysł walki. Bierze kilka środków uspokajających, by spróbować załagodzić poziom lęku, lecz sygnalizuje, że nie czują żadnego efektu.

Co do José, nieobecnego podczas tej rozmowy — matka informuje, że schronił się w stanie wyjściowym. Wszystkie jego dawne objawy powróciły. Znów jest okrutny, niestabilny, krzyczy bez przerwy, praktycznie nie potrafi się wyrazić, jego wypowiedzi są na nowo niespójne. Matka jest niezdolna do podjęcia decyzji, daje za wygraną, zadowala się litością nad sobą. Jest zrozpaczoną kobietą, której doktor Mellado proponuje leczenie medyczne — i ona je przyjmuje.

Miesiąc później matka José znów odwiedza nas w Ośrodku — i gdy tylko znajduje się w naszej obecności, wybucha łkaniem. Jest wzruszona, lecz jeszcze nie wyleczona. Rozluźniona i ufna, opowiada nam o tym, co zaszło — o swojej macierzyńskiej relacji. Wróciła do pracy zawodowej, zajmującej ją od 9.00 do 14.30. W tych godzinach jej myśl, zajęta pracą, ucieka, problemy się rozmywają i zostają zepchnięte na drugi plan.

Wracając do domu, wraca do rzeczywistości — i znów czuje się niezdolna do pełnienia roli pani domu. Jej matka tam jest, wszystko jest zorganizowane w domu. Wszystko decyduje się za nią — matka, która nigdy jej nie kochała; jest najstarsza z dwojga dzieci. Młodsza siostra ma zawsze pierwszeństwo do wszystkich względów matki — kochana, rozpieszczana, uwielbiana. To najpiękniejsza, najmłodsza. Matka José wiele z tego cierpiała, tak bardzo potrzebowała czułości. Przyszła wojna, sytuacja wcale się nie poprawiła. Uważano ją za tę, która może wszystko znieść, wszystko wytrzymać, zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i afektywnej. Lata mijały dobrze i źle, raczej źle niż dobrze; jakąż miała nadzieję na rolę żony, którą miała przyjąć kilka lat później. Prawdziwa walka rozpętała się między dwiema teściowymi. Zastosowano wszelkie środki, by uniemożliwić to małżeństwo: chłopiec niegodny jej, bez zalet, byłaby to prawdziwa mezalians! Ani na moment liczne walory moralne tego chłopca nie zostały wzmiankowane. Po raz pierwszy w życiu matka José zdołała narzucić swoją wolę. Doszło do małżeństwa, a teraz nie jest już zdolna — przez długi czas się poddała, znów wychodzi w niej kompleks niższości wobec tej autorytarnej i kategorycznej matki. Co do ojca, jedyny komentarz, jaki padł na jego temat, brzmi: „to porządny człowiek" — co jest, niestety, mało pochlebnym komplementem.

Konkluzja — konieczność całościowej opieki

Po tych wyjaśnieniach o tym rodzinnym układzie zaproponowaliśmy matce José zorganizowanie spotkania z jej własną matką, by uświadomić tej ostatniej moralną odpowiedzialność. Córka boi się reakcji matki, lecz fundamentalnie przyjmuje naszą propozycję, uprzedzając jednak, że jej matka zachowa się w sposób negatywny, by nie powiedzieć obraźliwy, wobec członków jej rodziny i naszego Ośrodka; błaga nas, byśmy nie brali pod uwagę komentarzy, jakie mogłyby paść.

Dwa dni później mamy zaskakującą wizytę ojca José. Stajemy wobec człowieka głęboko poruszonego, niespokojnego, świadomego postępów, jakie José zrobił, i zdumionego jego regresją. Bardzo źle znosi przerwanie leczenia syna i nie ma już innego pragnienia niż zakończenie szkolenia, by samemu móc przyprowadzić dziecko z powrotem do Ośrodka. Jest świadom wszystkich problemów rodzinnych. O teściowej rozmawia ze znaczącym spojrzeniem — nie wątpi, że sami zrozumiemy, ponieważ ta zdecydowała się sama przyjść do Ośrodka. Ojciec José jest człowiekiem pasywnym, unika wszelkiej dyskusji. Krzyk, gwałtowność doprowadzają go do wściekłości. Jest człowiekiem spokojnym, który akceptuje swój los. Gdy jest w domu, poświęca cały swój czas José; wychodzą wiele i lubią spacerować razem. José jest bardzo rozluźniony w jego towarzystwie, zachowuje się niemal normalnie. Wszędzie, gdzie idzie, ojciec mu towarzyszy. Ta postawa ojca często irytuje matkę, która chciałaby niekiedy wyjść sama z synem.

Podczas rozmowy, która miała miejsce wieczorem tego samego dnia co wizyta ojca, mogliśmy zmierzyć, jak tragiczna i dramatyczna była sytuacja. Stajemy wobec wybijającej agresji, niewytłumaczalnej dumy ograniczającej się do słuchania siebie — wobec kobiety wszystko wiedzącej, niemającej niczego do nauczenia się od nikogo. Ma pogardę dla otoczenia. „Jestem siłą natury" — mówi z dumą. Bez niej jej córka nigdy nie przeżyłaby takiej sytuacji. Jej zięć to biedny niezdolny, szaleniec, który pokłada nadzieje w wyleczeniu syna. „Nigdy nie widziałam najmniejszej poprawy u mojego wnuka" — powiem nawet, że jest przeciwnie, że jest mu coraz gorzej; to, co wy nazywacie postępem, to nie te ulepszenia, jakich my oczekujemy. To dziecko podczas mojej nieobecności schudło. Tylko ja umiem go pielęgnować. Pod moimi oczyma to ja go karmię i to ja chcę za dwie kobiety — to ja zajmuję się wszystkim".

Żadna rozmowa nie była możliwa. To był bolesny i przykry monolog, który do niczego nie prowadził. Pożegnała nas słowami: „Zaświadczcie i podpiszcie, że potraficie wyleczyć José — a jestem na wszystko gotowa; lecz jestem tak pewna, że nic nie da się zrobić. José jest Autystą" — jakby powiedziała, że José jest Japończykiem albo Bantu.

Porzucenie — i jego nauka

Historia kończy się w ten sposób. Nigdy więcej nie zobaczyliśmy ani José, ani jego rodziców. Wyobrażamy sobie ewolucję sytuacji. Boleśnie nam, że nie możemy interweniować w tej zrozpaczonej rodzinie.

Pierwsze rezultaty przekonały nas, że moglibyśmy coś zrobić — w tej mierze, w jakiej moglibyśmy gruntownie leczyć matkę José wraz z jej własną matką, oraz w tej, w jakiej babka macierzysta zgodziłaby się puścić cumy trzymające jej córkę w niewoli.

Tu otwieramy dyskusję i prosimy każdego z państwa o wyrażenie opinii w oparciu o własne doświadczenie terapeutyczne wobec dzieci wykazujących zaburzenia podobne do tych, jakie ma José. Nie sposób oddzielić od osobistego współczucia matki kontekstu rodzinnego, który leży u samej podstawy choroby dziecka. Nie José jest chory — to matka pozostaje pod wpływem własnej matki, to babka, która mimo pozornej nieobecności wydaje się abdykować, to prawdziwa pani domu, prawdziwa małżonka — to babka macierzysta nie potrafiła uczynić ze swojej córki prawdziwej dorosłej matki. Cały kontekst rodzinny musi być wzięty pod uwagę w studium tego dossier, które przedkładam, by z państwa dyskusji wytrysnęło światło.

Co więc czynić w obliczu takiej sytuacji? Pomyśleliśmy, że dobrze byłoby najpierw oddalić dziecko ze środowiska rodzinnego, które jest przyczyną jego nieszczęścia, i umieścić je w internacie stosującym te same techniki. W tym czasie ponownego psychicznego równoważenia José moglibyśmy podjąć leczenie matki w Centro Del Lenguaje w Madrycie, by spróbować rozstrzygnąć jej własny wewnętrzny problem. Biorąc głos jej matki, moglibyśmy poprowadzić ją przez konieczną drogę — od jej życia wewnątrzmacicznego aż do prawdziwego stanu dorosłej, pozwalającego jej przyjąć rolę matki i małżonki. Na razie z tego zrezygnowała. Woli na powrót być małą dziewczynką swojej matki.

Tak jak na płaszczyźnie moralnej należy nawoływać małżonkę do męża i matkę do dzieci, należałoby przywrócić jej osobowość, by dać jej dość siły do życia, dość tonusu do pracy i walki. Dobrze byłoby również zobaczyć ojca, odbyć z nim kilka rozmów, by uświadomił sobie swoją rolę ojca i męża. Być może można by też — choć to znacznie bardziej wątpliwe co do rezultatu — zaprosić babkę macierzystą na sesje filtrowanej muzyki i muzycznych narodzin dźwiękowych, by zmniejszyć jej ego i stan zaborczości. Co do dziadka, wolimy zostawić go w fotelu chorego starca, gdyż ryzykowalibyśmy, że wyrządzimy mu więcej zła niż dobra. Schronił się w chorobie, niech umrze w spokoju. Lecz odsuńmy obraz końca, mamy obraz początku — radość tej małej Istoty, która ma prawo do życia, tego małego José, którego musimy próbować ratować.

Pozostawiam państwa teraz waszym refleksjom i z góry dziękuję za wszystkie sugestie, jakie zechcecie nam przedstawić, by spróbować rozsupłać węzeł, który tak nas niepokoi. Jeszcze raz dziękuję.

— Pani Le Monnier, Centro Del Lenguaje (Madryt). Wykład wygłoszony na IV Międzynarodowym Kongresie Audio-Psycho-Fonologii, Madryt, 1974.

Dokument oryginalnyfacsimile historycznego PDF (pobranie bezpośrednie).