„Jak leczyć zaburzenia mowy" — Edukacja audio-psycho-fonologiczna (SON Magazine nº 34, styczeń 1973)
Piąta rozmowa serii Alain Gerber × Alfred Tomatis w SON Magazine. W nr. 34 ze stycznia 1973 roku Tomatis konkretnie opisuje kliniczny protokół kuracji audio-psycho-fonologicznej w leczeniu dysleksji, jąkania, schizofrenii i zaburzeń mowy. Pięć etapów: powrót dźwiękowy, dźwięki filtrowane (z nagranego głosu matki), poród dźwiękowy, przedjęzyk, język. Dawkowanie: trzy miesiące w przypadkach łagodnych, rok w ciężkich, sześćdziesiąt do dziewięćdziesięciu sesji u lekkiego dyslektyka. Tomatis nalega na termin „edukacja" zamiast „leczenia", szczegółowo opisuje pedagogikę głosu matki filtrowanego do 8 000 Hz, stopniowe przejście do filtrowania zstępującego dla porodu dźwiękowego, ostrożne wprowadzanie głosu ojca (odbieranego jako „gwałt" i „niedźwiedź z legendy"), a kończy konieczność zaangażowania całej rodziny — w tym ojca, „zwierzęcia bardzo trudnego do podejścia", lecz często niosącego sam „lewy głos", który należy leczyć, by utrwalić postępy dzieci.
Magazyn „SON" — nr 34 — styczeń 1973
Edukacja audio-psycho-fonologiczna
Alfred A. TOMATIS: „Jak leczyć zaburzenia mowy"
Wywiad zebrany przez Alaina Gerbera
Prezentacja
Zaburzenia słuchu, fonacji, pisma, zachowania — tyle wypadków po drodze, które mogą obciążyć dziecko. Na te zaburzenia równowagi profesor Tomatis proponuje pewną liczbę leków, które Alain Gerber tu wykłada.
„Idealna droga dźwiękowa"
Wedle Alfreda Tomatisa, który zdołał stwierdzić, że słuch dorosłego człowieka jest owocem ewolucji o licznych etapach, istnieje „idealna droga dźwiękowa", od której ściśle zależy nie tylko nasz sposób słyszenia, lecz nasz sposób mówienia i nasz sposób czytania.
Od cielesnej komunikacji płodu z matczyną macicą po najpłodniejsze wymiany werbalne — szlak jest nieprzerwany, lecz długi i pełen pułapek. Jest tak ciężki, że w istocie — nie licząc cudu — nie można go praktykować, nie padając ofiarą jednego lub kilku wypadków po drodze. Idea doskonałego dojrzewania, bez potknięć ani niezgodności, jest właśnie tylko ideą. W faktach sprawy zawsze potoczą się inaczej.
W istocie relacja podmiotu z otoczeniem zagrożona jest na każdym okresie ewolucji — i niemal w każdej chwili każdego z tych okresów — zakłóceniem, a nawet wprost zerwaniem. Już przed urodzeniem na przykład komunikacja z matką może być wadliwa. Po urodzeniu zagrożenia są jeszcze większe. Sama edukacja — która tymczasem stawia sobie cel przeciwny — w znacznej mierze przyczynia się do ich pomnożenia.
Cokolwiek byście robili — mówił z grubsza Zygmunt Freud do rodziców i wychowawców — jest źle. Każdy przypadek stawia nowe problemy, dla których trzeba — po omacku — wymyślać nowe rozwiązania. Mówię tu tylko o świadomych konfliktach, gdyż istnieją też — istnieją zwłaszcza — konflikty nieświadome, tym bardziej groźne, że z definicji nie dają się dostrzec, chyba że specjalistom.
Nie należy jednak być przesadnie pesymistą. Dla większości jednostek równowaga w końcu się ustala, mimo największych trudności. Ponadto, dzięki postępom medycyny i psychologii w ciągu ostatniego stulecia, można obecnie ograniczyć pewne zaburzenia wywołane wadliwymi relacjami podmiotu z otoczeniem.
Pole działania Audio-Psycho-Fonologii
Profesor Tomatis ze swojej strony zajął się tymi, które dotykają obwodu słuchu i fonacji: pewnymi typami głuchoty, pewnymi zaburzeniami mowy (m.in. jąkaniem) i czytania — gdyż według niego dysleksja ma swoje pochodzenie w złym słuchaniu (samo wynikającym z wadliwej komunikacji z otoczeniem, a w szczególności z ojcem). Wszystkie te wypadki są oczywiście zasadniczo psychologiczne — i to pozwala na nie zaradzić bez żadnej interwencji farmakologicznej ani chirurgicznej.
Pedagogika zamiast leczenia
Leczenie, które proponuje Alfred Tomatis, polega na sprawieniu, by pacjent przebył idealną drogę, którą powinien był podążać od poczęcia. Posługuje się w tym celu Oreille Électronique, którą przedstawiliśmy w numerze 30. „Mam opory wobec terminu »leczenie« — precyzuje. Wolę, by mówiono o pedagogice. To pedagogika, gdyż chodzi o przyjście z pomocą podmiotowi uwięzionemu w pewnej niedojrzałości, który w pewien sposób utknął w swojej ewolucji. Nie ma czego »leczyć« — trzeba tylko obudzić pewną liczbę potencjalności jeszcze niewykorzystanych. Nie można więc nawet mówić o reedukacji: to istotnie o »edukację« chodzi — o ile można uważać egzystencję za stałą edukację. Pomagamy jednostce dotrzeć do poziomu, na którym będzie mogła żyć w maksimum swoich możliwości".
Pięć etapów metody
Aparatura elektroniczna, jaką dysponuje, oraz liczne montaże, jakie ona umożliwia, dają doktorowi Tomatisowi możność, by jego młoda klientela ponownie przeżyła idealną dźwiękową ewolucję, której trajektorię jego prace pozwoliły określić.
Krótko mówiąc, metoda polega — opierając się na fakcie, że istnieje już komunikacja między płodem a matką — na wzbudzeniu u podmiotu pragnienia, by ta komunikacja przedłużyła się po urodzeniu — najpierw z matką, potem z ojcem, a wreszcie z całym społeczeństwem. Trasa zaczyna się w „dialogu" zarodka z macicą (dialogu, który w faktach może sam być ubogi — co zmusi praktyka do podjęcia wszystkiego od początku) i kończy się włączeniem podmiotu w społeczny kontekst (włączeniem, które z kolei jest źródłem trasy o wiele bardziej osobistej).
Różne etapy charakteryzujące tę drogę można odtworzyć w laboratorium dzięki Oreille Électronique. Wyróżnia się tym samym pięć głównych stadiów w metodzie, jaką stosują wszystkie centra — we Francji lub za granicą — odwołujące się do Tomatisa. By ułatwić sobie zadanie, jak również zadanie współpracowników, nadał im nazwy:
- Powrót dźwiękowy
- Dźwięki filtrowane
- Poród dźwiękowy
- Przedjęzyk
- Język
Lecz dba o podkreślenie, że ta terminologia „ma wartość tylko przez użytek, jaki czynią z niej użytkownicy Oreille Électronique".
Dawkowanie i organizacja sesji
W zależności od charakteru zaburzeń kładzie się większy nacisk na ten lub inny epizod edukacji audio-głosowej, lecz we wszystkich wypadkach to jedna i ta sama technika służy za podstawę podjętej pracy. Ta — precyzuje Tomatis — „obejmuje kwartał w przypadkach łagodnych, rok w przypadkach ciężkich. Pozostają oczywiście przypadki szczególne, których nie da się dokładnie ująć w czasie. Niemniej normy, które właśnie wymieniłem, okazują się trafne w ogromnej większości przypadków. Najkorzystniejsze rozwiązanie to przewidzieć cztery sesje po pół godziny dziennie przez piętnaście dni, a następnie jedną do kilku »impulsów« po 32 sesje (4 sesje po pół godziny przez 8 dni) odstępowanych o 3 do 4 tygodni".
Dla dzieci pozostających daleko od centrum lepiej rozważyć pozostanie na miejscu na czas edukacji. Ponadto — w odniesieniu do placówek szkolnych wyposażonych w laboratoria ekspresji stosujące te techniki — sesje są codzienne, z przerwą jedno- lub dwudniową w weekend. Niezależnie od przyjętego rozwiązania bardzo ważne jest, by rytm sesji był ściśle przestrzegany.
Dźwięki filtrowane z głosu matki
Powtarzano to wielokrotnie: dla Tomatisa potrzeba komunikacji wypracowuje się, gdy dziecko jest jeszcze w łonie matki. W tym czasie jego słuchanie charakteryzuje się tym, że wykonuje się w środowisku wodnym — gdyż samo zanurzone jest w płynie owodniowym.
Otóż możliwe jest — przepuszczając dźwięk przez filtry elektroniczne — sztuczne realizowanie audycji podobnej do tej odbieranej w płynie owodniowym. „Dźwięki filtrowane" są bezpośrednim zastosowaniem tej zasady. Stawiają one słuchający je podmiot w warunkach jego życia wewnątrzmacicznego i budzą w nim pragnienie „relacji najbardziej archaicznej, tej z matką".
Z reguły te dźwięki filtrowane wytwarza się z głosu matki, który jest jednym z głównych „szmerów", jakie odbiera zarodek. Jak się postępuje? Zaczyna się, prosząc matkę o czytanie przez pół godziny opowieści, która — jej zdaniem — może sprawić podmiotowi przyjemność. Nagrywa się wtedy w warunkach, które muszą pozwolić — z myślą o filtrowaniu — na zachowanie wysokich częstotliwości. Zasadnicze jest wykonanie tej operacji na aparacie dobrej jakości, profesjonalnym lub półprofesjonalnym, w miarę możliwości liniowym do 15 000 herców. Następnie w laboratorium filtruje się powyżej 8 000 herców dźwięki głosu matki i robi się montaż, który pozwoli — precyzuje wynalazca systemu — „ponownie zanurzyć ucho w warunki dawnego przeżycia, najstarszego, jakie mogło ono postrzegać".
Wykorzystanie głosu własnej matki dziecka w leczeniu jest niezbędne dla powodzenia. „Niemniej — zauważa Tomatis — w przypadkach adopcji, które wzbudzają, jak wiadomo, tyle uczuciowych problemów, zdarzało się nam nagrywać głos adopcyjny i wywoływać dźwiękowe ożywienie wewnątrzmaciczne na podstawie tego głosu. Często uzyskaliśmy zaskakujące wyniki, które pozwoliły w znacznej części znieść napięcia i blokady istniejące między matką adopcyjną a adoptowanym dzieckiem".
Co dzieje się jednak, gdy z powodu rozwodu lub śmierci niemożliwe jest uzyskanie współpracy matki lub jej zastępczyni? Sięga się wówczas po filtrowaną muzykę, lecz ta zamiana stwarza pewne problemy — gdyż doświadczenie pokazuje, że nie wszystkie muzyki wywołują te same reakcje. Alfred A. Tomatis stwierdził na przykład, że „motywy muzyczne mają tym większą skuteczność, im są bogatsze w wysokie i zbliżają się do rytmów Mozarta lub do śpiewów gregoriańskich", lecz przyznaje też, „że można by dużo powiedzieć i dużo zrobić w sprawie wyboru modulacji do filtrowania": muzykolodzy i psycholodzy są serdecznie zaproszeni do podjęcia pracy.
Od podrażnienia do błogości
Liczba sesji w dużej mierze zależy od leczonego przypadku. Sześćdziesiąt do dziewięćdziesięciu sesji półgodzinnych może wystarczyć dla lekkiego dyslektyka. Dla schizofrenika natomiast należy przewidzieć serię 60 sesji, po której kilka serii po 30 sesji rozłożonych na minimum rok.
Okres dźwięków filtrowanych trwa dopóty, dopóki podmiot z przyjemnością nie przyjmie komunikacji. W trakcie sesji dziecko zapraszane jest do zabawy; proponuje mu się rysowanie, układanie puzzli. Dlaczego zachęcać do postawy zabawowej? By nie stawiał oporu temu rodzajowi odwarunkowywania, z którego korzysta nieświadomie.
Niektóre podmioty na początku systematycznie odmawiają słuchania matczynych dźwięków. Twierdzą, że ten głos je drażni, lub porównują go do pszczoły zawsze obok ich ucha, gotowej żądlić… Potem nadchodzi czas błogości: „pragnienie słuchania ujawnia się w całym zachowaniu dziecka, które się budzi, ożywia, chce się komunikować, chwyta je ogromne pragnienie życia i uzewnętrzniania się — jakby ta zmysłowa zapamiętywaność pozwoliła mu odzyskać przeszłość jeszcze dziewiczą wobec wszelkich warunków życia, wobec wszelkich przeżytych trosk. Tym samym można by sądzić, że wszystko się rozpływa — jakby zachodziło wymazanie blokad, które trzymały dziecko w niewygodnym położeniu, w jakim się od tamtej pory znajduje".
Poród dźwiękowy
Po pewnej liczbie sesji dźwięków filtrowanych operator dokonuje „porodu dźwiękowego", do którego nawiązywaliśmy już w poprzednich numerach. Chodzi — jak wiadomo — o przeprowadzenie podmiotu z audycji w środowisku wodnym do audycji w środowisku powietrznym. W tym celu, podczas sesji, sprowadza się filtrowanie głosu matki z 8 000 do 100 herców.
Ta faza pozwala szczególnie zrównoważyć „wszystkich tych, którzy nie mogli odnaleźć w odpowiedniej chwili — na drugim końcu komunikacji — głosu matki": niektórych wcześniaków na przykład lub dzieci, które były hospitalizowane jako niemowlęta. Dzięki niej podmiot będzie mógł „przeżyć ponownie lub przeżyć w kilka sesji ten kluczowy moment swojej ludzkiej egzystencji, podczas którego powinien był się narodzić do świata przez relację matczyną".
Przedjęzyk i spotkanie z ojcem
Dotąd dziecko pozostawało bierne. Po porodzie dźwiękowym zacznie się faza czynna. Tym razem zaczyna się stopniowo atakować samo zaburzenie. W przypadku zaburzenia mowy stara się wyzwolić, a następnie pobudzić u podmiotu pragnienie wejścia w werbalną komunikację z otoczeniem. „Porzucając monolog biernie wchłaniany w warunkach sprecyzowanych powyżej — pisze Tomatis — kierujemy młodego przeznaczonego do komunikacji ku życiu społecznemu. Relacja matczyna, która zdawała się być jednokierunkowa, gdyż wypływała wyłącznie od matki, ustępuje u dziecka miejsca pragnieniu wypracowania dialogu".
Tego dialogu dziecko będzie chciało nawiązać przede wszystkim z ojcem, który dla dziecka jest innym — „rozumie się — precyzuje Tomatis — innym niż matka". Bo taka jest reguła: na poziomie nieświadomym dziecko nigdy nie odróżnia się całkowicie od tej, która nosiła je w łonie i wydała na świat, podczas gdy spotyka ojca natychmiast jako trzeciego, jako najbliższego z obcych. Alfred Tomatis przyswoił te lekcje najbardziej współczesnej psychoanalizy i próbował zastosować je w praktyce.
Z początku dawał podmiotowi bezpośrednio słuchać głosu ojca, lecz ta metoda wywoływała u jego młodych pacjentów niezwykle wyraźne reakcje negatywne. „Nie przechodzi się tak łatwo z języka matki — który jest językiem naprawdę specyficznym — do języka innych. To wniknięcie trzeciego jest odbierane przez dziecko jako prawdziwy gwałt. Nie jest zbyt mocne powiedzieć, że przedstawienie głosu ojca dla niektórych dzieci znaczy spotkanie z niedźwiedziem lub ogrem z legendy, z niepożądanym, z przeciwnikiem. Toteż sesje głosu ojca grożą czasem zakończeniem się źle. Widzi się reakcje agresywne bardzo spektakularne; dziecko wpada w gniew, płacze, słuchawki lecą w drugi koniec pokoju!"
„Pasjonujące jest widzieć, jak bardzo wprowadzenie głosu ojca jest jednym z najbardziej nadzwyczajnie wybuchowych ujawniaczy. Jego informacyjna wartość jest ogromna. Odzwierciedla obraz, jaki dziecko ma o swoim ojcu. Jest bardzo znaczące zwłaszcza u dziecka leworęcznego, które z definicji jest tym, kto odrzuca prawą stronę, ojca, Słowo. Wygodnie umieszczone w swojej wyłącznej relacji z matką dziecko rozmyślnie odrzuca głos ojca — ten łącznik z otoczeniem, tę rampę startową ku zewnętrzu, która ma je doprowadzić do wyzwolenia, jakiego ono odmawia".
Aby uniknąć tego rodzaju oporu wobec leczenia, ta faza zacznie się od pewnej liczby sesji muzyki filtrowanej, która — zanurzając dziecko w dźwiękowej kąpieli, która zmywa z niego lęki — przygotowuje je do spokojniejszego akustycznego spotkania z ojcem.
Język i spotkanie samego siebie
Następna faza pozwala dokonać ostatniego etapu idealnej drogi dźwiękowej. W poprzednim stadium podmiot został przygotowany do spotkania drugiego (społecznego wszechświata), ojca. Tym razem chodzi o doprowadzenie go do spotkania z samym sobą — to znaczy do zaakceptowania siebie. Różnymi środkami (między innymi raz jeszcze słuchaniem muzyki filtrowanej) wzmocni się auto-kontrole gwarantujące dobrą adaptację jednostki do własnych realiów i do warunków egzystencji narzucanych przez otoczenie.
Jak można się domyślać, ta ostatnia faza wymaga — bardziej jeszcze niż poprzednia — czynnego udziału dziecka. Od dyslektyka na przykład będzie się prosić, by czytał na głos.
Obserwowane wyniki
Gdy program się kończy, zaburzenia (słuchu, fonacji, pisma, zachowania itd.) zniknęły lub przynajmniej zostały zredukowane w znacznym stopniu. Z drugiej strony stan ogólny wyraźnie się poprawia — szczególnie na poziomie psychologicznym. Uzyskane wyniki — zauważa Alfred Tomatis — „ujawniają się w szczególności większą stabilnością zachowania, utratą agresywności, spokojniejszym, głębszym snem bez koszmarów, normalizacją apetytu, pojawieniem się dotąd nieznanej euforii".
„Dziecko staje się radosne, szczęśliwe życiem. Na płaszczyźnie szkolnej organizacja pracy staje się łatwiejsza. Odnotowuje się lepszą globalną wydajność dzięki zwiększeniu uwagi, mocy skupienia i poszerzeniu pamięci".
U dyslektyków szczególnie, lecz także u innych typów dzieci, „czytanie jest bardziej płynne, prowadzone głosem tonicznym i wspierane dobrym zrozumieniem tekstu. Błędy ortograficzne znikają skokami. W zakresie wyrazu odnotowuje się także większe panowanie nad ideami, co pociąga poprawę osiągów w redakcji. Recytacja tekstów — prozy i poezji — odbywa się ze swobodą. Świadectwo szkolne ujawnia dobre oceny z historii, geografii, nauk przyrodniczych. Pojęcia czasoprzestrzenne, które wprowadzają się równolegle z krystalizacją lateralności prawej, tłumaczą ogromny postęp dokonany przez dziecko w dziedzinie rachunku i matematyki".
Tym samym to otoczenie znajduje rykoszetem korzyść z owej audio-głosowej drogi. Z kolei komórka rodzinna jest doprowadzana do euforii, jej zbiorowy lęk znika i ustępuje miejsca spokojowi. „Burza — pisze Tomatis — została odsunięta, a podczas gdy dziecko otwiera się, rozkwita, staje się gadatliwe, interesuje się tym, co je otacza, daje znać o swojej obecności, o swoim istnieniu — równowaga rodzinna się przywraca".
Udział rodziców
Alfred Tomatis nie ukrywa, że potrzebuje rodziców — ich zrozumienia, a nawet bezpośredniej współpracy — by doprowadzić swoje przedsięwzięcie wychowawcze do dobrego końca. Najpierw poprosi ich o cierpliwość, by nie próbowali ponaglać dziecka, by nie mierzyli jego postępów — jak często czyni się w rodzinach dyslektyków — wyłącznie miarą wyników szkolnych. Następnie stara się sprawić, by interweniowali w sposób bardziej czynny.
W okresie dźwięków filtrowanych na przykład matka nie powinna zadowalać się oddawaniem swojego głosu nagraniu niezbędnemu dla leczenia. Powinna przez swoją postawę wobec dziecka pełnić funkcję regulującą uczuciowość i zachowanie tegoż. Ta faza leczenia jest bowiem krytyczna: duet miłości, który ustanawia się lub przywraca między podmiotem a jego matką, jest przerywany scenami często gwałtownymi — z powodu nadmiernych reakcji dziecka, które raz okazuje się zbyt czułe, raz przesadnie mściwe, jakby chciało „rozliczyć przeszłość, za którą uznaje samą matkę odpowiedzialną".
Z całych tych wzburzeń wyłoni się jednak pogoda — jeśli matka będzie miała inteligencję i siłę, by kontrolować własne reakcje. „Postawa, jaką jej zalecamy — precyzuje Tomatis — to znosić z uśmiechem ten nieco nieprzyjemny moment, nie reagując na powtarzane przycinki i drażniące odpowiedzi dziecka. Wszelka zbyt brutalna interwencja zablokowałaby bowiem w znacznej mierze ewolucję dziecka przez nowe zwijanie się tego dziecka, które poczułoby się winne. Doświadczenie nam wykazało, że wszystkie wyładowania uczuciowe, które wyrażają się w tym okresie, są wypuszczane nieświadomie. Są ponadto często niezbędne dla dobrego biegu podjętej edukacji. Zdają się — w swoich przejawach — odpowiadać znaczeniu, jakie dziecko przypisało w swojej nieświadomości samym przyczynom swoich blokad".
„Następnie trzeba będzie wezwać ojca, by zapoznać go z relacyjnymi problemami i ich oddziaływaniem w konstelacji rodzinnej". Trzeba będzie również „uświadomić mu znaczną pomoc, jaką będzie w stanie wnieść, akceptując ten językowy most, jakim jest dialog". W istocie „spotkanie dziecka z ojcem pozostaje zasadniczym elementem komunikacji społecznej. Trudno je zrealizować. Wymaga ze strony ojca bardzo dużej dyspozycyjności, otwarcia, szerokiego rozumienia psychiki dziecka".
Gdy to rodzina stawia opór
Jeśli Tomatis doszedł do tych wniosków, to dlatego, że potrzebował zrozumienia pewnej liczby zdarzeń, które miały miejsce podczas sesji. Tak więc rejestrował w wielu wypadkach — ze strony leczonych dzieci — opory, które ujawniały się przede wszystkim na poziomie zachowania pokarmowego: podmiot odmawiał jedzenia lub pożerał wszystko, co się pojawiało. Z początku sądził, że chodzi o reakcje wrogie wypływające od samego dziecka. Lecz wkrótce dostrzegł, że w istocie to rodzina stawiała opór, a nie dziecko.
Naturalnie te opory są najczęściej nieświadome, lecz nie są przez to mniej skuteczne — przeciwnie! Tak się dzieje, że praktyk widzi w konsultacji matki, które prowadzą mu swoje dziecko, a które tymczasem — w najgłębszym, najciemniejszym sobie — nie pragną, by się ono wyleczyło, ponieważ ich nieświadomość znajduje interes w stanie, którego ich świadomość ubolewa. W tym wypadku można dotrzeć do wyniku, lecząc matkę najpierw lub równolegle z dzieckiem.
„Co więcej — zauważa Alfred A. Tomatis — przeżywamy zjawiska empatii. Jednostka lękowa sieje lęk wokół siebie. Dziecko nie może zdobyć swojej równowagi, jeśli żyje z ludźmi, którzy sami nie są doskonale zrównoważeni. Z drugiej strony mogłem stwierdzić, że napięcia rodzące się z owych braków równowagi same tworzą przeszkody komunikacji: nigdy dziecko nie mówi do dorosłego lękowego. Spójrzcie wokół siebie: przy stole w rodzinie, gdy ojciec ma poważne troski, każdy chciałby, by ktoś otworzył usta, lecz nikomu nie udaje się mówić. Dlatego nie wystarcza nam spotkanie matek: potrzebna jest nam także współpraca ojca".
Ojciec, „zwierzę bardzo trudne do podejścia"
„Kłopot w tym, że nie przesuwa się go łatwo! Ojciec to zwierzę bardzo trudne do podejścia" — mówi Tomatis. Dlaczego? W tym konkretnym wypadku, ponieważ niejasno wie — raz jeszcze na poziomie nieświadomym — że jest zaangażowany w pierwszym stopniu w zaburzenia swojego dziecka, w szczególności jeśli to są zaburzenia mowy. „To on — zauważa Tomatis — jest nosicielem Języka. To on jest obdarzony Słowem. Wie, że jest w grze: albo ponieważ nie chciał dać języka, albo ponieważ czuje się niezdolny tego uczynić, albo — i to przypadek najczęstszy — ponieważ jest niejasno zazdrosny o syna i nie zależy mu na dawaniu broni rywalowi przez sprzyjanie leczeniu jego niedoborów".
Aby uzyskać współudział ojców, Tomatis i jego współpracownicy posługują się fortelami: dają im do zrozumienia, że nadeszła chwila, w której ich współpraca stała się absolutnie niezbędna. Jeśli to nie wystarcza, sięgają wówczas po argumenty mniej szlachetne, lecz często bardziej decydujące: tłumaczą im, że bez nich leczenie potrwa o wiele dłużej i że rachunek odpowiednio się zwiększy!
„Niewielu znam — zauważa Tomatis z uśmiechem — takich, którzy odpierają tego rodzaju argumenty! By ułatwić im zadanie, organizujemy sesje w sobotę i w niedzielę. Gdy szczerze godzą się z nami współpracować, dochodzi się do zamierzonego celu bardzo szybko. Powodzenie przedsięwzięcia jest zapewnione".
Rodzina „wzorowa" z czworgiem zniszczonych dzieci
„Czasem dostrzegamy, że zaburzenia rejestrowane u dzieci są konsekwencją zaburzeń, na które cierpi ojciec. Wypada więc przekonać go, by sam się dał obserwować. Przytoczę bardzo wymowny przypadek rodziny czteroosobowej. Para utworzona przez rodziców była prawdziwym wzorem: zgoda, inteligencja itd. A jednak dzieci były całe czworo zniszczone. Wszystkie były leworęczne. Jedno dotknięte było niezwykłym jąkaniem, drugie zablokowane w taki sposób, że uchodziło za niedorozwinięte, pomijając resztę… Wszystkie czworo wykazywały poważne zaburzenia mowy lub zachowania; wszystkie czworo były ponadto niezwykle uzdolnione. Potrzebowałem ogromnie dużo czasu, by je wyciągnąć z kłopotu. W końcu mi się to udało, po wszelkich perypetiach, lecz co roku byłem zmuszony stosować globalną kurację u tych dzieci, by utrwalić korzyści zdobyte przez wychowawczą pracę. I tak — dopóki nie wziąłem w leczenie samego ojca!"
„Ten człowiek był niezwykły: miał zdumiewające walory. Lecz jednocześnie miał to, co nazywam »lewym głosem« — to znaczy źle umieszczonym głosem. Służąc jako wzór swojemu potomstwu, »ulewszczył« wszystkich: stąd zaburzenia ujawniane przez rodzinę — bo, jak Państwo wiedzą, by być w pełnym zdrowiu fizycznym i psychicznym, trzeba być praworęcznym aż do lewej strony! Odkąd go wziąłem w leczenie, moje doroczne interwencje stały się niepotrzebne. To dość pokazuje, jaką odpowiedzialność może mieć ojciec — nawet ojciec wzorowy jak ten — w pewnych niedoborach dotykających dzieci".
Jednostka jest chora „z" innymi, a zwłaszcza „przez" innych
To pokazuje również, że duża liczba osób jest potajemnie zaangażowana w chorobę jednej. Trzeba żądać rachunków nie tylko od ojca i matki, lecz od dalszych krewnych, od przyjaciół, od sąsiadów, od szkoły, od państwa, od instytucji ogólnie. To bowiem wszystko jest otoczeniem, i to otoczenie w jego całości należałoby leczyć dla pełnej skuteczności. Gdy chodzi o psychologię, nie można już mówić o chorobie indywidualnej. Jednostka jest chora z innymi, a zwłaszcza przez innych. W pewien sposób można powiedzieć, że jest chora społeczeństwem. Terapeuta stoi więc przed nieskończonym zadaniem, które ponadto przynosi mu wrogość zbiorowości mało skłonnej uznać swoje winy. Czy ma z tego powodu poddać się zniechęceniu?
Z pewnością nie — i przygoda Alfreda Tomatisa o tym świadczy. Stopniowo poszerzył swój promień działania, rozszerzył swój wpływ, zapewnił przenikanie skalpela nowych idei w ciało społeczne. Onegdaj sprawiał, że matki przyjmowały budzącą wstręt myśl, iż są zaangażowane w zaburzenia własnych dzieci; wczoraj kolej była na ojców; dzisiaj atakuje lekarzy i nauczycieli. Droga jest jeszcze długa, gdyż nie ma końca. „Lecz — mówi — nie spieszę się. Jeśli jest jedna rzecz, której ten zawód mnie nauczył, to cierpliwość. Cierpliwość i nadzieja."
Miejsce tej rozmowy w serii
Ta rozmowa jest piątą z serii piętnastu publikowanych miesięcznie przez Alaina Gerbera w czasopiśmie SON Magazine od września 1972 do grudnia 1977. Pełny spis i dostęp do pozostałych rozmów: zob. artykuł-matka serii.
Dokument oryginalny
Niniejszy artykuł wiernie odtwarza pełny tekst nr. 34 SON Magazine (styczeń 1973). PDF całej serii (sześćdziesiąt siedem stron) jest dostępny do wglądu i pobrania:
Źródło: Alain Gerber, „L’éducation audio-psychophonologique — Alfred A. Tomatis: Comment soigner les troubles du langage", SON Magazine nr 34, Paryż, styczeń 1973. Cyfryzacja: Christophe Besson, czerwiec 2010.