Naprawdę słuchać wymaga puszczenia uchwytu. Jak metoda Tomatisa zaprasza nas do porzucenia oporów, by odzyskać słuchanie.

Postawa oddania

Puścić uchwyt. Praca słuchania opisywana przez Alfreda Tomatisa to w istocie praca psychologiczna. W swojej książce o Mozarcie pisze, że „zasadniczym celem mojej techniki jest zmiana struktury psychologicznej, by uwolnić ją od kajdan przeszkadzających słuchać". Dla niego różnica między esencją a istnieniem była fundamentalna. Słyszałem, jak nieraz uwagę rzucał: „istnieć — to nie znaczy być", albo: „aby być, trzeba zapomnieć o sobie". Istnienie było dlań zdominowane przez ego, przez „małe ja", jak nazywa je psycholog Karlfried Graf Dürckheim. To owo „małe ja" przeszkadza nam objąć wymiar transcendentalny, istniejący poza ograniczeniami narzucanymi przez ego. Bycia nie da się usłyszeć bez odniesienia do Boskiej Esencji, z której się wywodzimy. To doświadczenie tego wymiaru w naszym obecnym życiu stanowi doświadczenie Bycia. Opisuje je jako „dynamikę życia odczuwaną na poziomie komórkowym". Pozwala nam dotrzeć do świadomości, jeśli umiemy słuchać. Tymczasem tyrania istnienia i ego zniechęca nas do oglądania „pierwotnej twarzy, tej sprzed naszych narodzin", jak głosi słynny zen koan. Dla niego: „szum życia gubi się, gdy człowiek wkracza w przymusową dynamikę istnienia. Troski, przymusy, stany psycho-

logiczne kończące się przez nieustępliwe codzienne zmartwienia sprawiają, że to wyjątkowe słuchanie znika". Bardziej jednak niż nasz tryb życia, to ego jest głównym przeszkodzeniem. Zaskoczony tym, jak łatwo bez przerwy przybiera pozy, opisywał je z humorem jako „małpę żyjącą w człowieku". Jest przede wszystkim ocalonym, a wszystkie tradycje duchowe — w istocie wszystkie szkoły psychologii — podkreślają trudność, z jaką ego puszcza uchwyt. To „małe ja" więzi nas w labiryncie umysłu. Paple bez przerwy, nieustannie udręczone nieskończoną listą pragnień, potrzeb i nastrojów. Chce mieć, a nie być. Mierzy swoją wartość i moc bogactwami: doświadczeniami, pieniędzmi i przedmiotami materialnymi. Ego nie staje za zmianą, lecz za status quo. Ma swoje drobne nawyki, swoje gotowe idee i uprzedzenia. Przywodzi na myśl obraz człowieka stopniowo skamieniałego, choć jego serce fizyczne wciąż bije. Jest jak zamknięty obwód, który eliminuje wszelką nową informację i z najwyższą ostrożnością dopuszcza tylko to, co zostało wcześniej zaaprobowane. Rozwija się na płaszczyźnie poziomej, nie pionowej. Jego dewizą mogłoby być: „im bardziej coś się zmienia, tym bardziej zostaje takie samo". Zamiast „transcendentalnego ja" istnieje tylko „małe ja". Człowiek nie zwraca już twarzy ku Bogu — bierze się za boga. Nie słucha już koncertu kosmosu — słucha własnego śpiewu: śpiewu ego. Przeciwnie, pisze Karlfried Graf Dürckheim w jednym z fragmentów Drogi wewnętrznej: „kiedy człowiek przebudzi się na wezwanie swojego Bytu istotowego i nie może już od tego wezwania uciec, nieuchronnie miota się między sprzecznościami: między potrzebami, zadaniami, pokusami istnienia a wewnętrznym wezwaniem… Ale nasza kondycja egzystencjalna i nasza przynależność do BYTU pre-egzystencjalnego to tylko dwa bieguny jednego »Siebie«, które dąży ku spełnieniu. To w tym »Sobie« chce się zamanifestować i urzeczywistnić jedność życia. I — przy tych warunkach — jeśli stoimy wewnętrznie wyprostowani, niechybnie staniemy wyprostowani także na zewnątrz. Dlatego niezbędne jest odnalezienie w sobie postawy — nawet fizycznej postawy ciała — w której możemy być otwarci i ulegli wezwaniom naszego wewnętrznego Bytu, jednocześnie pozwalając temu wewnętrznemu Bytowi manifestować się pośrodku naszego życia w świecie".

Karlfried Graf Dürckheim, jeden z pierwszych Europejczyków, którzy wprowadzili Zen do świata zachodniego, oraz znawca psychologii analitycznej Carla Junga, łączył postawę z pracą wewnętrzną — związkiem często podkreślanym przez Alfreda Tomatisa, który również twierdził, że bez doskonałej postawy trudno wejść w stan prawdziwej świadomości. Dlatego znalezienie postawy słuchania jest ważną częścią wewnętrznej pracy puszczania uchwytu.

Postawa słuchania. Gdy osiągnięta jest pionowość fizyczna, niewiele energii potrzeba, by utrzymać ciało w równowadze. Przeciwnie — gdy nie jest osiągnięta, umysł się rozprasza, a sama pionowość pozostaje niestabilna. Niemniej każdy krok w stronę pionowości zmniejsza nieustanne wzburzenie