Niniejszy artykuł próbuje krótko przedstawić ewolucję tej wspaniałej maszyny reedukacyjnej, jaką jest Oreille Électronique à effet Alfred Tomatis, którą produkuję od 1992 roku.

Znaczna część tych informacji pochodzi z lektury autobiograficznego dzieła L’oreille et la vie, wydanego w Robert Laffont w 1977 i 1990 roku, oraz z anegdot przeżytych lub zebranych w bliskim otoczeniu Alfreda Tomatisa.

Wszystko zaczęło się w 1945 roku. Alfred Tomatis opuścił lotnictwo wojskowe i ukończył studia medyczne ze specjalizacją w otorynolaryngologii. Pracował jednocześnie jako foniatra zewnętrzny w służbie szpitala Bretonneau, pod kierunkiem dr. Maurice’a Lallemanta, oraz jako konsultant Arsenałów Lotniczych.

Uzyskawszy pozwolenie na prowadzenie pewnych dochodzeń w dziedzinie słuchu wśród pracowników Arsenałów — pracujących w warunkach niemal stałej agresji akustycznej — Alfred Tomatis tworzy swoje pierwsze „laboratorium". Instalacja była w istocie jedynie skromnie przystosowaną piwnicą węglową: stół, kilka krzeseł, prowizoryczne oświetlenie i audiometr.

Zaczął — bez większego powodzenia — zbierać wyniki u robotników, którzy w tym okresie obawiali się, że badanie posłuży do dokonania selekcji. Wyobrażali sobie, że wszyscy ci, których słuch nie da satysfakcji, mogliby zostać odsunięci ze swojego stanowiska — a być może nawet zwolnieni.

Tymczasem w 1946 roku, zachęcony do kontynuowania na tej drodze przez swojego przełożonego dr. Lallemanta, Alfred Tomatis urządził się na własny koszt w mieszkaniu — służącym mu jednocześnie za osobiste laboratorium i za gabinet prywatnych interwencji chirurgicznych.

We współpracy z drami Maduro i Lallemantem publikuje wówczas dzieło poświęcone problemom głuchoty zawodowej. Publikacja ta przyniosła mu większe powodzenie u personelu gromadzącego się wokół arsenałów — i bardzo szybko stwierdził spektakularne modyfikacje w wynikach badanych, których miał już okazję wcześniej badać. Wszystko działo się tak, jakby zmiana postawy psychicznej przekształciła ich słuch. Uzyskiwał niemal wyłącznie wyniki gorsze niż wcześniej.

Od tej chwili poświęcił dużą część swoich wysiłków szukaniu sposobu, by uczynić audiometrię bardziej obiektywną (audiometria dynamiczna). Stwierdził wówczas, że osoby zanurzone w hałas nie słyszą w ten sam sposób, co osoby w ciszy — że ich słuch zmienia się, gdy zaczynają mówić, i pogarsza się, gdy jedzą. Prowadził te obserwacje w laboratorium akustycznym Arsenałów lub we własnym laboratorium — pozwoliły mu wskazać palcem pewne zjawiska, które znacząco posunęły jego prace.

Pętla audio-głosowa (1946)

Próbując pomóc dwóm barytonom, których wysłał mu ojciec — a którzy zawsze mieli kłopoty z głosem, gdy wznosili się ku wysokim tonom — Alfred Tomatis stwierdził zjawisko kompresji, sprawiające, że śpiewali coraz bardziej fałszywie, a powyżej pewnego progu produkowali zawsze ten sam dźwięk. Na wszelki wypadek poddał ich próbom audiometrycznym, jak czynił to z robotnikami Arsenałów. Kwestia szczęścia czy intuicji? Tak czy inaczej, to badanie — pozornie bez związku z ich kłopotami — miało skierować go we właściwą stronę. Studiując ich krzywe słuchowe, spostrzegł, że obie wykazują uszkodzenie na tym samym poziomie. Przypominało to dziwnie to, co obserwował u osób dotkniętych głuchotą zawodową.

Jakie wyjaśnienie dać temu zjawisku? Zadał sobie pytanie, czy ci dwaj barytoni nie uszkodzili sobie uszu śpiewaniem. Była to hipoteza, której żadna z przyjętych teorii nie pozwalała potwierdzić.

A jednak odpowiedź już ją przeczuwał — należało tylko uświadomić ją sobie. Sama myśl, że wokalista jest swoim pierwszym słuchaczem, pomogła mu, gdy powiedział: „Słyszę, że śpiewam fałszywie!". Obrócił problem: jeśli śpiewa fałszywie, to dlatego, że źle siebie słyszy. Źle słysząc siebie, nie mógł się kontrolować. By dobrze śpiewać, trzeba szczególnej percepcji emisji głosowej przez samego badanego. Zła jakość tego „autosłuchania" była za wszystko odpowiedzialna. Innymi słowy: nie krtań należało obciążać, lecz właśnie ucho — to ucho, nad którym pracował już od kilku lat!

Takie były szczęśliwe zbiegi okoliczności badań naukowych!

Jego intuicja została potwierdzona daleko poza nadzieje. Po raz kolejny ucho ukazywało mu się jako fundamentalny instrument fonacji. Gdy jego dokumentacja została wystarczająco zasilona obserwacjami tego rodzaju, mógł sformułować propozycję, która miała być punktem wyjścia wszystkich jego dochodzeń i wszystkich przyszłych odkryć: „badany odtwarza głosowo tylko to, co jest w stanie usłyszeć".

Eksperymentalnie stwierdził, że „dziurze" widocznej w audiogramie słuchu badanego zawsze odpowiada inne zapadnięcie w spektrum częstotliwości, jakie badany jest w stanie produkować.

Wyraził odkryte prawo w prostym zdaniu: „śpiewa się swoim uchem". Jesteśmy wówczas w 1947 roku.

Od tej chwili pracował z zapałem nad zjawiskiem autokontroli śpiewaków. Powiedzieć, że głos odtwarza tylko to, co ucho słyszy, nie implikuje wcale, że badany jest w stanie emitować wszystko, co odbiera. Dobra emisja wymaga bowiem nie tylko dobrego słuchania, ale i dobrego autosłuchania. Przejście z jednego do drugiego jest tym, co odróżnia dobrego śpiewaka od pozostałych. Im sławniejszy śpiewak, tym bardziej rygorystyczna kontrola, jaką sprawuje. Kontrola ta jest najczęściej autokratyczna, ale nie jest przez to nieświadoma. Struktura autosłuchania ustanawia się jedynie progresywnie, dzięki pracy nad głosem.

Alfred Tomatis nabył przekonania, że głos odtwarza wyłącznie to, co ucho słyszy!

Krzywa słuchowa pozwala na liczne przewidywania co do sposobu, w jaki badany wyraża się głosowo. Odwrotnie — głos tłumaczy i zdradza (ze względu na istnienie autosłuchania) funkcjonowanie ucha. W konsekwencji wpadł na pomysł zbadania — za pomocą nagrań — cech słuchu wielkich śpiewaków, których nie mógł badać bezpośrednio, w szczególności Enrica Caruso. Jeśli następnie udałoby mu się narzucić jego wzorcowe „uszy" przyszłym pacjentom, mógłby być może uwolnić ich od zaburzeń.

Zauważył w szczególności, że powyżej 2000 herców Caruso miał zawsze co najmniej 18 decybeli opadu ku niskim. W istocie Caruso bardzo źle słyszał drogą powietrzną w wysokich częstotliwościach — lecz śpiewał tak znakomicie dzięki swojej głuchocie, która działała jak rodzaj filtra. Słyszał bowiem jedynie własny śpiew, nie zaś dźwięki zewnętrzne — gdyż jego autosłuchanie dokonywało się drogą kostną: czaszka, klatka piersiowa itd.

Czemu więc nie spróbować dać — przynajmniej tymczasowo — Carusowskiego słuchania osobom dotkniętym uszkodzeniem swojego autokontroli głosowej?

Jeśli teoria ta była prawdziwa, musiało zajść coś pozytywnego. Założył więc słuchawki na uszy swoich pacjentów i narzucił im to słuchanie za pomocą montażu złożonego z mikrofonu, systemu filtrów, wzmacniacza i słuchawek. Reakcja była natychmiastowa: wszyscy bez wyjątku poczuli, że stają się euforyczni — w słuchawkach śpiewali nieporównanie lepiej niż wcześniej; lecz gdy ściągał im słuchawki, wszystko stawało się trudne jak poprzednio.

Od 1948 do 1952 roku Alfred Tomatis używał tego montażu, który pozwolił mu udowodnić swoje teorie. Gdy sztucznie wprowadzano „dziury" (lub skotomy w języku naukowym) w słuch badanego — za pomocą systemu filtrów, by zablokować przejście pewnych częstotliwości — modyfikowało się tym samym jakości głosowe badanego. W zależności od położenia tych skotomów w spektrum słuchowym jego głos stawał się bądź bardziej dźwięczny, bądź bardziej nosowy, bądź jaśniejszy, bądź cieplejszy itd.

Kontynuując badania w tym kierunku, wkrótce spostrzegł, że w autokontroli oba uszy nie są wzywane w ten sam sposób. Weźmy na przykład trzy poziomy kolejnego wypracowania tego, co zwykło się nazywać „uchem muzycznym":

  1. zdolność słyszenia i doceniania muzyki;
  2. zdolność jej czystego odtwarzania;
  3. zdolność jej odtwarzania nie tylko czystego, lecz z jakością.

Równowaga słuchowa (1948)

Podczas swoich badań Alfred Tomatis spostrzegł, że mamy dwoje uszu, ale każde pełni inną funkcję. Główną funkcję pełni prawe ucho — „kierujące".

Funkcjonalna dyferencjacja opiera się jednak na dyferencjacji organicznej. Co się dokładnie dzieje? Szlak impulsu neuronowego doprowadzającego przez nerw błędny jest dłuższy od kory do lewej ściany krtani niż od kory do prawej ściany krtani. Z tego powodu w obwodzie autosłuchania łączącym aparat słuchowy z krtanią prawe ucho znajduje się bliżej narządów fonacyjnych niż lewe.

Alfred Tomatis wnioskuje stąd, że prawy obwód obejmuje pięć głównych etapów:

  1. Prawe ucho.
  2. Słuchowy ośrodek lewego mózgu.
  3. Motoryczny ośrodek krtaniowy lewego mózgu.
  4. Mięśnie fonacji.
  5. Droga usta–prawe ucho.

A lewy obwód obejmuje ich sześć:

  1. Lewe ucho.
  2. Słuchowy ośrodek prawego mózgu.
  3. Transfer mózgowy do lewego ośrodka słuchowego.
  4. Motoryczny ośrodek krtaniowy lewego mózgu.
  5. Mięśnie fonacji.
  6. Droga usta–prawe ucho.

Różnica tkwi w mózgowym transferze do lewego ośrodka słuchowego — niezbędnym z racji tego, że motoryczny ośrodek krtaniowy znajduje się w lewym mózgu. Ten transfer stanowi element opóźnienia, które można zmierzyć. W zależności od osób waha się między 0,0 a 0,40 sekundy (między 0,10 a 0,20 sekundy, a zwłaszcza przy 0,15 sekundy, systematycznie wywołuje jąkanie).

Różnicowanie obojga uszu jest ważne: prawe „mierzy" częstotliwości najwyższe, podczas gdy lewe przejmuje pałeczkę dla częstotliwości niższych. To zjawisko obciążone jest konsekwencjami.

Eksperymentalnie Alfred Tomatis wykazał, że prawe ucho zdoła chwytać wysokie częstotliwości — bardziej kierunkowe (krótka długość fali i wysoka częstotliwość) — do odległości 70 cm, podczas gdy lewe ucho chwyta częstotliwości niskie (długa fala, niska częstotliwość) do odległości 140 m.

Matematyczna relacja długości fali i częstotliwości jest odwrotnie proporcjonalna — to znaczy, im wyższa częstotliwość, tym krótsza długość fali, i odwrotnie. Z tego powodu lewouszny słuchowo jest jakby rzucony przez swoje ucho nie tylko daleko od swojego rozmówcy, ale i daleko od swojego własnego ciała — gdyż nie zdoła go osiągnąć długością fal, jakimi się posługuje. Tak wygnany ze swojego własnego słowa, jego ciało staje się ofiarą niezgrabności.

Bascule / przełącznik (1950)

W 1950 roku Alfred Tomatis poświęcił się szukaniu podstaw audiometrii obiektywnej — w nadziei opracowania naprawdę skutecznej terapii odzyskiwania głosu dla śpiewaków, którzy uszkodzili lub stracili głos. Zaczął nawet myśleć o budowie aparatu edukacji i reedukacji audio-głosowej. Bascule podsunęło mu dość ciekawe doświadczenie przeżyte z jednym z pacjentów — francuskim śpiewakiem najwyższej klasy, który stracił głos. Alfred Tomatis zastosował u niego rozmaite swoje terapie z bardzo dobrym skutkiem. W pełni odzyskał głos. Podczas śpiewu regularnie potykał się jednak na słowie „trono". Pierwsze O w Trono emitowane na la bémol stanowiło dla niego nieprzezwyciężalną przeszkodę.

Alfred Tomatis porównał go ze swoimi nagraniami Caruso i spostrzegł, że emisja obu wokalistów nie była w ogóle taka sama! Francuz wzywał krtań i w jednym wypchnięciu wyrzucał słowo „trono" — dając wrażenie, że wszystkie elementy są w ciągłości. Caruso przeciwnie — wprowadzał pewną nieciągłość przez „kliknięcie" (krótki moment pauzy), którego niepodobna lepiej zdefiniować bez ilustracji dźwiękowej.

Alfred Tomatis pomyślał, że ma tu interesujący przedmiot badań — i zabrał się do mierzenia długości tego „kliknięcia", które zapewniało lepszą kontrolę i ułatwiało lepszą emisję głosową. Dzięki wcześniejszym odkryciom pomyślał, że jeśli śpiewak realizuje ten czas pauzy, przygotowuje swój głos do wymowy następnych nut. Stąd jego pomysł — by francuskim śpiewakom puszczać nagrania Caruso jako pomoc w pokonywaniu trudności.

Pierwsza Oreille Électronique (1952)

Pierwszy aparat, który zintegrował bascule, tak by zapewnić warunkowanie autosłuchania, zbudowano w 1952 roku. Jego ostateczne dopracowanie stanowiło jeden z istotnych etapów drogi naukowej.

1952 — Wejście Mikro, Warunkowanie 1 i 2, Powietrzny, Równowaga

Schematycznie Oreille Électronique obejmuje dwa korektory tonalności Baxendalla, zwane zwyczajowo kanałem C1 i C2 — pozwalające na „warunkowanie" ucha. Pozwala podmiotowi przejść ze słuchania własnego (wadliwego) głosu do słuchania głosu dostosowanego. Używał ręcznych przełączników, które miały kilka wad: ich hałas zakłócający przekaz informacji oraz uciążliwą obsługę. Ważne bowiem było wykonywanie przełączeń kanału we właściwej chwili (ani z wyprzedzeniem, ani z opóźnieniem), by nie zakłócać natychmiastowego — choć tymczasowego — warunkowania, ani szansy uzyskania trwałego efektu długoterminowego.

Dopiero od tej chwili Alfred Tomatis mógł czynić szybkie postępy w sprawach reedukacji i dokonywać rozmaitych odkryć. Dzięki swojej maszynie Alfred Tomatis uzyskał warunkowanie słuchowe — by ucho mogło przyjąć postawę autosłuchania sprzyjającą emisji o jakości. Postawa ta jest możliwa dzięki napięciu mięśni młoteczka i strzemiączka (dwóch mięśni jamy bębenkowej). Dla Alfreda Tomatisa te dwa mięśnie pozycjonowały kosteczki i pozwalały dostosowywać dźwięki ucha środkowego — by przekazać je ślimakowi (uchu wewnętrznemu). Ten jest miejscem rozłożenia częstotliwości na potrzeby dalszej analizy na poziomie korowym.

Bascule „elektroniczne" (1954)

W 1954 roku Alfred Tomatis rozwiązał „problem", automatyzując przełączanie dzięki integracji elektronicznych poleceń. To dało mu ostatecznie pomysł, by ochrzcić swoją maszynę mianem Oreille Électronique. To ten elektroniczny system zrewolucjonizował wszystko!

1954 — Wejście Mikro, Bascule elektroniczne, C1, C2, Powietrzny, Równowaga

Kontynuował konsultacje i uzyskiwał doskonałe wyniki, którymi podzielił się m.in. na konferencji medycznej w Marsylii, prezentując przypadek reedukacji audio-fonacyjnej struktury.

Pewnego dnia przyjął na konsultację Daniela Sorano — niegdyś śpiewaka z Tuluzy, wybitnego aktora, który utracił modulację swojego scenicznego głosu. Alfred Tomatis nic nie wiedział o problemach głosu mówionego — pomyślał jednak, by zastosować to samo leczenie, co u swoich śpiewaków. W każdym razie nie miał wtedy innego rozwiązania dla tego przypadku. Alfred Tomatis dał mu „carusowskie" ucho — i Daniel Sorano odzyskał swój głos sceniczny.

Wejście „Line" (1955)

Dzięki doświadczeniu z tym pacjentem Alfred Tomatis zmodyfikował swoją Oreille Électronique, dodając możliwość słuchania muzyki — a nie wyłącznie własnego głosu pacjentów.

Wyciągnął wnioski z działania, jakie „warunkowanie" mogło wywierać na fonację przez słuch. Gdy przywracał uchu możliwość prawidłowego słyszenia utraconych lub zagrożonych częstotliwości, te były natychmiast i nieświadomie przywracane w emisji głosowej. Daniel Sorano był tak rad z ponownej zdolności występowania na scenie, że chętnie zgodził się poddać kilku eksperymentom. Jeden z nich polegał na usunięciu mu prawego ucha — i natychmiast zaczął się jąkać. Alfred Tomatis zinterpretował to zjawisko w kategoriach kontrreakcji i wyprowadził następującą hipotezę: prawe ucho było tym, które kontrolowało mowę, a fakt jąkania się był bezpośrednio związany z utratą prawego kierującego ucha.

Odtąd mógł rozważać leczenie jąkających się pod Oreille Électronique.

Opóźnienie (1956)

Jego uwagę przykuły badania dwóch Amerykanów, Johna Lee i Johna Blacka, którzy opracowali eksperymentalną próbę zwaną „delayed feedback".

Zasada polegała na nagrywaniu głosu pacjenta na magnetofon wyposażony w głowicę odczytu, połączoną ze słuchawkami nałożonymi na uszy. Ta metoda nagrywania/słuchania tworzy minimalne przesunięcie między bezpośrednim dźwiękiem głosu a nagranym.

Alfred Tomatis spostrzegł, że gdy przesunięcie (czyli opóźnienie) osiąga określony interwał, badany zaczynał się sztucznie jąkać — co uświadomiło mu związek między dysregulacją słuchania a jąkaniem.

Alfred Tomatis chciał precyzyjnie ilościowo określić wykryte miary i zjawisko. Użył zwykłego ogrodowego węża z tworzywa sztucznego o długości 340 metrów — odpowiadającej prędkości rozchodzenia się dźwięku w powietrzu (340 m/s). Sprawdził, że głos przechodzi znakomicie, a wywołane opóźnienie wynosiło jedną sekundę. Wykonał w wężu serię otworów w odstępach co 34 cm (odpowiadających dziesiątym częściom sekundy opóźnienia). Mówił do lejka i słuchał swojego głosu za pomocą stetoskopu przyłożonego do otworów o różnej długości.

Lee i Black zauważyli, że zaburzenia elokucji pojawiają się przy opóźnieniach między 0,10 a 0,20 sekundy. Wyniki, do których doszedł, potwierdziły wyniki Amerykanów i wyznaczyły „strefę jąkania".

Lecz doszedł również do wniosku, który uczynił go sceptycznym co do możliwości leczenia jąkających się przez tych dwóch kolegów. By bowiem chorzy ci skorzystali z opóźnienia między nagraniem a odtworzeniem, należałoby, aby to drugie poprzedzało pierwsze! Konkretna mowa jest bowiem jedynie kulminacją stanu przewidywania, w trakcie którego ucho w pewien sposób już słyszy to, co zaraz zostanie wymówione. Jest oczywiste, że żadna maszyna nie jest dziś w stanie zrealizować tego stanu przewidywania za nas — to znaczy sprawić, byśmy słyszeli to, co zaraz powiemy, zanim to wypowiemy!

Obserwacja wielu pacjentów skłoniła go do myślenia, że osoby, które nie doszły do stadium lateralizacji słuchowej, są poddane swego rodzaju fizjologicznemu „delayed feedback".

Transcerebralny transfer mógł obejmować opóźnienie między 0,05 a 0,40 sekundy — pozostawał jednak swoisty dla każdej jednostki. Jąkanie pojawia się, gdy mieści się w przedziale 0,10–0,20 sekundy, z maksimum przy 0,15 sekundy. Poza tymi granicami stwierdza się inne manifestacje.

Zwrócił się wówczas do kolegów, by przysyłali mu wszystkich znanych im jąkających się — aby móc bliżej zbadać te zjawiska. Przeprowadził więc badanie na 70 osobach o opóźnieniu między 0,10 a 0,20 sekundy. Dla Alfreda Tomatisa ich zaburzenia związane były z brakiem integracji zjawiska ucha dominującego — to znaczy z brakiem lateralizacji słuchowej; leczenie nasuwało się samo: wystarczyło zrealizować nieobecną lateralizację za pomocą warunkowania pod Oreille Électronique. Pobudzał jedno ucho, zatykając drugie. Jedna sesja takiego leczenia wystarczyła, by jedna z osób w grupie wyzdrowiała! Pozostałe przestały się jąkać po kilku dniach, kilku tygodniach lub kilku miesiącach. Rok później sukces był niemal totalny w tej grupie — i Tomatis sądził, że odkrył „uzdrowienie". Lecz dwie osoby okazały się oporne na leczenie.

Oboje byli blondynami o niebieskich oczach — podczas gdy osoby uzdrowione najszybciej były ciemnowłose o brązowych oczach. Może zbieg okoliczności?

Alfred Tomatis sądził, że skóra zapewnia ciągłość między uchem a resztą ciała. Kontynuując badanie w tym kierunku, wkrótce spostrzegł, że ucho nie jest niezróżnicowanym kawałkiem skóry, jak początkowo sądził. Przeciwnie — to skóra jest kawałkiem zróżnicowanego ucha.

Dzięki swojemu eksperymentowi dowiódł, że dwaj jąkający się, których nie udało się uzdrowić, prezentowali szczególnie wysoką oporność skórną (80 dB), podczas gdy ciemni o czarnych oczach reagowali drogą skórną na stymulacje rzędu 5 lub 10 decybeli.

Od tej chwili Alfred Tomatis uświadomił sobie relację między fonacją a wrażliwością skóry na dźwięki: im precyzyjniejsza jest kontrola fonacji, im bardziej prawidłowo śledzony jest rytm, tym większa pozostaje wrażliwość skóry. Kontrola tego akustycznego potoku wylewanego przez nasze usta podczas mówienia w znacznej mierze należy więc do skóry. Przeciwnie — dla osób o dużej oporności skórnej leczenie miało niewielki wpływ, gdyż adresuje się wyłącznie do uszu.

Reedukacja polega na nauczeniu badanego posługiwania się swoim ciałem jak instrumentem muzycznym. Skóra musi móc przekształcić się w prawdziwą klawiaturę skórną — by badany był wreszcie zdolny grać swoim ciałem, zwracając się do drugiego.

Z tej obserwacji powstał kolejny aparat, mogący umożliwić zarazem autokontrolę uchem i materializację potoku słownego wzdłuż ciała — „Opóźnienie".

W większości przypadków psychologiczne lub psychoanalityczne przyczyny wysuwane dla wyjaśnienia zaburzeń rytmu są doskonale uzasadnione. Lecz gdy mamy do czynienia z jąkaniem czysto fizjologicznym, transcerebralny transfer ma z konieczności pewien oddźwięk na poziomie psychicznym.

1955 — Wejście Mikro, Opóźnienie, Bascule elektroniczne, C1, C2, Powietrzny, Równowaga

4 czerwca 1957 roku „Effet Tomatis" został złożony nie tylko w Akademii Medycyny przez Moulongueta i Hussona, lecz także w Akademii Nauk przez Monniera i Hussona.

Audio-Psycho-Phonologie (1960)

Trzy lata później, w 1960 roku, Alfred Tomatis porzucił swoje aktywności w Arsenałach — pod naporem okoliczności wynikających ze zmian strukturalnych, które wpłynęły na atmosferę i jego warunki pracy.

W tym momencie Alfred Tomatis uważał się bardziej za specjalistę słuchania, który ma przy okazji doświadczenie w otorynolaryngologii — i stał się tym samym pierwszym audio-psycho-fonologiem.

W tym samym okresie wygłosił w Pałacu UNESCO wykład o elektronice w służbie języków żywych, na który zaproszono wielkich francuskich tłumaczy. W konsekwencji wystąpienia kilka laboratoriów we Francji i za granicą dodało do swojego planu pracy weryfikację hipotez Alfreda Tomatisa i wyposażyło się w Oreilles Électroniques.

Przewodnictwo kostne (1965)

Amerykanin John Black przysłał jednego ze swoich uczniów — Strumsta — by pracował u boku Alfreda Tomatisa przez pewien czas. Po własnych badaniach Strumsta uznał, że jeśli jąkający się źle siebie słyszy, to dlatego że nie jest w stanie świadomie odbierać słuchu drogą kostną.

Alfred Tomatis wyobraził sobie ciąg dalszy: co się dzieje, gdy mówimy? Wysyłamy dźwięki w powietrze (dźwięki wysokie biegną w linii prostej, podczas gdy niskie rozprzestrzeniają się wszędzie w otoczeniu — co wyjaśnia, dlaczego nasz nagrany głos wydaje się nam zawsze wyższy niż w naturze). Lecz jednocześnie czaszka wibruje i bezpośrednio przekazuje uchu informacje dźwiękowe. Eksperymentalna weryfikacja dowodzi, że wielcy śpiewacy operowi — czyli dobrzy technicy — kontrolują się zasadniczo przez przewodnictwo kostne. U jąkających się natomiast między krzywą słuchową kostną a krzywą powietrzną występuje dysharmonia — zawsze na niekorzyść pierwszej.

1965 — Wejście Mikro, Wejście Magneto, Opóźnienie, Bascule elektroniczne, C1, C2, Powietrzny, Równowaga, Kostny

Z tej obserwacji zrodził się pomysł leczenia przywracającego harmonię. Musiał w tym celu udoskonalić Oreille Électronique, dodając jej słuchanie kostne — by móc regulować daną akomodację, ciągnąc trochę bardziej mięsień strzemiączka lub mięsień młoteczka. Jednocześnie starał się narzucić prawe ucho dominujące, grając równowagą — stopniowo obniżając głośność na lewym uchu w stosunku do prawego.

Ta ostatnia operacja zawierała aspekt delikatny — należało bowiem realizować ją bez wiedzy badanego, gdyż gdyby ten zdał sobie sprawę z tego, co się dzieje, mógłby rozwinąć opory. Ta psychiczna odmowa leczenia może wydawać się aberracyjna.

By dobrze zrozumieć, trzeba wiedzieć, że nie chodzi o perspektywę uzdrowienia. Badany niczego bardziej nie pragnie niż mówić jak wszyscy. Czego za nic nie chce, to wzrastać. Przez swoją mowę jąkający się pozostaje uwięziony na etapie rozwoju od dwóch do czterech lat. Jego nieświadomość znajduje w nim wystarczająco dużo korzyści, by odmawiać wyjścia z tej sytuacji. Gdy czuje, że jest ona zagrożona, walczy o jej obronę. Toteż należy nie wzbudzać jego nieufności.

W kwestii tej infantylnej fiksacji mowy warto podkreślić, że powtarzanie sylab — charakterystyczne dla jąkania — jest również stałą ekspresji dziecięcej (papa, pipi itd.). Z tego punktu widzenia jąkanie nie jest niczym innym jak gaworzeniem stałym chronicznym — zamiast ustąpić miejsca doskonale artykułowanej mowie.

W Centrum Mowy, które założył w Paryżu, sesje edukacyjne zaczęły być teraz prowadzone za pomocą Oreilles Électroniques specjalnie dostosowanych do drogi kostnej. Te niosą ogromną zaletę intensywniejszego wprowadzania pacjenta w komunikację z sobą samym. W RPA, gdzie od ponad dziesięciu lat osadziło się uniwersyteckie centrum wyspecjalizowane w problemach jąkania, stosowano te same procesy — także z doskonałymi rezultatami.

Niestety w tym okresie pewien śpiewak, mający przyjaciół w prasie, sprawił, że nazwisko Tomatisa pojawiło się tam — by chwalić leczenie, z którego skorzystał. Izba Lekarska oskarżyła Tomatisa o naruszenie świętej reguły niereklamowania się. Dla niego było to pierwsze nieszczęście — niestety nie ostatnie.

Dr Huet, wielbiciel Alfreda Tomatisa, przedstawił mu pewnego dnia jednego ze swoich przyjaciół — urodzonego organizatora, widzącego od razu praktyczną stronę rzeczy. Ten wyjątkowo zdolny doradca public relations pracował z A. Tomatisem i wpoił mu tysiąc i jeden pomysłów dotąd mu nieznanych. Tomatis poznał wówczas także kilka międzynarodowych autorytetów naukowych — jak Huxley czy Oppenheimer — których towarzystwo, nawet rzadkie, wiele mu przyniosło. Dzięki temu promotorowi jego idee rozprzestrzeniały się szeroko — lecz były też szeroko zazdroszczone i zostały w oczach wielu zabarwione „komercjalizmem". Niektórzy zastanawiali się, czy Oreille Électronique nie była przypadkiem maszyną do robienia pieniędzy — a nie aparatem reedukującym!

Filtrowanie, ASM (1974)

W trakcie swojej drogi Alfred Tomatis zaprzyjaźnił się z jednym ze swoich pacjentów — panem B.T., inżynierem. Naukowe wykształcenie tego ostatniego skłoniło go do zapoznania się z pracami Alfreda Tomatisa. Pewnego dnia Tomatis zaproponował mu więc, by usłyszał akustyczne wrażenia płodu — takie, jakie udało mu się zrekonstruować. Naturalnie inżynier przyjął to z entuzjazmem. Alfred Tomatis poprosił go o nagranie głosu jego żony. Tak też uczynił — i przyszedł tego dnia w towarzystwie swojej córki, którą Tomatis posadził w rogu laboratorium, podczas gdy tłumaczył ojcu, jak postąpił, by uzyskać te dziwne dźwięki, które zaraz mu zaprezentuje.

Za pomocą magnetofonu Alfred Tomatis zaproponował puszczenie głosu żony, nagranego na taśmie magnetycznej, przez głośnik umieszczony w wodzie i otoczony gumową membraną, by uczynić go szczelnym. I jednocześnie odtworzenie tego komunikatu drugim głośnikiem umieszczonym normalnie w pokoju — podłączonym do wzmacniacza powiązanego z mikrofonem, również chronionym i zanurzonym w wodzie.

Alfred Tomatis przeprowadził demonstrację dla B.T. Zafascynowany, ten poprosił o powtórzenie i o dodatkowe wyjaśnienia. Powtarzali eksperymenty, nie znudzeni słuchaniem tych płynnych szmerów — tej dźwiękowej feerii odpowiadającej akustycznej informacji odbieranej przez płód ludzki. I nagle w pokoju zabrzmiał głos małej dziewczynki (miała wówczas dziewięć lat), o której obecności całkiem zapomnieli — i która zwróciła ich uwagę w sposób godny scenariusza filmu fantastycznego: „— Jestem w tunelu — powiedziała. Widzę w głębi dwa anioły, dwa anioły ubrane na biało!" Kontynuowała w tym tonie, rozwijając prawdziwy sen na jawie. Byli osłupieni!

Dzięki doświadczeniu chirurga Alfred Tomatis bardzo szybko odzyskał zimną krew. Nie straciwszy żadnego ze słów wymówionych przez dziewczynkę, jego mózg pracował na pełnych obrotach. Nagle wyjaśnienie mu się narzuciło: dziecko wizualizowało swoje własne narodziny.

Alfred Tomatis zrozumiał, że w trwającym eksperymencie dotknął czegoś bardzo głębokiego — psychoanalitycznego wymiaru osobowości ludzkiej. To, co się wydarzyło, nie miało nic tajemniczego. Manipulując aparaturą, Alfred Tomatis pozwolił dziecku przeżyć ponownie warunki swoich narodzin — realizując to, co później nazwał porodem dźwiękowym: przejście od słyszenia wodnego (słuchanie płodowe) do słyszenia powietrznego (słuchanie noworodka). Płód słyszy — to fakt — ale nie słyszy w ten sam sposób co istota wydana na świat. Funkcja słuchowa ewoluuje. Ucho otwiera się stopniowo. Na początku ucho musi móc działać w środowisku wodnym. Akustycznie części zewnętrzna, środkowa i wewnętrzna są przed urodzeniem dostosowane do odbierania częstotliwości przekazywanych przez wodę. Wśród tych ostatnich te, które niosą mowę, sytuują się w wysokich. Lecz po urodzeniu jedynie ucho wewnętrzne zachowuje swoje środowisko wodne. Dwa pierwsze piętra — ucho zewnętrzne i środkowe — muszą się dostosować do częstotliwości otaczającego powietrza. W dniach następujących bezpośrednio po porodzie dziecko pozostaje — z punktu widzenia doświadczenia akustycznego — w stanie przejściowym. Przez dziesięć dni ucho środkowe (w szczególności trąbka słuchowa) zatrzymuje płyn owodniowy, a tym samym pozostaje nastrojone na częstotliwości środowiska wodnego. Gdy się opróżnia, dziecko traci percepcję wysokich. Wchodzi nawet w okres „dźwiękowego cienia", w trakcie którego niemal nie słyszy. Traci w ten sposób tonus, jaki dawało mu — w trakcie życia płodowego — słuchanie wysokich częstotliwości. Uspokaja się, zasypia. Będzie wówczas musiało skierować całą swoją energię na zwiększenie zdolności akomodacji swojego ucha.

To uczenie się potrwa tygodniami — aż odnajdzie przez otaczające powietrze kontakt, jaki miało niegdyś z głosem matki w wszechświecie macicznym. Dzięki tej nauce słuchowa przepona otwierać się będzie krok po kroku na świat dźwiękowy w częstotliwościach niskich — między 300 a 800 herców.

Stopniowo odnajdując niezbędne napięcie bębenkowe, podmiot może ponownie przeżyć percepcje zarejestrowane w trakcie życia płodowego, a w szczególności rozpoznać ten głos, który go podtrzymywał, dawał mu bezpieczeństwo w głębi jego macicznej nocy. Głos ten zmienił się oczywiście, ale nie z punktu widzenia rytmu i inflexji. Gdy dziecko go odnajduje, nie myli się. To w jego stronę odtąd będzie „nadstawiać ucha" — w nadziei na ponowne poznanie wewnątrzmacicznej nirwany, z którą matka związana jest w całej jego wrażliwej istocie.

Realizacja sztucznego porodu dźwiękowego u córki B.T. zdawała się pozwolić jej przeżyć na nowo warunki swoich narodzin. Można było więc pomyśleć, że można wywoływać reakcje dotykające głębi psychiki, posługując się po prostu informacjami akustycznymi o określonej zawartości. Innymi słowy — można rozważać kontrolę, a przynajmniej bezpośrednie i ukierunkowane działanie na te informacje, mogące pociągnąć dobrze określone skutki psychologiczne. Być może uda się wykorzystać ucho, by ulżyć niektórym zaburzeniom psychopatologicznym? Alfred Tomatis nie miał wykształcenia wymaganego, by sam odpowiedzieć na te pytania, lecz przeczuwał, że dotknął palcem środka działania o znacznej donośności — i że trzeba najpierw wyjaśnić sobie sprawę oraz zebrać opinie autorytetów, by kontynuować w tę stronę.

Wziął więc swój pielgrzymi kij i odwiedził kolegów neuropsychiatrów — wybierając najchętniej tych z wykształceniem psychoanalitycznym, takich jak dr Bernard This i Françoise Dolto. Powtórzyli eksperyment porodu dźwiękowego — tym razem na dziecku schizofrenicznym.

Eksperyment wywarł swój efekt — i Alfred Tomatis kontynuował badania w tej drodze, nie modyfikując jednak natychmiast swojej maszyny. Trzeba było czekać do około 1987 roku, by zobaczyć filtr górnoprzepustowy zintegrowany bezpośrednio z Oreille Électronique. W międzyczasie Alfred Tomatis posługiwał się coraz doskonalszą aparaturą zewnętrzną w swoich eksperymentach.

1974 — Françoise Dolto, Bernard This, pacjent, jego matka i Tomatis: spotkaliśmy się w Centre du Langage w laboratorium Tomatisa.

Sieć międzynarodowa (1976)

We wrześniu 1976 roku — oprócz aktywności psychologa przy bulwarze Courcelles — animował ośrodki w Madrycie, Genewie, Ottawie, Toronto, Montrealu, prowadził wykłady na uniwersytecie w Quebecu, audycje telewizyjne itd. Wypełniał swoje zobowiązania badacza w RPA, rozprowadzał wszędzie swoje „wypowiedzi" i pracował nad różnymi pismami.

Między podróżami do Hiszpanii, Kanady, RPA, udał się do Fryburga w Szwajcarii — by przeprowadzić pewne próby laboratoryjne na serii aparatów, których produkcja została niedawno uruchomiona.

1976 — Wejście Mikro, Wejście Magneto, Opóźnienie, Bascule elektroniczne, C1, C2, Powietrzny, Równowaga, Kostny

Precesja (1980)

Alfred Tomatis kontynuował swoje badania i otwierał ośrodki w różnych miastach Kanady. Korzystając z czasu spędzonego w Toronto, pracował z Edem Agnew, inżynierem o wielkich kompetencjach, zdolnym zrozumieć jego hipotezy — z którym dopracował kilka prototypów Oreille Électronique.

Postęp, jaki pozwolił mu zrealizować zespół z Toronto, był znaczący. Pozwolił mu wykonać duży skok — z najbardziej złożonej i kruchej elektroniki, jaką były lampy, ku elektronice tranzystorowej.

1980 — Wejście Mikro, Wejście Magneto, Opóźnienie, Precesja, Bascule elektroniczne, C1, C2, Powietrzny, Równowaga, Kostny

Tak więc od 1982 roku Oreilles Électroniques wprowadziły w grę nowy parametr — precesję.

Wprowadzenie tej danej natury neurofizjologicznej stanowiło wielki zwrot dla metody — znaczące udoskonalenie: różnicuje się bowiem słyszenie (akt bierny) i słuchanie (chęć słyszenia: nadstawia się ucha, przykłada się starań, by usłyszeć — akt aktywny i wolicjonalny). Ta nowa dana polega na przejściu od sensacji do percepcji. W tym celu konieczne jest przygotowanie całego ciała za pośrednictwem narządu wrażliwego sensorycznego — jakim jest aparat przedsionkowo-ślimakowy — i przez trening muskulatury ucha środkowego oraz zewnętrznego.

Słuchanie — w ścisłym i przenośnym sensie tego słowa — to „nadstawiać ucha"; to akt poprzedzający, jakim jest pragnienie słuchania i który poprzedza (stąd termin precesja) cały zespół neurofizjologicznych regulacji.

Najpierw występuje wprowadzenie w napięcie mięśnia strzemiączka (precesja), a potem napięcie mięśnia młoteczka — który dostosowuje się do napięcia mięśnia strzemiączka (sterującego działaniem labiryntu).

Funkcja słuchania nie odwołuje się wyłącznie do ucha — mobilizuje cały układ nerwowy za pośrednictwem przedsionka, który przez swoją bardzo swoistą grę neuronową reguluje napięcia mięśniowe ciała, statykę, dynamikę, względne położenie członków — czyli w istocie całą postawę i gestualność.

Rozumie się wtedy, jak całe ciało jest angażowane, gdy chodzi o postawienie się na słuchaniu. Układ nerwowy organizuje cybernetycznie odpowiedź ucha, by się dostosowywało, przygotowywało do słuchania — by więc znajdowało się w stanie przewidywania chwytania dźwięku. Jest wówczas w stanie precesji przedsionkowo-ślimakowej. Otóż funkcja przedsionkowa uruchamiana jest dzięki przewodnictwu kostnemu, które w tej perspektywie poprzedza przewodnictwo powietrzne — ze względu na swoją większą szybkość. Stąd koncepcja precesji drogi kostnej względem drogi powietrznej. To nowe podejście znacznie zmodyfikowało działanie Oreille Électronique na mowę, głos i ciało.

W miarę postępu swoich badań Alfred Tomatis mógł zrealizować w paryskim Centrum ocenę tej „precesji", która stawała się coraz precyzyjniejsza w swoim czasie trwania. Najpierw więc został doprowadzony do budowania aparatów o krótkiej precesji (od 1 do 10), a potem aparatów o długiej precesji (od 1 do 10 i od 10 do 100). Te ostatnie są używane głównie w przypadkach autyzmu, jąkania, opóźnienia mowy (u trisomików na przykład) i bardziej ogólnie we wszystkich przypadkach, w których obraz ciała jest źle zintegrowany.

Filtry (1988)

W 1988 roku produkcja Oreille Électronique była w pełnym toku. Alfred Tomatis zatrudniał personel montażowy w swojej paryskiej spółce „Tomatis Électronique" — wytwarzał kilka małych serii maszyn EE3, EE3R1 itd. Następnie zintegrował bezpośrednio w maszynie filtry 6. rzędu o częstotliwościach 500 Hz, 750 Hz, 1000 Hz, 1500 Hz, 2000 Hz, 3000 Hz, 4000 Hz, 6000 Hz, 8000 Hz. Ta maszyna, najczęściej przedstawiana w literaturze tomatisowskiej, to EE3PFR2 — z którą Alfred Tomatis ma po raz pierwszy kompletną maszynę pozwalającą realizować bezpośrednio całość swojego leczenia bez dodatkowych akcesoriów.

Industrializacja i konsolidacja (1992)

W 1992 roku, wskutek wzrostu zamówień i różnych powracających problemów niezawodności oraz sprzedaży maszyn bez zezwolenia, Alfred Tomatis postanowił powierzyć mi produkcję wszystkich tych produktów — ja sam byłem już zaangażowany w metodę od 1986 roku. Tak więc, dopiero co po ukończeniu studiów i z pomocą hojnego wspólnika, mogłem utworzyć w Neuchâtel w Szwajcarii niezależną firmę pod nazwą „Acoustic System Besson SA" — w całości poświęconą rozwojowi i produkcji jego sprzętu.

By uhonorować bieżące zamówienia, ostatnie 20 EE3PFR2 wyprodukowano w Paryżu w sierpniu 1992 roku. Od grudnia model A1 (Acoustic System 1) był dystrybuowany w ośrodkach słuchania Alfreda Tomatisa na całym świecie. Między 1993 a 1995 rokiem wyprodukowano i dostarczono ponad 400 egzemplarzy.

W tym samym okresie Alfred Tomatis, chcąc powtórzyć doświadczenie, jakie przeżył z Edem Agnew w Toronto, wybrał bardzo młodego inżyniera w mojej osobie — by uaktualnić i utrwalić jego maszynę. Prowadziliśmy badania przez ponad dwa lata — między innymi we współpracy z Uniwersytetem w Gdańsku, który wysłał nam na staż swojego najlepszego specjalistę w dziedzinie cyfrowej audio. Mieliśmy także pomoc Instytutu Mikrotechnologii Uniwersytetu w Neuchâtel — by zrealizować maszynę cyfrową, a nawet protezę słuchową.

Powstało kilka prototypów — wydano ponad 500 000 €. Modele Oreille Électronique A2, A3 i A10 ujrzały światło dzienne. Lecz za każdym razem, po eksperymentowaniu w paryskim Centrum, wyniki nie przychodziły lub były nieistniejące. Maszyny dawały na początku tylko bardzo małe rezultaty — a w miarę użycia skuteczność słabła, jakby effet Tomatis znikał po kilku sesjach. Stare dobre EE3PFR2 dawały od razu lepsze wyniki — Alfred Tomatis wyciągnął wówczas, co do cyfrowego, znane już wnioski, co skłoniło go do całkowitego porzucenia tej drogi.

Lecz nie wszystko zostało stracone — byliśmy bowiem zajęci podejmowaniem złożonego wyzwania ilościowego określenia i opanowania wszystkich widzialnych i niewidzialnych parametrów Oreille Électronique à effet Tomatis: zrozumienia i doskonalenia procesu przełączania w jego różnych fazach, czasów ustanawiania, proporcji miksowania między dwiema akomodacjami, czasu odwracania, formy filtrów itd.

Pozwoliło nam to w 1995 roku szybko przeprojektować maszynę analogową o nieskończonej odpowiedzi — a tym samym bardzo bliską ludzkiej fizjologii — zrealizowaną z najnowszymi innowacjami w elektronice, integrującą wszystkie funkcje EE3PFR2; Alfred Tomatis ochrzcił ją wówczas przydomkiem „NewTec" — co dało początek „A1 NewTec".

Nowa ta Oreille była wyposażona w bardzo precyzyjny czas opóźnienia i precesji kontrolowane kwarcem — w filtr o krzywej bardzo łagodnej i bardziej fizjologicznej, lecz większej stromości (8. rzędu) — pozwalający realizować ASM 9000–0 Hz lub RSM 0–9000 Hz z rozdzielczością 5 Hz.

Te udoskonalenia — wraz z wyświetlaczem i klawiszami klawiatury, rozmiarem i wagą obudowy — stanowiły dla Alfreda Tomatisa krok ku ewolucji nie technicznej maszyn, ale ku ich estetyce, praktycznej stronie i drobnym ulepszeniom upraszczającym ich użytkowanie.

W 1996 roku Alfred Tomatis ma 76 lat i chciał ograniczyć swoją aktywność zawodową do samej tylko działalności badawczej i upowszechniania swoich prac. Ostatni raz zaangażował się w niemożliwe i nieszczęsne historie. W 1997 roku stał się ponownie ofiarą malwersacji — musiał schronić się w Anglii, by spróbować się odbudować i ocalić swoje dzieło. Podążyłem za nim do Londynu — jak wielu innych — i powstały dwie nowe firmy: jedna do produkcji, druga do szkolenia i upowszechniania metody.

I znów zabraliśmy się do pracy nad nowymi modelami Oreille Électronique — w celu niezmieniania niczego w parametrach, a jedynie w wyglądzie zewnętrznym.

By zaradzić najpilniejszemu, zmontowaliśmy pierwszą serię dziesięciu „APP Azure" — wersję NewTec, przeprojektowaną i uproszczoną, w kolorze niebieskim, montowaną w Wielkiej Brytanii.

Alfred Tomatis ze swoimi angielskimi i japońskimi partnerami wyobraził sobie wówczas trzy różne maszyny: Maxi dla wielkich ośrodków i szkół, Midi dla małych ośrodków początkujących i Gadget do użytku indywidualnego.

Ergonomia i wielokrotne modele (1998)

Podczas gdy w tym samym czasie inni nadal upierali się przy budowie we Francji małej maszyny cyfrowej — bez wiedzy ani technicznej, ani terapeutycznej metody — Alfred Tomatis, twórca audio-psycho-fonologii, miał jak wielokrotnie wcześniej dużą przewagę.

Utworzono wówczas inną małą serię dziesięciu maszyn bez potencjometrów, z dużym wyświetlaczem i klawiaturą z 4 klawiszami: „APP Digital".

Widząc, że 4 klawisze nie wystarczają — lub wydają się zbyt wirtualne użytkownikowi — pod koniec 1999 roku NN425-00 (Maxi), NN426-00 (Midi) i NN427 zostały zaprojektowane i zbudowane: wyposażone w 20 klawiszy i czytnik karty chipowej. Od kwietnia 2000 roku produkowano w Anglii tylko dwa pierwsze modele — testowane jeszcze osobiście przez Tomatisa.

NN425-00

NN426-00

Pod koniec grudnia 2001 roku, niestety, Alfred Tomatis odszedł w Carcassonne.

Pozostałem więc sam — lub prawie sam — by produkować te fantastyczne maszyny, lecz także by zmierzyć się z aferowym problemem związanym z pokusą łatwego i szybkiego zysku wzbudzaną przez Oreille Électronique i metodę Tomatisa.

W 2002

Zainspirowany ostatnimi wskazówkami i w czystej tradycji doktora Alfreda Tomatisa, zaprojektowałem małą maszynę z potencjometrem — wyposażoną przede wszystkim w przełączenie szczególnie łagodne i wreszcie niesłyszalne: „Alpha".

W 2005

W pełni opanowując wewnętrzną technikę Oreille Électronique i mając już za sobą prace nad ergonomią maszyn, łatwo było mi przeprojektować dwie ostatnie maszyny testowane z Alfredem Tomatisem — dodając do nich ostateczne dostosowania serii Alpha. Nowe serie modeli N425, N426, mniejszych rozmiarów.

W 2010

Wyjście modelu N430 — wersji z potencjometrami równoważnej NewTec.

W 2012

Miniaturyzacja analogowej karty dźwiękowej i kontynuacja pierwotnego zamiaru — z wytworzeniem modelu N402 z filtrami lub bez nich: wersji ultra-przenośnej (Gadget).

Mimo że koncepcja tej ostatniej była już na dobrej drodze, w 2003 roku długo uważano, że rynek nie jest gotowy na maszynę indywidualną — a ryzyko, że jakikolwiek „terapeuta" mógłby twierdzić, że po trzydniowym szkoleniu posiada wystarczające kompetencje, by udzielać innym terapii, wydawało mi się szczególnie niebezpieczne dla wiarygodności metody Alfreda Tomatisa oraz dla pacjentów.

Metoda ta była już znacznie obciążona różnymi dziwacznymi realizacjami — zwłaszcza w 2005 roku w Polsce, gdzie środki publicznych funduszy pomocowych były szeroko wykorzystywane do wyposażenia stu placówek specjalistycznych w standardowe symulacje informatyczne, wykonywane na zwykłym cyfrowym mikserze i zasilane muzyką z taniego odtwarzacza DVD — wszystko sprzedawane po horrendalnej cenie, a wyniki nie nadeszły, co wzbudziło oburzenie zainteresowanej społeczności. Całe te pieniądze zmarnowane przez państwo dały bardzo złą prasę metodzie w Polsce — mimo że nie była to TA metoda, lecz plagiat noszący po prostu tę samą nazwę.

Szczęśliwie w 2007 roku kolejna setka szkół została ponownie wyposażona w dobry sprzęt i właściwe szkolenie — i od tego czasu udało się nam zreformować i ponownie wyposażyć większość pierwszych szkół oraz zacząć otrzymywać liczne pozytywne wyniki.

W 2013

Kolejna maszyna — model N427.

W 2015

Kolejne zmniejszenie rozmiaru — na modelu N426.

W 2018

Optymalizacja całej gamy naszego sprzętu — pod kątem ergonomii, kolorów i mocy.

Dziś…

Od tych ostatnich lat znów jesteśmy zespołem szkoleniowców rozpowszechniających wyłącznie prawdziwe oryginalne koncepcje metody Alfreda Tomatisa — rozłożonych w wielu krajowych stowarzyszeniach zgrupowanych w międzynarodowej federacji. I dysponując najlepszym sprzętem na rynku.

W Meksyku i w Rosji na przykład ponad 500 szkół wyposażyło się w modele N425 — po tym, jak przez ostatnie lata wyszkolono prawdziwą armię kompetentnych terapeutów. Dokonaliśmy także ogromnych postępów naukowych, gromadząc obecną wiedzę naukową i porównując ją z empirycznymi badaniami Alfreda Tomatisa. Pozwala nam to nie tylko mieć wszystkie naukowe dowody niezbędne do wykazania różnych procesów słuchu, lecz także zdolność do obiektywnego testowania postępów osiąganych przez stosowanie naszej terapii.

Christophe Besson