Terapia Tomatisa w służbie dzieciom
Opóźnienie ruchowe, dyspraksja, opóźnienie mowy, niepowodzenie szkolne, autyzm: jak metoda Tomatisa może pomóc dzieciom.
Praktyczny przewodnik terapii Tomatisa
Terapia słuchania w służbie dzieciom
Opóźnienie ruchowe ……………………………………. 81
Dyspraksja ………………………………………………… 83
Opóźnienie mowy ……………………………………….. 87
Niepowodzenie szkolne nie jest fatalnością! ….. 89
„Janek równie potrzebował okularów, by dobrze widzieć, jak by słuchać!" ……………………. 97
„Słuchaj, a ujrzysz" …………………………………….. 99
Nowa nadzieja dla dzieci autystycznych ………. 100
Tendencje autystyczne: przypadek Oliviera …… 104
Padaczka ………………………………………………….. 107
„Wybiło korki!" …………………………………………. 107
Wokół adopcji ……………………………………………. 110
Terapia słuchania w służbie dorosłym
Rozwój osobisty …………………………………………. 113
Śpiewacy i muzycy: „Śpiewa się uchem!" …….. 115
Czy mam słuch do śpiewania? ……………………… 115
Mój instrument to moje ciało! ……………………… 116
„Mój głos jest bardziej zintegrowany z ciałem" 120
Integracja języków obcych: „Wszyscy urodziliśmy się poliglotami!" ………… 123
„Dar" języków? ………………………………………….. 124
Projekt Audio-lingua …………………………………… 126
Jesteśmy „rzeźbieni" przez dźwięki! …………….. 128
Wsparcie kobiet w ciąży ……………………………… 130
Depresja a terapia słuchania ……………………….. 134
„Depresja egzystencjalna" ………………………….. 136
Przypadek Pierre’a, w depresji …………………….. 138
Zawroty głowy Ménière’a: świat wali się pod nogami! ……………………… 141
Zakończenie ………………………………………………. 145
Bibliografia: książki dr. Alfreda Tomatisa ……… 149
Muzyki do słuchania bez umiaru! Wybór dr. Alfreda Tomatisa ……………………… 151
Strony zrzeszeń praktyków audio-psycho-fonologii ………………………………. 153
Świadectwo Lény Tomatis
„Bylebym dokonał misji, jaka mi została powierzona…"
Drodzy Przyjaciele,
Tak wyrażał się mój małżonek w mottcie swojej autobiografii L’oreille et la vie. Było to w 1976 roku. Dwadzieścia pięć lat wcześniej rozpoczął ten marsz ku światłu. Dwadzieścia pięć lat później kończy swój bieg w wzbiciu, w którym cierpienie sięga maksimum. Spieszył odzyskać pokój w swoim ciele i duszy, które tak bardzo cierpiały w ciągu ostatnich pięciu lat.
Krok za krokiem szłam za nim w jego drodze ku wieczności. Mogłam tym samym zmierzyć ogrom miłosierdzia, jakie okazywał dniem i nocą, przyjmując te próby — nigdy się nie skarżąc, zawsze się uśmiechając, nawet w najgłębszej rozpaczy. Przypomniałam sobie wówczas liczne refleksje, które miał w zwyczaju wyrażać w odpowiedniej chwili, sam natchniony tym, co otrzymywał z góry. W pokorze graniczącej z największą prostotą nigdy nie mówił o „swoich odkryciach", które zawsze uważał za oczywistości. Dla niego to, co znajdował, było mu ofiarowane, by mógł przekazywać istotom ludzkim mannę, którą sam się żywił od dzieciństwa. „Wszystko otrzymywać, by wszystko dawać" — taka była jego dewiza.
Tę opatrznościową i cudowną nauką ofiarowaną przez niebo zawsze oddawał w służbę bliźnich z hojnością, którą wielu jego pacjentów i uczniów potrafili docenić w ciągu swojego życia. Miałam zwyczaj mawiać, że zawsze był 300 metrów ponad ziemią, podczas gdy ja borykałam się na naszej Ziemi. Lecz zdarzało mi się dołączać do niego w tych wysokościach, w których dobrze się żyło z dala od pospolitości tego świata. Tam mogliśmy rozmawiać o losie wszystkich, którzy prosili nas o pomoc. Zawsze pełen nadziei, Tom nigdy nie zapominał o tych, którzy cierpieli z powodu zła, jakie mógł złagodzić. Poczucie misji go nie opuszczało.
Ową misję zrealizował w sposób mistrzowski i nie sądzę, by odszedł, pozostawiając ją niedokończoną. Przebywał na ziemi, czyniąc w bardzo szczególny sposób dobro ubogim i ranionym w komunikacji. Jego inteligencja iskrząca intuicjami doprowadziła go do złagodzenia głębokiego cierpienia, które nawet nie potrafi się wypowiedzieć. W sercu swojego życia pracy stawiał piękno w służbie dobra. To, co mógł czynić, co czynić powinien — wykonał, nawet poza wszelkim ludzkim wymiarem, w duchu solidarności, który świadczy o jego ogromnej dobroci.
Ta misja musi być kontynuowana, gdyż naszemu społeczeństwu czegoś brakuje w pewnych dziedzinach, w których techniki, jakie wypracowaliśmy, mogą okazać się skuteczne. Czy chodzi o medycynę, pedagogikę, psychologię, sztukę, muzykę — prace podjęte przez mojego małżonka muszą trwać poza wszelkimi granicami, by zostały uznane przez zainteresowane instytucje.
Chciałabym podkreślić jego wiarę, szczególnie w czasie tych ostatnich pięciu lat fizycznych i moralnych cierpień. Tą wiarą — pełną ufności i pokoju — pozwolił sobie być prowadzonym przez Boga w ostatnim etapie całkowitego wyrzeczenia, który przyjął, pozwalając miłości zatryumfować w jego zranionym sercu. W sposób ukryty przed większością żył mądrością Krzyża w sposób wybitny.
Kontemplując Wszechświat, a najpierw słuchając go, nie tylko przekazał techniki i teorie; przede wszystkim przekazał ducha pośród swoich uczniów, kolegów, pacjentów — ducha służby karmionego miłością bliźniego. Dla niego jest to koniec pielgrzymki z jej chwilami drogi krzyżowej, by wreszcie dotrzeć do całkowitego Słuchania Boga, które było poszukiwaniem całego jego życia.
Opuścił nas w dniu Bożego Narodzenia. To wielka próba — przyjąć to przejście w śmierci ukochanego małżonka, lecz po stronie Boga — jak piękny dzień, by przyjść po swoje dziecko i sprawić, by narodziło się do pełni boskiego życia!
Léna i Alfred Tomatis
Specjalista otorynolaryngologii Wydziału Medycyny w Paryżu, dr Alfred Tomatis (1920–2001) był wynalazcą, badaczem i terapeutą, dziś światowo uznanym za swe prace nad uchem, językiem i komunikacją. Sformułował szereg praw, które dziś noszą nazwę „Effet Tomatis", na podstawie których stworzył nową dyscyplinę: Audio-Psycho-Phonologie (APP). To podejście kierowane jest do wszystkich, którzy — z bliska lub z daleka — pragną postąpić w słuchaniu, komunikacji i samorealizacji. Wśród jego pacjentów: Maria Callas, Gérard Depardieu, malarz Hartung.
Przedmowa
To w połowie lat osiemdziesiątych zetknąłem się z metodą Tomatisa. Byłem wówczas młodym studentem Szkoły Technicznej w Neuchâtel (Szwajcaria). Pasjonatowi akustyki i elektroniki, z przyjemnością zostałem zatrudniony przez Centre de l’Écoute w Neuchâtel, by naprawiać i konserwować ich tak szczególny sprzęt. Metoda szybko mnie zafascynowała z powodów osobistych. Sam jako dziecko lekko nadpobudliwe i cierpiące na dysleksję przeszedłem straszny obowiązek szkolny, którego ślady wciąż noszę. Byłem wtedy…
[Tekst FR oryginalny urywa się w tym miejscu — brak kontynuacji w źródle. Niemal cały tekst pokrywa się z artykułem 185 — duplikat redakcyjny po stronie .fr (preambuła książki).]