Ucho duchowe — słuchać wszechświata
Esej poświęcony duchowemu wymiarowi słuchania w myśli Alfreda Tomatisa. Po wstępnym ostrzeżeniu czytelnika — by oddzielić pracę kliniczną Tomatisa od jego rozważań metafizycznych (autor był katolikiem, był też zaznajomiony z buddyzmem i hinduizmem oraz długoletnim praktykiem jogi i chorału gregoriańskiego) — tekst rozwija fundamentalne pojęcia duchowości tomatissowskiej: pionowość („walka Jakuba"), postawa słuchania, figura Słuchacza wsłuchanego w „szum życia", odróżnienie istnienia od bycia, oraz „małe ja" Karlfrieda Grafa Dürckheima jako główna przeszkoda na drodze do pełnego słuchania.
„Człowiek jest wezwany, aby stać się anteną, która odbiera i przekazuje muzykę dającą życie światu w jego ewolucji."
„Proces ten nie jest jeszcze ukończony i, na chwilę obecną, niewielu jest tych, którzy dosięgli tego celu."
— Alfred A. Tomatis
Alfred Tomatis i kwestia duchowości
Książka o Alfredzie Tomatisie nie byłaby kompletna bez rozdziału o słuchaniu i duchowości. Wypowiadał się on na ten temat często — w swoich książkach i licznych wykładach — gdyż słuchanie, według niego, prowadzi do uświadomienia sobie wymiaru duchowego w życiu każdego człowieka. Ważne jest jednak, by przede wszystkim dobrze oddzielić pracę badawczą i terapeutyczną Tomatisa od rozważań metafizycznych, które rozwijał — czy to w oparciu o swoje badania, czy o własne przekonania (Alfred Tomatis był katolikiem; trzeba to powiedzieć, jeśli chcemy uniknąć nieporozumień). Niesprawiedliwe byłoby bowiem unieważnianie jego badań i pracy terapeutycznej z powodu jego przekonań. Niektórzy nie wahali się uczynić tego skoku, by zdyskredytować jego dzieło. Proszę więc czytelnika, by przed dalszą lekturą tej książki dobrze odróżnił pracę kliniczną od rozważań natury metafizycznej, jakie nastąpią. Można zgadzać się z pierwszą i nie zgadzać się z drugimi. Sam Alfred Tomatis nie był tego nieświadomy i nieraz się tym bawił.
Trzeba jednak stwierdzić, że gdy Alfred Tomatis „filozofuje" o słuchaniu, jest w syntonii z wielkimi tradycjami religijnymi — czy to z własną religią, czy z religiami takimi jak buddyzm lub hinduizm, które dobrze znał. Jego znajomość i wieloletnia praktyka jogi pozwoliły mu lepiej zrozumieć udział ciała w zjawiskach duchowych. Podobnie znajomość i praktyka chorału gregoriańskiego doprowadziły go do jego wysoce skutecznego użytku terapeutycznego, pozwalając mu jednocześnie na pogłębienie wiary. Dla niego nie istnieje praktyka duchowa, która nie zakorzeniałaby się w pierwszym rzędzie w ciele. To harmonijny rozwój funkcji ciała stanowi sam fundament życia duchowego. A w tym rozwoju ucho odgrywa rolę zasadniczą. Widać tu, jak daleko jesteśmy od mglistych i abstrakcyjnych przeżuwań — kwalifikowanych przez niektórych jako „metafizyczne" lub nawet „New Age".
Być prosto
Idea pionowości jest jedną z głównych osi myśli Alfreda Tomatisa. Już na początku tej książki pokazano, że ucho odgrywa rolę — przez swoją aktywność przedsionkową — w dochodzeniu istoty ludzkiej do pionowości. Przedsionek, działając jako ośrodek energii, pozwala walczyć z przyciąganiem grawitacyjnym dzięki wzmożonemu napięciu mięśniowemu, które sprawia, że ciało może wyprostowywać się coraz bardziej. Pionowość reorganizuje strukturę ciała, pozwala na wyzwolenie ręki — która może odtąd być używana do zadań złożonych (pisanie, wytwarzanie przedmiotów, praca na roli itd.) — ale przekształca też aparat głosowy, otwierając drogę do języka. Ten z kolei umożliwia pojawienie się świadomości, ponieważ słowa pozwalają wejść w kontakt z samym sobą i z innymi. Można zatem stwierdzić, że wzrost pionowości odpowiada wzrostowi świadomości. Dlatego Tomatis mówi o postawie słuchania, która kładzie nacisk na pionowość — słuchanie nie jest bowiem niczym innym, jak nabywaniem coraz szerszej świadomości.
Małe dziecko odbywa tę drogę od nowa w pierwszych latach życia. W tym wieku chodzi o zdobycie pionowości cielesnej, która warunkuje rozwój języka oraz uświadomienie sobie siebie i innych. Ludzkie zmaganie ku pionowości — które Tomatis nazywał „walką Jakuba" w nawiązaniu do Biblii — nie kończy się na tym etapie, lecz trwa przez kolejne wieki życia aż do śmierci, stając się coraz bardziej subtelne, ponieważ wymaga, by ego puściło uchwyt. Gdy ostateczny etap pionowości zostanie osiągnięty, Alfred Tomatis postuluje, że istota przemienia się w „Słuchacza", którego ciało jest nastrojone niczym instrument, by wejść w rezonans z rytmami Kosmosu. „Słuchacz" jest wtedy zdolny słyszeć to, co Tomatis nazywa „szumem życia". Sam jako pierwszy uznaje, że niewielu jest tych, którzy stają się „Słuchaczami". Nie jest to jednak powód, by nie próbować poprawiać własnego słuchania, aby żyć życiem coraz bardziej świadomym.
Puścić uchwyt
Praca słuchania opisana przez Alfreda Tomatisa jest w istocie pracą psychologiczną. W swojej książce o Mozarcie pisze, że „zasadniczym celem mojej techniki jest modyfikacja struktury psychologicznej w celu wyzwolenia jej z łańcuchów blokujących słuchanie". Dla niego różnica między esencją a egzystencją była fundamentalna. Słyszałem, jak przy okazji zauważał: „istnieć — to nie jest być", lub jeszcze: „aby być, trzeba zapomnieć o sobie samym". Egzystencja była dla niego zdominowana przez ego — przez „małe ja", jak nazywa je psycholog Karlfried Graf Dürckheim. To właśnie owo „małe ja" przeszkadza nam objąć wymiar transcendentny istniejący poza ograniczeniami narzucanymi nam przez ego. Bycia nie da się pojąć bez odniesienia do Boskiej Esencji, z której jesteśmy wywiedzeni. Doświadczenie tego wymiaru w naszym obecnym życiu stanowi doświadczenie Bycia. Tomatis opisuje je jako „dynamikę życia postrzeganą na poziomie komórkowym". Pozwala nam ona dostąpić świadomości, jeśli umiemy słuchać.
Tyrania egzystencji i ego zniechęca nas jednak do oglądania „oryginalnego oblicza — tego, jakie mieliśmy przed narodzeniem", jak opisuje to słynny koan zen. Według Tomatisa: „szum życia gubi się, gdy tylko człowiek wkracza w przymuszającą dynamikę egzystencji. Troski, przymusy, stany psychologiczne kończące się dręczącymi codziennymi zatroskaniami sprawiają, że to nadzwyczajne słuchanie znika." Bardziej niż nasz tryb życia, to jednak ego jest główną przeszkodą. Zaskakiwała go łatwość, z jaką ego nieustannie przybiera pozy — opisywał je żartobliwie jako „małpę żyjącą w człowieku". Jest ono przede wszystkim ocalałym, a wszystkie tradycje duchowe — w istocie wszystkie szkoły psychologii — kładą nacisk na trudność, z jaką ego puszcza uchwyt. To „małe ja" więzi nas w labiryncie umysłu. Trajkocze bez ustanku, dręczone nieustannie nieskończoną listą pragnień, potrzeb i nastrojów. Chce mieć, a nie być. Mierzy swoją wartość i moc w kategoriach swoich bogactw: doświadczeń, pieniędzy, przedmiotów materialnych. Ego nie agituje na rzecz przemiany, lecz na rzecz status quo. Ma swoje drobne nawyki, gotowe idee i uprzedzenia. Przywodzi na myśl obraz człowieka stopniowo skamieniałego — choć jego fizyczne serce wciąż bije. Jest jak system w obwodzie zamkniętym.
Uwaga — fragment pochodzi z osobistych archiwów. HTML źródłowy nosi ślady niedoskonałego skanu OCR (numery stron przyklejone do tekstu, sklejenia akapitów), zachowane tu w formie wyczyszczonej. Tekst jest fragmentem rozdziału o duchowości w monografii poświęconej Alfredowi Tomatisowi.