Alfred Tomatis urodził się w Nicei w 1920 roku. Jest doktorem medycyny Wydziału Paryskiego, otorynolaryngologiem i specjalistą zaburzeń słuchu i mowy. Już w 1947 roku rozpoczął badania w dziedzinie audiologii i fonologii. Sformułował szereg praw, które noszą odtąd nazwę Effet Tomatis.

Doktor Tomatis stworzył zestaw technik edukacji i reedukacji, stosowanych w 180 ośrodkach rozsianych po całym świecie i zgrupowanych w międzynarodową sieć.

Kieruje dziś znaczącym wydziałem badań nad uchem i mózgiem. Autor licznych artykułów i dzieł naukowych, ostatnio opublikował książkę o słuchaniu prenatalnym pt. Neuf mois au paradis, kolejną o nauce języków: Nous sommes tous nés polyglottes, oraz dzieło o Mozarcie: Pourquoi Mozart?

Równowaga a joga: rola ucha wewnętrznego

Joga prowadzi ostatecznie do poznania jaźni wpisanej w Kosmos. Odpowiada poszukiwaniu praw rządzących ich relacjami — to znaczy prowadzi do doskonałej świadomości jednej i drugiej.

Te więzi istnieją oczywiście same z siebie. Nie są jednak na ogół postrzegane na pierwszy rzut oka. Toteż chwytane są jedynie bardzo rzadko. Człowiek dochodzi do tego planu pełni — często po długiej wędrówce. Musi czekać, aż klucze nieba zostaną mu wręczone.

Jeśli bowiem prawdą jest, że dziecko zna esencję wszystkich rzeczy, jeszcze zanim się narodzi, to nie mniej prawdą jest, że jego zanurzenie w ogromie wszechświata przesłania mu od narodzin rzeczywistość tych ontologicznych oczywistości. Odtąd będzie zależne od środowiska, w którym osadza je przynależność rodzinna, kulturowa i społeczna.

Percepcja intymnego zjednoczenia ze Stworzeniem pozostaje nicią Ariadny Istoty w poszukiwaniu objawionej prawdy. Wspominamy Dawida wyrażającego w sposób wzniosły manifestowaną obecność swojego Boga, Stwórcy Wszechświata, i Sokratesa nauczającego na Agorze, jak dotrzeć do poznania siebie, by rzeczywistość Kosmosu skrystalizowała się w ludzkiej świadomości.

Joga od tysiącleci pretenduje do osiągnięcia tych samych rezultatów zupełnie innym podejściem. Jeśli percepcja immanencji doprowadziła dzieci Abrahama do odczucia obowiązku posłuszeństwa wymaganiom edyktowanym w Torze; jeśli nieubłagana logika Greków dała im możliwość obiektywizacji człowieka jako kosmicznej inkluzji; myśl indyjska — ze swojej strony — wybiera kilka dróg, by dotrzeć w ostateczności do tego samego celu. Każda z nich ma tę zaletę, że odpowiada potencjalnościom związanym z różnymi temperamentami. Tak więc Bhakti Yoga zostanie bezpośrednio przyjęta przez intuicyjnego, Jnana Yoga — przez intelektualistę; wreszcie wśród wielu innych form, Hatha Yoga — najbardziej rozpowszechniona w rzeczywistości — obiera drogę somatyczną, by odkryć intymne połączenia łączące wszechświat z ciałem człowieka.

To tej ostatniej będziemy w niniejszym artykule szczególnie poświęcać uwagę, biorąc pod uwagę, że inne podejścia w istocie wykorzystują fundamentalne elementy Hatha Yogi. Choć nie jest ona ich podstawą, pozostaje jednak ściśle związana z całokształtem różnych technik dotykających jogi.

Człowiek — z pewnego punktu widzenia — jest neurologicznym zespołem. Toteż Hatha Yoga może być rozumiana jako eksploatująca w pewnym miejscu zasoby układu nerwowego. Jest tym bardziej, że cielesna partycypacja jest w niej zasadnicza. Co więcej, to, co dotyczy ruchów i statyki, zależy od aparatu równoważenia — czyli od ucha wewnętrznego i sieci neuronalnej zawieszonej przy nim.

Ucho wewnętrzne: jego formowanie i rola w wertykalizacji

Ucho wewnętrzne jest kompleksem zwanym także labiryntem błoniastym.

Ryc. 1 — Ucho wewnętrzne

Jest zamknięte w gęstej, kościanej skorupie — labiryncie kostnym; w toku ewolucji filogenetycznej narząd ten osiąga konfigurację skomplikowaną z wyglądu. Łatwo jednak go badać, jeśli na chwilę uwolnimy się od redukcjonistycznego ścisku anatomów. Często bowiem, przez ich interwencję, wszelka wizja globalna ryzykuje zniknąć.

Ucho wewnętrzne ma strukturę ewolucyjną, która ustanowiła się w toku czasów, by odpowiedzieć na potrzeby chwili. Każde ze stadiów tej progresji zaznacza etap w dynamice kinetyki, której wiadomo, że osiąga u człowieka, w fazie końcowej, pozycję stojącą i marsz dwunożny. Pionowość znajduje swoje dopełnienie przy pojawieniu się swoistej praworęczności wywołanej przez mowę.

Tak więc utrikulus następuje po linii bocznej ryb niższych i zapewnia poziomość. Dodając do siebie kanały półkoliste, w liczbie trzech — zewnętrzny, następnie górny i wreszcie tylny, w kolejności ich pojawienia się — pozwala u ryb wyższych łatwo kontrolować kątowania przestrzenne podczas przemieszczeń. Później na scenę wkracza sakkulus i rozpoczyna się bieg ku pionowości — zaznaczając odtąd uwolnienie głowy względem karku u płazów. Wreszcie ślimak, powstały w dwóch etapach, charakteryzuje się najpierw lagena — która idzie w parze z wydłużeniem szyi u ptaków — a kończy się ślimakiem właściwym u ssaków.

Warto mimochodem zauważyć ważny szczegół: równoległą progresję układu nerwowego. W miarę bowiem jak ucho dokonuje swoich kolejnych przyrostów, układ nerwowy — a zwłaszcza mózg — osiąga coraz bardziej wykładniczą złożoność.

Konsekwencje osiągnięcia pionowości są znaczące. Człowiek bowiem, wyposażony w mowę, ustanawia się jako antena na słuchaniu wszechświata, który nieustannie go interpeluje. Od tej chwili jest zaangażowany. Jego poczucie przynależności do wielkiej całości umacnia się, gdy spotyka makrokosmos przez mikrokosmos, którym jest sam.

Dzięki tej pionowej postawie pozna fuzję wszystkiego, co kosmiczne, z własnym ciałem. Poczuje z pewnością, że energia, która podtrzymuje i ożywia wszechświat, zalewa go i przenika — wprowadzając tym samym nadzwyczajną komunikację. Ten „dialog energetyczny" będzie ustanowiony tym lepiej, im bardziej cielesna prostość zostanie osiągnięta, zachowana i ostatecznie zintegrowana!

To zatem przedsionkowi błoniastemu przypada urzeczywistnienie pionowości u człowieka. Wyjściowa poziomość, obserwowana u rodu ryb, utrzyma się na poziomie pozycji głowy, gdy utrikulus będzie sam umieszczony w płaszczyźnie poziomej. Później sakkulus uruchomi proces wertykalizacji właściwej. Wyobrażamy sobie ogromną transformację anatomiczną, jaka przewodzi tej prawdziwej „transfiguracji posturalnej". Archaiczne pamięci pozwolą wyłonić się w „ewolucyjnym ciele" wcześniejszym reminiscencjom — mineralnym, roślinnym i zwierzęcym — sięgającym mroków czasu i mającym za źródło początek świata. Człowiek jest w „wiecznej pamięci" — śpiewa psalmista.

Równowaga w asanach

Hatha Yoga zanurza ponownie w ten ewolucyjny proces tego, kto się jej oddaje — z istotnym celem odkrycia w niej wyjścia ku „realizacji", którą niektórzy nazywają także „wyzwoleniem".

Patrząc uważnie, ta wędrówka wiernie podąża za ustanawianiem się atomowych elementów konstytutywnych wszechświata samego w organicznym krysztale, którym nie jest nic innego jak człowiek złożony w 80 % z wody i w 20 % z soli mineralnych.

Wszystko jest zrównoważone w licznych asanach proponowanych uczniowi. Toteż pogłębione studium aparatu przedsionkowo-ślimakowego wydaje mi się — jeśli nie niezbędne — to bardzo przydatne dla tych, którzy lubią rozumieć neurofizjologiczne mechanizmy uruchamiane podczas ćwiczeń towarzyszących drodze jogicznej. Powiedzieć, że jest równowaga, znaczy oznajmić, że jest ruch. To nie jest tylko paradoks. Bezruch istnieje tylko w odniesieniu do samej mobilności. Tak więc równowaga — a zwłaszcza pionowość, jak również znaczna część asan — stanowi stan niestabilny wymagający trwałej czujności i tym samym wymagający szczególnej aktywności labiryntu błoniastego. Co więcej, względne ruchy każdego z segmentów cielesnych członków są kontrolowane przez ten sam narząd.

Świadomość ciała w dużej mierze skoncentrowana jest na somatycznym poznaniu generowanym na poziomie mięśni, ścięgien, stawów, więzadeł i kości. Dodadzą się do tego inne, subtelniejsze percepcje — na przykład skórne. Te pierwsze, głębokie, nazywa się protopatycznymi, gdy wyznaczają wrażliwość określaną — niesłusznie naszym zdaniem — jako nieświadoma. Drugie, z reguły bardziej peryferyczne, oznaczane są jako epikrytyczne. Terminy protopatyczne i epikrytyczne są znaczące w stosunku do stopnia percepcji.

By uchwycić całość zjawisk uczestniczących w regulacjach wyznaczających postawy — a szczególnie pionowość — instaluje się cybernetyczna systemika. Oczywiste, że mózg jest w pełni zaangażowany (jak i ciało) — pozostawiając rzecz jasna dominujące aktywności pewnym sektorom układu nerwowego odpowiadającym zaangażowanym strefom cielesnym.

Systemy odpowiedzialne za równowagę: integratory

Ucho wewnętrzne obejmuje główne elementy pozwalające ustanowić tę mózgową dynamikę. Złożoność tej ostatniej, ze stoma miliardami skojarzonych ze sobą neuronów, można z łatwością zbadać dzięki uwypukleniu terytoriów dobrze określonych przez same funkcje labiryntu błoniastego. Tak więc dwa „integratory" grupują same w sobie najwyższe aktywności struktury ludzkiej. Jeden zarządza wrażliwością protopatyczną, drugi — epikrytyczną. To odpowiednio integrator przedsionkowy i integrator ślimakowy, znane także jako somatyczny i językowy. Mówić będziemy z jednej strony o cielesnym zespole instrumentalnym, a z drugiej o systemie korowym. Ten ostatni — wybitnie aktywny — jest siedzibą woli przenikanej świadomością.

Integrator somatyczny

System neuronowy stanowiący integrator somatyczny rodzi się w przedsionku — który, jak pamiętamy, obejmuje utrikulus zwieńczony kanałami półkolistymi oraz sakkulus zawieszony przy nim prostopadle. Nerw przedsionkowy (ryc. 2), wychodzący ze zwoju Scarpy, kieruje się ku górnej części opuszki — która góruje nad rdzeniem kręgowym. Tam, rozłożywszy się na poziomie czterech jąder, daje początek różnym pęczkom. Pierwszy — dolny zewnętrzny, wychodzący z jądra Deitersa — kieruje się w dół i rozprowadza się jednostronnie do mięśni ciała znajdujących się po tej samej stronie poniżej szyi. Ten zstępujący trakt jest motoryczny niewolicjonalny, jak wyżej wspomniano. Nazywany jest pozapiramidowym — w odróżnieniu od pęczka piramidowego, który monopolizuje sam aktywność wolicjonalną. W istocie, jeśli przyjmie się, że ustanawiający się integrator przedsionkowy centralizuje w pewnym stopniu aktywność instrumentalną — biernym ze swej natury — można wnioskować, że zespół piramidowy przyjmuje aktywną rolę dyrygenta.

Ryc. 2 – Integrator przedsionkowy lub somatyczny.

(1. Utrikulus; 2. Kanały półkoliste; 3. Sakkulus; 4. Zwój Scarpy; 5. Jądro Rollera; 9. P. przedsionkowo-rdzeniowy homolateralny; 10. P. przedsionkowo-rdzeniowy heterolateralny; 11. Róg przedni; 12. Róg tylny; 13. Korzeń przedni; 14. Mięśnie; 15. Stawy; 16. Kości; 17. Skóra; 18. P. Flechsiga; 19. P. Gowersa; 20. Oliwka opuszkowa; 21. Globulus; 22. Embolus; 23. Jądro czerwone; 24. P. czerwono-rdzeniowy; 25. P. oliwkowo-rdzeniowy.)

Mięśnie półciała odpowiadające jądru Deitersa otrzymują więc swoje unerwienie przedsionkowe. Czuciowy powrót zapewnia im niezbędne dostosowania, by zachowana była ogólna koordynacja. W tym celu wykorzystywane są dwie drogi czuciowe. Jedna, dominująca w części pod-przeponowej, jest szczególnie zarezerwowana dla kończyny dolnej. Chodzi o pęczek Flechsiga, który obiera drogę wstępującą homolateralną i rzutuje się na paleocerebellum. Druga droga jest szczególnie rozłożona w strefie nad-przeponowej — zwłaszcza w kierunku kończyny górnej. Realizuje pęczek Gowersa, który różni się od poprzedniego tym, że krzyżuje linię środkową rdzenia, by skierować się ku górze w kierunku mostu — poza opuszkę. Tam ponownie krzyżuje linię środkową, staje się więc znowu homolateralnym, kończąc się jak poprzedni na poziomie paleocerebellum, na którym zbierane są projekcje ciała.

Bez zagłębiania się w pogłębione studium tej części integratora przedsionkowego — do której należałoby dodać jądro czerwone i oliwkę opuszkową — możemy w skrócie powiedzieć, że ustanawia się ogromna sieć. Zapewni ona ustanowienie organizacji uzupełnionej grą innych elementów konstytutywnych trzech pozostałych jąder przedsionkowych.

Najpierw mamy jądro dolne i wewnętrzne, czyli jądro Rollera. Rozprowadza ono włókna, które po przejściu przez rdzeń kręgowy i daniu pęczka przedsionkowo-rdzeniowego heterolateralnego zwracają się do mięśni antagonistycznych w stosunku do tych, które zależą od pęczka przedsionkowo-rdzeniowego homolateralnego — przypomnijmy, że źródło tego ostatniego znajduje się na poziomie jądra Deitersa. Następnie jądro górne i zewnętrzne, zwane jądrem Becherewa, jest w istocie przekaźnikiem komunikacji między przedsionkiem a móżdżkiem dzięki połączeniom aferentnym i eferentnym. Ta bezpośrednia relacja stanowi ważny element po to, by przedsionek rzutował się na archeocerebellum, które będzie powiązane z paleocerebellum poprzez gęstą sieć dendrytów — przedłużenie komórek Purkinjego. Ta dendrytyczna tkanka móżdżkowa jest z pewnością jednym z głównych terytoriów, na którym ustanawiają się połączenia kontroli aktywności posturalnych. Wreszcie ostatnie jądro, górne i wewnętrzne — jądro Schwalbego — jest źródłem dwóch wstępujących traktów: jednego zewnętrznego, drugiego wewnętrznego, łączących się w górnej części w jądrach Thomasa i Darkschewitscha, zanim się przedłużą na poziomie pęczka podłużnego tylnego. W swojej drodze zstępującej ten ostatni wyrzuca włókna, by dotrzeć do różnych nerwów czaszkowych — pozwalając tym samym, by mięśnie umiejscowione powyżej szyi również znalazły się pod batutą przedsionka.

Tak więc wszystkie mięśnie ciała — bez wyjątku — zależą od tego narządu. Należy doprecyzować, że pęczki widziane ostatnio, wychodzące z jądra Schwalbego i często określane mianem pęczków rdzeniowo-śródmózgowych, ustanawiają z dołu ku górze połączenie nerwowe z jądrami szóstej, czwartej i trzeciej pary czaszkowej — czyli z jądrami odpowiedzialnymi za unerwienie mięśni ocznych (ryc. 3). Ten wkład jest szczególnie ważny, gdyż ujawnia główną interferencję aparatu przedsionkowego z dynamiką oka w widzeniu.

Ryc. 3 — Integrator wzrokowy lub przestrzenny

(1. Oko; 2. Nerw wzrokowy; 3. Pole potyliczne; 4. Ciało kolankowate boczne; 5. P. pokrywkowo-rdzeniowy; 6. Jądro trzeciej pary; 7. Jądro czwartej pary; 8. Jądro szóstej pary; 9. P. śródmózgowy; 10. Przedsionek.)

Pęczek piramidowy: jego rola „dowodzenia" w równoważeniu

Gra aparatu równoważenia polega w sumie na przygotowywaniu ciała we wszystkich aktywnościach związanych z ruchami, jak również w tych wzywanych przez poszukiwanie statyki. Konieczne jest dołączenie do niego prawdziwego systemu „dowodzenia". Ta rola przypadnie pęczkowi piramidowemu. Chciałbym tu mówić o „integratorze piramidowym", który jest w istocie integratorem przekazu aktu wolicjonalnego. Mógłby on obejmować sam pęczek piramidowy, skojarzony z pęczkami czuciowymi rdzeniowo-wzgórzowymi bezpośrednim i krzyżowym, dzięki którym kontrola aktu będzie zostać wykonana.

Tak więc całokształt traktów „integratora" nabiera pełnego sensu. Określa on neuronalne terytorium konstytuowane przez funkcję. To podejście — odpowiadające operacyjnej rzeczywistości — łatwiej jest pojąć niż systematyczne wyliczanie nerwów zgodnie z klasycznym opisem pozbawionym wszelkiej globalnej wizji. Pojmujemy bowiem, że jest to praktyczna koncepcja podchodzenia do układu nerwowego pod kątem, w którym funkcja jest brana jako nośnik naszych dociekań. Odpowiada nam tym lepiej, że doskonale odpowiada wypracowaniu każdego ze stadiów pozwalających człowiekowi przebyć różne etapy ewolucji, by pewnego dnia ustanowiła się w nim głęboka relacja z Logosem.

Integrator językowy

To w tym właśnie momencie, gdy mowa korzysta ze wszystkich swoich praw i gdy poprzez nią świat zaczyna istnieć pod kątem medialnym, integrator językowy narzuca się w naszym wykładzie. Pamiętamy, że jest przedstawiany także pod rubryką integratora ślimakowego — waga tej nowej sieci jest znacząca, gdyż dzięki niej mowa ludzka może się rozkwitnąć i osiągnąć znaną nam pełnię. Dopełnia osiągnięcie pionowości, bez której zdolność mowy właściwa człowiekowi nie zdołałaby wypracować funkcji niezbędnych do tego mowotwórczego aktu, tak dlań swoistego.

Ślimak jest dołączony do sakkulusa, jak już sygnalizowaliśmy. Stanowi ostatnie ogniwo pojawiające się w ewolucji struktur ucha wewnętrznego. Przekształca ciało ludzkie w antenę nie tylko słuchającą, lecz wibrującą, rezonującą. Przez nie staje się ono zasadniczym instrumentem mowy, modulującym na muzyce każdego języka.

Ze ślimaka — w jego części wewnętrznej — wytryskają włókna zbierane na poziomie błony podstawnej i zgromadzone w postaci zwoju Cortiego, umiejscowionego w centrum ślimakowej ślimacznicy znanej pod nazwą kolumielli. Nerw ślimakowy rodzi się po tym przekaźniku zwojowym i kieruje się ku górnej części opuszki, w którą wnika na tym samym poziomie co nerw przedsionkowy. Tam jądra go odbierają i pełnią rolę przekaźnika; jest ich dwa. Jedno przednie zwie się brzusznym, podczas gdy drugie — z tyłu — nosi nazwę grzbietowego. Z każdego z tych dwóch jąder wychodzą dwa pęczki. Najważniejszy z nich przechodzi poziomo przez linię środkową i dołącza do swojego odpowiednika po przeciwnej stronie. Drugi, wstępujący, uczestniczy w utworzeniu lemniscusa bocznego wraz z włóknami pochodzącymi z jąder brzusznego i grzbietowego, wychodzących z nerwu ślimakowego drugiego ucha. Tak więc dwa pęczki wznoszą się ku następnym przekaźnikom, do których docierają na poziomie wzgórza w jego części tylnej, zwanej pulvinarem (ryc. 4). Każdy z nich składa się z włókien homolateralnych w dwóch piątych i z włókien heterolateralnych w pozostałych trzech piątych. Jak widać, dwa lemniscusy boczne ustanawiają most rzucony między górną częścią opuszkową a częścią encefaliczną wzgórzową.

Ryc. 4 — Układ ślimakowy.

(1. Ślimak; 2. Jądro ślimakowe grzbietowe; 3. Jądro ślimakowe brzuszne; 4. Wstęga Reila boczna; 5. Ciało kolankowate przyśrodkowe; 6. Wzgórze; 7. Zakręt Heschla.)

Z tego trzeciego przekaźnika trakty nerwowe biegną w kierunku pierwszego zakrętu skroniowego zwanego Heschla (ryc. 5). To dojście nerwu ślimakowego do strefy 41 — miejsca projekcji samego ślimaka, tam, gdzie zaczyna się dekodowanie. Informacja zebrana na tym poziomie musi przejść do strefy 21 leżącej poniżej, by tam została rozpoznana — co implikuje, że została wcześniej zmagazynowana. Aby dokonać tej rezerwy, strefa skroniowa 22, umiejscowiona bezpośrednio poniżej poprzedniej, pełni rolę zbiornika. Jej nazwa jest zresztą bardzo sugestywna pod tym kątem; została bowiem nazwana w 1870 roku przez adepta Broki, Charltona Bastiana, strefą pamięci nominatywnej.

Ryc. 5 — Pole słuchowe.

(1. Płat skroniowy; 2. Pole 41 (sensoryczne); 3. Pole 42 (gnostyczne); 4. Pole 22 (motoryczne).)

To nie wszystko, gdyż rozległość tego pola pamięci nie ogranicza się do samej strefy 22. Jej terytorium jest w istocie ogromne. Dlatego jest w stanie magazynować znaczną liczbę informacji, inwentaryzować je, sporządzać listy podobieństw i różnic. I jest tym bardziej skuteczna, że jej aktywność przejawia się na szczególnym rejestrze. W odróżnieniu bowiem od dwóch poprzedzających ją stref, które są zasadniczo natury sensorycznej, ona odpowiada cechom stref motorycznych pozapiramidowych. Znaczy to, że jej interwencja będzie miała duże znaczenie. Ma w istocie wpływ na całą mózgową sieć pozapiramidową, z którą jest połączona i która współpracuje z integratorem przedsionkowym. Pamiętamy, że ten ostatni jest samym fundamentem ogromnej sieci somatycznej — co znaczy jasno, że każda informacja dźwiękowa będzie miała swój cielesny odpowiednik. Dodajmy do tego, że każda muzyka określi swoje selektywne działanie na tę lub inną część somy, a mowa będzie ze swej strony naprawdę wcielona, „incorporeizowana".

Drogi, jakimi posługuje się pole nominatywne, by się rozprzestrzeniać, zaczynają się od pęczka Türcka-Meynerta (ryc. 6), prowadzącego do jąder mostu. Stamtąd projekcja dokonuje się na poziomie neocerebellum umiejscowionego na przeciwnym móżdżku. Mimochodem zaznaczmy, że sieć dendrytyczna komórek Purkinjego zbiera tu informacje przekazywane do pól paleo- i archeocerebellum. Tak więc przedsionek kontralateralny zostaje poinformowany. Z projekcji na pole neocerebellum rozpoczęty obwód podąża dalej w kierunku jądra zębatego i opuszcza wówczas móżdżek. Po tym ostatnim przekaźniku marsz kontynuuje się ku wzgórzu, do którego dochodzi w jego części centralnej i które przechodzi, by dosłownie rozlać się po całej korze pozapiramidowej. To znaczy, że osiąga znaczne terytorium — zarówno na polu czołowym przed polem piramidowym, jak i na polu ciemieniowym za zakrętem ciemieniowym wstępującym. Ten ostatni jest przeznaczony do zbierania epikrytycznej wrażliwości integratora piramidowego, który — pamiętamy — jest tym wolicjonalnego dowodzenia.

Ryc. 6 — Obwody Kora-Most-Móżdżek-Wzgórze-Kora.

(1. Pole 22 (motoryczne); 2. Pęczek Türcka-Meynerta; 3. Jądro mostu; 4. Neocerebellum; 5. Jądro zębate; 6. Sieć Purkinjego; 7. Jądro czerwone (neorubryczne); 8. Wzgórze; 9. Projekcja korowa i powrót ku mostowi; 10. Ciało modzelowate.)

Wreszcie z tego rozległego zespołu okolic wzywanych przez informację stale zasilaną aktywnością strefy skroniowej 22, włókna powracające schodzą — odrywając się od każdego z punktów upadku pęczków wzgórzowo-korowych — w kierunku jąder mostu. Z tych przekaźników szlak neuronalny ponownie rusza ku neocerebellum, tworząc tym samym wielki obwód zwany „korowo-mostowo-móżdżkowo-zębato-wzgórzowo-korowym". Dzięki temu obwodowi zapamiętywanie ustanawia się z tym głębszym zakotwiczeniem, że za każdym przebyciem tej długiej wędrówki informacja pierwotnie zebrana za pośrednictwem włókna wychodzącego z jądra zębatego wystrzeliwuje wstrzyk do jądra czerwonego. To wchodzi wówczas w relację z pęczkami przedsionkowymi, które przez korzenie przednie rdzenia mogą tym samym rozprowadzać się do wszystkich mięśni ciała. Te są wskutek tego naznaczone pewną pamięcią.

Ten kurs w meandrach funkcjonalnej neurologii ryzykuje przy pierwszym czytaniu wydać się czymś nieco mozolnym. Sądzimy jednak, że rozjaśni się w miarę powtarzania procedur pogłębiania. Z pewnością trzeba zacząć od zlokalizowania miejsc i ich identyfikacji, by móc rozróżnić każdy z zespołów dotyczących opisanych integratorów. Pamiętamy, że te linie zostały napisane dla tych, którzy wyrazili pragnienie zrozumienia. Mniej zainteresowani na pierwszy rzut oka mogą oczywiście odpuścić swoje wysiłki — i wrócić do tych pojęć później, gdy potrzeba się pojawi.

Hatha joga a neurofizjologia ucha

Na obecnym etapie wkład nauki jest taki, że mamy prawo lepiej pojąć skutki Hatha Yogi. Można je co prawda zweryfikować, ale często jest się zmuszonym przyjąć je aktem wiary — nie mogąc naprawdę odkryć mechanizmów rządzących ustanowieniem tych rezultatów. Szczęśliwie wiele tajemnic wciąż pozostaje, a inne, których nie oczekiwano, będą zasilać poszukiwania badaczy zainteresowanych problemami, jakie wzbudza fizjologia w ogólności.

„Pamięci komórkowe". Język asan

Sztuka równowagi posturalnej, Hatha Yoga interpeluje nas co do samego znaczenia rozmaitych asan. W rzeczywistości chodzi o rozszyfrowanie na poziomie ciała semantycznej wartości każdej z nich. Innymi słowy, takie poszukiwanie może być rzeczywiście podjęte tylko wtedy, gdy przyjmie się, że soma zmagazynowała gdzieś pamięci — że zbierała je z subtelną inteligencją aż do ich engrafowania, to znaczy do nadania im formy dyskursu. Można mówić o języku pozornie niewerbalnym, który w istocie domaga się tylko przyjęcia mowotwórczej formy dzięki podłożu przedsionkowo-ślimakowemu. Chodzi w istocie o absorpcję językową cielesną w jednym wypadku — i o werbalizację somatycznych pamięci w drugim.

W braku dialektyki między tymi dwoma biegunami narażeni jesteśmy na powstanie psychosomatycznych fiksacji, w których dynamika relacyjna na poziomie tych dwóch biegunów stopniowo się zwęża; dojdzie aż do wyrażania się w znaczących alteracjach patologicznych — również semantycznie znaczących, lecz w trybie metajęzyka często niezrozumianego. Co do czystej i prostej odmowy pojmowania takiego zaangażowania, w którym ciało staje się naczyniem tego tajemnego dyskursu — prowadzi nieubłaganie do alienacji, która zaczyna się — jak widać — od zniesienia komunikacji z sobą samym.

Asany są dialogami pogłębionymi, z których w miarę czasu wyłaniają się krystalizacje tych pamięci, zintegrowanych w najgłębszej duszy komórkowej. Wymagają w wykonaniu zarówno wolicjonalnego porzucenia, by ciało się wyrażało, jak i wyostrzonej czujności do dekodowania komunikatów, które formułuje. Rozumie się samo przez się, że trzeba umieć czekać — nie w jednej chwili bowiem wynurza się głębia i nabywa się odpowiedniego deszyfrowania. Trzeba liczyć z czasem i nie bać się poważnie spotkać tego ciała, co do którego podejrzewa się, że zawiera wspomnienia zaszufladkowane jako niepożądane.

Jednak dobrze prowadzona Hatha Yoga doprowadza tego, kto się jej oddaje — łącząc odprężenie i świadomość — do odkrycia dialogu między swoim ciałem, które zdoła kształtować, rzeźbić aż do postrzeżenia go jako anteny odbiorczej, a Stwórcą wszystkich rzeczy, który zaprasza go do uczestnictwa w bajecznym spektaklu Wszechświata.

Chętnie kontynuowalibyśmy taki rozwój, gdyż zbieżności między Hatha Yogą a neurofizjologią ucha wewnętrznego są bardzo skorelowane. Nie przekraczając zbytnio miejsca nam przyznanego w tym artykule, powiedzmy kilka słów o zespole ślimakowo-przedsionkowym. Spróbujemy jednocześnie wyobrazić sobie szczególną postawę: Lotos. Schematy pozwolą nam dokonać pewnych uproszczeń.

Organizacja i działanie aparatu ślimakowo-przedsionkowego

Ryc. 7 — Przedsionek

Jeśli weźmiemy utrikulus z jego trzema kanałami półkolistymi (cs) — zespół, który stał się teraz znajomy na ryc. 7 — i spojrzymy nań z góry na ryc. 8, lepiej zobaczymy umiejscowienie kanałów. Fizjologicznie ich aktywne części przejawiają się w bańkach, gdzie znajdują się komórki sensoryczne oceniające przemieszczanie płynu endolimfatycznego krążącego w kanałach. Ryc. 9 zaznacza umocowania baniek; są ich trzy: zewnętrzna cse, górna css, tylna csp. Ryc. 10 przedstawia projekcję tych umocowań na płycie podstawnej utrikulusa — miejscu, gdzie rozkładają się sensoryczne komórki rzęsate. Krzywa linia narysowana na powierzchni płyty utrikularnej to miejsce zbieżności prądów endolimfatycznych — zwłaszcza przy wyłonieniu się płynów bańkowych.

Ryc. 8

Ryc. 9

Ryc. 10

Ryc. 11

Jeśli zschematyzuje się oba utrikulusy w stosunku do linii środkowej, zauważy się, że wbrew zwyczajowej koncepcji, dwa przedsionki nie są w ogóle równoległe. Ich osie bowiem zbiegają się z przodu w zależności od piramid skalistych (ryc. 11), które je zawierają — tworząc tym samym kąt 45 stopni z linią środkową, czyli 90 stopni między sobą. Tak że css zawsze opisywany jako strzałkowy jest w istocie skośny do przodu i przyśrodkowo pod kątem 45 stopni, podczas gdy csp uważany zazwyczaj za czołowy okazuje się skośny do tyłu i przyśrodkowo, również pod kątem 45 stopni. Z tych orientacji wynika, że każdy css i csp każdej strony jest równoległy nie do swojego homologa, lecz do partnera tego ostatniego.

Tak więc oba przedsionki pracują w parze — ale nie równolegle. Tworzą prawdziwy dialog twarzą w twarz, a więc nie w opozycji, lecz w relacji dialektycznej zbudowanej na stałych kompensacjach i nieustannych dostosowaniach.

Pojawienie się każdego z kanałów półkolistych w trakcie filogenetycznej progresji zasługuje tu na uwagę. Cse pojawia się bowiem jako pierwszy u bezżuchwowców — ryb, u których w trakcie przemieszczeń kątowania boczne są ułatwione, prawdopodobnie przez łatwiejszą mobilizację ich płetw przednio-bocznych, pierwszych zarysów kończyn górnych. Csp — czołowy w dawnej koncepcji — przychodzi jako drugi i wprowadza aktywność płetwy tylno-bocznej, źródła przyszłej kończyny dolnej. Wreszcie css, zwany wcześniej strzałkowym, pojawia się. Jego rola będzie szczególnie przeznaczona do równowagi głowy. Angielski termin „balance" doskonale ilustrowałby jego funkcję.

W ustanawiającej się strukturze brakuje jeszcze kontroli klatki piersiowej i brzucha — tułowia w sumie. Filogenetyczna progresja, w połączeniu z procesem ontogenetycznym, rzuca w sposób wymowny światło na mechanizmy ewolucyjne. Pierwszym istotnym elementem do zachowania jest tu wyjściowa fuzja łącząca głowę z tułowiem. Tak więc głowotułów okazuje się formą pierwotną, bez możliwości rozróżnienia między tymi dwiema częściami — później od siebie uwolnionymi. Pozostaną one jednak długo do zintegrowania w tym, co zwykło się określać mianem „obrazu ciała".

Pamiętamy, że dziecko nie może przez pewien czas wytworzyć rysunku, który by je przedstawiał, bez nabazgrania ludzika całkiem okrągłego jak kula (ryc. 12). Wkrótce dwie kończyny górne wytryskną po bokach (ryc. 13). Co ciekawe, wychodzą tam, gdzie dwoje uszu zostaje później umiejscowionych. Prawdą jest, że wtedy jego ręce słuchają. Dopiero nieco później dwie pionowe kreski schodzące z kuli zachęcają do myśli, że kończyny dolne zajęły miejsce w obrazie, jaki dziecko ma o sobie (ryc. 14). Wreszcie pewnego pięknego dnia głowa odróżnia się od tułowia (ryc. 15).

W ostateczności, czyż nie asystujemy pojawianiu się zależności związanych z kanałami półkolistymi, które ustawiają się funkcjonalnie w porządku programu ewolucji? Wszystko skłania nas, by tak myśleć. Co więcej, ta progresja przyspiesza wraz z pojawieniem się mowy. Indukcja tu generowana jest znacząca i przejawia się przez energię zwielokrotnioną.

Wracając do relacji między ruchami a ich składowymi ślimakowo-przedsionkowymi, z którymi są solidarne — można powiedzieć, że asany są z pewnością najbardziej wyrafinowanymi modelami gestykulacji odpowiadającej optymalnym aktywnościom ucha wewnętrznego. Tak więc każda postawa jest widoczną cielesną reprezentacją bardzo swoistej postawy labiryntu słuchowego. Ta ostatnia pozostaje ukryta — ale istnieje. Jest odtwarzalna i wyznacza — przez swoją obecność — tę samą cielesną odpowiedź.

Ryc. 12

Ryc. 13

Ryc. 14

Ryc. 15

Mowa a równowaga: rola ślimaka

Pobieżnie zobaczyliśmy, jak przedsionek lokuje się ze swoimi pierwszymi elementami. Pozostaje ślimak. Przybywszy ostatni, jest charakterystyczny dla ucha ssaków i znajduje pełne zastosowanie u człowieka, gdy oddaje się słuchaniu. Staje się dyrygentem organizacji, która gromadzi wszystkie narządy zmysłów w celu zobaczenia, jak ciało zaczyna stawać się anteną na słuchaniu. Podchodziliśmy do istotnego tej ewolucyjnej drogi. Dobrze jednak będzie spróbować zrozumieć rolę ślimaka — ostatniego pojawiającego się elementu.

Mowa — jak doprecyzowaliśmy wielokrotnie — przejmuje ludzki instrument. Dosłownie pochwycony przez tę wysokopoziomową zdolność, która otworzy mu drzwi świadomości, człowiek się wertykalizuje. Wiemy, jak do tego dochodzi przez grę przedsionka. Następnie staje się prawostronnie zlateralizowany. To dzięki dołączeniu ślimaka w jego funkcji słuchania te fundamentalne transformacje stają się możliwe.

Jaka będzie rola ślimaka w tej nowej progresji? Będzie polegać na detekcji dźwięków — odpowie się nam — i rozpoznawaniu ich rozmaitych cech: natężenia, barwy, modulacji, rytmów i sekwencji. To prawda, ale szeroko niewystarczająca. Przez taką definicję funkcji odpowiadającą analizie dźwięków przez ucho ciało nie pojawia się. Wszystko sprowadzałoby się do tego, że ucho wystarczyłoby sobie samo i że ono jedno działa. W niniejszym wywodzie powiedziano dość, by wiedzieć, że nie może tak być. Ciało uczestniczy w całości — podobnie jak układ nerwowy też jest wzywany.

Zdolność słuchania przechodzi w funkcję mowy, podczas gdy ustanawia się komunikacja. Lecz mówić to grać ciałem drugiego. Co implikuje, że mówiący umie grać swoim. Jak pogodzić wszystkie informacje, które przedstawiliśmy, jeśli chcemy nadal myśleć, że ucho jest anatomicznie zrobione z części i kawałków — że przedsionek jest narządem przeznaczonym do równowagi, a ślimak zupełnie innym aparatem przeznaczonym do słuchania? Wystarczy przypomnieć sobie, że ucho jest całością i że jeśli przedsionek istotnie zapewnia równowagę, ślimak ze swej strony indukuje pionowość niezbędną do wypracowania mowy. Jego rola jest istotna, ponieważ w akcie mowy samo ciało staje się analizatorem częstotliwości.

Oczywiście trzeba uczenia się, by dostroić ucho i ciało, tak by pracowały razem i były wpięte na tę samą długość fali. Ślimak jest cielesną repliką, podczas gdy ciało jest strukturą wrażliwą — zwłaszcza na poziomie skóry. Ta bowiem jest w stanie — po pewnym czasie akomodacji — dokonywać rozpoznań częstotliwościowych. Czynić to będzie tym lepiej, że ślimak ją trenuje do praktykowania analogowych odpowiedzi. W braku słuchu warunkowanie to jest trudniejsze do zrealizowania, ale możliwe. Stanowi to bardzo interesujący środek pomocy niepełnosprawnym dotkniętym głuchotą.

Ślimak jest paraboloidą obrotową (ryc. 16). Toteż jeśli złożony dźwięk by się z nią spotkał, wpadłby w rezonans nie w całości, lecz w strefach izoczęstotliwościowych odpowiadających częstotliwościom zawartym w spektrum rozważanego dźwięku. Dźwięk umiejscowi się więc na jednej z tych równoległych izoczęstotliwościowych — i na linii umocowania narządu Cortiego, którego wiadomo, że rozwija się on na wstępującej spirali helikoidalnej. Coś w rodzaju cięcia w skórkę pomarańczy zarysowuje się tak na powierzchni paraboloidy — wyznaczając wybierany punkt każdej częstotliwości.

Tak samo jest z ciałem. Każdy dźwięk rozkłada się bowiem w bardzo precyzyjnym miejscu, odpowiadającym samemu zdefiniowanemu punktowi. Ten ostatni odpowiada metamerycznemu plastrowi ciała — to znaczy umiejscowionemu na poziomie każdego z kręgów, lub dokładniej odpowiadającemu różnym wyłonieniom nerwów kręgowych.

Asana lotosu: model referencyjny

Wróćmy do Lotosu — pozycji idealnej i reprezentatywnej samej jogi. Obraz siebie w tej sytuacji odnajduje się w klasycznej przeplotni dwóch trójkątów: jednego schodzącego z „nieba", drugiego wyłaniającego się z „ziemi". Te dwa obrazy można też wizualizować, myśląc, że to, co podtrzymuje oba ramiona, to mięśnie grzbietowe szeroko rozłożone — zakotwiczone u dołu na grzebieniach biodrowych i kończące się dolnym wierzchołkiem zwieńczonym kością krzyżową i guziczną. Drugi trójkąt równoramienny, jak poprzedni — mający za podstawę zewnętrzną część obu bioder — czepia się swoim wierzchołkiem wyrostka potylicznego znajdującego się w tylnej części czaszki. Te trójkąty odczute pomagają znacząco wyregulować postawę grzbietu w prostości. Przypomnijmy, że ta ostatnia jest trudna do zintegrowania z braku reprezentacji swoistych pól dobrze rozwiniętych na polach motorycznych i sensorycznych kory czołowej i ciemieniowej.

Co do Lotosu wybranego jako model referencyjny — możemy wyobrazić sobie, że boczne ramiona górnego trójkąta są zwłaszcza tworzącymi paraboloidy obrotowej skierowanej ku górze. Wtedy kręgosłup będzie jego osią środkową. Otwarcie kąta przy wierzchołku będzie zmienne w zależności od struktury anatomicznej, ale również od stadium ewolucji w praktykowaniu ćwiczeń jogicznych — zwłaszcza tych zmierzających do panowania nad obiegiem energii.

Człowiek może teraz przedstawić się jako mający osadzenie kontrolowane na poziomie podstawy utrikularnej, która reguluje poziomość głowy, ramion, przepony, bioder, kości krzyżowej i tym samym guzicznej. W tym samym czasie wydaje się otoczony obwodem paraboloidy obrotowej, na którym wpisują się izoczęstotliwościowe pasma odpowiadające tym wyznaczonym na ślimaku — dokładniej na ślimakach prawym i lewym.

Człowiek znajduje się tak wycentrowany, zrównoważony wokół pionowej osi przedsionkowej — wyobrażony jako reprezentowany przez trzy ślimaki (ryc. 17): jeden cielesny otaczający i dwa inne umieszczone jak słuchawki wewnętrzne, działające z taką skutecznością, że żaden materialny słuchawkowy nie mógłby z nimi konkurować. Niewątpliwie każdy zrealizowany człowiek powinien trwale nosić te dwa słuchawkowe otwarte na świat innych i wpięte na wszechświat wszystkich. Nie sposób nie przywołać tu wspaniałego Mojżesza Michała Anioła — cudownie udrapowanego w energetyczną osłonę, z której emanuje osobliwa siła — wyposażonego w dwa skroniowe rogi rozwinięte na sposób dwóch ślimaków, które z pewnością symbolizują.

Drugi trójkąt równoramienny — ten mający za podstawę miednicę — może być także podporą paraboloidy obrotowej, odwróconej w stosunku do poprzedniej. Skierowanej ku materii — w przeciwieństwie do pierwszej, otwierającej się ku niebiosom. Czyż wędrówka ludzka nie oscylowałaby między tymi dwoma biegunami?

Tak więc — daleko od epilogowania nad rozważaniami o dualizmie między materią a duchem — zapraszamy czytelnika do odkrycia człowieka w jego fundamentalnej posturze, charakterystycznej dla jego ludzkiego wymiaru — ujawniającej go jako naczynie i siedlisko Istoty. Pionowość odtąd narzuca się jako konieczność, jednocześnie łącząc się z umysłową prostością i wzmacniając się przez psychologiczną równowagę — jedno nie idzie bez drugiego. Ucho wewnętrzne manifestuje nam tu we wszystkich punktach swoją organizacyjną moc — pod indukcyjnym impulsem zdolności słuchania. Ta ostatnia umożliwia liczne komunikacje, z których niektóre sytuowane są daleko poza naszymi zwykłymi pojęciami i wpisują się w ramy komunii fuzyjnej z Kosmosem przez Myśl, która od zawsze kiełkowała w sercu natchnionych ludzi.

A. A. Tomatis

Revue française de Yoga (1991)

Dokument oryginalnyfaksymile historycznego PDF (pobieranie bezpośrednie).