Związki między słyszeniem a fonacją — Annales des Télécommunications, Cahiers d'Acoustique nr 74 (lipiec-sierpień 1956)
Pamiętnik Alfreda Tomatisa opublikowany w Annales des Télécommunications (tom II, nr 7-8, lipiec-sierpień 1956), Cahiers d’Acoustique nr 74, pod tytułem „Relations entre l’audition et la phonation". Komunikat dotyczący prac Zgromadzenia Akustyków Języka Francuskiego (G.A.L.F.). Manuskrypt otrzymany 21 marca 1956 roku. Na dwudziestu pięciu stronach z siedemnastoma rycinami autor wykłada teoretyczną osnowę swoich prac: ucho kierujące, transfer przezmózgowy i jąkanie, głuchota zawodowa śpiewaków w czterech stadiach, mroczki słuchowe i głosowe, selektywność słuchowa według języków (włoska, francuska, rosyjska) oraz konkluzja na temat audiometrii obiektywnej przez kontrreakcję słyszenie-fonacja.
Związki między słyszeniem a fonacją
autorstwa Alfreda Tomatisa
Doktor medycyny
Cahiers d’Acoustique nr 74, Annales des Télécommunications, t. II, nr 7-8, lipiec-sierpień 1956.
Komunikat dotyczący prac Zgromadzenia Akustyków Języka Francuskiego (G.A.L.F.). Manuskrypt otrzymany 21 marca 1956.
STRESZCZENIE
Audiometria obiektywna — taka, jak ją praktykujemy — wynika ze związków, które łączą obwód słyszenie-fonacja. Każde zaburzenie tego obwodu jest natychmiast wykrywalne przez zaburzenia, jakie wywołuje bądź w rytmie, bądź w barwie.
UKŁAD
Paragraf 1 — WSTĘP
Paragraf 2 — ZABURZENIA RYTMU: Ucho kierujące
Paragraf 3 — ZABURZENIA BARWY:
a) Głuchota zawodowa śpiewaków
b) Mroczki słuchowe i głosowe
Paragraf 4 — SELEKTYWNOŚĆ SŁUCHOWA
Paragraf 5 — KONKLUZJA: AUDIOMETRIA OBIEKTYWNA
I. — Wstęp
Związki, które łączą słyszenie i fonację, są tak zazębione, że ta druga nie mogłaby przetrwać bez istnienia słyszenia, gdyby nie uciekano się do sztuczki zwanej reedukacją.
Z pewnością — na pierwszy rzut oka — wydaje się to oczywistością. Jednak gdy tylko oddali się od typowego przypadku głuchoniemego, elementy tego skojarzenia stają się mniej oczywiste i wymagają dokładniejszej analizy.
W toku tego wykładu zobaczymy, że te związki są tak ściśle splecione w kierunku fonacja-słyszenie, że tworzą prawdziwy obwód — a wszelkie zerwanie, wszelkie rozdarcie, wszelka anomalia (choćby najmniejsza) napotkana w tym obwodzie są szybko wykrywalne:
- bądź dlatego, że pociągają za sobą zaburzenie rytmu — czyli przeszkodę w normalnym płynięciu dyskursu;
- bądź dlatego, że ujawniają modyfikację barwy — czyli sposobu, w jaki to płynięcie się dokonuje.
II. — Zaburzenia rytmu: ucho kierujące
We wcześniejszej pracy wykazaliśmy istnienie usznej dominacji w aktach fonacji: istnieje „ucho kierujące", podobnie jak istnieje oko kierujące u każdej osoby.
Ta logiczna konkluzja okazała się łatwa do zweryfikowania — i to ze studium zaburzeń fonacji u zawodowców głosu wyszła ta sugestia, gdy mieliśmy szukać charakterystyk ucha muzycznego.
To ucho kierujące siedzi zawsze po stronie oka kierującego — a więc na ogół po prawej u praworęcznego, po lewej u leworęcznego.
Jego wykazanie można uzyskać łatwo za pomocą prostego do zrealizowania aparatu, złożonego z mikrofonu, wzmacniacza i pary słuchawek nausznych. Podmiot śpiewa przed mikrofonem i słucha się w słuchawkach; można — do woli — usunąć kontrolę jednego lub drugiego ucha dzięki przełącznikowi wyłączającemu z obwodu jedną ze słuchawek (ta, która pozostaje w funkcji, pozostaje równolegle z oporem o tej samej impedancji co eliminowana słuchawka).
Stwierdzamy wówczas, że:
- jeśli podmiot może się kontrolować obiema słuchawkami, śpiewa normalnie;
- jeśli usunie się lewe ucho (gdy prawe zostało zidentyfikowane jako ucho kierujące), nie stwierdza się praktycznie żadnej zmiany w emisji;
- lecz jeśli kontrola podmiotu zostanie ograniczona do lewego ucha, obserwuje się natychmiastową modyfikację rytmu, znaczne spowolnienie dźwięków — w tym samym czasie, gdy głos zmienia barwę, staje się płaski, biały i traci swoją czystość.
Uzyskuje się eksperymentalny rezultat tego samego rzędu, jeśli zaburzy się słyszenie kierujące nie już za pomocą małego elektronicznego montażu opisanego powyżej, lecz po prostu wywołując — przez kilka minut — oślepienie spowodowane białym szumem.
Słuch „muzyków" — w najszerszym znaczeniu tego słowa, czyli osób mających zdolność słyszenia i czystego odtwarzania — przedstawia identyczny układ dla wszystkich w wykresie pomiarów progów słuchowych.
[Ryc. 1 — Krzywa typowa ucha muzycznego: stopniowe wznoszenie się między 500 c/s a 2000 c/s, z różnicą poziomu rzędu 10-20 dB.]
Jeśli ta krzywa się rozczłonkowuje, pojawiają się dwa zjawiska:
1° Gdy rozczłonkowanie zachodzi między 1000 a 2000 c/s, podmiot słyszy czysto, ale śpiewa fałszywie. Niekiedy może uświadomić sobie swój defekt i skorygować swoje uchybienie czystości (Ryc. 2).
2° Gdy rozczłonkowanie zachodzi między 500 a 1000 c/s, a słyszenie powyżej tych okresów jest nienaruszone (Ryc. 3), podmiot stracił swoje muzyczne ucho słuchania — czyli słyszy skutecznie, ale gdy ktoś inny detonuje, on sam wciąż śpiewa czysto: jest to zjawisko paradoksalne pozornie.
3° Wreszcie, jeśli rozczłonkowanie dotyka całej krzywej i ta nie ma już ascendentnego progu, lecz zarysowuje się jako piła (Ryc. 4), u badanego nie odnajdujemy żadnej cechy muzykalności. Słyszy on i emituje fałszywie.
W sumie wszystko dzieje się tak, jakby istniało audiometrycznie globalne ucho muzyczne — które może rozłożyć się na ucho muzyczne receptywne i ucho muzyczne ekspresyjne. Lecz fakt dominujący: te charakterystyki ucha muzycznego mają wartość tylko zastosowane do ucha kierującego.
Gdy rozważymy głos mówiony — a nie już śpiewany — w identycznych warunkach eksperymentalnych, odnotujemy odpowiedzi jeszcze bardziej precyzyjne. Tak więc przy usunięciu ucha kierującego odnotowuje się — oprócz natychmiastowej modyfikacji barwy — zaburzenia rytmu mniej lub bardziej zaakcentowane i zmienne w zależności od badanego, lecz specyficzne i zawsze identyczne dla tego samego podmiotu. Można wtedy obserwować całą gamę anomalii rytmu — od prostego bełkotu po najcięższe jąkanie.
To znaczne źródło badań i pewna teoretyczna hipoteza dotycząca patogenezy zaburzeń fonacji — a w szczególności jąkania.
Pozostaje tylko zrobić jeden krok, by potwierdzić tę hipotezę — badając słuch osób dotkniętych zaburzeniami fonacji, w szczególności jąkających się. Tak właśnie postąpiliśmy systematycznie i obecnie posiadamy kilkaset audiometrycznych obserwacji. Reprodukujemy tu kilka wyników, które możemy podzielić na trzy grupy (Ryc. 5, 6, 7).
Większość — co najmniej 90 % — odpowiada osobom hipoakuzycznym ucha kierującego. Jak można stwierdzić, chodzi tu jedynie o względny niedosłuch, niemal zawsze nieznany samemu podmiotowi i wykrywalny tylko audiometrem.
Jednak ten niedosłuch jest wystarczający, by eksperymentalnie — usuwając częściowo ucho kierujące — uzyskać identyczny rezultat. Tak jakby choćby najlżejszy niedosłuch ucha kierującego wystarczył do jego eliminacji z obwodu; podmiot przyjmuje od razu rozwiązanie ułatwiające, jakie oferuje mu przeciwne ucho — które korzysta wówczas z lekkiej hiperakuzji względnej, ale nie staje się przez to uchem kierującym.
Pomyśleliśmy wówczas, że stoimy wobec głębokiej modyfikacji obwodu słyszenie-fonacja — i że to zaburzenie mogłoby nam dać wyjaśnienie całokształtu zaburzeń rytmu. Możemy łatwo wykazać tę anomalię na dwóch bardzo prostych schematach.
Normalnie obwód słyszenie-fonacja używa następującego itinerarium (Ryc. 8):
- ucho kierujące (które przyjmiemy za prawe — dla uproszczenia wykładu);
- prawy ośrodek słuchowy;
- lewy ośrodek słuchowy;
- lewy ośrodek motoryczny;
- muskulatura fonacji;
- i droga powietrzna usta — ucho kierujące.
[Ryc. 8 — Obwód słyszenie-fonacja normalny u podmiotu praworęcznego: prawe ucho → lewy ośrodek słuchowy → narządy fonacji.]
Jeśli — z jakiegokolwiek powodu — ucho kierujące zostaje stłumione, ucho przeciwne (lewe ucho w naszym przykładzie) staje się drogą wejścia nowego obwodu, obejmującego następujące etapy (Ryc. 9): lewe ucho → prawy ośrodek słuchowy → lewy ośrodek słuchowy → lewy ośrodek motoryczny → muskulatura fonacji → droga usta-lewe ucho.
[Ryc. 9 — Obwód słyszenie-fonacja u podmiotu praworęcznego, który utracił swoje ucho kierujące: zauważa się „transfer przezmózgowy".]
Stwierdzamy, że w tej drugiej drodze — bardziej złożonej — pojawia się natychmiast bardzo znaczny element opóźnienia, który nazwaliśmy „transferem przezmózgowym". Mogliśmy zmierzyć ten transfer: może wahać się między 1/5 a 1/40 sekundy w zależności od osoby, lecz pozostaje swoisty dla każdej osoby.
Gdy czas tego transferu mieści się między 1/10 a 1/20 sekundy, z maksimum przy 1/15 sekundy, podmiot jest zawsze osobą jąkającą się.
Widać więc, że nie wszystkie osoby są koniecznie osobami jąkającymi się, gdy ich słyszenie kierujące jest naruszone. Dwa warunki okazują się niezbędne: utrata słyszenia kierującego i transfer przezmózgowy rzędu 1/15 sekundy.
Otóż 1/15 sekundy to z grubsza średnia długość francuskiej sylaby. Lepiej rozumiemy więc — z jednej strony — konieczność podwojenia sylaby, by nadrobić to opóźnienie; z drugiej zaś strony — zjawisko powtórzeń, które wymyka się kontroli kory lewej.
Ta wartość 1/15 sekundy — niemal swoista dla jąkania — tłumaczy zniknięcie zacinania się, gdy narzuca się spowolnienie mowy: bądź sztucznie (narzucając bradylalię), bądź normalnie we wszystkich postaciach języka, które zwiększają rytm w czasie trwania — jak to ma miejsce w zaśpiewanej frazie.
To także w stałości tej wartości 1/15 sekundy można dostrzec, dlaczego podmiot jąka się po francusku, a nie po angielsku — średnia wartość angielskiej sylaby jest rzędu 1/20 sekundy.
Klinicznie ostre zaburzenia fonacji — spotykane u podmiotów dotkniętych zapaleniem ucha dotyczącym ucha kierującego — wzmacniają tę hipotezę. Osobiście stwierdziliśmy dwa znaczące jąkania w trakcie zapaleń ucha — zaburzenia, które miały zniknąć w miarę odzyskiwania funkcji ucha kierującego.
Najważniejszym elementem — jeśli nie dowodem — który skłonił nas do tej hipotezy, jest niemal natychmiastowe zniknięcie wszystkich zaburzeń fonacyjnych z chwilą przywrócenia normalnego obwodu. Regularnie z tego korzystamy z powodzeniem w leczeniu jąkania.
Obok tych przypadków związanych z względnym niedosłuchem — reprezentujących 90 % przypadków — istnieje pewna liczba przypadków, których prosta audiometria nie pozwala wykryć, ale które mają duże zaburzenie selektywności słuchowej (do której wrócimy nieco dalej). Wreszcie trzecia grupa skupia podmioty, których praworęczność nie jest oczywista — jak u biderxtralnych; ucho kierujące jest wówczas mniej zdefiniowane.
III. — Zaburzenia barwy
a) Głuchota zawodowa śpiewaków
To jeszcze zawodowcom głosu — a zwłaszcza śpiewakom — zawdzięczamy myśl o możliwości autotraumatyzmu dźwiękowego, po ilościowym przeanalizowaniu głosu wszystkich badanych śpiewaków.
Doniosłość energii dźwiękowej, jaką mogą rozwijać, nie omieszkała nas zaskoczyć — tym bardziej, że wyszliśmy z klasycznych, lecz fałszywych danych ograniczających maksima natężenia do rzędu 80 dB. Tymczasem w odległości, którą przyjęliśmy jako odniesienie, łatwo spotkaliśmy 100, 110, a nawet 120 dB.
Logiczne jest sądzić, że osoba poddana takiemu natężeniu — przez kilka godzin dziennie — może po dłuższym lub krótszym czasie doznać osadzenia głuchoty traumatycznej.
Relacjonujemy tu kilka typowych przypadków, które porównamy z robotnikami pracującymi obok silników samolotowych przez równoważny czas.
Mogą one — jedne i drugie — ilustrować cztery stadia głuchoty zawodowej (Ryc. 10, 11, 12 i 13).
Stwierdzamy, że u tych śpiewaków osadza się głuchota typu zawodowego, startująca od częstotliwości 4000 c/s i rozprzestrzeniająca się ku dźwiękom wysokim, a następnie niskim — dokładnie jak u podmiotów wystawionych na hałas.
Innymi słowy — i nalegamy szczególnie na ten punkt — śpiewacy niszczą swój słuch własnym natężeniem dźwiękowym; zjawisko, którego konsekwencje są bardzo poważne.
b) Mroczki słuchowe i mroczki głosowe
Konsekwencje są poważne, ponieważ ta utrata słuchowa — dotykająca selektywnie dźwięków wysokich — przekłada się na mroczek w kształcie V, który ulega zaakcentowaniu, jak mamy w zwyczaju stwierdzać w głuchotach zawodowych — podczas gdy pojawiają się skądinąd zaburzenia głosu.
By zidentyfikować te ostatnie zaburzenia, dokonaliśmy analizy spektralnej przez przemiatanie lampy katodowej, opisującej na osi odciętych częstotliwości, a na osi rzędnych ich relatywne natężenie. Bardzo szybko stwierdziliśmy fundamentalne zjawisko: mroczek słuchowy przekłada się na pojawienie się mroczka w spektrum głosowym.
Możemy stąd wnioskować, że niszczenie głosu nie jest związane — jak się sądzi — z zużyciem, ze zmęczeniem, ze zniszczeniem krtani, lecz ze zmniejszeniem pola słuchowego. Zjawiska cierpienia krtani są bardzo wtórne.
Aby śpiewak mógł uzyskać wysokie rezonowanie, którego nieustannie poszukuje, koniecznie potrzebuje doskonałego słyszenia pasma rozciągającego się powyżej 2000 c/s. Bez tej możliwości jego głos „przechodzi do gardła" — a tak zwane dźwięki krtaniowe są wymuszane i pchane. Na początku śpiewak odwiedza całokształt możliwości rezonansowych — czyli fal stojących łatwych do zasilenia bez znacznej energii mięśniowej. Dźwięki gardłowe — z silnymi oparciami krtaniowymi — wymagają znacznego wydatku fizycznego i okazują się traumatyzujące dla krtani.
Stopniowa utrata słyszenia dźwięków wysokich pociąga za sobą tym szybciej zaburzenia emisji, im bardziej rejestr narzuca użycie wysokich gam. Tak więc tenorzy są dotykani jako pierwsi — z chwilą, gdy mroczek dochodzi powyżej 2000 c/s, kariera śpiewaka jest poważnie zagrożona. Wiadomo zaś, że długi głos jest zwykle niższy. Mimo to jest mniej bogaty w wysokie harmoniczne — jest bielszy.
Bez specjalnego przywiązywania się do śpiewaków, można zauważyć klinicznie, że głos pogarsza się w miarę postępu presbyakuzji — czyli w miarę starzenia się.
Podsumowując, można powiedzieć, że podmiot emituje tylko te dźwięki, które jest w stanie usłyszeć.
IV. — Selektywność słuchowa
Ta ostatnia konkluzja jest wciąż zbyt szeroka i zasługuje, by się przy niej zatrzymać. Choć osoba nie odtwarza już dźwięków, których nie słyszy, nie odtwarza tym samym wszystkich tych, które słyszy.
Dlatego badaliśmy to, co nazwaliśmy selektywnością słuchową — czyli zdolność, jaką ma ucho do percepcji wariacji częstotliwości w obrębie spektrum dźwiękowego i do umiejscowienia kierunku tej wariacji.
Posłużyliśmy się następującymi procedurami badawczymi:
- bądź przepuszczając dźwięki idące od wysokich ku niskim — i pytając osobę, od kiedy dźwięk się zmienia;
- bądź wysyłając dwa hałasy o zmiennych odstępach i o różnych wysokościach;
- jeszcze lepiej — oferując podmiotowi (dzięki serii filtrów) wybór samodzielnego ustawienia preferowanego trybu słuchania.
Uzyskaliśmy wyniki zaskakujące co do swojej teoretycznej doniosłości. W zakresie selektywności słuchowej istnieje dobrze zdefiniowane ucho dla tenorów, dla barytonów i basów — z czego wyłania się teoria rejestrów potwierdzająca wcześniejsze wyniki.
Co więcej, istnieje słyszenie etniczne — niestety nie możemy się tu rozwodzić, ale spodziewamy się wkrótce do niego wrócić.
Kilka przykładów wystarczy, by pokazać doniosłość tych zjawisk.
[Ryc. 14 — Selektywność ucha włoskiego: pasmo przepustowe wpisuje się między 2000 c/s a 4000 c/s.]
Ucho włoskie jest uchem bardzo „ubogim". Selektywność wpisuje się między 2000 a 4000 c/s (ryc. 14). Jest zerowa między 1000 a 2000 c/s — natomiast ucho francuskie jest, przeciwnie, ograniczone między 1000 a 2000 c/s (ryc. 15). Eksperymentalnie zobaczymy konsekwencje. Na przykład: nadzwyczajne pojawienie się nosówek w odniesieniu do ucha francuskiego.
[Ryc. 15 — Pasmo selektywności ucha typu francuskiego, ograniczonego między 1000 a 2000 c/s.]
Rosjanie natomiast mają selektywność bardzo rozłożoną — z większym powinowactwem ku niskim częstotliwościom (ryc. 16). Ich głos jest szeroki i ciepły. Co więcej, to bardzo rozległe pasmo słuchowe — w przeciwieństwie do Francuzów i Włochów — pozwala im przejść wszystkie konsonanse i — w konsekwencji — dźwięki obce. Wiadomo, z jaką łatwością Rosjanie uczą się języków obcych. Zjawisko to wynika po prostu z ich wielkiej przepustowości słuchowej.
[Ryc. 16 — Selektywne pole ucha rosyjskiego, rozciągające się od dźwięków niskich do skrajnie wysokich.]
V. — Konkluzja: audiometria obiektywna
Z tych teoretycznych i eksperymentalnych danych można wyciągnąć znaczne praktyczne elementy.
Od ponad roku studiujemy audiometrię obiektywną — z rzeczywistym udziałem badanego podmiotu, bez konieczności martwienia się o jego odpowiedzi. Opiera się ona wyłącznie na powyższych eksperymentalnych stwierdzeniach. Oto jak postępujemy:
Podmiot zostaje umieszczony przed mikrofonem (M), jak pokazuje rycina 17.
[Ryc. 17 — Całość montażu pozwalającego na audiometrię obiektywną: M = mikrofon, An = analizator, Am = wzmacniacz, E = słuchawka; filtry dolnoprzepustowy, środkowoprzepustowy, górnoprzepustowy.]
Ten mikrofon jest podłączony do analizatora (An) z bardzo szybkim automatycznym przemiataniem, o paśmie bardzo rozciągniętym dzięki nałożeniu pięciu linii pozwalających na analizę spektralną dźwięku od 0 do 10 000 c/s lub 20 000 c/s na 50 cm.
Ten sam mikrofon pozwala następnie atakować wzmacniacz (Am) — i kilka dróg jest nam dostępnych:
- 1° przez drogę I, osoba odbiera natychmiast swój normalny głos i może się tym samym kontrolować;
- 2° przez drogę II, wzmocniony głos może — wedle wyboru — przejść bądź przez filtr dolnoprzepustowy zmienny od zera do nieskończoności; bądź przez filtr górnoprzepustowy zmienny od nieskończoności do zera; bądź przez filtr środkowoprzepustowy zmienny w rozłożeniu i wysokości;
- 3° przez drogę III, głos zostaje wreszcie zmieszany z szumem tła — typu białego szumu — który można dawkować w natężeniu (w decybelach) i — co więcej — ograniczać w jego wymiarze rozprzestrzenienia, dokładnie w przejściach gry filtrów dolno-, górno- i środkowoprzepustowego.
Otrzymujemy w ten sposób następujące wyniki:
1° przez drogę I, osoba mówi normalnie przed mikrofonem, kontrolując się słuchawkami. Otrzymujemy wówczas spektrum obwiedniowe — i widzieliśmy, że eksperymentalnie to spektrum wpisuje się w krzywą obwiedniową spektrum słuchowego osoby.
2° przez drogę II, używając filtra dolnoprzepustowego, ścinamy wszystkie wysokie tony na zmiennej wysokości i stwierdzamy kompresję ich działania w narzuconych granicach. Podobnie z filtrem górnoprzepustowym. W obu przypadkach stwierdza się, że dla pewnych stref osoba nie potrafi już saturować dotkniętych pasm. Wiemy wówczas, że strefy pasma przepustowego, które można redukować lub otwierać do woli — i które można przesuwać po trasie normalnego spektrum słuchowego — konstruują spektrum głosowe lub to samo pasmo przepustowe narzucone słuchaniu. Za każdym razem, gdy w spektrum dźwiękowym lampy katodowej ujawnia się dziura, odnajdujemy dziurę słuchową. Wynik szeroko potwierdza poprzedni.
3° przez drogę III, można uzyskać inną próbę za pomocą generatora białego szumu. Wysyła się — w słuchanie podmiotu — postępujący szum tła. W pewnym momencie stwierdza się, że spektrum głosowe maleje w natężeniu, i to globalnie dla wszystkich częstotliwości. Właśnie przekroczyliśmy próg słyszenia. Od tej chwili podmiot mówi głośniej, lecz wciąż prezentuje spektrum głosowe o identycznym przebiegu — czyli bez modyfikacji w spektrum wstrzykiwanego białego szumu, dotyczącego np. pasma 0-1000 c/s. Rozszerza się wówczas część spektrum białego szumu wstrzykiwanego, dotyczącego np. pasma 0-1000 c/s. Osoba nie może wówczas dokonać translacji ku wysokim dźwiękom — nie może mówić głośniej i musi zmienić barwę. Jest to zjawisko Lombarda dodatnie.
Możemy następnie stopniowo rozszerzać nasze wstrzykiwane spektrum ku wysokim częstotliwościom. Po pewnej granicy — np. 4000 c/s — osoba nie jest w stanie pójść dalej. W tym momencie znajdujemy się na górnej granicy jej słyszenia dźwięków wysokich.
Można w ten sposób — bez wiedzy podmiotu — poznać rozprzestrzenienie jego słuchu i dokonać prawdziwej audiometrii obiektywnej, przez kontrreakcję słyszenie-fonacja.
Widzi się więc — w tych kilku liniach wykładu — zasadniczą rolę, jaką gra słyszenie nad fonacją, oraz znaczne konsekwencje tych związków, które mogliśmy w tym artykule jedynie streścić.
Manuskrypt otrzymany 21 marca 1956 roku.
Źródło: Tomatis A., „Relations entre l’audition et la phonation", Annales des Télécommunications, t. II, nr 7-8, lipiec-sierpień 1956, Cahiers d’Acoustique nr 74, s. 133-156. Komunikat dotyczący prac Zgromadzenia Akustyków Języka Francuskiego (G.A.L.F.). Manuskrypt otrzymany 21 marca 1956 roku. Dokument zdigitalizowany pochodzący z osobistych archiwów Alfreda Tomatisa.
Dokument oryginalny — facsimile historycznego PDF (bezpośrednie pobranie).