Rozważania o teście słuchania — Antwerpia 1973 / Amiens 1974
Fundamentalny dokument dr. A.A. Tomatisa, czterdziestoośmiostronicowy tom wydany przez Société d’Audio-Psycho-Phonologie (4 rue Cozette, 80000 Amiens) w czerwcu 1974 roku. Tom ten zbiera wypowiedzi Tomatisa z III Międzynarodowego Kongresu Audio-Psycho-Fonologii (Antwerpia 1973), w następstwie długiej rozmowy pytania-odpowiedzi z jego uczniami. Dzieło przedstawia najpierw przeprowadzenie testu słuchania (wyznaczanie progów w przewodnictwie powietrznym i kostnym, badanie spatializacji, badanie selektywności, wyznaczanie ucha dominującego za pomocą audio-laterometru), a następnie podaje — w dwudziestu dwóch pytaniach — kliniczną i symboliczną interpretację testu: idealną krzywą fizjologiczną, trójpodział wisceralność / język / duchowość, odczyt macierzyński (lewe ucho) i ojcowski (prawe ucho), korespondencje somatyczne (125 Hz = seksualność, 250 Hz = jelito grube, 500 Hz = jelito cienkie, 1000 Hz = żołądek…), diagnozę różnicową głuchot przewodzeniowych, odbiorczych i mieszanych, odczyt krzywych depresanta oraz postawy słuchania wysokich tonów. Stałe odniesienie praktyka od pięćdziesięciu lat.
*ROZWAŻANIA O TEŚCIE SŁUCHANIA
przez
A. A. TOMATISA
SOCIÉTÉ D’AUDIO-PSYCHO-PHONOLOGIE
4, rue Cozette — 80000 Amiens
czerwiec 1974*
Wypowiedzi zebrane w trakcie III Międzynarodowego Kongresu Audio-Psycho-Fonologii (Antwerpia 1973), w następstwie rozmowy z profesorem Tomatisem.
W swoim dziele „Edukacja i dysleksja" profesor Tomatis przedstawił test słuchania jako najważniejszy element bilansu audio-psycho-fonologicznego — test mający określać zdolności słuchania badanego: samosłuchanie i słuchanie drugiego. W stronach poświęconych mu w rozdziale „Bilans audio-psycho-fonologiczny" zdefiniował poszczególne próby składające się na ten test. Przypomnimy więc tu jedynie pokrótce, na czym one polegają i jak są przeprowadzane.
Po szczegóły odsyłamy do dzieła profesora Tomatisa: „Education et Dyslexie", Éditions ESF, kolekcja „Sciences de l’Éducation".
I. — Przeprowadzenie testu słuchania
a) Wyznaczanie progów
Do przeprowadzenia tego testu posługujemy się aparatem zawierającym generator częstotliwości zwany „Hearing Test", emitującym czyste tony rozłożone od 125 do 8000 herców, oktawa po oktawie, przez wartości pośrednie 1500, 3000 i 6000 herców — i którego natężenie można zmieniać co 5 dB, od –10 do +100 dB.
Test ten ma na celu wyznaczenie 4 parametrów:
Chodzi o wyznaczenie z jednej strony minimalnych progów słyszalności w przewodnictwie powietrznym — dźwięk wnika do zewnętrznego przewodu słuchowego za pośrednictwem słuchawek; z drugiej strony progów uzyskiwanych przez przewodnictwo kostne za pomocą wibratora pobudzającego wyrostek sutkowaty. Wyniki zapisywane są na dwóch siatkach odpowiadających krzywej prawego i lewego ucha. Należy zauważyć, że umiejscowienie tych dwóch wykresów jest odwrócone — krzywa prawego ucha znajduje się po lewej stronie, a krzywa lewego ucha po prawej, zgodnie z konwencją obserwacyjną zwykle stosowaną w fizjologii.
Na osi odciętych odkłada się częstotliwości od 125 do 8000 herców, a na osi rzędnych — natężenia w decybelach, czytane z góry na dół. Otrzymuje się w ten sposób dwie krzywe powietrzne — prawego i lewego ucha — przedstawiane zwykle na niebiesko, oraz dwie krzywe kostne — kreślone zwykle czerwoną kredką. Gdy nie wprowadza się kolorów, krzywą powietrzną (CA) zaznacza się linią ciągłą, a krzywą kostną (CO) — linią przerywaną.
b) Badanie spatializacji
Podczas wyznaczania progów odnotowuje się zarazem zdolność ucha do lokalizowania dźwięków w przestrzeni. Inwersje lub pomyłki dźwięków są zaznaczane na poziomie każdej częstotliwości małą kreską umieszczaną u dołu każdej z siatek. By zebrać te pomyłki lub inwersje dźwięków, prosi się badanego — podczas wyznaczania progów — by podnosił rękę po tej stronie, z której słyszy dźwięk, oraz obie ręce, gdy słyszy dźwięk z obu stron lub gdy nie potrafi określić jego kierunku.
c) Badanie selektywności
Badanie to ma na celu wykrycie otwarcia lub zamknięcia selektywności słuchowej. Selektywność ta została zdefiniowana przez profesora Tomatisa jako zdolność, którą posiada ucho, do dostrzegania zmiany częstotliwości wewnątrz spektrum dźwiękowego oraz do określania kierunku tej zmiany.
By przeprowadzić tę próbę, dokonuje się dla każdego ucha — w przewodnictwie powietrznym, na poziomie około 40–60 decybeli — przemiatania częstotliwości, wychodząc zazwyczaj od dźwięków wysokich, i prosi się badanego, by wskazywał, czy odbierany dźwięk jest wyższy, niższy, czy o tej samej wysokości co poprzedni.
Błędy są zaznaczane u góry siatki, na poziomie źle analizowanych częstotliwości, a blokada selektywności jest zaznaczana liniami zakreskowanymi od najniższej częstotliwości oznaczonej kreską.
d) Wyznaczanie ucha dominującego
Ostatnia próba testu słuchania jest realizowana za pomocą audio-laterometru. Badanie to pozwala zmierzyć i ująć liczbowo stopień lateralizacji badanego. To w swoim dziele „Education et Dyslexie" (str. 129) profesor Tomatis opisuje audio-laterometr i jego użycie. Nie wracamy tu do tego, ograniczając się jedynie do uwagi, że na wykresie umieszczane są dwie liczby — ta dla lewego ucha (czyli ta po prawej stronie) zmienia się w zależności od lateralizacji słuchowej. Jeśli lateralizacja przebiega na korzyść lewego ucha, otrzymamy na wykresie odpowiadającym temu uchu (czyli na wykresie po prawej) liczbę z zakresu 10–40. Gdy liczba ta wynosi 50, nie ma dominacji słuchowej. Gdy jest wyższa niż 50, dominuje prawe ucho.
Tak więc po przeprowadzeniu testu słuchania znajdujemy się w obecności dwóch siatek, z których każda zawiera po dwie krzywe — niebieską i czerwoną (lub linię ciągłą i przerywaną) — uzupełnione wskazaniami inwersji lub pomyłek dźwięków, danymi o selektywności oraz dwiema liczbami odpowiadającymi próbie audio-laterometru.
Prawidłowe zarejestrowanie tego testu nie wystarcza. Trzeba go następnie właściwie zinterpretować, co wymaga długiej praktyki.
II. — Interpretacja testu słuchania
Działanie to jest trudne do realizacji. Stanowi jedną z części teorii i badań profesora Tomatisa zarazem najbardziej złożoną i jednak całkowicie pierwszorzędną dla właściwego stosowania technik używanych w dziedzinie audio-psycho-fonologii.
Spróbujemy jednak — przez naprzemienne pytania i odpowiedzi — wyjaśnić i ująć ten problem.
Pierwsze pytanie
Czy mógłby Pan dokładnie zdefiniować, co rozumie Pan przez test słuchania, oraz wskazać, jakie zasadnicze różnice mogą istnieć między testem słuchania a audiogramem?
Profesor Tomatis: Sądzę istotnie, że istnieje znacząca różnica między audiogramem a testem słuchania. Materiał, jaki ten ostatni dostarcza na różnych płaszczyznach, pozwala zgromadzić znaczną liczbę elementów dających wprawnemu klinicyście cenną substancję do postawienia diagnozy.
Test ten różni się od zwykłego audiogramu, który mierzy w pewnym sensie słyszenie badanego. Ten ostatni rezultat oczywiście nas interesuje, lecz nie jest poszukiwanym elementem zasadniczym. Powtarzam bowiem raz jeszcze, że należy odróżniać słuchanie od słyszenia. Słyszeć nie pociąga za sobą obecności pola świadomego. Słyszeć to w pewnym sensie znosić dźwięk lub komunikat, który jest do nas kierowany. Słuchać to pragnąć uchwycić ten dźwięk lub komunikat. Mamy tu do czynienia z dwiema różnymi postawami.
Audiometrii oczywiście nie należy lekceważyć, lecz duch, w jakim jest wykonywana, może zmieniać interpretacje w zależności od klinicznego lub psychologicznego wkładu, jaki jest w stanie nam dostarczyć. Próba ta pozostaje istotna w badaniach dotyczących słyszenia. Dla otologa jest fundamentalnym badaniem, na podstawie którego rysują się dane etiologiczne zaburzenia funkcji słuchowej. Od niej zależy ponadto rokowanie, które ukierunkuje sposób terapii medycznej, chirurgicznej, protetycznej, a nawet reedukacyjnej. Można zatem — od tych danych — stosować zasady opieki przeznaczonej do przywrócenia uszkodzonej funkcji.
Test słuchania potrafi włączyć te informacje w ramy procesu psychologicznego, który pozwoli wykryć, czy badany pragnie posłużyć się materiałami, jakimi dysponuje na płaszczyźnie percepcyjnej, czy nie. Wszyscy znają te leitmotivy często powtarzane: „mają uszy, a nie słyszą; słyszą, lecz nie umieją słuchać". Istnieje stopniowanie między słyszeć a słuchać; i właśnie test słuchania pozwala poznać, jak badany potrafi posługiwać się swoim słyszeniem. Audiogram daje pewną krzywą, lecz nie wskazuje przy tym, czy badany rzeczywiście potrafi się tą krzywą posłużyć w komunikacji z innymi za pośrednictwem swojej samokontroli. W dziedzinie wzroku mamy te same stopnie. Możesz mieć przed sobą doskonałe oko, najlepszą siatkówkę świata; nie pozwoli ci to jednak stwierdzić, czy badany umie dobrze celować z karabinu czy malować. Istnieje zatem wymiar gnozji wnoszący informację dopełniającą. Tak więc w audio-psycho-fonologii stwierdza się, że źle wykreślona krzywa może być bardzo dobrze wykorzystywana i przynosić badanemu możliwości słuchania, jakich pozbawieni są liczni dobrze słyszący. Widziałem ludzi, którzy — gdyby polegać na ich audiogramie — uznawani byliby za głuchych, a którzy mimo to potrafią słuchać, skupiając swoją uwagę. Istnieje zatem wymiar uwagi, przylgnięcia, który ustanawia się w słuchaniu — uświadomienie, które splata się z samym słyszeniem. Test słuchania sytuuje się więc na poziomie wyższym niż sam audiogram. Jest przede wszystkim testem psychologicznym, podczas gdy audiogram pozostaje próbą porządku fizjologicznego, a nawet anatomicznego.
Drugie pytanie
Uważa Pan zatem, że istnieje istotna różnica między słyszeć a słuchać?
Profesor Tomatis: Tak, sądzę, że konieczne jest umieć rozróżnić te dwie funkcje zasadniczo odrębne, choć rozwijające się pozornie na identycznych terenach. Jeśli prawdą jest, że obie te zdolności obejmują to samo terytorium, prawdą jest również, że różnią się w sposobie działania w zależności od leżących u ich podstaw motywacji. Słyszeć jest wynikiem percepcji odpowiadającej na bodziec pochodzący z zewnątrz. Słuchać opiera się oczywiście na bodźcu, którego źródło tkwi na zewnątrz, lecz musi być wewnętrznie, intencjonalnie poszukiwane. Pojawiają się wówczas pojęcia czujnika, wyboru, filtra. Element świadomy staje się tym samym czynnikiem zasadniczym, na którym opiera się cała różnica między tymi dwiema aktywnościami przebiegającymi równolegle, a z których jedna — słuchanie — sytuuje się na płaszczyźnie wyższej, gdyż odwołuje się do swoistej cechy człowieka w jego ludzkiej drodze.
Widzieć i chcieć widzieć to dwa całkowicie różne mechanizmy — drugi posługuje się pierwszym. Chcieć widzieć to celować. Tak samo z słyszeć i słuchać. Słuchanie wynika z woli słyszenia i jest równoważnikiem celowania. Słuchanie jest dla ucha tym, czym celowanie dla oka. Rozróżnienie to musi być stale obecne w świadomości audio-psycho-fonologa. To do niego należy — poprzez wyniki, jakich dostarcza mu czysta audiologia — ocalić dane psychologiczne, które pozwolą mu postawić diagnozę i ukierunkować swoje działanie.
Trzecie pytanie
Mówił Pan w wielu swoich publikacjach o krzywej idealnej, która zdaje się być tą, ku której każde ucho powinno dążyć, by dobrze słuchać. Krzywa ta ma kształt wstępujący między 500 a 2000 Hz, odpowiadający nachyleniu około 6–18 dB/oktawę, następnie kopułę między 2000 a 4000 Hz, a potem łagodne opadanie. Krzywą tę odnajdujemy zresztą w Pańskiej książce „Ucho i język", gdy mówi Pan o uchu muzycznym. Może mógłby Pan powiedzieć, czemu odpowiada ta krzywa na płaszczyźnie fizjologicznej?
Idealna krzywa fizjologiczna: regularne wznoszenie między 500 a 2000 Hz (nachylenie ok. 6–18 dB/oktawę), kopuła między 2000 a 4000 Hz, łagodne opadanie potem.
Profesor Tomatis: Na płaszczyźnie czystej fizyki wskazuje ona odpowiedzi ucha, gdy pracuje ono dobrze. Odpowiada w istocie odwróconej krzywej Wegla zwanej „krzywą cytrynową". Krzywa Wegla jest krzywą odpowiedzi otrzymywaną, gdy na osi odciętych umieści się częstotliwości, a na rosnącej osi rzędnych — natężenia. Pierwszy próg uzyskuje się w dolnej części, według minimum, które zaczyna się w częstotliwościach niskich na poziomie około 40–50 dB, następnie zbliża się do osi odciętych między 2000 a 3000 Hz i znów wstępuje do 40–50 dB w wysokich między 8000 a 10 000 Hz. Krzywa ta domyka się i przybiera kształt cytryny — według obrazowego wyrażenia, jakie się jej nadaje — gdy wysyłane są dźwięki o rosnącym natężeniu i otrzymuje się wówczas krzywą maksymalnych progów wyznaczonych tam, gdzie ucho zaczyna cierpieć — stąd nazwa „progi bólu".
Krzywa Wegla zwana „krzywą cytrynową": pole słyszalności ograniczone u dołu progiem słyszalności, u góry progiem bólu.
Progi te zaczynają się w niskich również na 50–60 dB, łącząc się z pierwszą krzywą, następnie osiągają 120–130 dB między 2000 a 3000 Hz, by potem opaść w wysokich, łącząc się również z pierwszą krzywą.
Linia środkowa, znajdująca się w okolicach 50–60 dB, która jest liniowa, reprezentuje strefę zwaną „strefą Munsena". Odpowiada ona dynamice ucha — czyli jego optymalnemu obszarowi pracy bez zniekształceń. We wszystkich pozostałych strefach, jak widać, ucho działa jak filtr o nachyleniach zmiennych w zależności od natężenia, z punktem obrotu sytuującym się między 1000 a 2000 Hz. By uniknąć tych zniekształceń, zawsze trudnych do uwzględnienia w czytaniu schematów, Amerykanie ujednolicili audiogramy typu, jakim wszyscy się posługujemy, odwracając obraz Wegla i prostując minima, by uzyskać linię prostą. Normy te zachowują jednak strefę uprzywilejowaną między 1000 a 2000 Hz (to znajomy nam garb), mimo kompensacji 30–40 dB przyznawanych krzywej w niskich i wysokich.
Istnieje zatem coś w rodzaju idealnej krzywej fizjologicznej, której należy poszukiwać. Lecz nie należy sądzić, że gdy ją osiągniecie, dane wam będzie dotrzeć do pola świadomego. Niemniej jednak pewne jest, że jeśli nie macie tego wyjątkowego ucha, ryzykujecie, że nie będziecie muzykami, że nie potraficie odtwarzać dźwięków o jakości. Jeśli skrzypek nie ma tego ucha, nie będzie mógł grać. Innymi słowy: jest to niezbędne dla tego, kto musi sięgnąć pewnej płaszczyzny, lecz nie wystarczające.
Sądzę zatem, że chodzi o krzywą odpowiedzi fizyko-akustycznej, której obecność jest konieczna dla wypracowania procesów słuchania. Dlaczego nie istnieje ona u wszystkich osób? W istocie dzieci, przychodząc na świat, mają ją w potencjalności. Lecz dramaty życia, afektywne uderzenia, rodzicielskie i społeczne zakazy, a niekiedy fizjologiczne nędze sprawiają, że dziecko zamyka się na świat słuchania, na uniwersum komunikacji. W swoim pragnieniu, by już nie słuchać, wprowadza zniekształcenia, fadingi; wydłuża obwody odpowiedzi, by móc oddalić się od tych, którzy mu zadają cierpienie, od tych, których nie chce spotkać. Lecz pozostaje więźniem swoich „sznurków", swoich „sztuczek", które pozwoliły mu w danej chwili bronić się przed agresjami świata zewnętrznego. Znajdzie się tym samym zamknięty w sytuacji „przy zamkniętych drzwiach", z której już nie zdoła wyjść. Na płaszczyźnie testu słuchania zauważa się wówczas zniekształcenia, braki względem krzywej idealnej, znajdującej się utajonie w każdym człowieku. Chodzi zatem o wyprostowanie tych zniekształceń, o usunięcie tych braków — odpowiednimi technikami przeznaczonymi do uwolnienia istoty uwięzionej w łańcuchach nie-słuchania.
Zdobycie tej idealnej krzywej odpowiada harmonizacji gry dwóch mięśni ucha środkowego, pozwalającej na stałe regulowanie wewnętrznego ciśnienia w pęcherzyku labiryntowym przez wprowadzenie zjawisk najmniejszej impedancji. Impedancją nazywa się w elektroakustyce lub mechanice proces minimalnego oporu. Należy zatem znaleźć — wzdłuż całej drogi dźwięku przez ucho — miejsca minimalnej impedancji pozwalające uzyskać idealną odpowiedź. Otóż okazuje się, że cały aparat słuchowy, od przewodu zewnętrznego po pęcherzyk wewnętrzny, odpowiada tej idealnej krzywej. To cud natury — kolejny! Ucho ludzkie jest zatem stworzone, dostosowane, modelowane do słyszenia i słuchania. Zniekształcenia, które się tworzą, blokady, które się ustanawiają, deficyty, które się pojawiają — istnieją tylko po to, by zahamować motywację, uniemożliwić wymianę, zaburzyć dialog, zakłócić komunikację.
Czwarte pytanie
Jeśli słucha się w ten idealny sposób, odpowiadający pewnemu napięciu mięśni młoteczka i strzemiączka, uzyskuje się — według Pańskich pism — tłumienie tonów niskich i subtelne odbieranie tonów wysokich. Jaka jest zatem rola błony bębenkowej w tych procesach słuchania?
Profesor Tomatis: Błona bębenkowa wchodzi w pewien stan napięcia, by odgrywać rolę kamertonu wprawiającego w drgania całe pudło czaszkowe za pośrednictwem sulcus tympani. To całe pudło czaszkowe drga i przekazuje dźwięk do pęcherzyka labiryntowego, a nie łańcuch kosteczek słuchowych, który zwykle traktowany jest jako nośnik dźwięku. Łańcuch kosteczek to zespół odgrywający rolę adaptera, regulatora — a nie przekaźnika.
Przewodnictwo dźwięku przez powietrze, a następnie przez kość, musi zatem być badane w sposób komplementarny, by można było następnie wyznaczyć postawę słuchania badanego.
Piąte pytanie
Jaka jest zatem różnica między krzywą powietrzną a kostną?
Profesor Tomatis: Dobrze pan zadaje to pytanie, gdyż jest ono bardzo ważne. Odpowiem natychmiast, że krzywa powietrzna pozwala określić sposób, w jaki badany słucha świata zewnętrznego, a w szczególności drugiego — swojego rozmówcę, tego, kto do niego mówi. Krzywa kostna dostarcza informacji o sposobie, w jaki badany słucha własnego życia wewnętrznego, własnego uniwersum wegetatywnego, własnej świadomości. Jest to krzywa samosłuchania, samokontroli, słuchania wewnętrznego.
W istocie powinna istnieć tylko jedna krzywa, odpowiadająca połączeniu obu słuchań: słuchania zewnętrznego i wewnętrznego. W rzeczywistości istnieje tylko jedna prawdziwa krzywa idealna. Świadomie rozsunięto wzorcowanie obu krzywych (powietrznej i kostnej), by móc rozróżniać różne odpowiedzi i interpretować zniekształcenia. Gdy słuchanie jest doskonałe, krzywe powietrzna i kostna nakładają się, lecz dla ułatwienia analizy wyników wyznaczono krzywe równoległe — krzywa powietrzna powinna znajdować się powyżej krzywej kostnej.
Ideał słuchania: krzywa powietrzna (CA) musi znajdować się powyżej krzywej kostnej (CO), równoległe do siebie. Wszelka rozbieżność powietrze–kość ujawnia dylemat między słuchaniem zewnętrznym a samosłuchaniem.
Oczywiste, że ten rezultat jest rzadko osiągany. Najczęściej stwierdza się zniekształcenia między obiema krzywymi — i te rozbieżności są bardzo interesujące do obserwacji. Naprawdę żałuję, że wśród specjalistów słyszenia wielu nie zwraca uwagi na te różnice, które przynoszą jednak bardzo cenne elementy do postawienia diagnozy. Gdy istnieje zniekształcenie między obiema słuchaniami — gdy zatem istnieje problem wewnątrz samej istoty — stwierdza się nieregularne rozbieżności między przewodnictwem powietrznym a kostnym, wskazujące, że badany słyszy z zewnątrz w sposób inny niż w swoim życiu wewnętrznym. Istnieje rozsunięcie, istnieje dylemat. Można stanąć przed bardzo dobrą krzywą słuchania zewnętrznego (przewodnictwo powietrzne) i mieć w samosłuchaniu (przewodnictwo kostne) znaczne zniekształcenia; i odwrotnie — zaburzenia mogą rysować się na poziomie przewodnictwa powietrznego, podczas gdy przewodnictwo kostne wskazuje słuchanie wewnętrzne wysokiej jakości. Ważne jest zatem badać pozycję względną jednej krzywej w stosunku do drugiej — rozbieżności powietrze–kość (CA/CO) wyrażają w tym wypadku kompensacje.
Szóste pytanie
Jaką postawę należy zatem przyjąć wobec testu słuchania na płaszczyźnie interpretacji? Jakich informacji mogą nam dostarczyć krzywa powietrzna i kostna oraz jakie wnioski można wyprowadzić z badania wykresu prawego i lewego ucha?
Profesor Tomatis: Oczywiste, że ta analiza nie może być dokonywana całościowo, niemal natychmiastowo, jak tylko po długiej praktyce. Z testem słuchania jest jak ze wszystkimi innymi testami. Jego interpretacja wymaga długiej, cierpliwej, drobiazgowej nauki, by ponad nawarstwieniem zebranych informacji wyłonił się całościowy obraz tego, co próba ta jest w stanie wnieść. W istocie z czasem doświadczony tester powinien móc jednym rzutem oka uchwycić całość kolejnych planów rysujących się pod schematem otrzymanych krzywych, by synteza pozwoliła wyciągnąć potrzebne wnioski. Czyż nie jest to zresztą cechą wszystkich testów stosowanych w psychologii?
Wobec testu słuchania należy zatem rozważać kilka parametrów i badać ich wzajemne stosunki. Zaczniemy od wzięcia kilku z nich, których analizę pogłębimy konkretnymi przykładami. Mamy zatem do czynienia z różnymi danymi, które pozwolę sobie państwu przypomnieć:
- krzywa powietrzna (CA)
- krzywa kostna (CO)
- relacja między CA a CO dla każdego ucha
- relacja między CA a CO od jednego ucha do drugiego
By pójść głębiej w pracę interpretacyjną, podejmiemy nowe elementy analizy dotyczące z jednej strony znaczenia wykresu lewego ucha (tego, który jest po prawej w naszych schematach) oraz wykresu prawego ucha (po lewej w schematach), z drugiej zaś — trójpodziału każdego z wykresów w funkcji częstotliwości.
1°) Znaczenie wykresów prawego i lewego
- Wszystko, co odnosi się do lewego ucha, odpowiada uczuciowości, przyczepieniu do przeszłości, matce. Lewa to matka — wiecie o tym od dawna.
- Wszystko, co odnosi się do prawego ucha, odpowiada dynamice, stawaniu się, ojcu. Prawa to ojciec — i tu też niczego nowego państwu nie powiem.
2°) Wyodrębnienie różnych stref wewnątrz każdego wykresu
Należy podzielić każdy wykres na trzy strefy, które rozważymy kolejno od 125 do 8000 Hz. Te pasma dźwiękowe rozkładają się następująco:
- Od 125 do 1000 Hz
- Od 1000 do 3000 Hz
- Od 2000 do 8000 Hz
Odpowiadają one różnym czynnikom, które tu schematycznie ujmuję.
- strefa od 125 do 1000 Hz odnosi się do elementu cielesnego, a w szczególności do wisceralizacji istoty, do jej ego, do jej nieświadomości;
- strefa od 1000 do 3000 Hz to przede wszystkim strefa języka, komunikacji z drugim;
- kolejna strefa, od 3000 do 8000 Hz — czyli strefa wysokich tonów, wyższych harmonicznych — odpowiada duchowości, intuicji, ideałowi badanego, jego aspiracjom.
Trójpodział częstotliwościowy obu wykresów: wisceralność cielesna (125–1000 Hz), język / logika / emocjonalność (1000–3000 Hz), duchowość / intuicja (3000–8000 Hz).
3°) Uściślenia o strefie wisceralności
W swoich interpretacjach trzeba zawsze uwzględniać ten rozkład na poziomie obu uszu i w ich wzajemnym stosunku, gdyż znaczenie analiz lewego ucha będzie różne od znaczenia prawego na płaszczyźnie symbolicznej. Tak strefa znajdująca się po prawej stronie wykresu prawego ucha (duchowość) musi być rozważana w pewien sposób w odniesieniu do strefy znajdującej się po prawej stronie wykresu lewego ucha (która również odpowiada strefie duchowości). Byście państwo lepiej zrozumieli, co tłumaczę, oprzemy się na kilku przykładach. Lecz wcześniej chciałbym podać pewne uściślenia dotyczące strefy zwanej „wisceralności" — odpowiadającej tonom niskim. Wyróżnimy różne rejony:
- na 125 Hz — seksualność
- na 250 Hz — jelito grube
- na 500 Hz — jelito cienkie
- na 1000 Hz — żołądek
Przejdźmy teraz do przykładów:
1°) Jeśli stoisz wobec dwóch krzywych ze szczytami po lewej, lecz nie po prawej, możesz już wnioskować, że badany przeżywa dynamikę nieodpowiadającą jego uczuciowości. Żyje niemal poza sobą, poza swoim głębokim ja. Może to nastąpić w pewnych okolicznościach. Załóżmy, że ktoś wszedł do pomieszczenia, w którym był duszący gaz, i nagle wskutek tego przejściowego zatrucia wystąpił u niego napad astmy. Stwierdzisz wówczas modyfikację głosu, a jeśli przeprowadzisz mu test słuchania — zmianę krzywych: szczyt na 1500 Hz w prawym uchu, podczas gdy w lewym uchu nic się nie dzieje.
Przykład: szczyt na 1500 Hz wyłącznie w prawym uchu — przejściowy napad astmy, bez leżącej u podstaw blokady afektywnej (na dole). U góry — dwie krzywe-odniesienia.
Natomiast jeśli mam szczyt na 1500 Hz zarówno na OG (lewe ucho), jak i na OD (prawe), wiem, że chodzi o stan astmatyczny (lub przynajmniej teren alergiczny) na tle blokady afektywnej. Istnieje problem z matką. Nie mogąc atakować jej samej, badany traumatyzuje u siebie to, co zintegrował jako matkę — tu drzewo oddechowe. Może mieć astmę płucną (duszność) lub krtaniową (suchy kaszel, zwłaszcza w nocy) lub nosową (katar sienny, nieżyt nosa itp.).
2°) Inny przykład. Stwierdzam szczyt na 250 Hz po prawej i po lewej. Chodzi zatem o zaburzenie na poziomie jelita grubego u badanego, który przeżywa somatycznie (OD) zapalenie jelita grubego o pochodzeniu afektywnym (OG).
Przykład: szczyty na 250 Hz po prawej i po lewej — zapalenie jelita grubego o pochodzeniu afektywnym (OG) somatyzowane po prawej (OD).
Jeśli ten szczyt na 250 Hz pojawia się jedynie na wykresie OG, a nie na wykresie OD, oznacza to, że istnieje utajone zapalenie jelita grubego o pochodzeniu afektywnym (wrażliwość na poziomie jelita grubego), które na razie nie manifestuje się — szczyt nie jest obecny na wykresie OD — lecz może wybuchnąć z chwili na chwilę.
Jeśli natomiast ten szczyt na 250 Hz daje się odczuć jedynie na wykresie OD, oznacza to po prostu, że badany źle zjadł poprzedniego dnia — boli go brzuch. Nie przeżywa tego zaburzenia na płaszczyźnie afektywnej. To nie reakcja głęboka.
Szczyt na 500 Hz: zaburzenie jelita cienkiego. W zależności od tego, czy szczyt pojawia się tylko na OD (źle zjadł poprzedniego dnia), tylko na OG (utajona afektywna wrażliwość) czy na obu (afektywne cierpienie somatyzowane), odczyt jest inny.
3°) Trzeci przykład: weźmy krzywą ze szczytem na 500 Hz. Wiem wówczas, że badany ma problem na poziomie jelita cienkiego. Mogę interpretować te krzywe tak samo jak poprzednio, w zależności od tego, czy szczyt manifestuje się na obu wykresach naraz, czy tylko na OG bądź tylko na OD.
Interesujące jest zauważyć, że istnieje zatem różnica reakcji na wykresach w zależności od tego, czy chodzi o jelito grube, czy cienkie. Istnieje nawet znaczna różnica na płaszczyźnie głosowej w funkcji tych zaburzeń. Gdy ma się odpowiednią praktykę, można wiedzieć — samym tylko słyszeniem głosu badanego — czy cierpi na jelito grube, czy cienkie. Jest to normalne, gdyż chodzi o różne pasma przepustowe na płaszczyźnie audio-głosowej. Zdarzało mi się — z kolegami gastroenterologami — przeprowadzać doświadczenia na głosie ich pacjentów nagranym na taśmie magnetycznej. Słuchając jej, mogłem powiedzieć, na jakim poziomie badany cierpi pod względem trawiennym — niemal bez procentu błędu. Pomyślałem wówczas, że modyfikując głos badanego, można by z pewnością poprawić jego stan trawienny. Lecz to inna sprawa, której dziś nie będę rozwijał. Kontynuuję podawanie przykładów.
4°) Jeśli teraz mamy szczyt na 1000 Hz, znajdujemy się wobec zaburzenia dotykającego żołądka. Tak samo zbadasz wykresy OG i OD, by zobaczyć, czy chodzi o zaburzenie ostre (OD), czy o przewlekłą historię (OD + OG) o charakterze afektywnym, czy o wrażliwość (OG), która grozi ujawnieniem się przy najmniejszym osłabieniu organizmu.
Dokonaliśmy zatem przeglądu strefy zwanej „wisceralną" — strefy ciała, strefy ego. Gdy macie szczyty w tym rejonie, nie znaczy to, że chodzi o istotę wisceralną, lecz że badany nie potrafi uwolnić się od własnego uniwersum organicznego — od odgłosów własnych trzewi, od komunikatów, jakie jego ego przechwytuje jako sygnał. Słyszy niekiedy własne łykanie albo serce albo oddech; przeżywa w ten sposób całe uniwersum lęku, które zmusza go do nadmiernego zaabsorbowania sobą. Dlaczego nagle nie zatrzymałoby się jego serce, dlaczego oddech nie jest już taki sam, dlaczego jelito wydaje taki dźwięk? Życie organiczne nabiera takiego znaczenia, że dialog z drugim schodzi na drugi plan. Zresztą najczęściej chodzi o osoby, które nie umieją słuchać tego, co się do nich mówi — które nieustannie mówią o sobie, o swoich dolegliwościach, o swoich bobońkach. Widzicie zatem, że te wskazania są interesujące. Pozwalają poznać stan psychosomatyczny badanego i być poinformowanym o wewnętrznym dźwiękowym uniwersum, w jakim on żyje.
Można naturalnie analizować w ten sam sposób kolejną strefę — strefę języka, sytuującą się między 1000 a 2000 Hz. Trzeba badać, co dzieje się w tym rejonie po prawej i po lewej, szukać, czy istnieje scotoma, czy też przeciwnie — szczyty mogące wyrażać agresywność, mniej lub bardziej podtrzymywaną, mniej lub bardziej wyrażoną, w zależności od tego, czy szczyt jest na OG samym, czy na obu uszach. Jest to istotny element rokowniczy. Możesz bowiem zasygnalizować matce, że w trakcie audio-głosowej edukacji, której zostanie poddane jej dziecko, będzie ono miało taką lub inną reakcję. Jeśli na przykład na OG jest szczyt na 1500 Hz, mogę jej powiedzieć, że reakcja będzie typu oddechowego. Dziecko zacznie się dusić lub sprawi wrażenie, że źle oddycha; niekiedy nawet wystąpi atak astmy (nosowej, gardłowej lub płucnej). Jeśli szczyt jest na 250 Hz na OG, możesz zasygnalizować matce, że jej syn cierpi na brzuch. Zobaczysz, że niewiele ją zaskoczy ta uwaga, lecz pytając, usłyszysz, że dziecko ma od kilku dni biegunkę albo zatwardzenie. Gdy widzę szczyt na 250 Hz, nie mogę powiedzieć, jakie jest zaburzenie trawienne, lecz mogę być pewny, że istnieje problem na tym poziomie — wiem, że to dziecko, jego brzuch do niego mówi; to język, jaki wyraża, i tam właśnie nastąpi reakcja podczas leczenia na płaszczyźnie somatycznej.
Siódme pytanie
A agresywność? Jak pojawia się na wykresach?
Profesor Tomatis: Pewne ciekawe zjawisko pozwala zobaczyć, czy ta agresywność jest wyrażona, czy nie: chodzi o otwarcie lub zamknięcie selektywności. Gdy na wykresie macie ogromne szczyty agresywności, lecz stoicie wobec selektywności zamkniętej, możecie wnioskować, że wszystko to się tli; lecz otoczenie jest tak dominujące, że dziecko jest ściśnięte; nie może niczego powiedzieć, jest zawsze łagodne jak baranek. Gdy oznajmiam matce lub rodzinie, że dziecko jest agresywne, odpowiada się: „nie może być, to najłagodniejsze dziecko, jakie można spotkać". Jeśli matka jest bardzo dominująca, w trakcie edukacji stwierdza się, że stopniowo wszystko się układa, krzywe się modyfikują, lecz zauważa się też, że nic się nie dzieje, bo zasłona się nie otworzyła. Natomiast agresywność manifestuje się, gdy selektywność otwiera się przed uregulowaniem wszystkiego; notuje się wówczas żywe reakcje wobec matki, gdyż to ją dziecko zawsze atakuje pierwszą, czyniąc ją odpowiedzialną za wszystkie swoje cierpienia. Trzeba więc, by następnie uregulował z nią swoje problemy, zanim podejmie inne dialogi — w szczególności ten, jaki musi nawiązać z ojcem.
Jeśli na przykład jesteś przed testem słuchania, w którym selektywność jest zamknięta po obu stronach, wiesz natychmiast, że badany nie ma kontaktu z matką i że tym samym ojciec nie został spotkany. Musisz zatem natychmiast skierować pacjenta do dźwięków filtrowanych z głosu matki, aż otworzy się selektywność. Widzisz wówczas, jak zasłona otwiera się na lewym uchu (uchu obrazu macierzyńskiego — schemat po prawej) i przygotowujesz się, by odkryć dialog z ojcem. Lecz musisz pamiętać: dopóki nie otworzysz selektywności prawego ucha (schemat po lewej), dopóki masz blokady w wysokich, problem matki nie jest w pełni rozwiązany. Krótko mówiąc: obraz macierzyński w zakresie selektywności rozkłada się z jednej strony na całości częstotliwości wykresu lewego ucha, z drugiej zaś — w strefie wysokich tonów schematu prawego ucha (który jest jednak schematem obrazu ojcowskiego).
a) Selektywność zamknięta po obu stronach: brak kontaktu z matką, ojciec nie jest spotkany. Natychmiastowe wskazanie do sesji dźwięków filtrowanych z głosu matki.
b) Po 20 sesjach Filtrowanego Głosu Matki — c) Po 40 sesjach: lewe ucho się otworzyło, lecz prawa strona prawego ucha pozostaje zablokowana powyżej 4000 Hz — znak, że problem macierzyński nie jest jeszcze w pełni rozwiązany.
Ósme pytanie
Czy mógłby Pan wyjaśnić, dlaczego — gdy w trakcie badania selektywności badany popełnia na przykład błąd między 500 a 1000 Hz — mówi się, że selektywność jest całkowicie zablokowana od tej wartości?
Profesor Tomatis: Istotnie — gdy istnieją deficyty analizy w strefie sytuującej się w niskich, jest duże prawdopodobieństwo, że selektywna moc wysokich będzie nieistniejąca. Mogę to państwu twierdzić z doświadczenia, lecz wciąż trudno mi powiedzieć dlaczego. Pewne jest, że badany nie może wykorzystać pasm umieszczonych powyżej strefy nieselektywnej. Stanowi ona swoistą barierę zamykającą badanego w strefie niskich tonów. Można zresztą zauważyć, że jego głos jest pogłębiony, że brakuje mu wyższych harmonicznych.
Innymi słowy: czy istnieje całkowita blokada selektywności, czy tylko blokada między 500 a 1000 Hz na przykład — wynik jest ten sam. Nie będzie możliwości selektywnej analizy w strefach umieszczonych powyżej zablokowanych częstotliwości. Pewne jest, że na płaszczyźnie reedukacyjnej łatwiej i szybciej będzie uzyskać otwarcie, gdy istnieje tylko częściowe zamknięcie. Gdy bariera zostanie usunięta między 500 a 1000 Hz, wszystkie inne strefy bardzo szybko się rozjarzą i badany będzie mógł skorzystać z całej swojej utajonej witalności, która wcześniej była w stanie uśpienia. Tymczasem gdy selektywność jest zablokowana na całości częstotliwości, praca jest dłuższa. Trzeba stopniowo karczować strefy nieuprawne i nadawać im życie.
Z selektywnością jest jak z pewnymi scotomami umieszczonymi w strefie niskich. Stanowią one tę samą barierę uniemożliwiającą człowiekowi wyjście poza strefę „scotomizowaną". Badany nie wykorzysta pasma dźwiękowego odpowiadającego wysokim. Zawsze będzie mówił nisko; jeśli śpiewa, będzie miał trudności z „wchodzeniem" — jak się mówi w branży. Tutaj również można szybko zainterweniować, bo gdy scotoma zostanie wypełniona, wszystkie utajone możliwości wytrysną w olśniewającym snopie i zobaczysz wówczas, jak głos rozjarza się w zaskakujący sposób.
Zjawisko to jest łatwiej wykrywalne dla głosu śpiewanego niż dla mówionego. Gdy mamy scotomę 15 decybeli na 500 Hz, badany może mieć dwa głosy podczas śpiewania. Może wyrażać się doskonale w niskich, a w pewnej chwili przeskakuje ponad scotomą i znajduje się w innym rejestrze. Zdarzało mi się widzieć, jak do mojego gabinetu przychodzą śpiewaczki konsultujące się, ponieważ nagle sądziły, że dają G, a wychodziło im wysokie E. To z powodu scotomy. Umieściłem je pod Oreille Électronique i gdy tylko mogłem przywrócić im jakościową kontrolę (znosząc scotomę), mogły znów śpiewać bez napotykania takich równie zaskakujących, co nieprzyjemnych zjawisk.
Dziewiąte pytanie
W teście selektywności bardzo często stwierdza się, że dzieci nie rozumieją, co się od nich wymaga. Można im tłumaczyć, czym jest dźwięk niski i wysoki — odpowiadają obojętnie, nie dostrzegając różnicy. Co wtedy robić?
Profesor Tomatis: Trzeba przede wszystkim wrócić do zasadniczych zasad tej próby. Zauważam, że niektórzy z państwa lubią sprawić pacjentowi przyjemność, wysyłając mu kilka razy te same dźwięki, aż rozpozna różnicę. W rzeczywistości sprawiacie sobie przyjemność, lecz fałszujecie test i nie wyświadczacie usługi badanemu. Najważniejsze jest, by w danej chwili — i to dość szybko — badany otrzymał jedną informację, a potem drugą, którą musi usytuować względem poprzedniej. Jeśli się myli, nie ma to żadnego znaczenia. Macie po prostu to odnotować. Pewne jest, że jeśli powtórzycie 30 razy, w końcu nie będzie się mylił — lecz nie tak dzieje się w życiu. Gdy człowiek otrzymuje słowo, a potem inne, znajduje się w obowiązku szybko analizować łańcuch werbalny. Tu również, jeśli powtórzysz mu dziesięć razy to samo słowo, niewątpliwie w końcu je zrozumie — ale to zjawisko nie zachodzi w dynamice zdania.
Co do dzieci, normalne, że test trudniej przeprowadzić niż u dorosłych. Lecz to kwestia pedagogiki. Edukator musi nauczyć się wyrażać tak, by dziecko zrozumiało, czego się od niego oczekuje. A jeśli nie rozumie poleceń, znaczy to, że w życiu również nie postrzega subtelnej różnicy między jednym słowem a drugim. Nie wie, co znaczy „wyższy", „niższy", bo nie ma obrazu ciała, bo jest dyslateralny. Jego odpowiedzi są charakterystyczne dla niemożności analizowania docierających doń informacji. W niektórych ośrodkach zajmujących się dziećmi z opóźnieniem edukatorzy skarżą się niekiedy, że nie mogą przekazać poleceń. „Nie rozumieją, czego się od nich wymaga, co jest wysoko, a co nisko" — mówią o dzieciach, jakie mają badać. Aż pewnego dnia podczas bilansu kontrolnego stwierdzają, że dziecko dostrzega różnicę między 500 a 125 Hz — to dlatego, że w tym momencie zaczyna integrować to, czego się od niego wymaga, zaczyna rozumieć, co się do niego mówi.
Macie zatem trzymać się odpowiedzi, jakich udziela lub nie udziela w pierwszej analizie. Łańcuch mówiony zbudowany jest z tysięcy fonemów, które trzeba umieć rozróżnić, by słowo osiągnęło swoje prawdziwe znaczenie. Test selektywności jest właśnie zrobiony po to, by rozpoznać możliwości słuchowe badanego wobec czystego dźwięku — co stanowi ogromne uproszczenie wobec słowa. Czysty dźwięk, jak nazwa wskazuje, jest dźwiękiem ogołoconym ze wszelkiej wieloznaczności, łatwym do rozróżnienia od innego i do usytuowania względem niego. Jeśli zatem człowiek nie potrafi przeprowadzić tej selektywnej operacji między czystymi dźwiękami, jak chcecie, by mógł rozróżniać subtelności, nieskończone wariacje i wielorakie barwy, jakimi przybiera słowo wewnątrz zdania?
Ucho ludzkie ma wyjątkowe możliwości analizy. Może odbierać na 1000 Hz różnicę 3 Hz; może też wykryć kierunek tej zmiany, rozpoznać, czy chodzi o dźwięk 997 Hz, czy 1000 Hz, sytuując je przy tym na skali częstotliwości. W konsekwencji łatwo rozróżnia różnicę istniejącą od jednej oktawy do drugiej; jest bowiem cały świat między dwoma czystymi dźwiękami wysyłanymi do ucha badanego.
Dziesiąte pytanie
Dotychczas mówiliśmy głównie o dzieciach. Lecz często napotykamy te same trudności u młodzieży i dorosłych. Odpowiadają obojętnie w teście selektywności „niżej, wyżej, niżej, wyżej" — jakby nie chcieli zrozumieć, czego się od nich wymaga. Czy są inne polecenia do zastosowania?
Profesor Tomatis: Nie. Macie trzymać się tego, czego was nauczono w przeprowadzaniu tego testu. I nie macie za wszelką cenę dążyć do tego, by odpowiedzi były dobre. Nie służy niczemu rozpoczynać próbę od nowa pod pretekstem, że osoba nie zrozumiała, czego się od niej wymaga. Niektórzy dorośli, by nie wyglądać na głupich, by udać, że umieją odróżnić jeden dźwięk od drugiego, odpowiadają cokolwiek na badaniu. W rzeczywistości nie umieją rozróżnić różnicy; często mylą wysokość z natężeniem; mają bardzo niewielkie możliwości selektywne wobec niektórych dźwięków, zwłaszcza w strefie wysokich, która jest najbardziej subtelna. Lecz nie chcą się do tego przyznać. Zostawcie ich w ich postawie i odnotujcie błędy.
Najbardziej zaskakujące, jakie widziałem w tego rodzaju badaniach, to odpowiedzi zebrane u niektórych śpiewaków, muzyków lub tancerzy. Tenor ma inne możliwości selektywne niż bas — tak samo skrzypek poruszą się w innych strefach niż na przykład inny instrumentalista. Co do tancerzy, mają na ogół bardzo ubogie ucho. Praktycznie nie słyszą — pod względem selektywności — niczego powyżej 500–1000 Hz. Postrzegają jedynie rytmy właściwe ciału. Niektórzy stają się sławnymi tancerzami właśnie dlatego, że potrafią odciąć strefę melodii. Nie są wielkimi muzykami; są wielkimi rytmikami.
Jedenaste pytanie
Jakim testem zdołał Pan ustalić, że dzieci mają ucho muzyczne?
Profesor Tomatis: Przez kontrreakcję na poziomie głosu. Dzieci wszystkie śpiewają, śpiewają czysto, natychmiast odtwarzają muzykę. Mówię oczywiście o dzieciach normalnych, które nie doznały poważnych traumatyzmów afektywnych. Nie wiem, czy obserwowali państwo dziecko wobec tematu muzycznego. Integruje go, odtwarza śpiewając lub grając na instrumencie, tańczy go, miminuje, przeżywa. Jest muzyką. Ona stanowi integralną część jego ciała. I dlatego edukacja przez muzykę, zwłaszcza w klasie przedszkolnej, jest tak ważna. Zbyt łatwo dziś zapominamy o tej fundamentalnej zasadzie, gdyż przede wszystkim chcemy intelektualizować nauczanie, chcemy uczynić z dzieci istoty wypełnione wiedzą. I właśnie wówczas zaczynają się trudności. Inteligencja musi dojrzewać powoli na ciele gotowym do przyjęcia języka.
Dziecko na początku ma ucho muzyczne, bez zniekształceń, bez deformacji. Naszym błędem jest zbyt szybkie przyklejanie do tego jeszcze kruchego układu nerwowego wiedzy, semantyki, które wnoszą zaburzenia psychologiczne. Wówczas wielkimi krokami nadchodzą problemy i kompleksy. Dziećmi najmniej narażonymi są te z opóźnieniem rozwoju. Nie mogąc dotrzeć do świata inteligencji, pozostają wrażliwe na muzykę dzieci, którą bardzo cenią i łatwo odtwarzają. Bardziej uzdolnione dziecko będzie chciało pójść dalej, szybciej wejść w językowe uniwersum, które je przyciąga i ku któremu starsi (rodzice i nauczyciele) będą próbowali je popychać. I właśnie od tego momentu pojawiają się zniekształcenia. By nie słyszeć pewnych nieprzyjemnych rzeczy, pewnych głosów, dziecko będzie scotomizować, będzie kurczyć swoją słuchową przesłonę, będzie oddalać się od komunikacji, wybierając najdłuższe obwody. Stanie się wówczas leworęcznym słuchowo, wobec czego utraci wszystkie możliwości słuchania języka — i naturalnie muzyki. Zacznie fałszować, a ponieważ będą się z niego śmiać, zamilknie na długo.
Dwunaste pytanie
Czy szczyty agresywności, o których Pan przed chwilą mówił, pojawiają się na krzywej powietrznej, czy kostnej?
Profesor Tomatis: Na ogół te chropowatości spotyka się na obu krzywych, lecz w niektórych przypadkach istnieje kompensacja krzywej powietrznej względem kostnej. Można doskonale, powtarzam, umierać wewnętrznie, dając przy tym wrażenie — przynajmniej przez pewien czas — radzenia sobie z teraźniejszością. Lecz ta postawa fasadowa w końcu się załamuje — i wtedy jest dramat. Trzeba mieć się na baczności wobec ludzi, którzy kompensują, gdyż pewnego dnia nadchodzi załamanie. Można je przewidzieć, badając krzywą badanego — w stosunkach istniejących między CO a CA.
Trzynaste pytanie
Jakich informacji może nam dostarczyć krzywa płaska, prostoliniowa?
Profesor Tomatis: Krzywa prosta nie pozwala na analizę. Wydaje się to wynikać z braku zróżnicowania od oktawy do oktawy. By ucho mogło rozróżniać zmiany, trzeba interwałów — swego rodzaju stopni — pozwalających wykryć różne wysokości dźwięków. Na płaszczyźnie fizjologicznej można próbować wytłumaczyć to zjawisko w ten sposób: najmniejszy niski hałas maskuje wszystkie inne. Ucho wewnętrzne jest aparatem działającym przy stałym ciśnieniu; to manometr, akcelerometr — tak że gdy tylko pojawia się niska częstotliwość, a tym samym brakuje napięcia, by ją wytłumić, ta niska częstotliwość wymazuje wszystkie inne. Mamy tu do czynienia ze zjawiskiem maski.
Badany wykazujący płaską krzywą w istocie słyszy tylko niskie i nie potrafi analizować na poziomie wysokich. Zauważcie, że taka krzywa spotykana jest u osób mających pogłębiony, pozbawiony barwy głos. Spotyka się ją dość często u osób z opóźnieniem rozwoju, u badanych mających niewielkie możliwości analizy na poziomie korowym. Skoro nie mogą posługiwać się dźwiękami wysokimi do ładowania kory mózgowej, można w pewnej mierze zrozumieć ich trudności z integracją i rozumieniem.
Obecność wstępującego nachylenia jest konieczna, by ucho mogło blokować niskie częstotliwości, tłumić je, tak by używana była proksymalna część ślimaka — w szczególności w strefie poświęconej językowi. Jest to swoiste dla ucha ludzkiego. Słyszenie niektórych zwierząt jest pod względem pasm przepustowych znacznie bardziej rozwinięte niż nasze: delfin na przykład słyszy do 200 000 herców, niektóre nietoperze, niektóre wampiry — do 150 000 herców; pies słyszy do 45 000 herców. Lecz to wyniki niewielkie wobec zdolności, jaką ma ucho ludzkie do słyszenia języka. A ta część subtelnej analizy wymaga, by nie była mu przeszkadzana percepcja niskich częstotliwości.
Dlaczego ta strefa języka jest tak ważna? Ponieważ reprezentuje w istocie obraz ciała. Jeśli spróbujesz sporządzić tablicę częstotliwości, zauważysz, że dźwięki najniższe (16–20 cykli) odpowiadają dolnej części ciała człowieka. A jeśli będziesz kontynuować tę analizę w języku, stwierdzisz, że każda długość fali dotyka, informuje pewną część ciała — od stóp aż po głowę — niskie dźwięki odpowiadają dolnej części, a wysokie (krótkie fale) — części górnej. W ten sposób rozłożone, częstotliwości języka są dostosowane do ciała ludzkiego, by móc je informować w całości.
Czy to język wyrzeźbił ciało ludzkie? Czy to ono zmusiło język do zamknięcia się w strefach częstotliwości umożliwiających kontrolę schematu cielesnego? Wybiorę pierwszą hipotezę, pamiętając, że człowiek jest synem dźwięku, i często rozważając jedno z wielkich zdań Hermesa Trismegistosa: „To dźwięk wytworzył ucho. A jeśli chcesz poznać dźwięk, naucz się najpierw badać ucho". W kwestii języka ludzie rzeźbią swoje ciała w funkcji dźwięków, jakie emitują. Te dźwięki są zresztą silnie zależne od cech akustycznych miejsca. Często przywołuję zjawisko Amerykanina ze Stanów Zjednoczonych. Stworzony jest z bardzo różnorodnej mieszanki narodów przybyłych z Anglii, Niemiec, Francji, Włoch itd. — wszystkich wykazujących dość wyraźne odrębności językowe. We wspólnej akustycznej atmosferze kontynentu amerykańskiego wszyscy zaczynają nosalizować (podczas gdy Włoch i Anglik w szczególności nie mają w swoim języku żadnej nosówki) — jak okoliczny Indianin. Przyjmują tę samą psychomorfologię co on; ich twarz spłaszcza się, stają się wysocy; innymi słowy — przyjmują inny obraz ciała w funkcji emitowanych dźwięków.
Istnieje zatem bardzo istotna kontrreakcja: język — schemat cielesny. Dlatego można odczytać na teście słuchania zintegrowany obraz ciała, od stóp (niskie częstotliwości) po głowę (wysokie częstotliwości).
Czternaste pytanie
Czy może Pan podać uściślenia o tej analizie postawy cielesnej w funkcji testu słuchania, z udziałem kręgosłupa?
Profesor Tomatis: Tak. Sama postawa podlega słuchowym kontrreakcjom, poprzez grę pęczków nerwowych wychodzących z woreczków przedsionkowych ku korzeniom przednim rdzenia. Dwiema drogami każdy korzeń ruchowy — trzymający pod swoim panowaniem całą muskulaturę cielesną — sam jest cybernetycznie zależny od kontroli przedsionkowej.
Pęczki, które wymieniam dla porządku, nie chcąc obciążać tego wykładu, to — przypominam — pęczki przedsionkowo-rdzeniowe homolateralne (Deitero-rdzeniowe) oraz pęczki przedsionkowo-rdzeniowe heterolateralne wychodzące z jądra Rollera. Zaznaczmy tu mimochodem fakt, który uważam za istotny, a który zbyt często bywa pomijany: pęczki homolateralne, czyli proste, niedekusowane, są zdecydowanie najliczniejsze. Jest to punkt kapitalny na płaszczyźnie lateralności.
Tak więc dzięki obwodom przedsionkowym dynamiczne i statyczne działanie odzwierciedla się w całościowej postawie kręgosłupa. Do tej funkcji stałego podporządkowania przedsionkowo-cielesnego dochodzi inna, nie mniej istotna, mająca swoje źródło w zespole przedsionkowym, który — wychodząc z tego samego punktu, zwoju Scarpy — promieniuje drogą wstępującą ku jądrom dachu, Schwalbego i Bechterewa. Dzięki temu zespołowi drogi okuło-głowowo-skrętne znajdują się pod nadzorem przedsionkowym. Widzą państwo zatem ich znaczenie. Nie będę się tu dłużej zatrzymywał, wskazując jednak, że III, IV i V para są ze sobą powiązane w swoich aktywnościach, od których ściśle zależy gra II pary czaszkowej — czyli nerwu wzrokowego.
Ta cielesna dynamika i statyka są tym bardziej kontrolowane przedsionkowo — a tym samym odzwierciedlone w naszych testach — że wszystkie elementy neurologiczne, do których nawiązujemy, mają swoje zmysłowe kontrreakcje protopatyczne (czyli w dziedzinie nieświadomych mechanizmów) na poziomie archaicznych części móżdżku, poprzez pęczki zmysłowe Fleschinga i Gowersa.
Korykalizacja tego zespołu — czyli przebudzenie świadomości epikrytycznej tego utajonego obrazu, nieświadomie prowadzonego i rozmyślnie wprowadzanego w mechanizmy rzeźbiące jego obrysy — pojawia się wraz z systemem ślimakowym. Profil audiometryczny przybiera wówczas inny wymiar — ten, jaki znamy — gdyż ten niezbędny dopełniacz, jakim jest ślimak, jest tu po to, by przekształcić analizę impulsu mechanicznego odbieranego przez pęcherzyk labiryntowy w aktywność akustyczno-dźwiękową. Czego nie czyni głuchy, jak państwo pamiętają — niezdolny do dokonania tego przekładu. Tak więc dzięki nowszej części kory mózgowej oraz poszerzeniu móżdżku tego samego poziomu czasowego, te neoformowane piętra ewoluują współbieżnie z neo-uchem: ślimakiem.
Każde czytanie krzywej słuchania ujawni temu, kto potrafi je rozszyfrować, mechanizmy psycho-somatycznych kontrreakcji — poprzez grę mięśniowo-kostną. Można by oczywiście napisać o tym całą książkę, lecz tu zadowolimy się przywołaniem głównych linii. Przypomnijmy najpierw, że można rozważać kilka rodzajów interpretacji, ze względu na fakt, że każda część ciała reprezentuje w swojej skali całość ciała. Może być zatem tyle rozwinięć, ile jest stawów do uszczegółowienia. Weźmy jako przykład prace Nogiera z Lyonu, który opracował aurikuloterapię wychodząc od małżowiny usznej. Lekarz ten odkrył na małżowinie zespół punktów odpowiadających różnym miejscom ciała i mógł w ten sposób — dzięki akupunkturze — działać bardzo precyzyjnie na organizm wzięty w jego całości. Tak samo ze ślimakiem, który ma metameryczną i segmentalną reprezentację całego ciała.
Dziś podejmiemy reprezentację kręgosłupa i głowy. Dorzucę szybką analizę wewnętrznej aktywności błędnej, przypominając, że nerw błędny, czyli płucno-żołądkowy, czyli X para, pozostaje silnie związany z napięciem bębenkowym — a więc ze słuchaniem. Krzywe odczyta się na podstawie zapisu powietrznego i kostnego. Niemniej skupimy się bardziej na krzywej kostnej, jeśli chodzi o przewodnictwo kostne cielesne, które oznacza w pewnym sensie „wewnętrzność".
Idąc od niskich do wysokich, napotkamy następujące punkty:
- 125 Hz: miednica i stopy — narządy płciowe
- 250 Hz: złącze miedniczno-lędźwiowe — jelito grube — kolano
- 500 Hz: złącze grzbietowo-lędźwiowe — jelito — łokieć
- 1000 Hz: rejon środkowo-grzbietowy — żołądek
- 1500 Hz: część grzbietowo-szyjna — płuco
- 2000 Hz: rejon szyjno-potyliczny
- 3000 Hz: czaszka w górnej części
Należałoby oczywiście rozwinąć odczyt całej patologii związanej z tymi zjawiskami, ujawniającej psycho-somatyczne reperkusje zapaleń jelita grubego, schorzeń jelita cienkiego lub agresji żołądka typu wrzodowego, egzemy kolana lub łokcia czy astm — tyle psychologicznych fiksacji na ciele stającym się w danej okoliczności zaworem regulacji psychicznych zaburzeń, które nie mogą się rozpuścić i rozwiązać w inny sposób.
Interesujące byłoby rozważyć nową siatkę testu słuchania uwzględniającą te różne rozważania. Aby móc badać pozycję ciała w funkcji częstotliwości, można by przewidzieć odczyt pionowy, a nie poziomy. Człowiek byłby tam reprezentowany w swojej całościowej postawie cielesnej, tak ściśle związanej z postawą psychiczną. Lecz to tylko projekt do pogłębienia, by każdy z nas mógł zaproponować nowy schemat.
Co do położenia głowy — tu również krzywa kostna wzięta jako całość ujawnia postawę pudła czaszkowego w funkcji postawy słuchania. Jeśli niskie dominują do 500 Hz na przykład, część czołowa jest tym samym wyższa niż potyliczna. Innymi słowy, płaszczyzna przechodząca przez najwyższy punkt czoła znajduje się wyżej niż wierzchołek. Natomiast jeśli krzywa jest idealna, wstępująca o 6 dB/oktawę, wierzchołek (vertex) zajmuje swoje miejsce i staje się punktem najwyższym — jak nazwa wskazuje.
Piętnaste pytanie
Czy mógłby Pan podać kilka uściśleń o głuchotach organicznych oraz tych, które mają pochodzenie psychiczne?
Profesor Tomatis: Konieczne jest istotnie wyraźne rozróżnienie tych dwóch rodzajów niedosłuchu. Niekiedy trudno wprawdzie ustalić, czy chodzi rzeczywiście o trudność słuchania spowodowaną organicznym uszkodzeniem, czy o odmowę słyszenia o pochodzeniu psychologicznym. Lecz ponieważ nie wolno przeoczyć rzeczy poważnej, na poziomie diagnozy lepiej zachować ostrożność.
Gdy stoisz wobec głuchoty jednostronnej lub obustronnej — to znaczy, gdy stwierdzasz znaczny deficyt, czy to na przewodnictwie powietrznym, czy kostnym, czy na obu — musisz natychmiast pomyśleć o sprawdzeniu ucha badanego u specjalisty laryngologa, chyba że pacjent ma przy sobie raport opisujący choroby i interwencje, jakie miał w tej dziedzinie i które wyjaśniają głuchotę.
Przyjrzymy się więc schematycznie różnym przypadkom uszkodzenia słuchu o pochodzeniu organicznym, grupującym się w trzy typy głuchot:
- głuchota przewodzeniowa
- głuchota odbiorcza
- głuchota mieszana
a) Głuchota przewodzeniowa
Odpowiada modyfikacji aparatu zwanego „przewodzeniowym". Zwyczajowo grupuje się pod tym terminem wszystkie elementy, których funkcją jest przekazywanie do pęcherzyka labiryntowego dźwięków przychodzących z zewnątrz. Należy zatem szukać, jakie przeszkody mogą wyrosnąć na drodze dźwięku, który — według klasycznego podziału — przechodzi przez ucho zewnętrzne i środkowe, by dotrzeć do wewnętrznego. Osobiście uważam, że istnieją tylko dwa bloki: ucho zewnętrzne i ucho wewnętrzne, a ucho środkowe jest miejscem pośrednim między mechanizmami zewnętrznymi a wewnętrznymi. Zaburzenie zwane „przewodzeniowym" pojawia się zatem na poziomie tych dwóch pięter.
Przeszkody mogą być różne i dotyczyć:
- kanału słuchowego zewnętrznego: czop woskowiny, kostniak przewodu, zewnętrzne zapalenie ucha z czyrakami, egzema itd.
- błony bębenkowej — przez pogrubienie lub ubytek substancji
- jamy bębenkowej: zapalenie ucha środkowego, surowicze, krwiste lub ropne, a nawet suche
- łańcucha kosteczek: zapalenie kosteczek, a zwłaszcza zrost podstawy strzemiączka (otoskleroza)
- przydatków: trąbki Eustachiusza (nieżyt trąbki) i jam wyrostka sutkowatego (zapalenie wyrostka)
Głuchota przewodzeniowa: krzywa kostna (przerywana) pozostaje normalna, podczas gdy krzywa powietrzna (linia ciągła) opada równolegle. Stosunek CA/CO jest odwrócony.
W przypadku głuchoty przewodzeniowej krzywa kostna pozostaje normalna, podczas gdy krzywa powietrzna opada — pozostając ogólnie równoległą do kostnej. Stosunek CA/CO (powietrze/kość) jest zatem odwrócony. Innymi słowy: aparat Cortiego pracuje dobrze — ujawnia to przewodnictwo kostne — lecz aparat służący do przekazywania dźwięku do piętra wewnętrznego jest wadliwy.
Niewiele jest innych rozwiązań niż usunięcie przeszkody. To otolog ma interweniować, to jemu przypada pierwszeństwo opieki — od zwykłego usunięcia czopu woskowiny po mobilizację strzemiączka. Chirurgia głuchoty jest dziś bardzo dopracowana i daje znakomite wyniki. Nie powinieneś więc wahać się — gdy stoisz na przykład wobec otosklerozy — skierować pacjenta do specjalisty zdolnego odblokować ucho.
Nie ma sensu próbować reedukować pacjenta z otosklerozą. Można jednak mu pomóc, gdy przewodnictwo kostne zaczyna się załamywać, by późniejsza interwencja była skuteczniejsza. Najwięcej możesz pomóc po interwencji — dwa lub trzy miesiące po — pozwalając uwolnionemu uchu nauczyć się słuchać, analizować, rozróżniać dźwięki, których nie słyszało od lat. Sygnalizuję pewne zaburzenia pojawiające się po interwencji, zwłaszcza gdy operowano lewe ucho przed prawym. Otoskleroza jest często obustronnym uszkodzeniem słuchu. Gdy chirurg interweniuje, najpierw operuje jedno ucho — zazwyczaj bardziej deficytowe — a kilka tygodni lub miesięcy później drugie.
Oczywiście warto operować w pierwszej kolejności prawe ucho, które jest — jak wiecie — najważniejsze pod względem kontroli języka, pamięci, koncentracji itd. Lecz gdy z określonych powodów specjalista zaczyna od lewego, musisz wesprzeć pacjenta, kierując go pod Oreille Électronique w oczekiwaniu na uwolnienie prawego ucha. Usłyszysz, jak po operacji lewego ucha mówi, że lepiej słyszy, lecz nie odzyskał całkowicie równowagi, lub ma migreny, lub luki w pamięci, lub nie potrafi się skoncentrować, lub kilka z tych objawów naraz. Twoja rola polega na przeprowadzeniu z nim dostosowanego programu pozwalającego z jednej strony zharmonizować jego lewe słyszenie, z drugiej zaś — wesprzeć prawe ucho w oczekiwaniu na operację. Jeśli — z tego czy innego powodu — to ostatnie nie może być operowane, to znaczy jeśli pacjent musi zadowolić się słyszeniem głównie lewym uchem, można również interweniować pod Oreille Électronique, regularnymi kuracjami, każąc pracować zwłaszcza prawemu uchu z filtrowaną muzyką i pewnymi sybilantami. Dla tekstów zawsze warto ustawić równowagę na 10 lub 7, by osoba dobrze odbierała zdania i się nie zniechęcała.
Oto co krótko można powiedzieć o głuchocie przewodzeniowej i sposobach jej leczenia. Pewne jest, że w tej ewentualności otolog ma swoje słowo do powiedzenia. Nie chodzi nam o wkraczanie na jego teren — wręcz przeciwnie. W wielu przypadkach jest jedynym uprawnionym do prowadzenia działań. Niemniej pożądane byłoby, by ze swojej strony zatroszczył się o różne przedłużenia, jakie można nadać zwykłym badaniom. Istnieją bowiem — poza jego arsenałem terapeutycznym — techniki mogące pomóc pacjentowi przed lub po jego własnej interwencji w celu poprawy zdolności słuchania. Często kieruję osoby z otosklerozą do wybitnego specjalisty z Béziers, który operuje znakomicie i osiąga wyjątkowe wyniki. Gdy słuch pacjenta jest w stanie pracy, mogę wówczas — kilkoma sesjami edukacji słuchowej — dopracować pracę na płaszczyźnie słuchania, ucząc świeżo zoperowanego badanego celować w dźwięki, analizować je, pewnym sposobem zbiegać ku komunikacji.
Nasze techniki mogą być również cenne, gdy chodzi o zaaparatowanie pacjenta z otosklerozą. Poza interwencją, o której mówiliśmy, istnieje bowiem inny sposób pomocy w słyszeniu: aparat słuchowy. Dla niektórych osób, których krzywe wykazują ogromne zniekształcenia, dobrze jest rozważyć kilka serii sesji edukacyjnych pod Oreille Électronique, by zharmonizować krzywe i ewentualnie podnieść progi. Badany jest wówczas znacznie łatwiej przystosowany do aparatu — gdyż zniekształcenia zniknęły. Niektórzy protezyści przysyłają nam swoich klientów, by skorzystali z naszych technik przed zakupem aparatu. To pozwala im uniknąć ich powrotu — niezadowolonych z protezy i wściekłych, że nie słyszą dobrze.
b) Głuchota odbiorcza
jest drugim rodzajem głuchoty, który teraz omówimy. Uszkodzenie nie wpłynie tu na stosunek CA/CO, lecz na sam kształt krzywej, modyfikowanej globalnie przez uszkodzenie wysokich częstotliwości.
U góry: głuchota odbiorcza, globalne uszkodzenie krzywej przez upadek wysokich (deficyt ślimakowy). U dołu: głuchota zawodowa charakteryzująca się V na 4000 Hz typowym dla narażenia na traumatyzmy dźwiękowe.
W tym rodzaju niedosłuchu uszkodzony jest aparat odbiorczy. Istnieje deficyt ślimakowy. Z jednym jednak zastrzeżeniem: uszkodzenie mechaniki strzemiączkowej z powodu braku tonusu mięśnia strzemiączka może wytworzyć krzywą tego samego typu. Ważne jest wykrycie tej ewentualności, gdyż otwiera ona perspektywy odzyskania, co nie jest bez znaczenia.
W tej kategorii głuchot mieszczą się wszystkie uszkodzenia toksyczne — lekowe (streptomycyna, kanamycyna itd.) lub inne (alkoholizm, palenie tytoniu, kiła, wirusy, różyczka itd.) — oraz traumatyzmy dźwiękowe z pojawieniem się głuchoty typu zawodowego, charakteryzującej się dobrze państwu znanym V na 4000 Hz. Uszkodzenie to powoli ewoluuje i sięga średnich częstotliwości, modyfikując możliwości słuchania na poziomie języka. Osoba w końcu słyszy, lecz nie rozumie już, co się do niej mówi.
c) Głuchota mieszana
stanowi trzecią kategorię głuchoty. Jak nazwa wskazuje, należy do typu łączącego oba poprzednie zaburzenia — czyli jest splotem obu tych procesów patologii otologicznej. Jej cechy ujawniają zaburzenia mechanizmów przewodnictwa złączone z uszkodzeniami zjawisk percepcji. Połączenie tych dwóch zaburzeń, łatwych do wykreślenia, czyta się na grafice jako odwrócenie krzywej powietrze–kość — jak opisaliśmy przy badaniu głuchoty przewodzeniowej — oraz spadek wysokich na obu krzywych CA i CO, które oczywiście pozostają równoległe — jak wymaga tego głuchota przewodzeniowa.
Głuchota zawodowa w trakcie ewolucji (u góry), następnie głuchota już silnie zaznaczona (u dołu) — staje się trudna do odzyskania i nieaparatowalna.
Głuchota mieszana: splot głuchoty przewodzeniowej (odwrócenie CA/CO) i głuchoty odbiorczej (spadek wysokich na obu krzywych, które pozostają równoległe).
W ten sposób mogliśmy podejść do badania głuchot zwanych pochodzenia organicznego. Podałem państwu w tej okoliczności jedynie główne klucze pozwalające wykryć — w głównych zarysach — istotne cechy, które muszą zwrócić uwagę edukatora, by mógł skierować do specjalisty otologa anomalie nieleżące w jego kompetencjach. Trzeba jednak wiedzieć, że w niektórych przypadkach możliwe jest zastosowanie naszych technik — lecz tylko duża praktyka może pomóc w postawieniu diagnozy różnicowej tych anomalii.
Próba edukacji słuchowej pod Oreille Électronique przez kilka sesji — około dwudziestu — może stanowić jeden z najlepszych sposobów wyeliminowania źródeł błędu. Po szybkich modyfikacjach, jakie mogą zajść na obu krzywych lub na jednej z nich, można poznać, czy pochodzenie organiczne jest decydujące, czy nie. Tak — w przypadku niektórych głuchot przewodzeniowych nietypowych dla otosklerozy zdarza się, że krzywe „się ruszają", co dowodzi, że łańcuch kosteczek może być jeszcze ruchomy środkami reedukacyjnymi. Stwierdza się to często u dzieci, u których przypadki otosklerozy są zresztą bardzo rzadkie. Wówczas można pomyśleć o głuchocie pochodzenia psychicznego, o odmowie słuchania, która ustępuje pod wpływem psycho-zmysłowego podejścia realizowanego pod Oreille Électronique z odpowiednim programem. Natomiast jeśli proces kostnienia przekroczył granice, niemożliwe będzie interweniować w przewodnictwie powietrznym, które pozostanie zastygłe, podczas gdy przewodnictwo kostne — jak właśnie powiedziałem — może niekiedy poprawić się zauważalnie, pozwalając tym samym na większą skuteczność przewidywanych środków: chirurgii lub aparatu.
Zanim przejdziemy do innych głuchot — psychologicznych — chciałbym powiedzieć kilka słów o zaburzeniach towarzyszących, jakie towarzyszą tym różnym rodzajom głuchot: bólach głowy, szumach, zawrotach, mdłościach itd. We wszystkich przypadkach możesz ulżyć pacjentowi — co już bardzo dużo. Dobrze prowadzona edukacja powinna spowodować, w 9 przypadkach na 10, zniknięcie tych różnych zaburzeń — przez ponowne zrównoważenie całego aparatu przedsionkowego i tonifikację błony bębenkowej.
Głuchoty psychologiczne
Przejdźmy teraz do głuchot psychologicznych. „Nie ma gorszego głuchego niż ten, kto nie chce słyszeć". Wszyscy znacie ten leitmotiv i wszyscy go przeżywacie codziennie, reedukując dzieci i dorosłych, którzy świadomie postanowili przestać słuchać, którzy odcięli komunikację z otoczeniem. Przypominam, że istota ludzka dysponuje kilkoma środkami, by odłączyć słuchanie. Można to stwierdzić, badając wykresy odpowiadające tej polityce nie-komunikacji. Oto kilka głównych linii:
a) Badany może najpierw obniżyć progi swojego słyszenia, by przestać słyszeć wyraźnie. Stoisz wówczas wobec niedosłuchu — łagodnego lub już zaznaczonego — dotykającego obu uszu lub jednego z nich. To, że jest to lewe lub prawe ucho, daje ci już wskazania o problemie afektywnym pochodzenia rodzicielskiego, leżącym u podstaw tego niedosłuchu.
b) Człowiek postanowił zamknąć zasłony, by przestać widzieć, co dzieje się na zewnątrz. Selektywność jest zablokowana — czy to na całości częstotliwości po prawej i po lewej, czy tylko na części skali dźwiękowej dla obu uszu lub jednego z nich. Omówiliśmy tę kwestię przed chwilą, przywołując problem selektywności.
c) Trzeci „chwyt" polega na zmąceniu kart — na nieumieniu rozpoznać, skąd przychodzi dźwięk, na życiu w zamęcie. To gwar charakteryzujący zaburzenia spatializacji, będące przedmiotem trzeciej próby testu słuchania.
d) Wreszcie istnieje możliwość ustawienia drugiego na dystans przez wybór najdłuższych obwodów — czyli przez chodzenie drogą leworęczności słuchowej. Widzisz wówczas na audio-laterometrze, jak lewy obwód audio-głosowy staje się dominującym.
Oto co możemy dziś powiedzieć — w ramach tego Kongresu — o różnych głuchotach pochodzenia organicznego lub psychicznego. Oczywiste, że mogliśmy przywołać tylko kilka głównych linii. Konieczne byłoby pogłębienie tych zagadnień w kolejnych spotkaniach pozwalających na precyzyjne studia przypadków.
Szesnaste pytanie
Co należy zrobić wobec osoby, która po operacji nadal słyszy akordeon?
Profesor Tomatis: Najpierw należałoby uściślić, czy wewnętrzne dźwięki, jakie słyszy, są rzeczywiście charakterystyczne dla muzyki granej przez akordeonistę — w tym przypadku można by myśleć o fantazmie, o halucynacji dźwiękowej — czy też chodzi o szumy uszne, które mglisto przypominają dźwięk akordeonu, lecz są bardziej zbliżone do bzykań lub gwizdów ucha zwykle spotykanych w niektórych przypadkach głuchoty.
Zdarza się, że interwencja, choć przywraca funkcję słuchową, nie eliminuje całkowicie towarzyszących zaburzeń stanowiących trudności słuchania. Nie wolno nam tej szansy zmarnować — musimy zrobić wszystko, by te różne objawy zniknęły. Z pewnością często spotykali państwo w swojej praktyce osoby cierpiące na bzykanie i zawroty głowy — i znacie piekło, w jakim ci pacjenci żyją. To zupełnie przerażające — słyszeć stale wewnętrzne dźwięki i żyć w stałym stanie zawrotu.
Jeśli przyjmiemy drugą hipotezę — halucynacji dźwiękowych — musimy oczywiście przyjąć inną postawę i kontynuować dochodzenia na płaszczyźnie psychologicznej. Psycho-zmysłowe podejście pod Oreille Électronique może być również bardzo skuteczne, przywracając człowiekowi pragnienie i możliwość komunikowania się ze światem zewnętrznym, dialogowania z otoczeniem, myślenia o innych — zamiast zamykania się w egotycznej postawie wartującej mu dość nieoczekiwane interpretacje.
To pytanie przypomina mi eksperyment przeprowadzony w Sainte-Anne piętnaście lat temu. Poprosiłem o zbadanie halucynujących, by poznać ich zdolności słuchowe. Wówczas zaskoczyło mnie stwierdzenie, że ci chorzy psychicznie mieli w istocie dwa progi słyszenia. Pierwszy, bardzo subtelny, bardzo cienki, wywoływał odpowiedzi typu: „proszę, już to słyszę — głos, który mówi do mnie co wieczór, który mówi mi to i tamto". Następnie, naciskając na osiągnięcie progu intensywniejszego, otrzymywałem refleksje typu: „Ach! Tak, słyszę hałas" — z komentarzami w rodzaju „jest jasny", „jest ciemny", „jest niebieski" lub „czerwony" lub „tłusty" itp.
Istnieją zatem u tych pacjentów dwa rodzaje słuchowych odniesień, które zresztą istnieją u wszystkich, lecz których nie interpretujemy w ten sam sposób. Pierwszy próg, tak subtelny, tak nikły, jest progiem szumu molekularnego, ruchu Browna, do którego można dotrzeć, przyjmując postawę słuchania. Jest tym, co nas doładowuje, co jest nam konieczne, by dotrzeć do pewnych stref myśli, lecz nie jest u nas obowiązkowy. Drugi, cięższy, bardziej materialny, sytuuje się na poziomie niższym i łączy się z powszechnymi troskami świata dźwiękowego.
Wiele nauczyłem się, żyjąc z nimi i reedukując niektórych z nich. Ich różne refleksje na temat tego, co słyszeli, pozwoliły mi zrobić wielkie postępy w badaniach. Gdy mówili: „to dźwięk dzwonka", „to dzwon wsi dzwoni", „to szum morza", „to szum fal"… myślałem, że mają rację i że odbierają rzeczy, których nasz rozum nie pozwala nam już słyszeć. Mogłem w ten sposób dialogować z nimi na zupełnie innej płaszczyźnie niż ta, jaką napotyka się zwykle w uniwersum konwersacji — i mogłem, wciąż dzięki naszym technikom, obniżyć ich progi tak, by mogli zrównać się z poziomem zwykłych śmiertelników. Gdy zostało dokonane podłączenie, alienacja oczywiście znikła, gdyż odniesienia stały się te same. Wyciągnąłem niejednego ze szpitala…
Problem dźwiękowych interpretacji wychodzących od hałasu, a niekiedy od czystego dźwięku, naprowadził mnie wówczas na test, o którym mówiłem kilka lat temu w jednym z moich wykładów i który mogła zrealizować i opublikować szwajcarska psycholożka — odsyłam państwa do referencji bibliograficznej, jeśli sobie życzą. Chodziło o przeprowadzenie swoistego dźwiękowego Rorschacha wychodzącego od określonych z góry hałasów i odnotowanie różnych interpretacji. Wyniki bardzo dobrze ujawniały psychiczne uniwersum jednostek. Z pewnością zdarzało się państwu zastanawiać, co dzieje się, gdy słyszycie hałas w nocy — i z pewnością zafundowali sobie państwo niezły strach, podczas gdy chodziło tylko o trzaskające drzwi lub trzeszczącą belkę.
Sądzę zatem, że jest tu wielka praca do wykonania w tym kierunku — i zapraszam wszystkich do myślenia o tej dźwiękowej próbie, mogącej dawać nadzwyczajne wskazania o wewnętrznym świecie pacjentów, jakimi się zajmujemy. Wszystkie sugestie będą mile widziane, byśmy mogli opracować pełną baterię pozwalającą sporządzać statystyki na podstawie wyników uzyskiwanych w każdym Ośrodku.
Siedemnaste pytanie
Co sądzić, gdy stoi się wobec badanego, który ma znakomite prawe ucho, lecz lewe deficytowe — krzywa powietrzna zaczyna opadać od 3000 Hz aż do 60 decybeli, a krzywa kostna umieszcza się powyżej, czyniąc zygzaki?
Profesor Tomatis: Jeśli z góry wykluczyłeś hipotezę historii organicznej (dawne zapalenie ucha z paracentezą, urazy ucha itd.), musisz oczywiście pomyśleć o pochodzeniu psychologicznym.
Pierwsza reakcja mogłaby być taka: „To lewe ucho, więc nic poważnego — prawe jest nietknięte". Wszyscy wiemy, że prawe ucho jest istotne we wszystkich procesach kontroli, lecz nie znaczy to, że lewe nie ma żadnego znaczenia. Powtarzam: zawsze musi istnieć harmonizacja między lewym a prawym. Ponownie zatem wyłania się problem lateralności z jego symbolami i wielorakimi implikacjami.
Skoro chodzi o lewe ucho, musisz od razu pomyśleć o problemie macierzyńskiej relacji. Istnieje przyczepienie do matki — tak że dynamika, stawanie się, ojciec, których reprezentantem jest prawa, pozostają jeszcze mitem. Istnieje blokada, istnieje zmęczenie. Gdy tylko człowiek chce ruszyć naprzód, robić plany, podjąć nową sprawę — jest zatrzymywany, jest cofany. Wszystko zaczyna, niczego nie kończy. To polityka porażki. Pozostaje uwięziony w problemie macierzyńskim — i dopóki go nie rozwiąże, nie będzie mógł iść dalej.
Gdy mówię, że istnieje blokada na poziomie matki, oznacza to wewnętrzny problem relacyjny — sprawę ego, własnego ja, nieświadomości w stosunku do transcendentnego „ja" — „ja" z „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam" pełnej świadomości. Tu obracamy się w „Ja, nie mogę iść naprzód, ja jestem zmęczony, ja to, ja tamto". To ostrza nieświadomości się wynurzają. To nieświadomość się wyraża, a nie świadomość. Gdy ta ostatnia się pojawia, obie krzywe przybierają znajomy kształt, o którym wielokrotnie mówiliśmy w trakcie tych dni pracy.
Co więc robić wobec takiego dossier? Waga problemu macierzyńskiego wymaga oczywiście, by w pierwszej kolejności podjąć edukację w słuchaniu wewnątrzmacicznym opartą na głosie matki. Narodziny dźwiękowe powinny nastąpić po tym okresie płodowym i być rozdzielone dość intensywnie, by badany mógł wreszcie odczepić się od macierzyńskiego rdzenia. Następna faza nie powinna polegać na próbie „wciągania" lewego ucha przez utrzymywanie równowagi na 7 (sznurek po prawej) lub umieszczanie sznurka po lewej z równowagą na 1. Należy przeciwnie szybko zlateralizować na prawą — i wówczas zaskoczy cię, że lewe ucho znacznie się poprawi. Trzeba bowiem pomyśleć, że istnieją ogromne kontrreakcje obu-uszne, w szczególności przez połączenia opuszkowo-mostowe, jak pęczek Rasmussena, który przerzuca most między dwoma ślimakami.
Osiemnaste pytanie
Sądzę, że zrozumiałem, iż dziecko bardzo szybko po narodzinach traci część percepcji wysokich. Czy z tego powodu filtruje się głos ojca w strefie raczej niskiej, między 300 a 800 herców, jak sądzę?
Profesor Tomatis: Otwieranie się słuchowej przesłony dziecka przebiega bardzo stopniowo. Prawdą jest, że przy narodzinach — od 10. dnia dokładniej, czyli od momentu, gdy trąbka Eustachiusza opuszcza swój płyn — dziecko zostaje zanurzone w dźwiękowej „czerni", która nie pozwala mu już słyszeć wysokich częstotliwości doskonale postrzeganych w życiu płodowym. Nie umie jeszcze ciągnąć swojej muskulatury w środowisku powietrznym, by odzyskać percepcję wielkich wysokich — i jego ucho będzie musiało przez lata wykonywać pracę akomodacji, zbieżności, by odnaleźć wyższe sfery komunikacji. Trzeba poczekać do wieku 4–5 lat, by je zobaczyć wymawiające bardzo prawidłowo sybilanty.
Co do spotkania z ojcem — w podejściu, które jeszcze nie odpowiada prawdziwemu dialogowi, jaki dziecko podejmie znacznie później — uwzględniamy to stopniowe otwieranie się i filtrujemy głos ojcowski tak, by pojawił się najpierw w paśmie od 300 do 800 Hz, potem od 300 do 2000 Hz, potem od 300 do 4000 Hz; wreszcie otwieramy całkowicie zasłonę, gdy poprzednie etapy nie wywołały u dziecka oślepienia ani żywych reakcji.
Przypominam, że ten okres spotkania z głosem ojcowskim oznacza bardzo ważny etap na drodze realizacji istoty. Jeśli problem macierzyński jest w pełni rozwiązany i jeśli — po przygotowaniu językowym przeprowadzonym dzięki sprytnie ustanowionemu programowi — może rozpocząć się dialog z ojcem, partia jest wygrana. Istota wprowadzona w wyjątkową dynamikę życia będzie mogła sprostać wszystkim trudnościom egzystencji ze zaskakującą siłą.
Lecz wszyscy wiemy, że sprawy nie zawsze idą tak dobrze i że ten słynny etap „ojcowski" jest jednym z najtrudniejszych do przekroczenia. Edukator musi do niego podchodzić bardzo ostrożnie, by konfrontacja nie była dramatyczna i nie wywołała zjawisk regresji, wewnętrznego cofania się, które spowodują utratę czasu. Sądzę zresztą, że pierwsze podejście powinno odbywać się w głosie ojcowskim filtrowanym przy 8000 Hz — na tej wysokiej altitudzie, gdzie problemy rozwiązują się na innym planie. Lecz to tylko hipoteza, o której będę państwu znów mówił, gdy ją zeksperymentujemy.
Dziewiętnaste pytanie
Skoro dziecko traci wysokie przy narodzinach i słyszy już tylko niskie, jak to się dzieje, że ma głos wysoki, a niekiedy nawet bardzo wysoki?
Profesor Tomatis: Nie należy mylić głosu wysokiego z głosem cienkim, ostrym, nikłym. Dziecko w istocie ma „mały" głos wpisujący się w wąskie pasmo. Jest niewiele harmonicznych w głosie dziecka. Stwierdzacie to zresztą, gdy słyszycie, jak niektórzy mali śpiewacy próbują „wchodzić" w wysokie. Ich wysokie nuty są niekiedy nieco sztywne i brak im tego gęstego, bogatego snopu harmonicznego, jaki spotyka się u niektórych dorosłych.
Głos małego dziecka jest mono-harmoniczny lub mono-pasmowy. Ujawnia jeszcze wąskie otwarcie słuchowej przesłony, podobne zresztą do tego u „haute-contre", którzy są — jak zapewne państwo wiedzą — śpiewakami mogącymi „wchodzić" bardzo wysoko w skali. Znałem jednego z nich, który miał głos zupełnie wyjątkowy, i gdy go usłyszałem, pomyślałem, że rozsadzi mi wszystkie lampy katodowe podczas analizy głosu. Otóż nie przekraczał 1500 herców. Boskom śpiewał Mozarta, lecz robił to w wąskim paśmie, które było jego rejestrem.
Dwudzieste pytanie
Co dzieje się, gdy przeprowadza się test słuchania u badanego, który trzyma się tak, jak trzeba, by słyszeć wysokie? Czy odpowiedzi są inne w zależności od postawy pacjenta?
Profesor Tomatis: Tak, oczywiście — lecz gdy przeprowadzasz test słuchania u człowieka, czynisz to, by poznać jego postawę w codziennym życiu, która najczęściej jest postawą nie-słuchania. Oczywiste, że jego odpowiedzi będą inne, gdy poprosisz go, by trzymał się prosto, by ułożył głowę w sposób odpowiadający subtelnej percepcji wysokich itd. Lecz ponieważ nie jest to jego zwykła postawa, takie podejście będzie miało tylko wartość doświadczenia.
Sami z pewnością stwierdzili państwo — w trakcie koncertu na przykład — jak różna jest muzyka, gdy słucha się jej w „postawie wysokich", czy gdy zapadasz w fotel. Wracamy wówczas do uwag, jakie poczyniliśmy niedawno o położeniu głowy w teście słuchania. Percepcja wysokich wyznacza pewien zapis, podczas gdy percepcja niskich wyznacza inny. Pierwsza, odpowiadająca maksymalnemu napięciu mięśnia strzemiączka, odnajdywana jest w doświadczeniach Amerykanów Möllera, Schmitta i Regera — z krzywą 12 dB/oktawę, podczas gdy druga odwołuje się do rozluźnienia muskulatury strzemiączkowej i pogrąża istotę w depresyjnym uniwersum tonów niskich.
Ideałem oczywiście jest być stale w postawie słuchania dźwięków wysokich. Wymaga to przygotowania wymagającego pewnego treningu. Przed chwilą przywołałem prace zespołu badaczy, którzy wykazali w końcu, że można uwarunkować ucho ludzkie do słyszenia na kilka sposobów — co w istocie staram się mówić od 25 lat. Stwierdzili oni, że ciągnąc mięśnie młoteczka i strzemiączka, można wyznaczyć nachylenie co najmniej 15 decybeli między 250 a 1000 Hz.
To napięcie mięśni ucha środkowego musi być zatem stale poszukiwane — w jakichkolwiek okolicznościach. Jeśli jesteś zanurzony w nieprzyjemnym, dysharmonicznym uniwersum dźwiękowym, bogatym w niskie częstotliwości, lub jeśli musisz słyszeć rzeczy bezwartościowe lub wypowiadane w sposób agresywny — masz tak się ułożyć, by wejść w postawę słuchania wysokich, by się doładować i skorzystać z maksimum dźwiękowego otoczenia, unikając przy tym strony negatywnej. Osobiście robię to zawsze w samolocie, by przybywać świeżym i wypoczętym w miejsce, gdzie najczęściej muszę natychmiast konsultować lub wygłaszać wykład. Zawsze tak się ustawiam, by być w postawie słuchania wysokich podczas lotu — podczas gdy obok widzę ludzi załamanych, unicestwionych przez niskie częstotliwości i drgania przekazywane przez aparat.
Dlaczego dźwięki niskie są tak niebezpieczne? Ponieważ wymagają od ciała większego wydatku energetycznego, niż kora mózgowa otrzymuje pobudzeń. Dźwięki takie jak te z tam-tamu mają właśnie za cel poruszać ciałem i umieścić poddanego im człowieka w stanie wtórnym, w swoistej hipnozie oddającej go na łaskę szamana. Podczas gdy dźwięki wysokie — jak te w chórach gregoriańskich — doładowują badanego, prowadzą go ku świadomości, nie wciągając jednak w ruchomy obraz cielesny. Zakończmy mówieniem o pieśniach wojskowych, które łączą oba procesy: doładowują badanych, każąc im przy tym maszerować jak jeden mąż.
Dwudzieste pierwsze pytanie
Czy istnieje krzywa charakterystyczna dla depresanta?
Profesor Tomatis: Tak — podobnie jak istnieje krzywa charakterystyczna dla paranoika, dla osoby roszczeniowej itd. Krzywa depresanta ma ten ogólny kształt krzywej opadającej od niskich ku wysokim — co jest odwrotnością krzywej doładowania. Mogą oczywiście pojawić się różne ewentualności, w zależności od tego, czy jednostka kompensuje swój stan depresyjny, czy nie. Możesz wówczas mieć schemat, w którym stwierdzasz stan depresyjny na poziomie krzywej kostnej. Krzywa powietrzna natomiast przeczy temu i pozwala badanemu pozornie dawać sobie radę.
Nie należy mylić depresji z wyczerpaniem. Często ktoś przychodzi do ciebie, bo czuje się przygnębiony. W istocie jest wyczerpany i nie umie się już doładować. Stoisz wówczas wobec zapisu, w którym krzywa kostna nie opada.
Z reguły możesz wnioskować o obecności stanu depresyjnego, gdy widzisz krzywą kostną opadającą od niskich ku wysokim.
Dwudzieste drugie pytanie
Co jest podporą mogącą uczynić jedność tego wszystkiego? Czy jest to podpora neuronowa, czy psychologiczna?
Profesor Tomatis: Biorąc pod uwagę płaszczyznę, na jakiej takie pytanie grozi nas postawić, byłoby nieco złudne chcieć na nie odpowiedzieć, nie wdając się przynajmniej w bezdrożną filozoficzno-psycho-fizjologiczną diatrybę. Pamięta się o niekończącym się sporze, jaki przeciwstawił Arystotelesa Anaksagorasowi co do prymatu mózgu i ręki. Który z tych dwóch narządów pozwolił człowiekowi być tym, kim jest? Nikt nie potrafi na to odpowiedzieć.
Tak samo i u nas. W perspektywie, w jakiej stawia nas zadane pytanie, psychika jest równie konieczna jak układ nerwowy — jej instrument — tak jak skrzypce są konieczne skrzypkowi. Jedno potrzebuje drugiego, by odpowiedzieć wyższej instancji, którą jest tu muzyka. Dla nas to wezwanie ku transcendencji ustanawia naszą uwagę wokół słuchania, prowadząc człowieka ku jego polu świadomemu.
Wyłoniona w pewnym sensie przez złożoną organizację neuronową, której nie sposób ujść, istota ludzka znajduje się tym samym w obowiązku odpowiedzi — w swojej skali — motywacjom manifestującym się u niej jako pragnienie komunikacji, rozumienia, poznawania. W istocie te motywacje są jedynie zastrzykami przychodzącymi nie wiadomo skąd — prawdziwymi inkursjami świadomości działającej jako pierwsze manifestacje życia, które ożywia istotę.
Konkluzja
Ten szereg pytań mógłby być przedłużony w nieskończoność — tak ogromne jest pole badań dotyczących testu słuchania. Wydaje się więc zbędne, po tym pierwszym studium, podkreślać wartość tej próby, która ma znaczenie wyjątkowo doniosłe.
Pozostaje wprawdzie wiele do zrobienia, i profesor Tomatis jest tego głęboko świadom. Jeśli zależało nam na zebraniu informacji, jakie zechciał nam przekazać przy okazji naszego III Międzynarodowego Kongresu, to dlatego, że również uważamy interpretację testu słuchania za istotną.
Te badania, tak bogate w nauki dla audio-psycho-fonologii, muszą być cierpliwie podejmowane, poszerzane, podpierane szeroką praktyką, aby prace prowadzone w tym kierunku miały skuteczne przedłużenie w dziedzinie diagnozy i terapii.
Liczne kolejne spotkania skupione na tym samym przedmiocie i przeprowadzone wokół bardzo zróżnicowanych studiów przypadków pozwolą — w nadchodzących latach — opracować pełne dzieło o interpretacji testu słuchania, którego znaczenie nie umknie wszystkim tym, którzy zajmują się problemami relacji istoty ludzkiej z otoczeniem.
Dokument źródłowy
Niniejszy artykuł wiernie odtwarza całość tomu wydanego przez Société d’Audio-Psycho-Phonologie w czerwcu 1974 roku — czterdzieści osiem stron zawierających oryginalne schematy audiometryczne ilustrujące przykłady przywoływane przez profesora Tomatisa. Cyfrowa wersja tomu jest dostępna do wglądu i pobrania w formacie PDF:
Źródło: A.A. Tomatis, „Considérations sur le test d’écoute", tom wydany przez Société d’Audio-Psycho-Phonologie, 4 rue Cozette – 80000 Amiens, czerwiec 1974, czterdzieści osiem stron. Wypowiedzi zebrane podczas III Międzynarodowego Kongresu Audio-Psycho-Fonologii (Antwerpia 1973). Dokument cyfrowy pochodzący z osobistych archiwów Christophe’a Bessona.